18.03.2021

Nowy Napis Co Tydzień #092 / Na pohybel realistom. O „Kodeksie Pomylonych” Bronki Nowickiej

Weronika Murek w rozmowie z Agnieszką Sowińską wyznała niedawno:

Nudzi mnie odpisywanie świata, pieczołowite, aptekarskie obrysowywanie go. Zawsze mnie potwornie ręka swędzi, żeby rzeczywistości dorobić jeden czy drugi lufcik, wypustkęZob.: https://www.dwutygodnik.com/artykul/5727-lubie-jak-sie-nie-zgadza.html [dostęp: 24.01.2021].[1].

Druga książka Bronki Nowickiej – Kodeks Pomylonych – świetnie wpisuje się w tę filozofię pisania. Poza tym, szanowni Państwo, jest to dzieło w wielu miejscach po prostu wybitne. Przez wybitność literatury rozumiem kilka kwestii, między innymi spójny, nieprzeszarżowany koncept. U Nowickiej teksty odsyłają do siebie, a nad całością czuwa żelazna logika kompozycyjna, złożona z pięciu rozdziałów: Istoty, Żywioły i inne kwestie naturalne, Ciało i sprawy pokrewne, Myśli i stany ducha, Nieujęte. Innymi słowy, w Kodeksie Pomylonych nie ma wrażenia nadmiaru, ani tym bardziej niedosytu. Tymi prozami poetyckimi (czy może lepiej powiedzieć: krótkimi poematami prozą) rządzi reguła „wyważenia”, co wcale nieczęste, zważywszy na ogół produkcji lirycznej w Polsce. Każdy z pięciu rozdziałów składa się tutaj z „przepisów” oraz z krótkich historii ze świata Pomylonych.

*

Swego czasu panował w poezji nurt banalistyczny, do którego zaliczano choćby Adama Wiedemanna. Pojęcie to wytraciło po drodze swój potencjał krytyczny i zaczęto się posługiwać innymi narzędziami. Przywołuję jednak termin „banalizmu” nie bez przyczyny, bowiem Nowicka napisała rzecz skrajnie antybanalistyczną – mówiącą o rzeczach najważniejszych, elementarnych w procesach rozumienia świata i ludzi. Poezja jako pryzmat epistemologiczny? Czy nie za duże ambicje przyświecają temu projektowi? (A może tylko ja mu takowe przypisuję?)

Poznanie świata dokonuje się w Kodeksie Pomylonych przez pryzmat rzeczywistości opanowanej przez tytułowych pomyleńców. Badacze fantasyscience fiction stosują pojęcie „immersyjności”, czyli „pochłaniania” czytelnika przez wykreowany świat. Nowickiej daleko do aspiracji światotwórczych, poniekąd jednak udało się jej zajrzeć na drugą stronę rzeczywistości, pod skrywany wstydliwie (lub bezmyślnie) spód.

*

Znany bookstagramer Rafał Hetman w prywatnej rozmowie ze mną, dotyczącej rzecz jasna Kodeksu Pomylonych, zwrócił uwagę na obecne u Nowickiej tropy Schulzowskie. O dziwo, nie wpadłem na to, choć przecież są one wyraźnie wyczuwalne. Bruno Schulz – napiszę dla przypomnienia – uczył w gimnazjum między innymi prac ręcznych. U Nowickiej majsterkowanie (postaci czeladników, majstrów), odsyłając do mocy demiurgicznych, stanowi oś tomu. Ważna pod tym względem jest także warstwa ilustracyjna autorstwa Małgorzaty „ET BER” Warlikowskiej, przedstawiająca części dziwacznych maszyn, narzędzia, rysunki techniczne, coś w ten deseńPamiętają może Państwo książkę Przemysława Witkowskiego Preparaty? Oprawa graficzna była momentami podobna – choć dużo bardziej komiksowa, wręcz kolażowa – i również świetnie dopełniała treść tej, już raczej zapoznanej, książki. [2].

