21.01.2021

Nowy Napis Co Tydzień #084 / Krzysztof Kamil Baczyński na „angielskim tle” (Alun Lewis, Sidney Keyes, Keith Douglas)

Wprowadzenie

Niniejszy szkic wyrasta z określonego, nader dojmującego poczucia, a przynajmniej badawczego wrażenia co do dyskursu komparatystycznego związanego z całą twórczością i szczegółowymi poetykami Krzysztofa Kamila Baczyńskiego: stan owego dyskursu zdaje mi się bowiem alarmujący, historii literatury polskiej brakuje podstawowego spektrum komparatystyki porównawczej dla pism poety. Z kolei znakomite teksty, jak na przykład William Butler Yeats i Krzysztof Kamil Baczyński. Marzenie o poszerzonym istnieniu i historyczna konieczność walki obronnej Jolanty DudekJ. Dudek, „William Butler Yeats i Krzysztof Kamil Baczyński. Marzenie o poszerzonym istnieniu i historyczna konieczność walki obronnej” [w:] „Poeci-studenci podziemnego Uniwersytetu Warszawskiego wobec romantyzmu”, pod red. K. Hryniewicza i K. Samsela, Warszawa 2018, s. 212–237.[1], mające potencjał stać się fundamentem komparatystycznego dyskursu wokół Baczyńskiego, nie znajdują odpowiednich komentatorów, przechodzą bez echa – brakuje im wystarczająco dojrzałych architektów wymagającej (jak się okazuje) wypowiedzi komparatystycznej o Baczyńskim. A podobna wypowiedź nie byłaby bez znaczenia – podkreślmy to raz jeszcze – Baczyński jest bowiem (jak ujmował to Tomasz Bilczewski) jednym z najistotniejszych ogniw „krajobrazu polskiej literatury nowoczesnej, w linii zachowawczej”T. Bilczewski, „Wygnanie i nowe narodziny: komparatystyka, egzystencja, dyslokacja” [w:] tegoż, „Porównanie i przekład. Komparatystyka między tablicą anatoma a laboratorium cyfrowym”, Kraków 2016, s. 192–193.[2]. Dodajmy, w tym „krajobrazie” („zachowawczo” nowocześni są według Bilczewskiego Iwaszkiewicz, Żeromski, Słonimski, Miłosz, Baczyński, Herbert, Mackiewicz i Konwicki) to jedno z naprawdę niewielu ogniw nieopracowanych w toku rzetelnej komparatystyki literaturoznawczej, niezrewidowanych przez tę komparatystykę. To musi rzutować na resztę „krajobrazu”.

Nie twierdzę, że wybrałem najlepsze miejsce, by ów dyskurs zapoczątkować. Jak okaże się za moment, skala podobieństw i różnic pomiędzy Baczyńskim a jego „angielskim tłem” poezji wojennej lat 1940–1944 rozciąga się na wiele – na początku zupełnie niespodziewanych – obszarów, takich jak status opozycji: pacyfizm – militaryzm, czy też: estetyzm – anestetyzm – antyestetyzm w polskiej liryce okupacyjnej, a także war poetry: angielskiej, nieokupacyjnej. Nie zmienia to jednak faktu, że tertia comparationis relacji porównawczych Baczyńskiego z Alunem Lewisem (1915–1944), Sidneyem Keyesem (1922–1943) czy Keithem Douglasem (1920–1944) istnieją. Ich wyodrębnienie może z kolei sprzyjać takiej uniwersalizacji poetyk Baczyńskiego, dla której nie dawało się stworzyć warunków opartych na narzędziach filologii niekomparatystycznej.

I chociaż – manipulując powszechnie znanym sformułowaniem polskiego literaturoznawstwa – Baczyński, poeta ziemi okupowanej, reprezentuje wiersz tak zwanej Apokalipsy spełnionej, nie znaczy to, że jeżeli Lewis, Keyes lub Douglas, poeci ziemi nieokupowanej, reprezentują odmienny stan świadomości, nazwijmy go Apokalipsą oddaloną – nie mają nic wspólnego z apokaliptyzmem poetyckim. Na pytanie, czy liryka angielska jest liryką apokaliptyczną czy liryką poza Apokalipsą (pytanie fundamentalne dla polskiego literaturoznawcy-komparatysty) usiłuje odpowiedzieć (rozpatrując stan świadomości Aluna Lewisa) Jacek Wiśniewski: 

Wszystkie swoje wiersze Alun Lewis napisał w ciągu dwóch lat, które spędził na przygotowaniach do prawdziwej wojny, która miała rozegrać się gdzieś w przyszłości. Są wypełnione lękliwymi przeczuciami i oczekiwaniami, a zarazem całkowicie pozbawione doświadczenia realnej walki. I chociaż są pisane z pozycji względnego poczucia bezpieczeństwa (co było na swój sposób ironiczne, gdyż niewalczący cywile w dużych miastach okazywali się bardziej zagrożeni nalotami powietrznymi niż żołnierze trenujący w kraju), zawierają motywy takie, jak przybliżanie się śmierci, ofiara na ołtarzu wojny składana z osobistych relacji i związków czy bolesne dostosowywanie się indywidualności do warunków, spełnienia których domaga się wojnaJ. Wiśniewski, „The Second World War. How to Kill” [w:] tegoż, “Mars and the Muse. Attitudes to War and Peace in 20th Century English Literature”, Warszawa 1990, s. 220–221.[3].

