26.11.2020

Nowy Napis Co Tydzień #077 / „Próbowałem zetrzeć słońce, lecz wisiało za wysoko”. O debiutanckim tomie Łukasza Barysa

Wysokie słońce to tytuł debiutanckiego tomu Łukasza Barysa, za którego projekt poeta otrzymał wyróżnienie w II edycji konkursu „Nowy Dokument Tekstowy” zorganizowanego przez Instytut Literatury. O samym autorze dowiadujemy się z notki na okładce, że urodził się w 1997 roku w Pabianicach, jest studentem filologii polskiej i prawa na Uniwersytecie Łódzkim, a także laureatem konkursów poetyckich. Z kolei w laudacji, której fragment przeczytamy sięgając po książkę, jury zwróciło uwagę na to, że twórca posługuje się znamienną strategią łączenia tradycji z nowoczesnością oraz klasyki z awangardą. Odrobiwszy poetyckie i kulturowe lekcje, autor decyduje się na twórcze przekształcanie zastanych praktyk – jeśli chodzi o stosowanie takich właśnie strategii – a tym samym odważnie umiejscawia swoją propozycję spojrzenia na wiersz w przestrzeni najnowszej liryki. Tej natomiast nieobce są podobne twórcze gesty, zabawy z tradycją, od których zaczyna poszukiwania swojego głosu. Barys od początku buduje własny poetycki język i wizję tego, czym jest dla niego współczesny wiersz, bazując na solidnych podstawach i zrozumieniu mechanizmów podejmowanej pracy.

1.

Powracając jeszcze do treści laudacji, powiedzmy za jurorami o obranej przez Barysa metodzie pisania. Poeta uruchamia serie fraz, kreuje logiczne koncepty, by znienacka przełamywać je stylistycznymi wtrętami czy ontologicznymi pytaniami o sprawy uniwersalne i zawsze niedopowiedziane, a więc o miłość i śmierć. Podmiot, który prowadzi czytelnika przez zarysowywane w ten sposób przestrzenie, musi godzić się na trwanie w nieusuwalnym rozdarciu i niepewności. Poeta ustawia go między świadomością braku, a świadomością nadmiaru, w zawieszeniu, a może jednak w jedynym możliwym punkcie, z którego jest w stanie obserwować zdarzenia i myśleć o ich konsekwencjach. Mielibyśmy zatem do czynienia z takim prowadzeniem tekstu poetyckiego, w którym dochodzi do spięć wewnątrz zdań, w wyniku których burzą się i mieszają porządki, tak w sferze poznawczej, jak i estetycznej. Zestawianie ze sobą tematów przyziemnych i tych wkraczających zdecydowanie w pole filozoficznej refleksji, wplatanie do tekstu bazującego na indywidualnym doświadczaniu świata przez jednostkę pytań wytrącających nas, czytelników, z przewidywalnej – jak byśmy mogli się spodziewać – całości, jest w wierszach Barysa efektem poetyckiej pracy. Czytelnik odnosi zaś wrażenie, jakby wiersz dopasowywał się z łatwością do zamysłu autora, który chce swój wiersz otworzyć na przepływ myśli i zdarzeń, jednocześnie panując nad osiąganym efektem dzięki konstrukcji frazy i dobranej rytmice.

Mając na uwadze, że w samej laudacji poruszono kilka istotnych i pojemnych znaczeniowo tematów, trzeba podkreślić, że jest to książkowy debiut pochodzącego z Pabianic autora. Z drugiej strony, wydanie teraz pierwszego tomu nie powinno być dużym zaskoczeniem dla wszystkich śledzących poetyckie życie w Polsce, jako że autor był wielokrotnie nagradzany w rozmaitych konkursach, by przywołać między innymi przyznane mu Grand Prix konkursu im. Reinera Marii Rilkego, laury w konkursie im. Haliny Poświatowskiej czy konkursie im. Georga Trakla. Swoje utwory publikował chociażby w „Wizjach”, „Tlenie Literackim” i „Toposie”. Obrane w Wysokim słońcu strategie prowadzenia wiersza, łączenia i przełamywania konwencji, kreacja podmiotu oraz sposoby umieszczania go pośród kilku centralnych tematów przeplatających się przez książkę dowodzą, że jest to debiut, któremu warto poświęcić czas i uwagę.

