04.03.2021

Nowy Napis Co Tydzień #090 / Lewą marsz – w prawo

Niemało napisano o dziejach idei politycznych w Polsce. Wciąż jednak pozostało sporo słabo poznanych wątków. Nowa książka Jarosława Tomasiewicza „Faszyzm lewicy” czy „ludowy patriotyzm”. Tendencje antyliberalne i nacjonalistyczne w polskiej lewicowej myśli politycznej lat trzydziestych już tytułem zapowiada, o czym mowa: dlaczego, po co i w jakim stopniu środowiska polskiej lewicy sięgały po wątki z przeciwległego spektrum sceny doktrynalnej.

Autor, doktor habilitowany, pracownik naukowy Uniwersytetu Śląskiego, specjalizuje się w polskiej myśli ideowopolitycznej i w dziejach rozmaitych (nie tylko krajowych) radykalizmów. Wiele wysiłków poświęcił zjawiskom, które wymykają się prostym podziałom, dychotomiom czy etykietkom, ze szczególnym uwzględnieniem przenikania się tego, co nazywamy lewicą i prawicą. Przenikania wbrew ugruntowanym oczekiwaniom oraz piewcom czystości ideologicznej. Poza oczywistym aspektem poznawczym, któremu służy aktywność naukowa, mamy tu także akcentowanie często zapominanego faktu, że spiritus flat ubi vult, a życie biegnie i ma prawo biec nieprzewidywalnymi trajektoriami.

Nowa książka badacza dotyczy wspomnianego kręgu zainteresowań, z tą ważną różnicą, że tematyka jest jeszcze rzadziej omawiana niż zwykle. Pod lupę analityków nieczęsto trafiają inicjatywy, które były lewicowe, ale sięgały po wątki i rozwiązania kojarzone z prawicą. Sam Tomasiewicz pisał w przeszłości sporo o lewicowym patriotyzmie zarówno w wydaniu socjalistyczno-demokratycznym, jak i komunistyczno-antydemokratycznym. Tutaj idzie o krok dalej, bowiem chodzi nie o patriotyzm, w formacjach polskiej lewicy spotykany często między innymi ze względu na powstawanie nurtów politycznych w realiach braku niepodległości i własnej państwowości, lecz o sytuację, w której ugrupowania takie sięgają po nacjonalizm i/lub są sceptyczne wobec demokracji parlamentarnej, liberalizmu politycznego i tym podobnych.

Lata trzydzieste to dość oczywiste tło takich postaw: umocnienie się faszyzmu włoskiego, zwycięstwo hitleryzmu, tendencje wodzowsko-autorytarne w wielu krajach, wzrost nastrojów i rozwój ugrupowań nacjonalistycznych. Tomasiewicz stawia pytanie, jak to wszystko wpłynęło na polskim gruncie na środowiska lewicowe. Jest to książka zarówno o „faszyzowaniu” lewicy, jak i o oddziaływaniu bardziej subtelnym, gdy świadomie lub nie przejmowali nacjonalistyczno-autorytarne wątki, hasła i deklaracje także tacy, którzy z prawicą walczyli.

*

Pierwszy rozdział dotyczy lewicy piłsudczykowskiej. Inaczej niż w przypadku Polskiej Partii Socjalistycznej, swego czasu macierzystej dla Piłsudskiego i pozostającej z nim w dobrych relacjach aż do pierwszych miesięcy po zbrojnym przejęciu władzy, mowa tu o ugrupowaniach, które popierały dowódcę Legionów i obóz sanacyjny jeszcze w latach trzydziestych. O ile dla PPS i innych środowisk niegdyś przychylnych Piłsudskiemu (jak lewica ruchu ludowego) przewrót majowy był początkiem szybkiego końca tej współpracy, o tyle „lewica piłsudczykowska” dopiero wtedy zaczęła się kształtować. Najprościej scharakteryzować ją jako tych, dla których przewrót majowy był „rewolucją majową” – przeciwko endeckiej i chadeckiej prawicy, ale także „bezpłodnej” demokracji liberalnej i gospodarce wolnorynkowej, czyli takiej, w której państwo młode, słabe, targane silnymi konfliktami politycznymi, niekoniecznie było wewnątrzsterowne wobec potęg biznesowych i kapitału prywatnego. Można powiedzieć, że były to środowiska rozczarowane „z lewej” rzeczywistością pierwszych lat II RP – przywodząc na myśl klimat Przedwiośnia, tyle że pozbawione prokomunistycznych sympatii Baryki.

