17.12.2020

Nowy Napis Co Tydzień #080 / *** (Szkwał. W zimnej koszuli idę wzdłuż zatoki)

Wiersz z tomu Głosy.

Szkwał. W zimnej koszuli idę wzdłuż zatoki.
Kim byłem? Ziarenkiem piasku pod stopą rybitwy
kapitanem fregaty w czapce po stryju Władku
sercem szybkich jaskółek z kratkowanego papieru
specem od gry w nożyka i Wyścig Pokoju
wiecznym utrapieniem mojej biednej mamy
bo zamiast ministrantury wolałem mecze w nogę.
Trudno wyliczyć wszystkie magiczne wcielenia.
Zasypiając czułem jak przy skroni wiruje poduszka
Ziemi a w głowie tną kosmos milknące
gwiazdy. Życie. Szesnaście ogromnych lat.
Przebiegały tak lekko że zapominałem oddychać
a kiedy ochłonąłem przyszedł dzień odczytania.


W tym dniu moje życie trwało tylko godzinę.
O czwartej trzydzieści obudziłem się w bloku.
A do piątej czterdzieści otwierał się los.
Poznałem ludzką podłość pragnienia
i tajemnice czystej mądrej wolności.
Burzliwą przyjaźń z Żeromskim zakończyłem kłótnią.
Przed kolegami ukryłem jak zabrzmiało we mnie
przekleństwo zdania Norwida Czemu cieniu odjeżdżasz
Ściągnąłem od Leonarda schemat lekkich skrzydeł.
Nie uciekłem daleko. Zostałem niewolnikiem
lunatycznych spacerów z Dorotą córką spawacza
ze Stoczni Marynarki Wojennej i Afrodyty Zimnych Mórz
uwięzionej w bezkształtnej sukience z bistoru.
Tak zostałem ojcem czy dobrym doprawdy nie wiem.
Dzieci nie pamiętam lub boję się wspomnieć
ich lniane zadziorne stópki i słowa jak skóra świata.
Uczyłem się starości. Bóg pojawiał się znikał.
Z wysokich słów schodził Chrystus bym wątpił
i dotykał. Podróże? Do Krakowa i na rowerze
za miasto przez nieprzebyty gąszcz słodkich
sierpniowych obietnic.
Tym razem żyłem uważnie hamując obroty Ziemi
by czuć jak stygną w zmierzchu piaszczyste ścieżki czasu.

 

Pocisk przedzierał się długo przez szron i stukot szyn
przez ranne zgniecione światła
wymieszane z olejem zabłoconego słońca
by wreszcie przebić mi szyję
przez okno trójmiejskiej kolejki.
Cóż musicie uwierzyć że wszystko przeżyłem w godzinę
bo przecież nie zmartwychwstałem
a wciąż mam szesnaście lat.
Jeśli kłamię i mnie nie spotkało
co spotkać przecież musiało
to wierzcie  świat żaden
naprawdę nigdy nie istniał.


Zastrzelony? (19541970?)

Tom Głosy Jana Polkowskiego można kupić w naszym e-sklepie.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Jan Polkowski, *** (Szkwał. W zimnej koszuli idę wzdłuż zatoki), „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 80

Przypisy

    Powiązane artykuły