23.12.2020

Nowy Napis Co Tydzień #081 / Pytania o byt doczesny i podniebny. Recenzja „Anielskich potyczek wyobraźni” Jacka Pechmana

Najnowszy tomik poetycki Jacka Pechmana to zbiór, który trudno zaszufladkować. Jeżeli stwierdzilibyśmy, że to poezja religijna, to na pewno nie szablonowa, lecz oferująca głębię osobistego doświadczenia. Jeżeli uznalibyśmy go za kalejdoskop filozoficznych refleksji o ludzkiej egzystencji i kondycji, byłaby to filozofia tyleż niosąca nadzieję, co wyzuta z naiwnego optymizmu. A przy tym szczera, obserwująca samą siebie, świadoma własnych ograniczeń.

Opozycja, poezja, Bóg

Kim jest Jacek Pechman? Odpowiedź na to pytanie może przybrać różne kształty. Na początek zbudujmy ją z najistotniejszych faktów biograficznych. Urodził się w 1966 roku w Pyrzycach, od młodzieńczych lat związany z Kołobrzegiem, gdzie ukończył liceum. Następnie studiował filozofię. W latach osiemdziesiątych był aktywnym działaczem opozycji antykomunistycznej w PRL. W latach 1982–1985 razem z Józefem Paciorkowskim, Katarzyną Paciorkowską i Zbigniewą Busztą był organizatorem tak zwanych wieczorów patriotycznych. Współtworzył Niezależny Samorząd Uczniowski w Zespole Szkół Mechanicznych. Brał także udział w przewożeniu i kolportażu podziemnej prasy i książek z Gdańska i Szczecina. Organizował wiele akcji opozycyjnych. Za współorganizację akcji ulotkowej nawołującej do udziału w organizowanej manifestacji solidarnościowej został zatrzymany w listopadzie 1983 roku przez Służbę Bezpieczeństwa.

W tamtym okresie Pechman wchodził też w świat literatury i kultury, między innymi dając się poznać w młodzieńczych latach jako autor scenariusza sztuki opartej na dramacie Na pełnym morzu Sławomira Mrożka. Do wystawienia owej sztuki ostatecznie nie doszło z powodów politycznych. Literatura zagościła jednak w jego życiu na stałe. Obecnie Pechman jest między innymi dyrektorem artystycznym Festiwalu Piosenki Poetyckiej im. Jacka Kaczmarskiego „Nadzieja”, który prowadzi wraz z żoną Katarzyną. Festiwal odbywa się w Kołobrzegu od 2004 roku. Również z małżonką był współtwórcą „Herbertiady” – ogólnopolskiego przeglądu twórczości poety. W 2019 roku został zaś twórcą i dyrektorem artystycznym I Ogólnopolskiego Przeglądu Twórczości Przemysława Gintrowskiego, organizowanego również w Kołobrzegu.

Dawniej oddany opozycyjnej działalności, obecnie nie tylko literat, ale także człowiek, w którego życiu istotną rolę odgrywa wiara. Jego teksty, dotyczące nie tylko tematów literackich, można znaleźć między innymi na portalu KołobrzegWiary.pl. Jest także członkiem zarządu stowarzyszenia Katolicka Inicjatywa Kulturalna. Wiara ewidentnie odegrała także rolę w tworzeniu jego najnowszego tomiku. A nie sposób nie dostrzec w nim również natchnienia płynącego od Herberta.

Poeci wśród aniołów

Kim jest Jacek Pechman? Nie, nie, z pewnością nie naśladowcą, ani nie uzurpatorem. Herbertowskie natchnienie dostrzegalne w Anielskich potyczkach wyobraźni nie oznacza imitacji, lecz podobieństwo ducha poezji Pechmana i tej, którą niegdyś tworzył autor Struny światła. Na czym owo podobieństwo polega? Na humanistycznej refleksji nad ludzkim bytem, kondycją człowieka i jego miejscem w świecie. Refleksji filozoficznej toczonej przy wykorzystaniu poetyckich narzędzi na czele z oszczędnością formy, prostotą słowa i wykorzystaniem plastycznej i pojemnej alegorii pozwalającej zaprezentować czytelnikowi rozmaite idee dotyczące etyki, transcendencji i aksjologii. U Herberta był to Pan Cogito przyglądający się samemu sobie. U Pechmana funkcję te przejmuje tytułowy Anioł przyglądający się… chwilami również sobie, ale także ludziom. Odkrywający nasz gatunek, rozważający jego cienie i blaski, a ostatecznie toczący egzystencjalną rozmowę z poetą.