Przykład Lewisa nie oznacza, że Apokalipsa oddalona jest jedyną wykładnią katastroficznej semantyki poetyckiej reprezentowanej przez Brytyjczyków. Linda M. Shires przypomina o katastroficzno-apokaliptycznej antologii The White Horseman. Prose and Verse of the New Apocalypse z 1941 roku i wskazuje Dylana Thomasa jako najważniejszego z poetów-apokaliptyków czasów wojnyL.M. Shires, „The Apocalyptics and Dylan Thomas” [w:] tejże, „British Poetry of the Second World War”, Macmillan Studies in Twentieth-Century Literature, London 1985, p. 24–51.[4]. Może to z nim zatem należałoby zestawić Baczyńskiego? Z drugiej strony nie jest tak, że Baczyńskiego oraz przynajmniej Lewisa i Keyesa nic by nie łączyło. Nawet jeśli Brytyjczycy nie są poetyckimi apokaliptykami w ścisłym tego słowa znaczeniu, pozostaje zasilana przez nich wyobraźnia elegijna. Baczyński, Lewis oraz Keyes piszą elegie wojenne na ten sam sposób: kształtując z nich, jak stwierdza Tim Kendall, autokonfesyjne self-elegies (odpowiednikami brytyjskich self-elegies jest w twórczości polskiego poety sześć elegii numerowanych, Elegia o genezie, Elegia o lecie, Elegie zimowe, a nawet Elegia o chłopcu polskim, jeżeli rozpatrywać ją w funkcji liryki maski)T. Kendall, „Self-Elegy: Keith Douglas and Sidney Keyes” [w:] tejże, „Modern English War Poetry”, Oxford University Press 2010, p. 167–196.[5].

Stąpamy po grząskim gruncie dość umownego porównania. Lewis, Walijczyk, walczy w Indiach, zasilając sztab South Wales Borderers i tam ginie w niewyjaśnionych okolicznościach od kuli z rewolweru – być może jest to śmierć samobójcza. Keyes uczestniczy w kampanii tunezyjskiej w marcu 1943 roku, a miesiąc później – właśnie tam ginie, broniąc przed natarciem wroga kryjówki całego plutonu. Absolwent Royal Military College, Douglas, odbywa z sukcesem kampanię w Afryce Północnej, a ginie w trakcie oblężenia w Normandii. Lewis, Keyes oraz Douglas, reasumując, nie są zmuszeni walczyć w granicach kraju, nie są również ofiarami określonej polityki okupacyjno-podbojowej. Związane z uprawianiem przez nich literatury wyprawy alianckie: indyjska, tunezyjska czy afrykańska zmuszają do lektury brytyjskiej war poetry w świetle krytyki postkolonialnej. Wyczerpujące zestawienie przedstawionej trójki z Baczyńskim również powinno uwzględniać ową postkolonialną perspektywę, ale nie tylko: obszar podobieństw i różnic w stylu uprawiania liryki polskiej i brytyjskiej lat 1940–1944 powinien być „mapowany” na podstawie splotu licznych metodologii kulturowych: colonial studies, war studies, studiów postzależnościowych, a nawet violence studiesCo do studiów nad przemocą okupacyjną, w kontekście krwawej serii egzekucji warszawskich z przełomu listopada i grudnia 1943 roku, w dzienniku Wacława Borowego pojawia się wzięta z Odysei wizja Warszawy jako jaskini Polifema: „W Warszawie. Człowiek, który tam przez tydzień nie był, przy pierwszym słupie ogłoszeniowym witany jest charakterystycznymi, stale tego samego typu wrażeniami: rzucają się mu w oczy wielkie malinowe plakaty z ogłoszeniami o nowych egzekucjach i nowych zakładnikach. W ciągu tego tygodnia rozlepiono cztery takie plakaty: 30 listopada – z oznajmieniem o 30 rozstrzelanych; 1 grudnia – o 20; 2 grudnia – znów o 30; wreszcie 3 grudnia – o 100 / to właśnie ta wielka egzekucja na Puławskiej, o której i do nas wieść zaraz przedwczoraj doszła /. Wśród rozstrzelanych jest i Bryła / profesor Politechniki /. Indywidualnie ich tylko dobijają. Chodzi się koło tych plakatów jak towarzysze Odyseusza chodzili po pieczarze Polifema”. „Dzienniki Wacława Borowego. Rok 1943”, maszynopis z rękopisu (numer inw. 1717) znajdującego się w BUW – Gabinet Rękopisów, teczka 4, 1943, k. 131 (wpis z dn. 5 XII 1943).[6].

Baczyński versus Lewis 

Czytałem Brigton Rock Grahama Greene’a, a na myśl o guście pisarza odczuwałem pewien rodzaj zgrozy, zgrozy powodowanej tym, jak chętnie, a także szczegółowo pisarze nowocześni portretują dezintegrację, niestabilność i zdezorientowanie dzisiejszego człowieka. Ja sam cierpliwie czekałbym, póki nie uzyskam silniejszego i bardziej konstruktywnego powodu, ażeby poprowadzić swoje pióroZa: A.L. Rowse, „Preface…” [w:] A. Lewis, „In The Green Tree”, with a preface by A.L. Rowse, a postscript by G. Jones and a sonnet by V. Watkins, drawings by J. Petts, London 1948, p. 10.[7]

– wyznaje w jednym z komentarzy na temat swoich współczesnych młodziutki Alun Lewis. Brighton Rock Greene’a z 1938 roku to powieść wypełniona wątkami kryminalno-sensacyjnymi, wyraźnie zalecająca się czytelnikowi popularnemu. Jeżeli szukać jej odpowiedników w literaturze polskiej, to – z zachowaniem wszelkich proporcji – można by w miejsce wieloaspektowego dzieła Greene’a podstawić Zaklęte rewiry Henryka Worcella z 1936 roku czy nieco wcześniejszą Zazdrość i medycynę Michała Choromańskiego z 1933 roku. W przeciwieństwie do Lewisa, otwarcie komentującego styl i warsztat Greene’a, Baczyński nigdy nie wypowiadał się na temat takiego typu literatury, jaki reprezentowali Worcell i Choromański. Podobnie nie zdawała się pociągać go tematyka szeroko pojętego modernizmu i bliskie sąsiedztwo jego starszych współczesnych. Podczas kiedy Lewisa można nazywać pisarzem świadomie intertekstualnym, intertekstualność Baczyńskiego sprawia niejakie kłopoty – co do formuły, rozumienia pojęcia, domaga się istotnych zastrzeżeń. Miała tego świadomość Emilia Musierowicz-Kiereś, zmuszona ograniczyć intertekstualność wierszy Baczyńskiego do intertekstualności rezonującej w poecie XIX-wiecznej tradycji literackiej. Nic dziwnego zatem, że przywołała taki cytat, który świadczy raczej o nonszalancji poety wobec świadomości tekstualnej niż o wyczuleniu na tę świadomość: 

Na uwagę o podobieństwie stylistycznym wierszy swoich i Słowackiego sam Baczyński miał odpowiedzieć – i to „z lekkim zniecierpliwieniem” – że w jego wierszach obecny jest „zarówno Słowacki, jak Asnyk, Klonowicz, Wincenty Kadłubek, Ewangelia świętego Jana i ksiądz Baka – na każdy bowiem współczesny, nowoczesny wiersz składa się milion poprzednich, cały dorobek niepodzielnej literatury”E. Musierowicz-Kiereś, „Strzelec i dziewczyna. O balladzie Krzysztofa Kamila Baczyńskiego «Łowy»”, „Pamiętnik Literacki” 2008, z. 1, s. 66 (cytat z Baczyńskiego za: W. Budzyński, „Testament Krzysztofa Kamila”, Warszawa 1998, s. 154).[8].