Jednym z nich był Związek Naprawy Rzeczpospolitej, wywodzący się jeszcze ze Związku Młodzieży Polskiej (Zetu), czyli środowiska związanego z wczesną endecją, lecz rozczarowanego jej stałą ewolucją w prawo, na pozycje klerykalno-mieszczańskie. „Naprawa” skupiała prosanacyjne organizacje robotnicze i związkowe, studenckie, młodzieży wiejskiej, spółdzielcze, harcerskie, inteligenckie, bezrobotnych, kombatanckie i tym podobne.

Ideologia „naprawiaczy”, nawet bez absorpcji wątków kojarzonych z prawicą, może budzić zdumienie u czytelników znających jedynie tradycje lewicowości demokratyczno-parlamentarnej czy komunistycznej. Odróżniał je przede wszystkim syndykalizm – dziś marginalna, wówczas całkiem wpływowa ideologia. Wedle niej władza powinna należeć do robotników, zorganizowanego świata pracy, a sprawowana być za pośrednictwem związków zawodowych i innych zrzeszeń gospodarczych, przy zmarginalizowaniu parlamentu i partii. „Państwo robotniczo-żołnierskie”, bo i komponent militarny był tu wyraźny, miało być państwem silnym, sprawczym, służącym realizowaniu interesów przede wszystkim klasy wytwórców oraz potędze narodu. Silne, ale i uspołecznione – projektom totalitarnym z jednej, a „partyjnictwu” z drugiej strony przeciwstawiano mobilizację społeczeństwa także od dołu, w organizacjach zawodowych, terytorialnych, tematycznych i tym podobnych. Towarzyszyła temu etyka heroiczna, krytyka liberalizmu obyczajowego, apoteoza czynu i woli.

„Naprawa” odrzucała wszelkie pomysły międzynarodówek opartych na podobieństwie ideowym, w centrum stawiając naród polski i jego interesy. Stąd na przykład zajadła krytyka PPS. Jakkolwiek nie był to nacjonalizm szowinistyczny, deklarował równouprawnienie mniejszości wschodnio-kresowych, to zarazem negatywnie oceniał Czechów, którzy zagarnęli większościowo polską część Zaolzia, jeszcze bardziej Niemców w Polsce (i wprost zapowiadał chęć podboju Prus Wschodnich i Śląska Opolskiego), a także ludność żydowską. Wobec tej ostatniej sceptycznie oceniano szanse asymilacji, i choć początkowo uważano, że problem rozwiążą modernizacja gospodarcza i rozbicie zacofanej struktury drobnego handlu i rzemiosła, to z biegiem czasu zaczęto postulować emigrację Żydów, zorganizowaną we współpracy ze środowiskami tej mniejszości i przy wsparciu państwa.

Początkowo „naprawiacze” z zainteresowaniem przyglądali się włoskiemu faszyzmowi. Odeszli od tego w obliczu triumfu hitleryzmu i powstania sojuszu państw faszystowskich z Niemcami w składzie, a także wskutek ewolucji faszyzmu w stronę totalitarną i zarazem rezygnującą z radykalizmu społecznego. „Nacjonalizm, radykalizm społeczny, demokracja antyliberalna – czy to faszyzm? Nie. W latach trzydziestych działacze «Naprawy» zarzucili wcześniejsze zainteresowanie faszyzmem i zajęli pozycje jednoznacznie antyfaszystowskie– pisze Tomasiewicz.