2.

Tom podzielony jest na dwie części zatytułowane kolejno: Baw sięWódź się. Część pierwszą otwiera cytat z wiersza Co było wielkie Czesława Miłosza, natomiast całość, fragment Lata 1987 Andrzeja Sosnowskiego. Otwieranie debiutanckiego tomu cytatami z Miłosza i Sosnowskiego jest gestem ryzykownym, odważnym, ale i tym bardziej interesującym, im głębiej zajrzymy pod podszewkę, zastanawiając się, co twórca chce osiągnąć lub na jaką, idąc tropem Życia na Korei, pragnie zabrać nas wyprawę. Doszukiwanie się w tym wyborze śladów pojedynku z prekursorem, konfrontacji z mistrzami, to jeden z możliwych do podjęcia tropów. Dużo bardziej owocnym i dającym szerszą przestrzeń do interpretacji będzie jednak spojrzenie na tego typu wprowadzenie czytelnika w tom jako na zmyślny chwyt, oparty na możliwościach, jakie dla aktu lektury tworzą intertekstualne gry. W przypadku Wysokiego słońca funkcjonują one na prawie punktu zaczepienia, z którego możliwe staje się wyjście ku kolejnym ontologicznym, estetycznym i językowym przestrzeniom. Pośród nich właśnie poruszać będą się wiersze. Swoboda, z jaką Barys przywołuje poetyki wprost i jak robi to pokątnie, przemycając pogłosy lub nawiązując do konkretnych zjawisk, pozwala myśleć o szerszym zamyśle przyświecającym opublikowaniu książki. Określić można by go było jako świadomą, lekką w obranych środkach i poważniejszą w motywacjach zabawę w punktowe tym razem zaznaczanie swojej obecności na tle znanych, solidnie krytycznie umocowanych na mapie zjawisk literackich poetyk. Skoro zaś mamy tu do czynienia z twórczą świadomością, która jest zarazem plastyczna i osadzona na mocnych podstawach, zobaczmy, jak wędrówkami podmiotu rozpisuje Barys mapę odwiedzonych miejsc, i jaką przestrzeń pozwala mu to dla siebie wygospodarować.

3.

Baw się! Od takiego wykrzyknienia rozpoczynamy wyprawę w stronę Wysokiego słońca, choć w samym wierszu otwierającym tom wychodzimy od wschodzącego, świecącego już słońca. Czytając tytuł pierwszej części książki, nie mogę pozbyć się myśli o okładce książki Romana Honeta z 2008 roku, czarno-białej, na której siedzące na huśtawce rozchichotane dziecko wystawia do mnie rządek swoich małych zębów. Kolorystyka, rekwizytornia, centralna postać na okładce sprawiają, że szalejące w tomie Honeta motywy śmierci, rozkładu, entropii i niepokoju powodującego dziwne napięcie są tylko bardziej przejmujące. Są to przecież wiersze pokazujące poetycką świadomość, w której świat rozmył się, przenicował, a rolą poety – z pomocą ironii, ale i szorstkiej czułości – jest mówienie o nim, bo przecież ów świat ciągle dzieje się, nie przepadł. Zaczynając czytać wiersze Barysa, nie słyszę jednak Honeta, lecz dostrzegam potrzebę podmiotu, a być może potrzebę samego wiersza jako tekstualnego bytu, do oddania miejsca tematom ważnym, uniwersalnym, a przy tym organizującym się wokół pojedynczego istnienia, doświadczeń jednostki oraz jej relacji z innymi – tak ludźmi, jak zwierzętami i elementami materii nieożywionej.