Dość to naiwne, utopijne jeszcze i niedojrzałe założenie. Lewis, jak się okazuje, pozostawał chyba zdecydowanie bliżej progu sformułowania autorskiej teorii literatury niż Baczyński. Innego również znaczenia nabierało umiejscawianie go, poety walijskiego z korzeniami celtyckimi, w obrębie anglosaskiej tradycji literackiej. Zamiast „szalonych” wyliczeń zniecierpliwionego pytaniami o inspiracje Baczyńskiego (Słowacki, Asnyk, Klonowicz, Kadłubek, św. Jan, Baka, wszystko naraz, zmieszane), otrzymujemy tutaj dojrzale wyodrębnioną ścieżkę wpływu i oddziaływania. Jak pisze Alfred L. Rowse, wpisać w nią z pewnością należałoby Johna Donne’a, Johna Miltona i Williama WordsworthaA.L. Rowse, „Preface…”, p. 9.[9] – Wordsworth odgrywa tu zaś rolę najważniejszą, samopoznawczą oraz inicjacyjną, porównywalną z tą, jaką odegrał dla kształtowania się dojrzałej poetyki Baczyńskiego w 1942 roku Słowacki genezyjskiWięcej na ten temat podobieństwa poetyk Słowackiego oraz Wordswortha zob.: M. Cieśla-Korytowska, „Słowacki i Wordsworth o dojrzewaniu” [w:] „Juliusz Słowacki – poeta europejski”, Kraków 2000, s. 28–40.[10].

Trudno przy zestawieniu podobnego rodzaju nie wziąć pod uwagę całej skali różnic w uwarunkowaniach biograficznych. Urodzony w 1915 roku Lewis miał szansę ukończyć studia – historię na walijskim Aberystwyth University, a następnie historię średniowiecza na angielskim University of Manchester. Baczyński spędził 8 lat (1931–1939) w Gimnazjum i Liceum im. Stefana Batorego, tajną polonistykę warszawską studiował zaś ze zmiennym zaangażowaniem niespełna rok – pomiędzy jesienią 1942 a latem 1943 roku. W tym samym 1942 roku, w którym Baczyński publikuje powielaczowe Wiersze wybrane zawierające jego dwadzieścia liryków, Lewis nie tylko wydaje regularny tom wierszy Raiders’ Dawn and Other Poems, lecz także zbiór opowiadań The Last Inspection. Tym samym mówienie o podobnych szansach rozwinięcia idiomu poetyckiego i intelektualno-artystycznego czy o porównywalnych możliwościach kontaktu z czytelnikiem zakrawałoby na szaleństwo.

Pełne odbicie, odzwierciedlenie atutów Lewisowskiego stylu, wydaje się prezentować jeden z najbardziej znanych wierszy poety z Raiders’ Dawn, All Day It Has Rained. Powraca tu jakże istotna dla Baczyńskiego figura „żołnierza, poety, czasu kurzu”, ale nie w apokaliptycznym, a egzystencjalnym i nader skolokwializowanym ujęciu. Antyromantyczne ujęcie Lewisa oraz romantyczne ujęcie Baczyńskiego wyrastają jednakowoż z podobnych uwarunkowań psychologicznych i światopoglądowych – obaj zostają postawieni przed dramatycznym wyborem i zmuszeni wojennymi okolicznościami wybierają militaryzm pomimo pacyfistycznych poglądów. Lewis szybciej, albowiem już w 1940 roku, podejmując decyzję o zapisaniu się na listę Royal Engineers. Baczyński później, w 1943 roku, dołączając w stopniu starszego strzelca do II plutonu „Alek” 2. kompanii „Rudy” batalionu „Zośka”.

W All Day It Has Rained Lewis rozbudowuje nieobecną u Baczyńskiego figurę braterstwa broni, następnie zaś wydatnie nasyca ją egzystencjalno-melancholijnym charakterem: „[…] we talked of girls and dropping bombs on Rome”A. Lewis, „All Day It Has Rained” [w:] M. Stephens, „Poetry 1900–2000. One Hundred Poets from Wales”, Cardigan 2007, p. 176.[11] („rozmawialiśmy o dziewczynach i zrzucaniu bomb na Rzym”), pisze w jednym z fragmentów. Umiejętnie posługuje się także wymownymi retardacjami, zawsze kierując się – zazwyczaj obcą autorowi Białej magii – „dyscypliną imaginacyjną”: „Smoking a Woodbine, darning dirty socks, / Reading the Sunday papers – I saw a fox / And mentioned it in the note I scribbled home”Tamże. Tłumaczenie wiersza Lewisa moje – K.S.[12] („paląc Woodbine’y, cerując brudne skarpetki, / czytając niedzielną prasę – zobaczyłem lisa / i przypomniałem to w notce / nabazgranej już w domu”). Najbliżej tego rodzaju obrazowi do weryzmu opowiadań obozowych Tadeusza Borowskiego, opowiadań wojennych Marii Dąbrowskiej w rodzaju Skórki od słoniny czy Pamiętnika z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego, ale i najdalej, co jeszcze bardziej udobitnia dystans polskiej oraz anglosaskiej funkcji wojennego realizmu poetyckiego. O żadnym z tak zwanych Kolumbów, a szczególnie o Baczyńskim, nie dałoby się powiedzieć tego, co Rowse powiedział niegdyś o Lewisie – że „jest niczym Courbet”, że Courbet to może „najbardziej intrygujący odnośnik do przyszłości, którą Lewis reprezentował i która w Lewisie tkwiła”A.L. Rowse, „Preface…”, p. 12.[13].