Lewicowi nacjonaliści negatywnie oceniali także endecję – był to spór środowiskowy, antagonizm z silnym wątkiem personalnym (Piłsudski vs Dmowski) w tle, ale także odrzucenie nacjonalizmu szowinistycznego, rasowo-biologicznego, stawiającego w centrum wspieranie klasy drobnych posiadaczy, konserwowanie archaicznego modelu gospodarki i propagującego wizje „solidarności narodowej” między posiadaczami środków produkcji a pracownikami, mimo rozbieżności interesów tych grup. „Naprawiacze” byli także wprost antyklerykalni i tylko na poziomie ogólnych haseł odwoływali się czasami do etyki chrześcijańskiej, a bywało, że Kościół portretowali jako jedną z międzynarodowych struktur mających interesy niekoniecznie zbieżne z celami i dążeniami narodu polskiego.

Ugrupowaniem jeszcze dziwniejszym z perspektywy dzisiejszych podziałów był Legion Młodych – Związek Pracy dla Państwa. Utworzono go w 1930 roku z inicjatywy Adama Skwarczyńskiego, zapomnianego, a niegdyś wpływowego ideologa obozu piłsudczykowskiego. Powstał w celu powstrzymania rosnących wpływów endeckich w środowiskach akademickich, ale wyszedł poza teren uczelni. W szczytowym momencie zrzeszał 40 tysięcy osób w 450. obwodach. Za największego wroga uważał endecję, krytycznie oceniał resztę opozycji parlamentarnej, a zarazem pozostawał w konflikcie z większością środowisk tworzących obóz sanacyjny, także lewicujących. Dość mglisty program miał za fundament niemal kult biografii i poglądów Piłsudskiego. Poszerzano go o zainteresowanie elementami systemów nieliberalnych (od faszyzmu i sowieckiego komunizmu, przez kemalizm turecki, po etatyzm Roosevelta i New Deal). Silna była apoteoza państwa i narodu, potępiano indywidualizm i liberalizm, demokrację pojmowano jako mobilizację mas, nie zaś konkurencję partyjno-parlamentarną, propagowano tendencje elitarne i wodzowskie.

Radykalizm społeczny LM był na poziomie werbalnym spory. Promowano szereg rozwiązań zmieniających realia bytowe, od płacy minimalnej, przez roboty publiczne, po reformę rolną i zwiększenie wpływów związków zawodowych. Jakkolwiek nie było to na tle tendencji epoki radykalne, to jednak pozwoliło sytuować się na skrajnej lewicy obozu sanacyjnego i na lewo od części opozycji. Towarzyszył temu nacjonalizm nieendecki – autodefinicja mówiła, że to „młodzież narodowa, która nie jest endecka” – i stawiający w centrum nie naród, lecz państwo. Potępiano szowinizm, także polski, i deklarowano równouprawnienie lojalnych mniejszości, ale pojawiały się akcenty antysemickie i antyniemieckie, a także wizje podboju ziem uważanych za polskie na Litwie, Zaolziu i w dzisiejszej Słowacji. Silny był antyklerykalizm, wielowątkowy, bo dotyczył politycznych zaangażowań kleru (po stronie znienawidzonej endecji), „międzynarodowości” tegoż, ale także na przykład udziału Kościoła w ekonomicznej eksploatacji ludu i zajmowania pozycji uprzywilejowanej materialnie. Pojawiały się nawet tezy o wątpliwej wartości części „miękkich” idei chrześcijańskich z punktu widzenia pożądanych cech narodu.

Autor omawia jeszcze kilka środowisk lewicy sanacyjnej, ale nie chcę odbierać przyjemności poznawania ich samodzielnie.

*

Część kolejna, poświęcona ruchowi ludowemu, wydaje się mniej interesująca, przede wszystkim dlatego, że dotyczy głównie ugrupowań marginalnych. Nie jest też do końca przekonujące takie ich wyodrębnienie. Trudno powiedzieć, czemu grupki prosanacyjne i łączące wątki lewicowe z nacjonalistycznymi nie znalazły się w opisie lewicy sanacyjnej. Nie przesądza o tym przecież ich chłopsko-wiejski profil, skoro w rozdziale I wśród inicjatyw tworzących „Naprawę” znalazł się opis Centralnego Związku Młodzieży Wiejskiej.

