11.03.2021

Nowy Napis Co Tydzień #091 / Artystyczne niespełnienia Zbigniewa Herberta

Epitety, które opisywałyby Zbigniewa Herberta jako twórcę, można mnożyć. Nietuzinkowy, oryginalny, elokwentny, skrupulatny, oczytany, precyzyjny… Pod każdym z tych określeń mogłabym się bez wahania podpisać, ponieważ każde uznaję za prawdziwe. Jednakowoż, według mnie, Herbert był przede wszystkim poetą ciekawym świata. Odnoszę również wrażenie, że w tej ciekawości pozostawał nienasycony i niespełniony, co z kolei determinowało jego odkrycia, refleksje i nieustanne podróże – zarówno realne, jak i duchowe. Herbert był poszukiwaczem. Herbert ciągle się dziwił. I nawet śmierć, której przecież się spodziewał i która jakoś bardzo go nie onieśmielała, zastała go w pewnym sensie w drodze, w stanie rozkojarzenia i twórczego dochodzenia do kolejnych wniosków. Świadczyć może o tym choćby fragment wiersza Urwanie głowy, który pochodzi z ostatniego tomu poety Epilog burzy:

Przed odjazdem

bałagan


papier przedmioty w locie
jakby przeczuwały


że stracą prawo grawitacji

z odlotem


Pana CogitoZbigniew Herbert, Urwanie głowy [w:] tegoż, Epilog burzy [w:] Zbigniew Herbert. Wiersze zebrane, opracowanie R. Krynicki, Kraków 2008, s. 694.[1]

O Herbercie pisało się i nadal pisze całkiem sporo. Mimo to temat w dalszym ciągu nie jest przegadany ani wyczerpany. Książka, która stała się przyczynkiem do moich rozważań, jest więc i równocześnie nie jest odkrywcza. Teoretycy literatury i badacze twórczości Herberta, najczęściej pracownicy naukowi polskich i zagranicznych uczelni, zdają się upodabniać do postaci, która tak bardzo ich fascynuje. Dlatego poszukują, dziwią się i odkrywają. Okazuje się bowiem, że Herberta można opowiadać ciągle na nowo, ciągle z innej perspektywy i nieustająco z pozostawieniem pola dla elementu zaskoczenia. Zbiór esejów zatytułowany Kłusownik i myśliwi dotyczy historii sztuki. Historii sztuki, jak wskazuje podtytuł, prywatnej, a co za tym idzie – mocno zsubiektywizowanej. Herbert, poza działalnością poetycką, był również felietonistą i recenzentem. W tym obszarze swoją uwagę skupiał głównie na malarstwie, gdyż właśnie ta droga twórczej ekspresji była mu mentalnie najbliższa. Herbert chciał być malarzem, a fakt, że nigdy się nim nie stał, przysporzył mu prawdopodobnie sporo cierpienia. Żył więc w cieniu sztuk plastycznych, w ogromnym kompleksie mistrzów pędzla. I ta swoista rana musiała znaleźć odzwierciedlenie w jego twórczości literackiej. Zbiór esejów zatytułowany Węzeł gordyjski i inne pisma rozproszone 1948–1998 zawiera między innymi spory zasób recenzenckiej działalności Herberta, ale o jego umiłowaniu sztuki świadczą również ekfrazy i niezwykle liczne poetyckie nawiązania do ekspresji malarskich. Był więc poeta nie tylko melomanem i wiernym czcicielem przekazów plastycznych, ale brał także czynny udział w życiu współczesnego sobie artystycznego świata i w bardzo wrażliwy sposób reagował na wszelkie jego drżenia i zmienności.

Fascynacja sztuką i zacięcie redaktorskie widoczne były u Herberta już w bardzo wczesnych etapach kariery poetyckiej. W pierwszych listach do Jerzego Turowicza, kiedy to jeszcze zwracał się do niego per Szanowny Panie Redaktorze, pisze:

Dyskusja o upadku sztuk plastycznych w Polsce trwa. Wszyscy są na ogół zgodni, co do dwu faktów:

1. przeżywamy okres upadku i chaosu plastyki;

2. społeczeństwo nasze wykazuje obojętność na tę dziedzinę twórczości artystycznej.