Nieprzystawalności egzystencjalnej poezji Lewisa do realiów katastrofizmu wojennego i związanych z owym katastrofizmem poetyk zagłady świadomi byli również anglosascy komentatorzy jego poezji. Jak pisze Linda M. Shires:

Lewis pisywał tak, jak pisuje typowy inteligentny mężczyzna jego czasów – samotny, a do tego znudzony, żywił urazę do wojny jako przeszkody na drodze jego artystycznego rozwoju. Starszy niż Keyes, Lewis rozpoczął uprawianie poezji w stylu, który dłużej nie dawał się już utrzymywać, nie reagował m.in. na traumy światowego Holocaustu. Jego największe osiągnięcia artystyczne czasu wojny obrazują poetę uwięzionego pomiędzy dwoma światami społecznymi, sposobami uprawiania literatury i modelami zaangażowania: pacyfistycznym i aktywistycznymL.M. Shires, „Two Poets of War: Alun Lewis and Sidney Keyes” [w:] tejże, „British Poetry of the Second World War…”, p. 122.[14].

To ostatnie, rozterka wyboru między pacyfizmem a aktywizmem, najwydatniej zbliża Lewisa do Baczyńskiego. Niestety, na tym zwięzła lista podobieństw się kończy…

Baczyński versus Keyes

Wspominany przez Shires Keyes jawi się anglosaskiej badaczce jako „bardziej romantyczny, a nawet ezoteryczny”Tamże.[15]. Może więc tutaj odnajdzie Baczyński swojego „duchowego brata-bliźniaka” (chociaż ezoteryzm prawdopodobnie silniej wiązałby Keyesa z Gajcym aniżeli Baczyńskim)? Romantyczności Keyesa nie jest wszelako ani łatwo przybliżyć, ani tym bardziej – jej zdefiniować. W mocy zapewne należałoby tu utrzymać opinię Michaela Meyera, jakoby „Blake, Schiller, Wordsworth, a ponad wszystkim Yeats oraz Rilke zdawali mu się dalece bliżsi niż współczesny świat literacki”, co należałoby nawet rozumieć dosłownie i ściśle duchowo: „poprzez ich pisarstwo był w najgłębszej i najściślejszej więzi z ich umysłami, przedkładał ich towarzystwo nad towarzystwo żywych”M. Meyer, „Memoir” [w:] „Collected Poems of Sidney Keyes”, edited by M. Meyer, Manchester 2002, p. 16.[16]. Jak pisze Geoffrey Hill: 

Na kilka tygodni przed śmiercią Keyes orzekł o sobie następująco: „Uważam, że powinienem był się urodzić w poprzednim stuleciu w Oxfordshire lub Wiltshire, zamiast tego pobliża Londynu, w którym znajduję się teraz, pomiędzy dwoma wojnami, wtedy bowiem mógłby stać się dobrym poetą sentymentalnym (a good pastoral poet), nie zaś – beznadziejnie piastować niewygodną pozycję metafizyka odciętego od korzeni”G. Hill, „Sidney Keyes in Historical Perspective” [w:] „The Oxford Handbook of British and Irish War Poetry”, edited by T. Kendall, New York 2007, p. 399.[17].

Zapewne z powodu podobnych deklaracji chętnie był Keyes określany mianem „gotyckiego pastoralisty”M. Meyer, „The Windmill”, edited by Reginald Moore and Edward Lane, London 1944, p. 57.[18], którego wojna wyrwała z tyle anachronicznego, co pozaczasowego świata-ogrodu w stronę dominium śmierci i zatracenia: w czwartej części poematu The Foreign Gate w taki właśnie sposób przedstawiane jest pole bitewne – jako „las” poległych, żołnierskich głosów obu wielkich wojen – spod Naseby, Tannenbergu, Dunkierki. Opis wojennego kosmosu staje się tu przykrą koniecznością wygnania Keyesa z jego bezpiecznego, pastoralno-sentymentalnego Edenu. Warto zauważyć pewną zbieżność ze strategiami twórczymi Baczyńskiego, który również eskapizmowi, ucieczce w sentymentalność nadaje tyleż terapeutyczną, co artystyczną funkcję, nasycając ją konwencją baśniowo-balladową i związaną z nią retoryką odrealnionej, onirycznej cudowności. Cudowność ta zanurzona jest u Baczyńskiego w sentymentalnym i posentymentalnym Mickiewiczowskim sztafażu tak, jak u Keyesa obserwacja natury zanurzona zostaje w znajomych, a zatem bezpiecznych, gotycko-pastoralnych artefaktach. Być może również o Keyesie dałoby się zatem powiedzieć to, co o Baczyńskim wyraziła autorka książki Poeta i baśń. Rzecz o Krzysztofie Kamilu Baczyńskim, Agnieszka Zgrzywa: 

Ustawienie siebie w roli demona szalejącego na świecie i we wszechświecie jest kolejną próbą odreagowania i zemsty, próbą wybicia się też poza własną słabość. Bo przecież w istocie bohater mówiący należy do owych konkwistadorów, do armii donkiszotów, obłąkanych marzycieliA. Zgrzywa, „Cierpienie, groza, baśń – czas Anny w poezji Krzysztofa Kamila Baczyńskiego”, „Pamiętnik Literacki” 2010, z. 1, s. 32.[19].