Za sprawą wykorzystania anielskiego motywu dołącza Pechman do szeregu polskich twórców, którzy w swoich wierszach zapuszczali się w podniebne rejony. Czynił to ksiądz Jan Twardowski w tomie Aniele mój, gdzie prosił anioły o ich opiekę nad życiem doczesnym czy oddawał się refleksji nad istotą obcowania z Bogiem w sensie dosłownym. O tajemniczości aniołów pisał Bolesław Leśmian w swoim cyklu AniołowieSadu rozstajnego, notując choćby, że „to oni właśnie najtrwalej, najdzielniej / mogliby kochać – od nocy do świtu – / Podobni mewom w zatokach błękitu”. Aniołowie w różnych kontekstach pojawiali się także u Białoszewskiego, Baczyńskiego czy Szymborskiej.

Nad unikalnością tych bytów pochylił się swego czasu i Herbert w wierszu Siódmy anioł z tomu Hermes, pies i gwiazda. W tym jednym z najwcześniejszych utworów poety, w których zarysowywał się jego system poetycki, Herbert przedstawiał postaci aniołów, kilku znanych (jak Rafael czy Gabriel), kilku mniej znanych, na czele z ukonstytuowanym przezeń Szemkelem, tytułowym siódmym aniołem, „wielokrotnie karanym za przemyt grzeszników między otchłanią i niebem”. Uprawiał więc Herbert w tym utworze swoistą trawestację klasycznych chrześcijańskich podań o aniołach, a przedstawiając Szemkela jako anioła „zarażonego ludzką niedoskonałością” (jak to ujmował Stanisław Barańczak w swoim Uciekinierze z Utopii), wykorzystywał ową figurę do ukazywania ułomności ludzkiej egzystencji. Również Pechman w swoim tomie poetyckim przywołuje Anioła w podobnym celu – by z jego pomocą mówić o nas samych.

Anioły i ludzie

Zjawiamy się, tak jak Anioły, w swoich nieskończonościach niezasłużenie. Trwamy w nich, przeczuwając swoje ograniczenia i nie mamy w płucach tyle miejsca, aby odetchnąć pełnią. Wstajemy rano, idziemy z powinności w powinność, pytając od czasu do czasu, ile można w tym krążeniu ustalonym torem lotu uchwycić błogosławionych chwil. Jedną? Wiele?

– zapytuje poeta z okładki swego najnowszego tomu. To pytanie o tajemniczy metafizyczny balans między nieskończonością ludzkiej duszy a temporalnością istnienia będzie powracać w kolejnych wierszach jego zbioru.

Powracać, a zarazem narastać, nabudowując się na kolejnych stawianych pytaniach. Anielskie potyczki wyobraźni mają bowiem nietypową strukturę. Na zbiór ten składa się dwadzieścia dziewięć wierszy przedzielonych sześcioma listami. Każdy z listów ma określony temat, a następujące po nim wiersze są mniej lub bardziej podporządkowane owemu tematowi. Nim jednak odczytamy pierwszy z listów i poznamy jego adresata, ujrzymy wiersz pod tytułem Tyle spraw…, który uznać można za prolog tomu i swego rodzaju wiersz „programowy”. W tym oto utworze obserwujemy ludzi kroczących po mieście dzień w dzień, zajmujących się swymi sprawami. Zaś nad nimi kroczą… anioły. Ich anioły, stróże ludzkich dusz przyglądający się ich doczesnym chwilom. Już na wstępie swojej książki mówi więc poeta – oto jest coś więcej, coś nad nami.

I to właśnie owo „coś więcej” stanie się z jednej strony bohaterem kolejnych wierszy, a z drugiej – adresatem listów, które poeta kieruje do Anioła – tym razem pisanego wielką literą (jak i w kolejnych wierszach), bo nie jest to już anioł „jakiś”, jest to anioł bardzo konkretny, osobisty. Listów jest sześć, dotyczą kolejnych spraw, nad którymi pochyla się ich nadawca, o które pyta Anioła, albo… które stara się Aniołowi objaśnić (czasem jedno nie wyklucza drugiego). O przebaczaniu, O pojmowaniu piękna, O zmianach, O przemijaniu, O dobru, O chwilach i tęsknocie – to tytuły kolejnych listów. W nich to człowiek pochyla się nad istotą rzeczywistości i sobą samym w owej rzeczywistości. Zadaje pytania, szuka odpowiedzi. Pisząc do Anioła o przebaczeniu, dochodzi do wniosku, że jest ono drogą do oczyszczenia własnej pamięci przechowującej ból i upokorzenia. Pisząc o pięknie, zauważa, że uwidacznia się ono w konkretnych kształtach i barwach, zarazem w relacjach międzyludzkich. Refleksje nad zmianą przynoszą konkluzję, że jest ona czymś nieodzownym do życia, czymś, co nie pozwala nam się w nim gubić.