Poruszone wyżej sprawy przetłumaczone na język polityki, zbiegają się w pytaniu: jak temu przeciwdziałać?Z. Herbert, J. Turowicz, Korespondencja, Kraków 2005, s. 7.[2]

Z biegiem czasu dzielenie się wątpliwościami i spostrzeżeniami na płaszczyźnie recenzenckiej stanie się w tej osobliwej korespondencji dosyć powszechne. Herbert będzie relacjonował przyjacielowi swoje poczynania i prosił go o wyrażenie opinii: „Kochany Jerzy, to ma być recenzja. Piszę o Taranczewskim”Tamże, s. 122.[3]. Będzie się skarżył na niemoc twórczą: „Reportaż ze Sieny robi się, ale idzie jak po grudzie, mam nadzieję skończyć najdalej za 2 tygodnie”Tamże, s. 147.[4]. A od czasu do czasu prześle również próbkę własnych możliwości: „Kochany Jerzy, przesyłam Ci dwa felietony. Może przydadzą się. A także rysunki, które machałem w Kazimierzu”Tamże, s. 189.[5].

Pogłębiając wiedzę na temat życiorysu tego niewątpliwie genialnego poety, zdobywając coraz to nowe informacje dotyczące jego twórczości, zastanawiam się nieustannie, jakim byłby malarzem. Nie jestem jednak do końca przekonana, czy w tej profesji osiągnąłby taki sam albo chociaż porównywalnie dobry efekt, jak w malowaniu słowem. Nie można jednak przejść obojętnie obok refleksji, że to niespełnienie poety odbiło się na poezji piętnem, które w ostateczny sposób uformowało coś, co dzisiaj możemy roboczo nazwać herbertowską wizją świata.

Historia genialnych twórców obarczonych jarzmem niespełnienia lub odrzucenia lubi się więc powtarzać. Gdyby Mickiewicz nie kochał tragiczną miłością, prawdopodobnie nigdy nie mielibyśmy okazji kontemplować poetyckiego kunsztu Dziadów cz. IV . Gdyby Herbert nie był niespełnionym malarzem-artystą, najpewniej nie doświadczylibyśmy pełnych mądrości rozważań Pana Cogito o sztuce.

Kompleks malarza poświadcza w twórczości Herberta bardzo wiele elementów. Najdobitniej wyraża go jednak tytuł jednego ze zbiorów esejów – Barbarzyńca w ogrodzie. Oczywiście symbolika jest tutaj bardzo klarowna, a zarazem niezwykle wymowna. Barbarzyńca to człowiek nieokrzesany, niecywilizowany, niebezpieczny, bo w swoich działaniach posługujący się przecież bezmyślną przemocą. Ogród natomiast przedstawia łagodność, piękno różnorodności, dostojność i spokój. Nietrudno się domyślić, iż barbarzyńca najprawdopodobniej ogród zbezcześci, zniszczy, znieważy swoją trywialną ignorancją. Można być niemalże pewnym, że po jego wizycie nic w ogrodzie nie będzie już takie samo. Rozszyfrowując łamigłówkę tytułu, dochodzi się za Piotrem Majewskim (Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej)P. Majewski, Barbarzyńca w ogrodzie sztuki współczesnej. O pobycie Zbigniewa Herberta w Paryżu w latach 1958–1960 i kilku tego konsekwencjach [w:] Kłusownik i myśliwi. Prywatna historia sztuki Zbigniewa Herberta, Kraków 2020, s. 85.[6] do wniosku, że ogrodem jest szeroko pojęty świat sztuki, a barbarzyńcą sam autor. Spróbujmy sobie więc wyobrazić, jak bardzo mocno odczuwał Herbert swoje niespełnienie, skoro nazywał siebie w tak deprymujący sposób. Jednocześnie potrzeba nieustannego wyrażania podziwu dla sztuk plastycznych jest u niego tak ogromna, że znajduje odzwierciedlenie w każdym praktycznie przejawie ekspresji poetyckiej. Herbert odbiera świat z perspektywy sztuki, a jego projekcja rzeczywistości ściśle wiąże się odniesieniami do malarstwa, rzeźby, architektury i rysunku. Jest więc w pewnym sensie więźniem swojego niespełnienia, co znajduje zresztą odzwierciedlenie w wierszach i w tekstach niepoetyckich. Ale ta swoista niewola skutkuje czymś jeszcze. Dorobek Herberta jest na stałe połączony z historią sztuki, nie tylko poezja, ale i eseje czy teksty krytyczne.