Środowiska te to zazwyczaj grupy rozłamowe ze Stronnictwa Ludowego. Wyodrębniły się wskutek ambicji jednostkowych czy mikrośrodowiskowych, czasami z powodu personalnych więzi czy sympatii wobec Piłsudskiego. Jedyna większa inicjatywa w tym gronie to Związek Młodzieży Ludowej, tak zwane zielone koszule. Niemal wszystkie one deklarowały poparcie i związki z obozem sanacyjnym. Zwykle dość silny był tu nacjonalizm, mniej zniuansowany niż w przypadku formacji z rozdziału I. Częściej i ostrzej sięgano po antysemityzm. Natężenie postulatów socjalnych wydaje się mniejsze niż w przypadku formacji „miejskich”, zwykle też niemające ambicji programów szczegółowych i całościowych, skupione natomiast na tematyce dotyczącej wsi i rolnictwa.

Znacznie ciekawsze są części o Stronnictwie Ludowym, czyli jednej z największych formacji politycznych II RP, masowej partii mocno osadzonej w realiach polskiej wsi, z liderami należącymi do czołówki polskiej klasy politycznej. SL, powstałe na początku lat 30. ze zjednoczenia PSL „Wyzwolenie”, PSL „Piast” i Stronnictwa Chłopskiego, było partią o programie socjalnym wówczas dość umiarkowanym na tle innych ugrupowań, choć z dzisiejszej perspektywy niekoniecznie. Domagało się reformy rolnej bez odszkodowania. W miejsce handlu prywatnego chciało spółdzielczości. W latach 30. narastały tu tendencje antykapitalistyczne, żądania szerokich reform społecznych i modernizacji gospodarczo-infrastrukturalnej, co zbliżało główny nurt ruchu ludowego do formacji lewicowych. Propagowano też ideologię agrarystyczną, czyli wiejską odmianę socjalistycznego proletaryzmu. Warstwie chłopskiej nadawała ona szczególne znaczenie jako żywicielom narodu, a zarazem w realiach II RP arytmetycznej większości społeczeństwa. To z kolei nie tylko na gruncie wartości, ale i pragmatyzmu implikowało demokratyzm, korzystny dla zorganizowanej grupy dominującej liczebnie.

Stronnictwo absorbowało jednak także wątki prawicujące. Silny był ton antyniemiecki. Propagowano kulturowo-etniczną wspólnotę narodów słowiańskich. Zauważalny był także antysemityzm, choć inny niż endecki – głównie klasowy. Postulowano „unarodowienie” handlu oraz zorganizowaną i dokonaną za obopólnym porozumieniem emigrację Żydów. Ludowcy potępiali wszakże wszelką antysemicką przemoc i wulgarną propagandę szowinistyczną. W kwestii handlu uznawali, że kluczowe jest uspołecznienie tego sektora pod kontrolą wytwórców i konsumentów, nie zaś zamiana sklepikarzy prywatnych wedle pochodzenia. Jednak wątki takie pojawiały się w tym ugrupowaniu, będąc chwalonymi przez endecję i krytykowanymi przez lewicę niechłopską.

Bardzo ciekawy, bo dotyczący głównie środowisk dość znaczących i zarazem takich, które mało kto podejrzewałby o absorpcję wątków nacjonalistycznych, prawicowych i tym podobnych, jest rozdział III. Poświęcono go, jak głosi tytuł, ruchowi robotniczemu. Tu znów pojawia się pewien problem klasyfikacyjny – przecież inicjatywy mocno osadzone w środowiskach i odwołaniach tego typu opisano już w rozdziale I. Nie miałoby sensu zatytułować go także rozważaniami o lewicy opozycyjnej, niesanacyjnej, bo tu z kolei Tomasiewicz wraca między innymi do tematu syndykalistów-naprawiaczy ze Związku Związków Zawodowych, a także prezentuje Polską Partię Socjalistyczną dawną Frakcję Rewolucyjną. Ta pierwsza formacja rozluźniła związki z obozem sanacyjnym pod koniec lat 30., zerwała wówczas także z „Naprawą”, ale wciąż ci sami liderzy i te same odwołania do „rewolucji majowej”, Piłsudskiego i tym podobnych każą zastanowić się nad czytelnością zaproponowanego podziału; w przypadku PPSdFR jest to jeszcze bardziej niejasne, bo była to jedna z pierwszych lewicowych grup prosanacyjnych, powstała w wyniku rozłamu w PPS już w latach 20. na tle stosunku do rządów Piłsudskiego i sanacji, wciąż odwoływała się do „towarzysza Ziuka”, a mimo pewnego dystansu wobec sanacji była bliższa temu środowisku niż opozycji.

