04.02.2021

Nowy Napis Co Tydzień #086 / Kosmiczne zdziwienia Józefa Barana

Czytając wiersze z najnowszego tomu Józefa Barana W wieku odlotowym, przypomniało mi się jego poetyckie credo: „Pisać o sobie przez pryzmat świata i o świecie przez pryzmat siebie””, które wypowiedział poeta po obejrzeniu dokumentalnego filmu Poeta pisze sobąPoeta pisze sobą, reż. M. Guzy, Polska 2018.[1]. Ceniony krakowski twórca, laureat Nagrody Fundacji Kościelskich w Genewie jest wierny tej mądrej maksymie na kartach ponad trzydziestu wydanych dotychczas tomików wierszy.

Najnowszy zbiór, zawierający utwory z lat 2015–2020, Józef Baran otwiera lirykami napisanymi w większości w Borzęcinie:

za każdym obrotem kół
przyrasta
w oczach nieba

już jestem
jedną nogą ziemski
drugą
niebieski

niebo zagarnia mnie
w objęcia
z zielonej ścieżki

zapominam przez chwilę
że jestem tylko
przejściowym
pełzaczem
Ziemi


Borzęcin, 2019 (Lato na wsi)

Przejściowy pełzacz Ziemi” – jak sam opisuje siebie Józef Baran – jest urodzony w Borzęcinie, któremu przypisuje szczególną rolę. Borzęcin jest kolebką jego wrażliwości, źródłem inspiracji, miejscem bezpośredniego kontaktu z naturą, ludźmi i pozahoryzontalną tajemnicą. Częste powroty na wieś, mieszkającego w Krakowie poety, zostawiają na kartach tomu emocjonalne, głębokie liryczne obrazy. W rozedrganym powietrzu odprawia się tutaj cała cudowna liturgia lata, ale i też, a może i nade wszystko, wyrazista świadomość upływającego czasu. Warto letnią porą „pofruwać” z poetą w urokliwie opisanej borzęcińskiej „zielono-niebieskiej przestrzeni”: 

rozedrgane powietrze
rojne i strojne w motyle
jaśminów wodospady
przelewające się przez ogrodzenia
bezkresne życie bez początku – końca
nieogarnione niepojęte
wieloistnienie
fruwa pełza treluje przelatuje cyka
kojąco szumi zapachami kusi
świszcze gwiżdże i brzęczy roi się i rui
[…]
mimowolnie poddając się woli
Niewidzialnego Dyrygenta
w zielono-niebieskiej przestrzeni
[…]
a ty czujesz
jak przepływa przez serce
przeźroczysty obłok

i jak unosisz się na wysokościach
pod czaszą błękideł
spadochroniarz zachwytu
uczepiony
słonecznych promieni


(Lato 2018)

Józef Baran jest mistrzem obserwacji, potrafi podpatrywać. Z różnych perspektyw: mikro i makro, z bliska i daleka, z góry i z dołu. A nade wszystko ze środka… z siebie. W zachwycie naturą czai się jednak nieustannie znikomość istnienia. W wierszu Szepty cmentarne zasłyszane w listopadowym wietrze pisze:

[…] coraz bardziej niczyi
rozsypujemy się w ziemi

czasami jak klawisz w pianinie
potrąci ktoś nasze imię

na moment zmartwychwstaniemy
brzękniemy i znów umilkniemy […].

Ten dźwięk Baranowskiego klawisza długo wybrzmiewa w uszach czytelnika, a potrącone imię na przemian brzęczy i milknie, brzęczy i milknie… tworząc swoisty koncert przemijania. Chyba nikt w literaturze nie przywołał w tak genialny sposób pamięci o tych, którzy „przeszumieli z liśćmi”J. Baran, Szepty cmentarne zasłyszane w listopadowym wietrze [w:] tegoż, W wieku odlotowym, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2020.[2].