I chociaż u Keyesa nie znajdziemy przykładów podobnej, jak u Baczyńskiego w 1940 roku, baśniowej „autodemonizacji”, istnieją w jego twórczości analogiczne sposoby odreagowywania zmącenia przez wojnę pastoralnego ładu świata (przypomnijmy, ładu, do którego poeta – jako dziedzic zaprzeszłej epoki, jak o sobie twierdzi – tak bardzo przywykł). Tworzy więc Keyes między innymi utopie poetyckie, narzędziem ich kreowania czyni zaś elegię i elegijność, notabene podobnie jak autor słynnej Elegii o chłopcu polskim (warto zatem byłoby porównać ze sobą wyobraźnię elegijną Baczyńskiego i Keyesa). Ostatecznie musi to kulminować w krystalizacji wyrazistych podobieństw – konkretnych tropów oraz motywów… i kulminuje. Dobrym dla tych zbieżności przykładem jest zestawienie najsłynniejszego wiersza Keyesa War Poet z marca 1942 roku oraz jednego z sensualnych liryków katastroficznych Baczyńskiego w rodzaju ***(Niebo złote Ci otworzę…) z czerwca 1943 roku. Tu zaś czeka już nas do odkrycia niemało zaskakujących „współbrzmień”: obrazowi oczu poszarpanych szkłem u Baczyńskiego („Jeno wyjmij mi z tych oczu / szkło bolesne – obraz dni, / które czaszki białe toczy / przez płonące łąki krwi”K.K. Baczyński, „***(Niebo złote ci otworzę…)” [w:] tegoż, „Ten czas. Wiersze zebrane”, red. M. Nalewski, Warszawa 2018, s. 443.[20]) odpowiada kontrobraz powleczenia i zaciśnięcia oczu drutem kolczastym u Keyesa („My own eyes barbed”S. Keyes, „War Poet” [w:] tegoż, „The Cruel Solstice”, London 1944, p. 21.[21]). „Do palców przymarzły struny / Z cienkiego krzyku roślin. / Tak się dorasta do trumny, / jakeśmy w czasie dorośli” czy też „Każdy – kolumną jesteś, / na grobie pieśni własnych / zamarzły. Czegoż ty jeszcze? / To śmierć – to nie włosy blasku”K.K. Baczyński, „Pokolenie” [w:] „Ten czas. Wiersze zebrane…”, s. 246.[22], czytamy w wierszu Baczyńskiego Pokolenie z listopada 1941 roku. W Keyesowskim War Poet – chociaż zostało ono pozbawione siły poetyckiego Pluralis Maiestatis – obcujemy z podobnym wyznaniem: „I am the builder / whose firm walls surround / A slipping land”. I dalej: „When I grow sick or mad / Mock me not nor chain me: / When I reach for the wind / Cast me not down: / Though my face is a burnt book / And a wasted town”„Jestem budowniczym, / którego mocne ściany otaczają osuwającą się ziemię”, „Kiedy popadam w chorobę lub szaleństwo / nie drwij ze mnie ani mnie nie zniewalaj: / Kiedy sięgam wiatru, / Nie ciskaj mną: / Moja bowiem twarz jest spaloną księgą / I spustoszonym miastem”. Tłumaczenie moje – K.S. S. Keyes, „War Poet…”, p. 21.[23]. Jak widać – oczywiście, mimo istotnego ciężaru różnic, który ani na chwilę nie pozwala o sobie zapomnieć – niemało elementów wydaje się spajać te dwie poetyki rozpaczliwej prośby, wołania o ocalenie, o zew życia, zew sensu. Keyesa „Cast me not down” oraz Baczyńskiego „Jeno wyjmij mi z tych oczu” łączy nie tylko bardzo podobna formuła zwrotu do adresata, lecz także wspólna idea żarliwej i strzelistej liryki apelu. Różni te dwa ujęcia tylko formuła katastrofy: wyważona u Keyesa, którego podmiot dryfuje w stanie zawieszenia świata wartości, i radykalna u Baczyńskiego, dla którego zanurzenie w teraźniejsze uniwersum stanowi wejście w stan apokalipsy, apokalipsy wszelkich ideałów i odruchów (instynktów).

Wyraźnie rysujące się zbieżności wynikać mogą z podobnych kręgów inspiracji oraz układów odniesienia. Keyes uwielbiać miał Rainera Marię Rilkego oraz czytywać ze zrozumieniem pisma Carla Gustava Junga. Duet Rilke – Jung to także istotne wyznaczniki głębi wyobraźni poetyckiej Baczyńskiego, na co w ostatnich latach zwracała uwagę Eliza Kiepura, rozpoznając w wierszach polskiego poety napięcie pomiędzy tak zwanym światem archetypowym a światem rozszczepionym właśnie jako jungowskieE. Kiepura, „Świat archetypowy i świat rozszczepiony w poezji Krzysztofa Kamila Baczyńskiego”, „Przegląd Humanistyczny” 2010 nr 4, s. 113–124.[24]. Katarzyna Kuczyńska-Koschany z kolei – w ważnej książce Rilke poetów polskich – dowodzi, że w obrębie polskiej poezji wojny i okupacji za transfer motywów i tropów rilkeańskich odpowiadali przede wszystkim Baczyński oraz Jerzy Kamil Weintraub, który na autora Elegii o chłopcu polskim miał mieć silny wpływ inspiracyjny„Głęboka przyjaźń Weintrauba i Baczyńskiego, której […] głównym powodem był «wspólny kult dla Rilkego», zaowocowała równie obficie w twórczości młodszego poety. Rilke stał się dlań inspiracją nie tylko czysto poetycką. Baczyński przyjął Rilkeańską koncepcję Boga i świata, człowieka i zwierzęcia, na co zwracał uwagę Święch, twierdząc, iż temat «zasługuje na odrębne opracowanie»”. K. Kuczyńska-Koschany, „Recepcyjny tandem: Baczyński – Weintraub” [w:] tejże, „Rilke poetów polskich”, Toruń 2017, s. 129. Warto na marginesie podkreślić, że w badaniu pod tym intertekstualnym kątem metafizyki poetyckiej Baczyńskiego niebywale istotne jest wyraźne oddzielenie, gdzie kończy się – jak przedstawia to Kuczyńska-Koschany – „Rilkeańska koncepcja Boga i świata, człowieka i zwierzęcia”, a gdzie zaczyna się koncepcja tego samego Słowackiego genezyjskiego (to bowiem u Baczyńskiego dwa konkurencyjne transfery tematów, motywów i literackich ontologii).[25]. Cechą wspólnego „rilkeanizmu” Baczyńskiego oraz Keyesa zdaje się w tym wypadku widzenie autora Elegii duinejskich niejako poza symbolizmem i jego fundamentalnymi strukturami. Może to czytanie Rilkego na sposób swoiście romantyczny lub postromantyczny? Niewykluczone, jeżeli sięgniemy do takich wierszy Keyesa, jak The Anti-Symbolist:

[…] The tall old woman
Eating her sandwiches on a pompous vault
And her dog who loves to play tag with tombstones,
Need never recur, yet link me with the drowned ones

Of earth, quite unforgettablyW swobodnym tłumaczeniu: „Ta wysoka stara kobieta / zjada swoje kanapki, siedząc na pompatycznej krypcie / A jej pies uwielbia bawić się w berka z nagrobkami, / nigdy nie wracaj, ale połącz mnie z topielcami / na Ziemi, w sposób niedający o sobie zapomnieć”. S. Keyes, „The Anti-Symbolist” [w:] „Collected Poems of Sidney Keyes”, p. 22.[26].