Niezależnie od tego drobnego mankamentu, III rozdział przynosi bardzo ciekawe analizy. Jedna dotyczy Narodowej Partii Robotniczej. Wywodziła się z endecji, jednak część działaczy opuściła tamto środowisko jeszcze w czasach zaborów. NPR należała do stronnictw opozycyjnych, antysanacyjnych, ale toczyła też walkę z endecją i z PPS. Stronnictwo oraz związane z nim Związek Młodzieży Pracującej „Jedność” i centrala związkowa Zjednoczenie Zawodowe Polskie wypracowały oryginalną polską formułę lewicowości niemarksistowskiej i niesocjalistycznej. Konsekwentnie stały na gruncie demokracji parlamentarnej, czym różniły się od wielu ugrupowań dryfujących w przeciwną stronę zgodnie z duchem epoki. Program socjalny nie był radykalny pod względem rozwiązań, bliższy centrolewicy czy umiarkowanym nurtom socjalizmu, natomiast dość wyrazisty na poziomie frazeologii bliskiej populizmowi. Wyróżniały go wizje uspołecznienia gospodarki bez sięgania po upaństwowienie, które innym formacjom wydawało się wtedy oczywiste. Stawiano na prywatną własność środków produkcji, w którą państwo miało ingerować z umiarem, a dopełniać ją powinien oddolny sektor spółdzielczy.

Częściej niż w przypadku innych opisanych formacji odwoływano się do chrześcijaństwa i liberalizmu politycznego, a nawet do antymilitaryzmu, wbrew ówczesnym tendencjom. Mimo odniesienia do narodu w nazwie, propagowano raczej patriotyzm ujmowany w duchu egalitarnym i spójnościowym. Jedno z haseł brzmiało: „Polska dla Polaków, a w niej równość i braterstwo”. Odcinano się natomiast od wspólnoty interesów z robotnikami z mniejszości narodowych. Jakkolwiek antysemityzm NPR na tle tendencji epoki był umiarkowany, a także, co podkreśla Tomasiewicz, tylko w tym ugrupowaniu spośród opisanych słabł z biegiem czasu, to jednak pojawiał się regularnie. Podnosił zarzuty obcości kulturowej Żydów, brak ich lojalności wobec Polski, sympatyzowanie z „międzynarodowymi” socjalizmem i komunizmem, wątek opanowania drobnego handlu i lichwiarstwa i tym podobne. Odcinano się jednak od szowinizmu i aktów przemocy. Z biegiem czasu podkreślano, że Żydom zasymilowanym i utożsamiającym się z Polską należne są wszelkie prawa, na gruncie robotniczym należy walczyć z żydowskim wyzyskiem tak, jak z każdym innym, a w sferze handlu rozwiązaniem jest przebudowa gospodarki, nie zaś zastąpienie sklepikarzy żydowskich – polskimi.      