Podobieństwo między Schulzem a Nowicką dotyczy przede wszystkim stosunku do materii, która zdaje się podlegać zupełnie innym prawom niż w rzeczywistości – bohater może ją dowolnie kształtować, formować. Przestrzeń i czas nie stanowią żadnego problemu, gdyż dostosowują się do woli/potrzeb kreatora/demiurga. Wszak Krzysztof Stala pisał niegdyś o Schulzu:

Tutaj nie tyle gotowy, skończony obraz zostaje zanurzony w słowie [jak w tradycyjnych przedstawieniach realistycznych], co raczej utrwalony, ukształtowany frazes zanurza się w obrazie, przekształcając goK. Stala, Na marginesach rzeczywistości. O paradoksach przedstawienia w twórczości Brunona Schulza, Warszawa 1995, s. 211.[3].

Przełom antyhermeneutyczny dostrzegali również krytycy przedwojenni, na przykład Ludwik Fryde. Cytuję za niezmordowanym Michałem Pawłem Markowskim:

[…] opisując przemiany w nowej prozie polskiej, [Fryde] umieścił Sanatorium pod Klepsydrą wśród utworów, których cechą charakterystyczną jest: „przesilenie realizmu, kryzys poczucia rzeczywistości, tendencja do kształtowania rzeczywistości jako lirycznej lub patetycznej wizji subiektywnej”. Poza Schulzem Fryde umieścił na tej liście także Michała Choromańskiego, Adolfa Rudnickiego, Stanisława Piętaka, Tadeusza BrezęCyt. za: M.P. Markowski, Polska literatura nowoczesna. Leśmian, Schulz, Witkacy, Kraków 2007, s. 267.[4].

Cóż, z wymienionych nazwisk w powszechnej świadomości czytelniczej pozostał tylko Bruno Schulz, ale takie właśnie – kapryśne i często nie dające się przewidzieć – bywają dzieje historii literatury. Tak czy inaczej z „przesilenia realizmu” czerpie dziś gros pisarzy; być może już nigdy nie nastaną czasy rasowego pisarstwa spod znaku Dąbrowskiej czy Prusa. Ale to już temat na inną okazję.

*

Była mowa o pewnym podobieństwie Nowickiej do Schulza, więc teraz pora na zauważalne między nimi różnice. Schulzowską poetyką rządzi profuzja leksykalna (te osławione metafory dopełniaczowe, które już niejednemu licealiście napsuły krwi), podczas gdy Kodeksowi pomylonych przyświeca ekonomiczność słowa, brak ornamentowości. Dawno nie czytałem tak dobrze skomponowanej, a jednocześnie precyzyjnej książki lirycznej, gdzie każde słowo stoi na tylko sobie przewidzianym miejscu. Jeśli z kolei idzie o wnioski genologiczne, to proza poetycka autora Sklepów cynamonowychZawsze byłem przekonany, że w tytułowych „sklepach cynamonowych” sprzedawało się, obok innych przypraw, także cynamon. Jakaż była moja naiwność – wszak to kolor boazerii sklepu bławatnego Jakuba Schulza skojarzył się jego synowi właśnie z kolorem cynamonu…[5]różni się od poematów prozą Nowickiej obecnością osi fabularnej, choć wiadomo – szczątkowej, podrzędnej wobec popisów stylistycznych. Innymi słowy, Kodeks Pomylonych jest zbiorem, którym zawiaduje założony z góry koncept, zaś Schulz, mimo predylekcji do poetyckości, tworzy jednak opowiadania, w których bez fabuły się przecież nie obejdzie (choć bywają wyjątki od reguły).

I jeszcze mały dopisek na koniec: Schulz pisał Traktat o manekinach w obawie przed dehumanizacją, tymczasem odwołania do Księgi Genesis u laureatki Nike nie zasadzają się raczej na takich poważnych przesłankach – Nowicka chciała raczej poprzez kreację nowego świata ukazać arbitralność bazowego.

*

Apologia wyobraźni obfituje w Kodeksie Pomylonych w wiele tekstów, raz dłuższych, innym razem krótszych, ale niemal zawsze bezbłędnych. Proszę zapoznać się choćby z Bezczynnością ze strony 45:

Pozbycie się dłoni nie wymaga ruchu. Strząśniesz je gestem, jakim odprawiasz
muchę. Jeden ruch i spadną na stół. Pochylisz się nad dwoma kawałkami siebie,
którymi odtąd nie ruszysz za pomocą myśli. Dostrzeżesz wtedy, że dłonie są pa-
rą, nieoddzielone materią ani powinnością, pragną dla siebie być przedmiotem
troski: prawa potrzyma lewą w już nie twojej garści. Później dłonie się szczepią
i będą godzinami naśladować ptaka. Siedząc przy nich, pojmiesz, czym jest bez-
czynność: próbą wzlotu.