Polakom może się on silnie kojarzyć z wierszem genezyjskim Słowackiego Do pastereczki, siedzącej na druidów kamieniach w Pornic nad oceanem:

Jak ty mi jesteś wdzięczna,
Duszeczko moja mała,
[…]
Ćwieki twoich chodaków
Błyskały mi na lice
Jako dwa półksiężyce
[…]
A we włoskach ogniste
Ranunkuły z doliny,
Jak maki Ukrainy,
Zdawały się ogniami,
Które tobie do lica
Przypięła upiorzyca
Śpiąca w grobie pod namiJ. Słowacki, „Do pastereczki, siedzącej na druidów kamieniach w Pornic nad oceanem” [w:] tegoż, „Dzieła”, pod red. J. Krzyżanowskiego, t. I: „Liryki i inne wiersze”, opracował oraz wstęp napisał J. Krzyżanowski, Wrocław 1959, s. 135–136.[27].

Baczyński versus Douglas

Baczyński a Douglas – być może trudniej o bardziej przemawiający do wyobraźni kontrast poetyk, blakną przy nim pomniejsze protokoły różnic – choćby pomiędzy Baczyńskim a Lewisem, którzy obaj wyznają mimo wszystko poglądy pacyfistyczne. Pacyfizm jako rodzaj poetyckiego wyznania wiary jest tu bowiem rzeczywiście warunkiem sine qua non, ponieważ jeżeli zostaje on utwierdzony, pomniejsze różnice stają się zaledwie rozbieżnymi detalami postrzegania. Można sobie z nimi przy odpowiedniej dozie ostrożności poradzić – co z tego, że w odróżnieniu od Baczyńskiego Lewis uważnie śledzi literaturę popularną swych czasów (choćby kryminały Greena), co z tego, że nawet Keyes (do Baczyńskiego najbardziej przystający) uwielbia niemiecki ekspresjonizm w kiniePrzede wszystkim ceni sobie „Gabinet doktora Caligari” Roberta Wienego. G. Hill, „Sidney Keyes in Historical Perspective…”, s. 394.[28], na który polski poeta pozostaje zupełnie niewrażliwy – integruje ich perspektywy wspólny, pacyfistyczny, programowo antymilitarystyczny punkt widzenia. Właśnie tej wspólnoty odniesienia zabraknie w zestawieniu autora frazy „Żyjemy na dnie ciała. Na samym dnie grozy…” z Douglasem, starszym od Baczyńskiego zaledwie o rok. Być może najwięcej łączyłoby go z Andrzejem Trzebińskim (najwięcej – co nie znaczy, że wiele: Trzebiński jest bowiem apologetą czynu kulturowego, nie zaś wojennego).

Douglas wyrasta w kulcie wojny, a także życia oficersko-kapitańskiego i jego sekretnego szyfru. Jego rozumienie wojennej wspólnoty wykracza poza granice prostego rozumienia sprzymierzenia czy wrogości, etos walczącego żołnierza jako elitarny i na swój sposób arystokratyczny wymaga honorowego zniesienia tej opozycji (pod pewnymi względami Douglasowski świat ludzi okopów jednej oraz drugiej strony frontu przypomina Conradowski świat ludzi morza, świat etyczny i dwuznaczny zarazem, jako wystawiony na próbę żywiołu). Z podobnym nastawieniem zdumiewać może najbardziej, gdzie w takim razie, w jakim temacie, zasobie znaczeń kulminuje pierwiastek poetycki Douglasa – jest to bowiem wyobraźnia nekrotyczna, całkowicie pozbawiona monumentalizmu wcześniejszych, modernistycznych poetyk nekrotycznych obecnych jeszcze w czasach Wielkiej Wojny 1914–1918 w takich wierszach, jak choćby Isaaca Rosenberga Dead Man’s Dump. Jak uważa Lorie Goldensohn: „nawet w takim punkcie pieszczotliwy, litujący się [nad trupem] ton, a także pastoralno-elegijny tembr (the evocative pastoral-elegiac) nie znajdują u Douglasa żadnego współbrzmienia, tu bowiem wypełnienie świata śmiercią zawsze wygłusza wszelki patos”L. Goldensohn, „Keith Douglas: Inside the Whale” [w:] tejże, „Dismantling Glory. Twentieth-Century Soldier Poetry”, New York 2003, p. 224.[29].

Wyobraźnia nekrotyczna Baczyńskiego zawsze podlega wewnętrznej cenzurze poety, jeżeli nie już poetyckiemu stabuizowaniu (praca tabuizacji jest tutaj jednocześnie pracą imaginacji i najproduktywniejszych imaginacyjnych dyspozycji – wyobraźni fabulizacyjnej, światotwórczej, poetyckiej). Doprawdy nie wystarczy tu wyłącznie przeciwstawić przysłowiowego „oczu stężałego orzecha” (z Pokolenia) z „nagimi, przemokniętymi od wody pośladkami, matami z włosów” czy też „wybrzuszonymi, skrzepniętymi głowami śpiącymi w szlamie tynkarskim”Tamże.[30] z przejmującego wiersza Douglasa How to Kill. Należy zrobić wiele więcej. Przykładowo, po pierwsze, zauważyć zbieżność poetyk i sposobów ewokacji wrażeń Douglasa oraz Tadeusza Borowskiego (bo przecież takowa istnieje). Po drugie, rozpatrzyć różnicę w ekspresji doświadczenia wojennego Baczyńskiego i Borowskiego, co stawało się już przedmiotem określonych interpretacji, między innymi Tadeusza Drewnowskiego w ważnym w badaniach nad autorem Pożegnania z Marią tomie Ucieczka z kamiennego świata„Katastrofizm Borowskiego jest katastrofizmem totalnym. To nie tylko katastrofizm generacyjny, katastrofizm historiozofii, ale i kosmogonii. Rozszerza zakres spełnień i nie wyrzeka się dalszych antycypacji”. T. Drewnowski, „«Złoty wiek» na Skaryszewskiej” [w:] tegoż, „Ucieczka z kamiennego świata. O Tadeuszu Borowskim”, Warszawa 1977, s. 54.[31]. Po trzecie, przeanalizować należałoby stosunek Baczyńskiego oraz Douglasa (a może również i Borowskiego) do estetyki oraz reprezentacji wartości estetycznych w dziele. Po czwarte, skonfrontować poetykę Baczyńskiego z poetyką wspomnianego tutaj Isaaca Rosenberga, poety-koniecznego w tym wypadku pomostu, jak się zdaje, między liryczno-romantycznym Baczyńskim a antylirycznym i antyromantycznym Douglasem.