Świadomość nietrwałości ludzkiego życia towarzyszy poecie wszędzie. Zadaje więc pytania o sens i bezsens istnienia:

[…] po co
Życie
Ziemia
Wszechświat
(który doskonale
mógłby się obejść bez nas)
i Bóg wie po co
ta ślepa uparta
pozbawiona trwałych podstaw
wiara każdego z nas
w prawie boskie „ja”

(Pytania)

Pełno jest ontologicznych i ważnych z(a)dziwień w poezji Józefa Barana. W jednym ze znaczących utworów poeta pyta:

co zrobić
z tak pięknie
rozpoczętym życiem

które miało mieć
w ciele stałe
pokrycie

a urywa się
jak błyskawica
o świcie

czy rozwinie się dalej
gdzie
i po co?

a jeśli trwać ma
to jako kto? co?
[…]

to przechodzi
ludzkie wyobrażenia
że można
ot tak
wytrącić kogoś
z nałogu
istnienia

a nuż
z rozpędu
poniesie nas dalej
w ciemno
w podróż międzygwiezdną
na niewidzialnej
śnieżyczce-duszyczce


ale dokąd
ale po co?
ale jako
kogo? co?


Borzęcin 2014

(Kosmiczne zdziwienia)

Józef Baran pozostawia czytelnika z tymi istotnymi pytajnikami. Nie udziela odpowiedzi. Nie sugeruje. Nie radzi. Nie wysnuwa własnych teorii. Te refleksje i wątpliwości zapewne spotęgowała dodatkowo poważna choroba poety, z której wyszedł obronną ręką. Poświęca jej cały VI rozdział, któremu dał tytuł Niedziela. Słońce zagląda do szpitala. Ileż tutaj dramatycznego niepokoju, niepewności, bezsilności, załamań, nadziei, namacalnego cierpienia, które „przycina lotki”. W obliczu poważnego zagrożenia życia:

nie trzeba latać wysoko
nie trzeba wzbijać się jak sokół
hubka wspomnień krzesiwo wyobraźni
starcza na całą podróż

[…]

przychodzi czas
gdy człowiekowi
tak mało trzeba

powrotu do zdrowia
przychylnego nieba

i to są teraz jego
niebotyczne zachcenia.

(*** gdy lotki przycięte…)

Poeta czuje się w szpitalu jak na froncie: „kule bzyczą mu koło ucha, gdy walczy na śmierć i życie” oraz„robi wszystko, by jeszcze nie tym razem być wyekspediowanym na którąś z dalekich gwiazd”J. Baran, Jestem na froncie [w:] tamże.[3]. Wiersze szpitalne są na wskroś poruszające, odsłaniają pokłady bólu i wrażliwości autora, który stara się zamknąć w poezji swój rozedrgany psychiczny stan. Prowadzi dialog ze sobą, ze śmiercią, z bezsilnością i ze zdziwieniem odkrywa w sobie niezgodę na odejście. Swój sprzeciw porównuje do wrzasku głośniejszego od dudnienia wodospadu Niagara. Poeta pyta sam siebie:

[…]

skąd ta
zawrotna trwoga
boska wola bycia
jeszcze i jeszcze
przerastająca mnie
mrówkę drobinę doczesną
o całą Wieczność.

(Zdziwienie)

Wiersze z tego rozdziału są zapewne formą terapii, oswajaniem choroby, próbą ucieczki. To w takich chwilach Józef Baran pisze poruszający poetycki Mały testament:

gdy mój czas
w kłębek się zwinie
kupię sobie
klombik
w Borzęcinie

nie za duży
nie za mały
bym się mógł
pomieścić cały

wsadźcie mnie tam
bym rozkwitał wiosną
w sąsiedztwie
pszenic i żyta

i by skowronek
mi lotnie zanucił
nie piosenkę śmierci
lecz piosenkę życia

bo rankiem stąd wyszedłem
kulę ziemską obiegłem
i powrócę na zawsze o zmroku
do znajomych najpierwszych widoków

I do azylu domowego zacisza, gdzie w okresie rekonwalescencji z czułością opiekuje się poetą żona Zofia. Jej dedykuje dwa wiersze. W jednym z nich Józef Baran odkrywa w żonie Anioła Stróża (czego nie dostrzegał dawniej), który trzyma nad nim parasol, pilnuje, aby nie zgubił pod nogami ziemi, wprowadza porządek do jego bałaganu, i przyznaje, iż dopiero teraz go odkrył, bo „najtrudniej zobaczyć / to na co się stale patrzy”J. Baran, Anioł Stróż [w:] tamże.[4]. Zauważa też,że:

nie trzeba wyruszać na Malediwy
by przeżywać wyskokowe przygody

[…]

dojrzeć krążące
drobinki chwil

[…]

czas przeżuwany dobrze
nawet w dziupli mieszkania
rozkwita ekscytującym smakiem
małych możliwości