Już na początku, w utworze Pętla – co też znamienite dla tej domkniętej całości, jaką stanowi tom – podmiot subtelnie odsłania przed odbiorcą, z czym on i my, jego widownia, będziemy zmagać się w książce. Weźmy najpierw pod obserwację kwestie wiersza jako ruchomej układanki języka i obrazów oraz pisania jako pewnego sposobu na okiełznanie doświadczenia bycia w świecie, poznania i nadania rytmu relacjom, w których się istnieje. Nasi bliscy, nasi i nasze ukochane, oswojone przez nas zwierzęta i my, ludzie, oswajający się na co dzień z koniecznością straty tego, co kochamy. Myślę, że w tym wyliczeniu udało mi się ująć kilka najistotniejszych sfer, w których musi się odnaleźć wiersz Barysa. Czy rzeczywiście musi, a jeśli tak, to dlaczego i jakie stawiane są przed nim zadania? Okazuje się, że istnieje centralny punkt, wokół którego organizują się znaczenia i który dość mocno określa perspektywę osoby mówiącej. By posłużyć się cytatem: „Istotnie, wpuszczono nas w system, / lecz o nim wcale nie opowiedziano: / śmierć urosła nam w oczku lodem – Lena leży na lodzie, zagląda w toń” (Pętla, s. 10). W ten sposób zostajemy postawieni przed jasno określonym problemem, jakim jest rozpoznanie swojego położenia w środku systemu, który przywodzi na myśl mechanizm organizujący w sposób techniczny, bezosobowy, kruche, ludzkie życie. Liczba mnoga i występująca w wielu późniejszych tekstach postać Leny dodatkowo podkreślają trudność sytuacji, w której bohaterowie nie tyle się znaleźli, co w którą zostali wrzuceni. Czułość obecna w spojrzeniu mówiącego współorganizuje ten wiersz, dzięki czemu obraz dziewczyny próbującej przez taflę lodu zaglądać w toń tak doskonale współgra z wizją czekającej tuż obok śmierci. Poeta ustawia swój podmiot na poznawczych manowcach, obdarzając go przenikliwym spojrzeniem i przywiązaniem nie tyle do rzeczy tego świata, co właśnie osób czy zwierząt jako towarzyszy zaplanowanej ponad nimi podróży. Jednocześnie wskazuje on więc na system jako strukturę narzucającą określone spojrzenie na rzeczywistość oraz na to, co – choć nienazwane wprost – stoi za poczuciem niepewności lub słabości jednostki. Tak wpatrzonemu w przejścia między sferami podmiotowi poeta każde nadal drążyć najważniejsze kwestie, przy czym kluczowa będzie dla niego rola wiersza i tego, co próbuje widzieć i zrozumieć z jego pomocą. Świadectwem braku odpowiedzi na pytania o źródła czy namacalny punkt wyjścia, niech będą słowa zamykające Pętlę, które mógłby wypowiedzieć sam poeta, dając sobie asumpt do ciągłych poszukiwań: „Wiercę dziurkę. Skąd mam wiertło?”.

4.

Mimo narzucającego się za sprawą wcześniejszych rozpoznań tonu, trzeba zwrócić uwagę, że narzędzia, którymi posługuje się podmiot wierszy Łukasza Barysa, próbując opowiedzieć o swoich zmaganiach z wierszem, światem i rozumieniem, są ściśle związane z zabawą – otwartą na obecność innych, angażującą, momentami beztroską. Poezja jako dziedzina zagarniająca różne tony i kolory otoczenia dopuszcza właśnie do tego, by owe skojarzenia z zabawą miały charakter zwodniczy i nigdy nie były do końca pewne. Dzięki temu umieszczani w samym środku zachodzących zmian-zabaw bohaterowie, tak jak i podmiot, któremu może zdawać się, że ma pewną moc sprawczą, pozostają wystawieni na niebezpieczeństwo. Czasami będzie ono znane i wówczas będzie wiązać się z brakiem domostwa jako przestrzeni, w której można znaleźć spokój; może też przyjść znikąd, znienacka. Co jest w stanie w takiej sytuacji zrobić ten, który narzędziami się posługuje? W wierszu Gdzie rośnie piasek możliwą do obrania strategią mogłoby być zbudowanie miasta, domu, jednak to szybko okazuje się nie mieć racji bytu. Takie miasto byłoby kolejnym zbiorem placówek służących temu, by wymiana przedmiotów za pieniądze odbywała się szybko i sprawnie. By handel kwitł bez względu na cenę, pochłaniając nawet symboliczne sacrum, a plastik czy elektrośmieci mogły zająć jeszcze więcej przestrzeni.