Jaki w tym wypadku uzyskamy efekt? Rosenberg i Baczyński reprezentują poetyki estetyzacyjne, przy czym o tym drugim należałoby mimo wszystko powiedzieć, że poprzez swój wyrazisty (i imponujący) zwrot do estetyki sentymentalnej, balladowej, baśniowej, mitologiczno-archetypowej oraz apokaliptyczno-cudownej zdecydowanie w tym względzie Rosenberga przerasta: reprezentuje poetykę, którą należałoby nazwać hiper- lub ultraestetyzacyjną. Operujmy może konkretnymi przykładami – jeżeli przyjąć to, co Goldensohn stwierdza, że w swoim lamencie nad trupem z Dead Man’s Dump Rosenberg zdobywa się na ton pieszczotliwie litościwy (caressive, pitying tone), że podobnie jak Baczyński uzależnia on ekspresję przeżycia od tak zwanego the evocative pastoral-elegiac, niezależnie od efektu i tak nie prześcignie Baczyńskiego, którego Elegia o chłopcu polskim jest hiperestetyczną, jedyną w swoim typie oraz rodzaju – wariacją na temat tego Rosenbergowskiego tonu utrwalonego w Dead Man’s Dump. To dowodziłoby precendensowości poetyki Baczyńskiego: jej składniki mogą pokrywać się z poetykami anglosaskiego katastrofizmu wojennego, wszelako już ich sposób użycia „skazuje” Baczyńskiego na unikalność, idiomatyczność i niepowtarzalność.

Douglas to przypadek poetyki zdystansowanej wobec zabiegów estetyzacyjnych Rosenberga, a podobnym chłodem estetycznym cechuje się również w swoich opowiadaniach obozowych Borowski i wydaje się, że o nim podobnie, jak o samym Douglasie, można by powtórzyć istotne słowa Goldensohn, że poezja ta świadoma jest „złożonych politycznych funkcji elegii”L. Goldensohn, „Keith Douglas: Inside the Whale…”, p. 228.[32], których potężnym, empatycznym ładunkiem łatwo jest sterować i manipulować. Jeżeli zaś elegia staje się gatunkiem politycznym, nic zatem dziwnego, że Douglas i Borowski pragną wybrać nieomal nieuczęszczaną drogę poetyk anestetyzacyjnych oraz antyestetyzacyjnych – i tu znów, jak się wydaje, Polak, Borowski reprezentować będzie ten najsilniejszy, hiperanestetyczny oraz hiperantyestetyczny wariant wysłowienia. Zgodnie z tak zarysowanym układem wartości estetyki Douglasa i Baczyńskiego nie łączy niemalże ani jedna choć względnie pokrywająca się perspektywa. Swoistym dopełnieniem owego obrazu drastycznego skontrastowania jest coś, co za Jamesem Campbellem przywykło nazywać się w anglosaskiej krytyce poezji wojennej XX wieku pojemnym określeniem „combat gnosticism”J. Campbell, „Combat Gnosticism. The Ideology of First World War Poetry Criticism”, „New Literary History” 1999 vol. 30, no. 1, p. 203–215. W opinii Goldenshohn właśnie Douglas jest spadkobiercą tej formuły i przedłuża jej aktualność z pierwszej wojny światowej w drugą. L. Goldensohn, „Keith Douglas: Inside the Whale…”, p. 221.[33]. „Gnostycyzm walki” miałby tutaj oznaczać nie tylko niewysławialność jej doświadczenia, lecz także niemożność intersubiektywnego jej wyartykułowania, przekazywania jej głębokiego sensu niewalczącym, odizolowanym od „gnozy wojny” – „gnostyckiej” prawdy żywiołu wojennego. Już liryk Historia z 8 marca 1942 roku sugestywnie udobitnia, że Baczyński nie mógłby stać się kimś w rodzaju polskiego combat gnostic: „w błękicie powietrza jeszcze te miejsca puste, / gdzie brak dłoni i rapierów śpiewu”, „nie to, że marzyć, bo marzyć krew”, „płacz matko, kochanko, przebacz, / bo nie anioł, nie anioł prowadzi”K.K. Baczyński, „Historia” [w:] „Ten czas. Wiersze zebrane…”, s. 324.[34] – cytaty te poświadczają, że w doświadczeniu żołnierskim najistotniejszym jest jego intersubiektywna przekazywalność, najczęściej za pośrednictwem drogi powszechnie promowanego przez tradycję (co nie znaczy, że pozbawionego wewnętrznego skomplikowania) rycerskiego etosu („ach, pułki kolorowe, kity u czaka, / pożegnania wiotkie jak motyl świtu”Tamże.[35]). To, krótko mówiąc, co dla Douglasa byłoby źródłem granicznego doświadczenia gnozy wojennej, dla Baczyńskiego jest jedynie donkiszotowskim pokwitowaniem żołnierskiej ofiary, poświadczeniem konieczności wejścia w strumień heroicznego absurdu, którego wymaga czyn konspiracyjny: zbrojny, sabotażowy, szaroszeregowy lub inny.  