Sformułowania typu „strząśniesz je gestem”, „odprawiasz muchę”, „nieoddzielone materią ani powinnością”, „dłonie się szczepią” świadczą o niemałej kreatywności leksykalnej. Dodatkowy smaczek stanowi tutaj stylizacja na język filozoficzny. Warto wspomnieć także o wyczuciu puenty: porównanie pary rąk do ptaka może nie jest czymś wysoce oryginalnym (chyba wszyscy pamiętają z dzieciństwa zabawę z cieniami), jednak „wisienkę na torcie” stanowi z pewnością ostatnie zdanie tego fragmentu: „Siedząc przy nich, pojmiesz, czym jest bezczynność: próbą wzlotu”. Modny dzisiaj temat prokrastynacji znalazł w osobie Bronki Nowickiej godnego przedstawiciela, niepozbawionego znamion żywej wyobraźni.

*

Autorka nagrodzonej Nike książki Nakarmić kamień wykazuje się przy okazji pomysłowością gramatyczną. Tym razem tekst pod tytułem Żebra (strona 37):

Te kości wciąż same proszę o siebie. Więc majster psuje pracę, naglony żebraniem.
Chowa pałąki w ciele, bo się wstydzi, a one wciąż nędznie wystają. Wtedy przepra-
sza je katedrą za biedę.

Być może gra językowa, stawiająca obok siebie „żebra” i „żebranie”, nie jest szczególnie odkrywcza, lecz bardziej ciekawi mnie tutaj rozwiązanie na poziomie deklinacyjnym –że się takim technicznym zwrotem posłużę. Zestawienie słowne „naglony żebraniem” to przykład konstrukcji narzędnikowej, której jestem wielkim zwolennikiem. Posiada tę zaletę, że dzięki ekonomiczności oszczędza w tekście miejsce, a po drugie – potrafi wzniecić stosowny ładunek atrakcyjności dla czytelnika. Można by to przecież powiedzieć zwyczajniej, wtedy jednak mielibyśmy do czynienia ze standardowym dla „przejrzystej” prozy rozwiązaniem. Poematy prozą to jednak specyficzny gatunek, gdzie rozbudowanej metaforyce towarzyszy silna rytmizacja toku wypowiedzi, i rzeczywiście – niejednokrotnie da się u autorki wyczuć płynącą swobodnie melodię języka, którą wieńczy pomysłowość z pogranicza leksyki i gramatyki. 

*

Talent Nowickiej zaznacza się już w motcie do tomu. Brzmi on: „Wracającym do siebie”. W moim skromnym odczuciu jest to najlepsza dedykacja, z jaką spotkałem się na przestrzeni lat (obok „Nikomu, innemu” Konrada Góry z NiePotrafię przyznać, że motto mi się podoba, choć ostatnimi czasy – z racji internetowej kłótni z Konradem Górą – byłem zmuszony spalić jego najnowszą książkę pod tytułem Kalendarz majów (czego na dobrą sprawę żałuję, ponieważ było tam kilka całkiem udanych wierszy).[6]), a proszę mi wierzyć – poezji czytam niemało. Przy pierwszej lekturze nie zwróciłem uwagi na wieloznaczność tego sformułowania, dopiero druga lektura przyniosła olśnienie. Dedykację można bowiem rozumieć na trzy podstawowe sposoby: w kontekście powrotu do domu, w odniesieniu do odzyskania przez kogoś świadomości oraz w znaczeniu z dziedziny relacji międzyludzkich, które najłatwiej oddać przez słowa: „schodzić się powtórnie po rozstaniu”. Co ciekawe, nieco zmieniona wersja dedykacji występuje w jednym z tekstów zatytułowanym Liść (strona 24): „Wracając do siebie, usłyszał szemranie [szemrząca polszczyzna, słuch językowy znów daje o sobie znać – uwaga moja] i rozpoznał w tej mowie strzępki myśli”. Zdanie wyjątkowej urody.