Myśli te to rodzaj medytacji na papierze, jak też próby „objaśnienia świata” Aniołowi, adresatowi listów. Przemknie w nich Tomasz à Kempis i jego O naśladowaniu Chrystusa, pojawi się cytat z Wisławy Szymborskiej, w ich akapity zawita i herbertowski Pan Cogito wspomniany pewnym razem kontekstowo. Jest to dialog poety samego z sobą, z jego wewnętrznym duchowym światem, z kulturą, a ostatecznie z Aniołem – personifikacją transcendencji i bohaterem wierszy Pechmana.

Ten bohater – jako podmiot liryczny dwudziestu dziewięciu utworów ze zbioru – raz będzie „wchodził w człowiecze buty” w Wędrówkach Anioła, maszerując po górach i dostrzegając spokój kryjący się w ich ciszy i bezkresie, innym razem w Albumie malarskich fascynacji Anioła przyjrzy się „klasycznej formie portretów van Dycka”, odkrywając w nich istotę piękna, by potem w Spowiedzi dźwięków nasłuchiwać chopinowskich nokturnów, mazurków i walców, by poczuć, jak muzyka koi jego samotność, a „delikatny e-moll zawładnął jego duszą”. Jest więc chwilami odbiciem człowieka – wygnańca z ogrodu kultury – który próbuje ponownie weń wkroczyć.

Innym razem Anioł nie tyle smakuje świat, co przygląda się innym ludziom. W Anielskim buncie stwierdza, że „nie cierpi frustratów”, mówiąc o ludziach, którzy pogrążeni w sztuczności świata zapomnieli o własnym szczęściu. W Na froncie słów, oglądając telewizję, stwierdzi, że „Słowa więdną pozbawione znaczeń, sensu”, czyniąc tym samym gorzką uwagę wobec popkultury. W Marnotrawnym powrocie przyjrzy się scenie z biblijnej przypowieści i odkryje sens i wagę przebaczenia. Nie jest więc Anioł obserwatorem chłodnym i bezstronnym, lecz uważnym i czującym, a jego poszukiwania przenikają się z rozterkami poety.

Innym bowiem razem w wierszach Pechmana posłyszymy słowa, których nadawcą nie musi być li tylko Anioł, które mogłyby być udziałem każdego człowieka. Jak w wierszu Nie pytaj zawierającym pytanie o istotę ziemskiego bytowania:

Nie pytaj
co u mnie słychać

bo słychać
tylko ciszę

filozofowie milczą
leniwie
nie chcą
odpowiedzieć na kilka pytań

widocznie są przekonani
że sobie poradzę

w końcu to jedynie
życie
do którego zostałem powołany
nieskrępowaną myślą
o miłości

filozofowie są okrutni?

Apostrofa. Do kogo? Do Anioła? Do Boga? Do drugiego człowieka? Słyszana tu cisza to wyraz egzystencjalnego niepokoju, który kończy się retorycznym pytaniem o okrucieństwo (milczenie) filozofów. Pechman w swoich wierszach, pisząc o przemijaniu, zmianie, czy pięknie odpowiedzi tej poszukuje jednak, szukając inspiracji w dialogach z Aniołem i sięgając ku transcendencji.

To sięgniecie jest zarówno zmaganiem się z wiarą, która jest niełatwa i wymagająca, jak i wyrazem nadziei w ład, który może z niej wypłynąć. Jak w wierszu Podaruj mi Panie, w którym słychać prośby o dostrzeżenie piękna świata, zrozumienie go i pomoc w czynieniu dobra. Ostatecznie są bowiem wiersze Pechmana rodzajem modlitwy, lecz w żadnym wypadku nie rozumianej jako bezrefleksyjne powtarzanie tych samych fraz. Medytacji nad światem, nad bytem, nad dobrem i złem, nad ludzkimi reakcjami na otaczającą człowieka rzeczywistość.

Kim jest Jacek Pechman? Zdaje się pytać w swoim tomiku sam poeta. A pytanie to – antropologicznie i ontologicznie podniosłe – jest zarazem ciche, zanurzone w skromności formy wierszy, nigdy nieprzeładowanych słowem, za to zawierających potężny ładunek duchowości i świeżej, oryginalnej myśli.

Jacek Pechman, Anielskie potyczki wyobraźni, Wydawnictwo Kamera, Kołobrzeg 2020.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Maciej D. Woźniak, Pytania o byt doczesny i podniebny. Recenzja „Anielskich potyczek wyobraźni” Jacka Pechmana, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 81

Przypisy

    Powiązane artykuły