Zakończenie

Brytyjskim odpowiednikiem Czesława Miłosza, a zatem poety, który nie tylko przeżywa wojnę, ale także (już po niej) rozwija swój warsztat poetycki do tego stopnia, że staje się reprezentacją oraz symbolem możliwości twórczych całego potraconego i zaprzepaszczonego pokolenia, poety zarazem, który po latach dokonuje surowej rewizji dokonań twórczych war poets, będących przeważnie jego rówieśnikami (tak jak Miłosz rewidował spuściznę poetycką niewiele młodszych od siebie Kolumbów, między innymi w Strefie chronionej) – jest Philip Larkin. Miłosz jest autorem tezy o odmowie uprawiania krytyki na polu najważniejszej „strefy chronionej” poezji polskiej XX wieku – poezji Baczyńskiego, Gajcego czy Trzebińskiego („twierdzę, że dotychczas, czyli do roku 2001, nie powiedziano, co trzeba”, pisze poeta w specjalnym Komentarzu po latachC. Miłosz, „Komentarz”, „Teksty Drugie” 2001, nr 3–4, s. 257.[36]). Larkin jest autorem tezy niezwykle podobnej w duchu polemiczno-krytycznym o miałkości poezji war poets lat 1940–1944 względem o wiele lepszej od stylu tamtych poezji pierwszej wojny światowej. Sens jego wypowiedzi z eseju The War Poet przybliża Jacek Wiśniewski:

Mimo że druga wojna światowa rozgrywana była na znacznie większą skalę, włączając w to większą liczbę narodów, uczestników zarówno po stronie militarnej, jak i cywilnej, mimo że przyczyniła się do profuzji wojennego pisarstwa, tak w poezji, jak w prozie, niezmiennie literatura ta w porównaniu z literaturą Wielkiej Wojny jest postrzegana jako dalece mniej działająca na wyobraźnię, jako o wiele słabiej dopracowana artystycznieJ. Wiśniewski, „Introduction” [w:] tegoż, „Mars and the Muse…”, s. 13.[37].

W odróżnieniu od Miłosza, Larkinowi przez długi czas bliższa zdawała się postawa ignorowania spuścizny poetyckiej Lewisa, Keyesa czy Douglasa, jak twierdzi o nim Linda ShiresL.M. Shires, „Epilogue. The War’s Legacy in Verse” [w:] tejże, „British Poetry of the Second World War…”, p. 140–141.[38], a „w postępowaniu w ten sposób, przewrotnie formułował zarazem pochwałę własnego twórczego unikania rozpatrywania «nędznego przypadku wojny»”Tamże, p. 140.[39] (siłę do formułowania tak kontrowersyjnej tezy czerpał Larkin z Williama Butlera Yeatsa, który twierdził w 1936 roku, że tematy wojny nie powinny stawać się tematami poetyckimi, a tematami do zapomnienia – takimi, jak maligna, „niewygoda gorączki”W oryginale: „the discomfort of fever”. Tamże.[40], która pozostaje niemożliwa do wysłowienia oraz literackiego opracowania). Oczywiście nie ma w tym wypadku analogii łatwych, ale artykuły Stefana Chwina o Miłoszu, takie jak Czesław Miłosz i „ukąszenie Darwinowskie” czy też Czesław Miłosz o powstaniu warszawskim – uzmysławiają, że poruszamy się w orbicie podobnego rozliczenia, po linii „szwu pokolenia”, istotnego „pęknięcia generacyjnego”, wewnątrzpokoleniowej rewizji głęboko przemyślanej, a zatem świadomej swojej radykalnościZob. S. Chwin, „Miłosz i «ukąszenie Darwinowskie»” [w:] tegoż, „Miłosz. Interpretacje i świadectwa”, Gdańsk 2012, s. 13–55, a także tegoż, „Czesław Miłosz wobec powstania warszawskiego”, „Teksty Drugie” 2011 nr 5, s. 62–81.[41].

Tylko na pozór zapomniałem tu o przypadku Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, ukazując bowiem symetrię problemów i dylematów trapiących literaturoznawców polskich i anglosaskich, pośrednio chcę mówić o komparatystycznej uniwersalności Baczyńskiego. Jeżeli mowa o wspólnocie historycznoliterackiej trajektorii literatury polskiej i brytyjskiej lat 1940–1944, to Baczyński jest z pewnością usytuowany w jednym z najwyższych punktów trajektorii jej ruchu. Skoro zaś dyskurs komparatystyczny można zacząć w miejscu dowolnym, niech w moim przypadku będzie to miejsce w niniejszym artykule wskazane: wyspowa war poetry oraz kontynentalna, środkowo-wschodnia, polska poezja wojny i okupacji, której symbolem i legendą jest Baczyński. Warto zastanowić się dwutorowo, tak jak czynią to na przykład Zdzisław Jastrzębski oraz Linda M. Shires, jak wyglądałaby polska literatura powojenna, gdyby Baczyński przeżył i rywalizował z Miłoszem o wielkość i – per analogiam – jak wyglądałaby literatura brytyjska, jeżeliby z Larkinem o jej oblicze rywalizował Keyes, który jakimś cudem przeżyłby natarcie w Tunezji, albo Lewis, który w Indiach nie poniósłby w tajemniczych okolicznościach śmierciZob. podobne spekulacje między innymi w: Z. Jastrzębski, „Wstęp” [w:] „Konspiracyjna publicystyka literacka 1940–1944. Antologia”, opracował i wstępem poprzedził Z. Jastrzębski, Kraków 1973 oraz L.M. Shires, „Epilogue. The War’s Legacy in Verse”, London 1985.[42]. Istnienie spekulacji podobnego rodzaju zarówno w literaturoznawstwie brytyjskim, jak i w literaturoznawstwie polskim uświadamia, że przy całej gamie rozbieżności tak zwana poezja wojenna (czy war poetry) wyrasta z tego samego korzenia: uniemożliwienia, utraty ciągłości, zatracenia, zniekształcenia lub nawet – zmarnowania całego generacyjnego potencjału.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Karol Samsel, Krzysztof Kamil Baczyński na „angielskim tle” (Alun Lewis, Sidney Keyes, Keith Douglas), „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 84

Przypisy

    Powiązane artykuły