Zostało trochę piasku, więc zabawię się
z tobą w morze, ulepię ci miasto;
z kościołem, Biedronką i Amazonem –

lubię przyrodę. Ludzi zrobię z kamieni albo elektrośmieci

(Gdzie rośnie piasek, s. 13)

Dobór rekwizytów nie pozostawia wątpliwości co do warunków organizujących współczesne życie, bardziej lub mniej standardowych, będących już elementem wpisanym w krajobraz średnich czy większych miast. Przyszłość, na którą przecież czekali rodzice czy dziadkowie obecnych mieszkańców, wydarza się bez przeszkód, choć przecież obarczona jest ogromnym długiem wobec środowiska i przyszłych pokoleń. Jeśli chodzi o polityczne czy społeczne rozpoznania, do których w tych wierszach dochodzi, warto im się przyglądać także przez pryzmat zabawy, w ramach której dochodzą do głosu. Czy będzie to odciskanie babek z piasku, skakanie na trampolinie czy przytaczanie historii przeczytanych w gazetach – zawsze w zabawie ukryta będzie opowieść o stracie.

Jeżeli jednak system umieszcza bohaterów, i nas, współczesnych ludzi, w określonych warunkach bytowania, musimy się w nim nie tylko odnaleźć, ale i przyznać, że sami uczestniczymy w budowie rzeczywistości przez ów system organizowanej. W relacji mówiącego świadomość tego stanu jest rozpracowywana na kilku poziomach. Najbardziej intrygująca wydaje mi się w tym kontekście jego skłonność do skupiania się na wyodrębnianiu pewnej sfery rzeczywistości dla siebie i Leny, niechby była to próba okiełznania fragmentu przestrzeni, zostawienia śladu, jak wtedy, kiedy mówi on: „Odcisnąć siebie, Lenę i babkę. Zmieszczę nas w formę?”. Owa forma może być wierszem, trumną lub arką – miejscem dojścia, zamknięcia lub próbą biernej ucieczki, jeśli wolno mi posłużyć się tak logicznie niepoprawnym sformułowaniem.

5.

Strata dokonuje się nieustannie, zwykle niezauważalnie dla postronnego obserwatora tak zwanego normalnego życia. W Wysokim słońcu wyeksponowana zostaje śmierć dotkliwa, namacalna i nieuchronna. Przez te wiersze przewija się bowiem motyw umierania psa, przechodzenia przez proces utraty sił przez bezbronne zwierzę, w końcu – pożegnania z odchodzącą Muszką. Zabawy słowne, którymi posiłkuje się przy opisywaniu tego procesu poeta, uruchamiają opowieść o stracie wplecioną w serie codziennych doświadczeń i rodzinnych spotkań. Muszka to towarzysz, to także ciało, które traci siły i nagle znika, jak mówi podmiot „To wszystko tak prędko” (Muszka, s. 16). Wyczulenie na oznaki kruchości życia w jego rozmaitych formach to także element wyróżniający debiutancki tom Łukasza Barysa. Poeta zdaje się nam mówić, że owszem, figury języka, metonimie, metafory, wszelkie tropy i alegorie, rozpędzona ironia mogą w wierszu służyć do przeniesienia poczucia owej nieuchronności. Kiedy jednak mowa o umieraniu, pożegnaniach z pewną odsłoną bycia, najmocniej przemawia czułość.

6.