Wiersz Apollo i Marsjasz jest jednym z najbardziej popularnych liryków Herberta (najprawdopodobniej za sprawą podstawy programowej z języka polskiego). Pojedynek mitycznego boga sztuki ze śmiertelnikiem zdaje się być również swoistą proklamacją światopoglądową samego autora. Oto bowiem z potwornego i przerażającego krzyku pokonanego człowieka powstaje nowy odłam sztuki. I choć w tym przypadku jest to muzyka, to przecież nikt nie ma chyba wątpliwości, że kwestie awangardy czy artystycznego undergroundu bardzo łatwo można przenicować również na grunt plastyczny. Pod koniec wiersza na pierwszy plan bardzo wyraźnie wysuwa się motyw cierpienia i odrzucenia artysty, który odważył się zaprezentować coś odmiennego od klasycznej wizji sztuki (przypominam, że Apollo uosabia postać tożsamą właśnie z wartościami klasycznymi), który sprowokował mistrza:

żwirową aleją
wysadzaną bukszpanem
odchodzi zwycięzca
zastanawiając się
czy z wycia Marsjasza nie powstanie z czasem
nowa gałąź
sztuki – powiedzmy – konkretnejZ. Herbert, Apollo i Marsjasz [w:] tegoż, Studium przedmiotu [w:] Zbigniew Herbert. Wiersze zebrane, s. 247.[7]

Nieposkromiona złość boga może z kolei oznaczać trudności, które napotka twórca odważny. I choć nowoczesność należy zawsze traktować w kategoriach względnych i ulotnych (wszak każde pokolenie posiada swoją), to oczywiście i tutaj Herbert znajduje pole do wyrażenia swojej opinii. Piotr Juszkiewicz podsumowuje ją następująco:

Dostrzegał on wśród nowoczesnych postępujący proces kształtowania się międzynarodowego, ujednoliconego języka sztuki dojrzewającego pod presją przyspieszonego technicznym rozwojem reprodukowania obiegu obrazów, zacierającego swoistość narodową artystycznych manifestacjiP. Juszkiewicz, „Krytyk musi wykazać, że ma oko”. Herbert i polska krytyka artystyczna czasu odwilży [w:] Kłusownik i myśliwi…, s. 68.[8].

Po której stronie sporu stoi więc autor? Za kim finalnie się opowie? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, gdyż także i w tej kwestii poeta zdaje się tkwić w pełnym sprzeczności rozdźwięku – z jednej strony umiłowanie wszelkich przekazów klasycznych, z drugiej – tęsknota za formą nowatorską. Możemy więc chyba uznać, iż ten specyficzny konflikt wewnętrzny wyrasta na gruncie kolejnego niespełnienia poety, który związany jest z niemożnością odpowiedzi na fundamentalne przecież dla niego pytanie.  

Mimo wszystko jednak Herbert przez całe życie darzy artystów ogromnym podziwem i pisze o nich nad wyraz chętnie. Tematyka natomiast zachwyca swoją rozpiętością. Od Etrusków do współczesnej poecie awangardy. Od starożytnej Grecji do Van Gogha. Po drodze natomiast Krzyształowski, Taranczewski, Ernst, Paryż i Galeria Lambert, socrealizm, taszyzm, Potworowski… W przypadku tego ostatniego szczególnie wzruszające zdaje się być ich jedynie mentalne spotkanie w Sienie:

Niemniej obaj twórcy nigdy nie mogli spotkać się w Sienie – gdy Potworowski na fali odwilży w 1958 roku przyjechał do Polski po osiemnastu latach nieobecności, na tej samej fali Herbert po raz pierwszy kilkanaście miesięcy wcześniej wyjechał na Zachód, między innymi do Francji i Włoch. […] To rozminięcie się można uznać za cechę charakterystyczną potencjalnych relacji między twórcamiŁ. Kiepuszewski, „Cień jak wskazówka zegara”. Herbert i Potworowski w Sienie [w:] Kłusownik i myśliwi…, s. 134–135.[9].

Natomiast śladów tego typu rozminięć, niespełnień i rozczarowań znajdziemy w twórczości Herberta o wiele więcej.

Kłusownik i myśliwi zawiera analityczne teksty naukowe. W gąszczu fachowych terminów nietrudno jednak zauważyć, że i te podróże badawcze noszą znamiona pewnego niespełnienia. Z całą pewnością nie jest łatwo pisać o poecie takim jak Herbert. Potęga, moc i energia myśli Herberta zdają się porażać swoim ogromem, ale również dostarczają ogrom materiału badawczego. Pogłębianie wiedzy na temat tego niezwykle utalentowanego poety i pięknego człowieka może być potraktowane w kategoriach pracy nad własnymi twórczymi niespełnieniami. Publikacja dotycząca Prywatnej historii sztuki Zbigniewa Herberta doskonale będzie wspierać ten proces.

Książkę można kupić w e-sklepie Instytutu Literatury.

Kłusownik i myśliwi. Prywatna historia sztuki Zbigniewa Herberta, Instytut Literatury, Kraków 2020.

Okładka książki

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Katarzyna Aksamit, Artystyczne niespełnienia Zbigniewa Herberta, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 91

Przypisy

    Powiązane artykuły