Ciekawy jest przypadek Polskiej Partii Socjalistycznej, której lewicowości w sferze socjalno-gospodarczej nie trzeba, jako oczywistej, omawiać. Ugrupowanie o długim rodowodzie niepodległościowym, macierzysta partia Piłsudskiego – w latach 30. musiało mocno podkreślać patriotyzm. Po pierwsze, taki był klimat epoki rozbudzonych namiętności narodowych. Po drugie, po Wielkim Kryzysie utracono część wpływów w środowiskach (lumpen)proletariackich na rzecz endecji. Po trzecie, zaszła konieczność odpierania zarzutów o „międzynarodowość”. Partia w efekcie mocno akcentowała patriotyzm i przypominała swoją daninę krwi z czasów zaborczych w kontrze do ugodowości endecji, kontrastowała robotniczo-ludowy patriotyzm z kosmopolityzmem kapitalistycznych elit, mocno podkreślała zagrożenie niemieckie i antyhitleryzm oraz portretowała rodzimą skrajną prawicę jako agenturę faszystów zagranicznych.

W 1938 roku PPS poparła odzyskanie Zaolzia. Tomasiewicz nie wspomina o tym, bo temat wykracza poza zakres pracy, ale ziemie te – do roku 1920 o większościowo polskim składzie etnicznym oraz stanowiące bastion polskiej lewicy niepodległościowej w środowisku górniczo-hutniczym zagłębia karwińsko-ostrawskiego – były przez polskich socjalistów traktowane jako wcale nieoczywista i dokonana nie raz na zawsze zdobycz terytorialna Czechosłowacji. W lewicowej prasie Dwudziestolecia często omawiano krzywdy polskiej ludności na Zaolziu i dopominano się o jej prawa, nierzadko w duchu, który zdumiałby dzisiejszych miłośników lewicy. To, co wtedy stanowiło swoisty mainstream ruchu socjalistycznego w Polsce, będzie dla dzisiejszego czytelnika nowe, i szkoda, że autor poświęca temu wątkowi tak niewiele miejsca.

Jeszcze bardziej szokujące dla współczesnego czytelnika będzie zetknięcie się z faktami, które wskazują, że choć PPS stała jasno na stanowisku krytyki antysemityzmu, to w samej partii spontanicznie pojawiały się nastroje niechęci do Żydów, wzywające do zaprzestania współpracy z lewicą żydowską i wskazujące na dystans polskich robotników do partii właśnie z powodu zbliżenia z socjalistycznym ugrupowaniem żydowskim Bund. Z kolei wśród ideologów PPS Jan Maurycy Borski (mający żydowskie pochodzenie, o czym nie wspomniano) krytykował wiarę w tendencje asymilacyjne i w realność autonomii kulturalnej Żydów w Polsce, jak chcieli inni PPS-owcy i liderzy Bundu. Borski, ważna postać zespołu redakcyjnego partyjnego dziennika „Robotnik”, uważał, że liczebność społeczności żydowskiej w Polsce, jej struktura zawodowa i sytuacja kulturowa, skazują takie wizje na niepowodzenie. Dlatego zamiast Bundu, z którym PPS w latach 30. mocno współpracowała, wolał lewicowych syjonistów z Poalej Syjon. Propagował emigrację oraz utworzenie żydowskiego państwa socjalistycznego w Palestynie. „Cóż z tego, że Arabowie się burzą?” – pytał popularny redaktor „Imbuś”.

Z kolei lewicowy krytyk literacki Jan Nepomucen Miller, często pisujący w PPS-owskim „Robotniku”, w latach 30. odszedł od demoliberalizmu socjalistycznego. Akcentował heroizm, „wolę mocy”, duchowy imperializm, sprawczość człowieka jako jednostki i gatunku, ale także eksplorował wątki wspólnotowe i antyindywidualistyczne, dochodząc nawet do wniosku, że ważniejsza od kwestii socjalnych jest potęga twórczości gatunku ludzkiego wobec świata przyrody. Znacznie mocniej niż główny nurt PPS podkreślał znaczenie wspólnoty narodowej, sceptycznie podchodził do internacjonalizmu, wskazując na antagonizm „państw rentierskich” oraz tych, które są obiektem ich eksploatacji, co z kolei oznacza konieczność wspólnoty ponadklasowej w obrębie narodu zamiast wizji wspólnoty robotniczej ponad granicami narodowymi. Wszystko to sytuowało Millera w pół drogi między ideologią pepeesową a syndykalizmem.