Jeśli powrócić na moment do przywołanych wcześniej motywów, zaznaczmy, że drugą część książki opatrzoną tytułem Wódź się rozpoczyna fragment Z melodii ludowych, a powrót do ludowości, do jakiejś wersji znanej z dzieciństwa arkadii, wizyt u babci kojarzących się z baśniami i stadkiem kurcząt, gąsek, jest istotnym elementem poetyckiej układanki stwarzającej pewną możliwość ucieczki. Powrót na wieś, choćby symboliczny, pozwala mówiącemu odnaleźć się w modlitwie, poniekąd schronić się przed chaosem. Jest to modlitwa o tyle specyficzna, że odbywa się na uboczu i opiera się o franciszkańskie z ducha umiłowanie świata przyrody. Pozwala też oddalić się od tych stron teraźniejszego życia, które sprawiają ból, są ciężarem:

Formy ucieczki są różne, ale forma ocalenia
mieści się w skórce: wolałbym taki świat,
pszczółki i drzewa, niewiele ponad

ziemię. Wolałbym taki sad, ale skąd go wymodlić,
skąd go wziąć? Wziąć odpowiedzialność za losy,
gdy idą w miliony, czy za lasy, gdy idą w popioły?

(Znowu na wsi, s. 41)

Prawdziwa ucieczka musiałaby wydarzyć się jako całkowite zniknięcie, z czego mówiący zdaje sobie sprawę. Widok niszczejących krajobrazów, które w lokalnej odsłonie, tak samo jak w szerszej perspektywie (pożary w Australii czy Amazonii) napawają go spokojem, teraz łączy się ze śmiercią i zniszczeniem. Efektem tego typu myślenia jest powracanie do wspomnień o ranach doznanych w dzieciństwie, obiecywania matce, że będzie się dzielnym, a więc do wczesnych prób przezwyciężania poczucia własnej słabości, kruchości. Jeśli wówczas coś mogło pomóc przezwyciężać trudną do zniesienia wersję świata, a mianowicie wyobraźnia. Teraz mógłby być to wiersz, gdyby i on ostatecznie nie był skazany na porażkę:

[…]
I myślałem o własnym
parlamencie, że nazwałbym go wiersz
(wyobrażam sobie, wzięliby go na języki,
wzięliby go na opał)

(Ustawa, s. 52)

7.

Pojawiające się i powtarzające w wierszach kategorie czasu, miejsc zabaw, dziecięcej arkadii i związanej z nią niewinności czy też naiwności, łączy kategoria zmiany użyta w kontekście świadomości mówiącego podmiotu. Ich zestawienie mogłoby w sposób niezwykle dramatyczny ukazać wewnętrzne zmagania wrażliwej jednostki, która jednak zna pojęcie i rolę ironii. Proces ten przebiega o wiele łagodniej dzięki skupieniu na tym, co zewnętrzne i na relacjach z innymi. Piętno upływu czasu mierzone od statusu świadomości dziecka, odciskając się na filtrach nakładanych na dorosłe diagnozy, prowadzi do powrotu do tych właśnie założycielskich opowieści.

Tymczasem współczesność, w której przychodzi nam, podobnie jak podmiotowi, definiować dorosłe już relacje, pełna jest zniekształconych opowieści. Seriale, historie w gazetach, treści w Internecie – wszystko rozpływa się w powietrzu, trudno nie widzieć, jak te sfery przenikają do realnego życia. Ono z kolei pełne jest niepotrzebnych elementów, śmieci, plastiku; jest też rozpędzone, i znów musimy sobie przypomnieć, że w system zostaliśmy wpuszczeni:

Brak włącznika,
nadmiar laleczek,
morze plastiku,
porąbane rączki i nóżki.
Brak włącznika

(Rozłączne, s. 22)