i „wystarczą uśmiechy chwil / święta równowaga ducha”J. Baran, Odkryłem, że jestem teraz ślimakiem z kosmosem na plecach [w:] tamże.[5], by doznać pełni rodzinnego szczęścia. Pragnienie świętego spokoju pobrzmiewa jeszcze w kilku utworach kończących poetycki zbiór, ale są tutaj również tryptyki nawiązujące do pandemii i „telewizorowej zarazy”J. Baran, Dwa światy [w:] tamże.[6], która atakuje umysł katastroficznymi obrazami jęków konających w Wuhan, zapchanymi kostnicami w Nowym Jorku oraz trumnami w Bergamo. Pobrzmiewają także akcenty polityczne w rozdziale Odwaga szczerości. Nie jest to jednak domeną tego bardzo osobistego, a zarazem uniwersalnego zbioru, gdzie z wiersza na wiersz nie można oderwać się od lektury. Na przytoczenie w całości zasługuje z pewnością Inwokacja:

niech kto mysz
nie ryczy jak lew
kto żółw
nie udaje gazeli
kto gęś
nie zazdrości bielikowi
że nad górami się bieli
kto mucha
niech brzęczy Bogu do ucha
i przypadkiem nie liczy
że wyda z siebie
trel słowiczy

wszak nie doleci słońca sowa”
ale z księżycem może być na ty
tam zaś

gdzie koń pociągnąć nie zdoła”
osioł wkracza do gry
[…]
niech każdy
będzie nie Kimś

          lecz sobą
i niech się nie puszy

bo w każdym
ta sama stwórcza
iskra
tli się
na dnie duszy

i niechaj Baran
Baranem
pozostanie na amen
nie wycofuje się z Barana rakiem
by być Miłoszem Szymborską
czy broń Boże
Barańczakiem

bo niewysoko
niedaleko
dofrunie

poezja
strojna
nawet w cudne
lecz w piórka cudze

(15 lipca 2017)

W czym tkwi fenomen poezji Józefa Barana, na temat której wypowiadają się wielcy krytycy, która trafiła w 1989 roku do podręczników szkół średnich i którą do dzisiaj interpretują abiturienci w Polsce? Co sprawia, że autor przeszło trzydziestu tomów poezji oraz czterech znakomitych dzienników jest wciąż na topie?

Myślę, że tajemnica tkwi w niegasnącej ciekawości świata, w obserwacji zachodzących w nim zmian, bystrości zauważania drobiazgów, z których poeta potrafi zbudować potężny gmach wiersza. Poezję Józefa Barana cechuje ponadto osobliwy przekaz ważnych treści, ciekawy sposób narracji oraz żywy i barwny język. Dostrzega się w tej poezji kontrolowaną spontaniczność. Świeżość. Jakiś podskórny nerw, który unosi wiersz w sferę głębokich rozważań. Jest w utworach krakowskiego poety mnóstwo interesujących i nowatorskich zdrobnień, wyliczeń, neologizmów, metafor, a pojawiające się sporadycznie gramatyczne rymy podkreślają frazę niektórych wierszy – stąd zapewne zdumiewająca liczba jego liryków jest śpiewana przez znanych polskich wokalistów i zespołów, takich jak: Stare Dobre Małżeństwo, Grupa pod Budą, Beata Paluch czy Hanna Banaszak. Nie mogę w puencie pominąć fantazyjnego wiersza Bujacz – pykacz w obłokach. Autor w nim donosi, iż ma na obłoku swój fotel, i bujając się w nim, „pyka mydlane bańki wierszy”, które rozpryskują się w międzygwiezdnej przestrzeni. Niektóre z nich są nawet czasoodporne i gdzieś komuś potrzebne, jakimś podobnym bujaczom-pykaczom w obłokach.

Wyręczę poetę i napiszę, że to nie bujający się na obłoku fotel, ale Poetycki Tron, który ufundowały Józefowi Baranowi znakomite, komunikatywne oraz filozoficzne liryki, pisane przez ponad pół wieku, trafiające prosto do ludzkich serc.

J. Baran, W wieku odlotowym, Wydawnictwo Zysk i S-półka, Poznań 2020.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Irena Kaczmarczyk, Kosmiczne zdziwienia Józefa Barana, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 86

Przypisy

    Powiązane artykuły