*

Za tour de force drugiej książki Nowickiej uważam najdłuższy tekst (strony 49–50) zaczynający się od słów: „Kiedyś każdy istniejący w pamięci obraz rzeczy można było wymienić na jej ciało, ponieważ wspomnienia złożone w umyśle odkładały się bliźniaczo w ziemi i osiągały konkret materii”. Świetnie zaznacza się w nim po raz kolejny pomysłowość autorki, gdy wymyśla – na podobieństwo pisarzy fantasy – fikcyjne tereny Memorii i Infantii, do których pielgrzymują Pomyleni, aby poczuć „dotyk, najbardziej czczony zmysł tamtego świata”. Pomyleni bowiem biorą do rąk amorficzne konstrukcje, a są to prostu ich własne wspomnienia w formie materialnej. Funkcję kopaczy i kapłanów pełnili w Memorii „sepulkrarze”, otaczani czcią (choć przemieszaną z bojaźnią) przez Pomylonych. Nowicką interesują przede wszystkim dwie sfery: pamięci oraz czułości. Nie można przecież mówić o pamięci przeszłych zdarzeń, zwłaszcza dotyczących nas samych, nie traktując ich z pewną dozą wyrozumiałości co do życiowych wyborów. Czy są to nazbyt „mądrościowe” wnioski? Taką po prostu Nowicka przyjęła konwencję, a konwencję albo się kupuje, albo odrzuca w całości – nie ma sfer pośrednich, nie ma nic pomiędzy.

*

Ach, ci Pomyleni! Chcieliby na nowo ukształtować świat, a ten, jaki jest, każdy widzi, i raczej nie ma szans na zmianę. A może jednak? Autorka prezentuje idealizm, wyzuty jednak z tonu publicystycznego, co nierzadko zdarza się polskim poetom/pisarzom, żyjącym ustawicznie mrzonkami. Innymi słowy, wyobraźnia zaprzęga do pracy baśniowy opis, przy czym nie traci z pola widzenia opozycyjnej wobec siebie rzeczywistości. W ostatnim tekście z tomu mowa o „znormalnieniu Pomylonych”:

Pomyleni zaczęli chorować na zwykłe istnienie. Nogi grzęzły im po kostki
w bycie. Nim zaczęli odwrót, znormalnieli [podkreślenie moje]. Nie
zobaczyli już swoich miast z warsztatami.

I wymowne zakończenie tego fragmentu:

Dzisiaj mają domy, w nich papier, kordonek. Czasami robią dziury w wy-
cinankach. Tęsknią, choć nie pamiętają za czym. Sporo śpią.
Pora się obudzić.

Czy rzeczywiście wina leży po ich stronie, dlatego że stali się jak tamci? Prosta dychotomia ulega zatarciu; nie wiadomo, kto jest ostatecznie kim, i kto ponosi odpowiedzialność za obecny stan rzeczy.

*

Starałem się wcześniej nie mówić zbyt wiele o Nagrodzie Nike dla Nakarmić kamień, ponieważ uważam, że instytucja nagrody to poboczna, mniej istotna część zajęcia, jakim jest pisarstwo. Z drugiej strony tak ważne ogólnopolskie wyróżnienie dla Nowickiej mogło mieć wpływ na kolejną jej książkę: autorka została doceniona, więc mogła bez pośpiechu dopracowywać, cyzelować Kodeks Pomylonych. Oba tomy dzieli przecież pięcioletnia przerwa. Rzeczywiście, czuć tutaj dbałość o najmniejszy choćby detal, nie wspominając o bezbłędnej strukturze kompozycyjnej. Na uwagę zasługuje również estetyka wydania, o którą zadbała oficyna ze Stronia Śląskiego. Te poszczególne czynniki, gdy zebrać je razem, ustawiają Kodeks Pomylonych jako bez wątpienia jedną z najciekawszych propozycji poetyckich roku 2020 (obok Sztuki bycia niepotrzebnym Edwarda Pasewicza oraz Do stu Marcina Sendeckiego) – co do tego osobiście nie mam żadnych wątpliwości.

 

Okładka książki
Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Piotr Jemioło, Na pohybel realistom. O „Kodeksie Pomylonych” Bronki Nowickiej, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 92

Przypisy

    Powiązane artykuły