Rozumienie otaczającego świata, politycznych i socjologicznych konfliktów i nieścisłości, staje się w wierszach Barysa mechanizmem narzucanym samemu sobie i transponowanym na wiersze, przynajmniej pozornie wystarczającym w odniesieniu do potrzeby opowiedzenia o nich swoim językiem. Jakkolwiek bowiem czytanie Wysokiego słońca byłoby trudne w kontekście jednoznacznego zaangażowania czy odsłonięcia politycznego zamysłu całości, to wiersze – szczególnie z drugiej części – pozwalają na wyodrębnienie pewnej grupy sensów i nawiązanie dialogu z medialnymi tematami angażującymi wpatrzoną w ekrany publiczność. Bez względu na to, czy określimy widzianą oczami podmiotu wierszy współczesność Barysa jako wersję świata transmitowanego w mediach czy też jedynie przestrzeń języka starającego się tę przestrzeń oswoić.

8.

Utwory składające się na tom Wysokie słońce są wychylone ku czytelnikowi, ku bohaterom projektowanym w tekstach. Są to wiersze bardzo komunikatywne, często oparte na rozmowie lub wypowiedzi kierowanej go kogoś, czy będzie to Lena, przyjaciółka i powierniczka, czy Muszka, a zawsze obecny gdzieś z boku przygodny odbiorca. W jednym z tekstów podmiot wypowiada to proste, a niezwykle czułe w swojej zwyczajności zdanie: „Te wszystkie chwile są dla ciebie, / te wszystkie wiersze to nasze historie tygodnia.” (Chwila dla ciebie, s. 25). Otwarcie wierszy na obecność innych, a nawet więcej, włączenie ich czy nas w projektowanie poetyckiej przestrzeni rozumienia, jest gestem definiującym pojmowanie tekstu poetyckiego właśnie jako platformy lub też systemu komunikacji. W jej ramach ożywiane są historie i teraźniejsze doświadczenia, rozpracowywane mogą być również mechanizmy, w jakie wciąga nas współczesność, powodując, że tracimy z pola widzenia rzeczy ważne. Samo ich definiowanie jest przecież zadaniem niełatwym, wymagającym dojrzałości i odpowiedzialności za sposób postrzegania swojej roli wobec świata, wobec ludzi i natury.

Możemy ponadto przyglądać się, jak w poezji Barysa ukazywane są zależności między człowiekiem, kulturą i środowiskiem. Jak – bez antagonizowania i wskazywania na jedyną właściwą metodę rozumienia – kształtują się współcześnie zależności między politycznym a prywatnym, społecznym, a należącym do bogatego zbioru wątków o charakterze ekologicznym. W ten sposób na terenie wiersza dochodzi do uzgadniania doświadczeń egzystencjalnych z doświadczeniem kulturowym obejmującym w ponowoczesnym świecie rozmaite, często pozornie dalekie sfery. To kulturowe doświadczenie jednoczące byt zbiorowy z indywidualnym wychodzi właśnie od wymiaru osobowego, którego głównym kanałem komunikacji okazuje się przekaz poetycki – niewinna zabawa w istocie nadbudowująca jednostkowe przeżywanie. Przytoczmy na koniec trzy cytaty, które w wielkim skrócie dają wyraz temu, jak samo pisanie i bycie łączą się w optyce Barysa, wystawiając język na czekające go jeszcze przygody: „W wierszach lubię aronię, // lecz dziś mówię szczerze. Bawię się w kompocik, / wszystkich równo ścinam” (Turla mnie kulka, s. 35), „Muszę skubać kołdrę, / produkować naiwne wiersze” (Promienne, s. 37), oraz:

Jestem tu (ludzki, nieludzki),
na dnie wsi i nie ma nikogo,
kto pamięta me dzieciństwo […]
I co na to powiesz, moderatorze sieci
(martwa przepiórko)?

(Do ciebie, kaczką, 68)

Łukasz Barys, Wysokie słońce, Instytut Literatury i Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi, Łódź 2020.

Okładka książki "Wysokie słońce"

Książkę można kupić w naszym e-sklepie.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Monika Brągiel, „Próbowałem zetrzeć słońce, lecz wisiało za wysoko”. O debiutanckim tomie Łukasza Barysa, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 77

Przypisy

    Powiązane artykuły