Jak wątki i zjawiska tego rodzaju w partii demokratycznego socjalizmu zaskoczą zapewne czytelnika lewicowego, tak czytelnicy prawicowi będą mieli podobny zgryz z komunistami. Tomasiewicz wskazuje, że po objęciu władzy przez Hitlera obóz komunistyczny dokonał rehabilitacji kwestii narodowej, rozumiejąc, że jednym z czynników skutkujących porażką z nazistami jest właśnie lekceważenie takich nastrojów mas. Centralny organ Komunistycznej Partii Polski stwierdzał: „zbyt słabo uwzględniamy sprawę niepodległości narodu polskiego”. Szybko zmieniono linię, a głównym ideologiem nowej został Julian Brun-Bronowicz, ten sam, którego dekadę wcześniej partia potępiła za „nacjonalbolszewizm” wyrażony w rozprawie Stefana Żeromskiego tragedia pomyłek. Nie było powrotu na takie pozycje, ale Brun dokonał uznania wartości wspólnoty narodowej, pozytywnych uczuć wobec niej, rehabilitacji ludowego patriotyzmu czy wręcz utożsamienia sprawy narodowej z interesem proletariatu. Przekonywał, że Polska wielka, to jest – silna i rozwinięta, nastanie dopiero w ustroju socjalistycznym, bo wyzwoli tłumione energie ludu, a także powstrzyma kapitalistyczno-neokolonialną eksploatację przez kraje rozwinięte. W zawoalowany sposób stwierdzał, że przekształcenia ku socjalizmowi typu sowieckiego powinny oznaczać zmianę ustroju gospodarczego i politycznego, ale mogą także niezależność od ZSRR.

Inna ciekawa inicjatywa z tego kręgu to założone w 1934 przez Józefa Łobodowskiego pismo „Dźwigary”. Łączyło program komunistyczny z krytykowaniem czołobitnego przyjmowania wzorców i opinii z ZSRR. Z kolei etyka heroiczna oznaczała krytykę „programowego hedonizmu”, „reformistyki seksualnej”, „panseksualizmu”, a nawet „laicyzacji inteligentów”, w której dopatrywano się nie ateizmu, lecz wygodnictwa. Podkreślano narodowo-rosyjskie oblicze stalinizmu w opozycji do trockizmu. Uważano nawet, że inteligencja lewicowa powinna się unarodowić, zerwać z kosmopolityzmem burżuazji, a zbliżyć do niewykorzenionego proletariatu. „Uważamy siebie nie tylko za marksistów […], uważamy siebie także za Polaków” – pisał Łobodowski.

W zakończeniu tej bardzo ciekawej książki, która szczegółowo omawia wspomniane i inne zjawiska, Tomasiewicz stwierdza:

Bliższa analiza polskiej międzywojennej myśli politycznej pozwala na przełamanie szeregu schematów. Nie cały obóz piłsudczykowski przeszedł autorytarną ewolucję, nie wszyscy ludowcy byli szczerymi demokratami, nie w każdym przypadku marksiści pozostawali nieczuli na nacjonalistyczne kuszenie.

Właśnie dlatego warto po tę książkę sięgnąć. Nie po to, żeby w zupełnie innej epoce zachwycać się czy inspirować tamtymi ideami (część z nich zresztą została skompromitowana przez bieg dziejów), choć oczywiście otwarte pozostaje pytanie, na ile obecny kryzys lewicy w wielu krajach nie wynika między innymi z odrzucenia wątków patriotycznych i pozostawienia ich radykalnej prawicy. Przede wszystkim po to, żeby znać przeszłość w jej złożoności i żeby w przyszłości mieć odwagę myślenia poza schematami, dostrzegać różnorodność ludzkich postaw i odpowiedzi na rozmaite wyzwania.

Jarosław Tomasiewicz, „Faszyzm lewicy” czy „ludowy patriotyzm”? Tendencje antyliberalne i nacjonalistyczne w polskiej lewicowej myśli politycznej lat trzydziestych, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2020.

okładka ksiązki

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Remigiusz Okraska, Lewą marsz – w prawo, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 90

Przypisy

    Powiązane artykuły