01.04.2021

Nowy Napis Co Tydzień #094 / Kościół, który boli

Klerykalizacja Kościoła, skandale seksualne, ukrywanie drapieżców seksualnych, zmowa milczenia wobec przestępstw oraz ciągnący się latami (aż do ich przedawnienia) brak rozliczeń, wreszcie niejasne zasady finansowania, konkubinat partii z episkopatem – lista zarzutów wobec Kościoła jest niemal tak samo długa, jak tezy Marcina Lutra z katedry w Wittenberdze. Być może najpełniej podsumowała to Marta Titaniec, prezeska Fundacji Świętego Józefa, pisząc: 

Temat wykorzystywania seksualnego pokazał jeszcze bardziej, że jesteśmy dzisiaj podzieleni na Kościół, który cierpi, i Kościół zadowolony z siebie. Kościół w Polsce dopuścił polaryzację w swoim wnętrzu i obecnie chyba bardziej widać wysiłki mające na celu utrzymanie równowagi niż dążenie do jednoczenia wspólnoty. A otwarta rana wykorzystywania seksualnego małoletnich i bezbronnych woła do nas niczym krzyk Hioba.

Zatrzymuje mnie trafność stwierdzenia Titaniec. Jeszcze kilka lat temu dzieliliśmy Kościół w Polsce na ten „toruński” i „łagiewnicki”. Ale podział zaproponowany wyżej jest znacznie bardziej aktualny, a przede wszystkim prawdziwszy: zadowoleni z siebie nie rozumieją cierpiących. Mało tego: nie rozumiejąc, przyczyniają się do cierpienia innych. Umywają ręce. W ostateczności – oskarżają cierpiących. Książka Mamy głos. Świeccy, Kościół, kryzys wyszła z inicjatywy katolickiego wydawnictwa WAM i już tym zaskarbia sobie sympatię. Ani jednego głosu dla „urzędu nauczycielskiego w koloratce”; na łamach mówią naprawdę świeccy, którzy są w różny sposób zaangażowani w życie religijne. Niektórzy to znani publicyści, inni to ewangelizatorzy, redaktorzy, bibliści. Zebrane głosy mówią o swoim postrzeganiu kryzysu Kościoła, i choć opisują go z różnych kątów widzenia, to powstały obraz jest jednoznaczny: jest źle. Autorzy, zgodni w kreśleniu kryzysu, nie są już jednomyślni w propozycjach jego przeciwdziałania. Zamiast zgodnego chóru, czytelnik otrzymuje polifonię solistów. Jest to zarówno słabość, jak i mocna strona Mamy głos

Nie ma ratunku w historii 

Gdy nadchodzi kryzys, oczy większości zwrócone są ku przeszłości. Dotychczasowe próby reform Kościoła, nie dają jednak zbyt wiele pocieszenia. W zasadzie kryzys jest integralną częścią istnienia Kościoła. Gdy przeczytamy uważnie Dzieje Apostolskiej czy Listy św. Pawła, widzimy całe wykazy potknięć, błędów, rywalizacji o zaszczytne miejsca. Kolejne pomysły oczyszczenia wspólnoty wierzących miały z pewnością dobre intencje, ale znacznie gorzej z konsekwencjami. Ciekawym był donatyzm z przełomu IV i V wieku. W wyniku prześladowań chrześcijan za cesarza Dioklecjana, niektórzy kapłani ulegli pod groźbą tortur i publicznie wyrzekli się swojej wiary. W ślad za księżmi poszli także świeccy. Po ustaniu prześladowań chcieli powrócić do zgromadzenia wiernych, ale sprzeciwił się im biskup Donat z Kartaginy. Wobec „upadłych” zaczęto stosować ostre restrykcje, a przede wszystkim ponownie chrzcić. Sakramenty sprawowane przez kapłanów, którzy załamali się w wyniku prześladowań, ale powrócili do służby Kościołowi, były przez donatystów podważane. Jedynie nieugięci, nieprzejednani, radykalni zasłużyli sobie wedle nich na miano chrześcijan. Donatyści nazywali siebie „Kościołem czystych”, „Kościołem męczenników” i byli w wyraźnej kontrze do Rzymu, który przyjmował z powrotem „upadłych”. Nie trzeba dużej przenikliwości, aby zobaczyć, że donatyści, choć zniknęli z kart historii, mają swych zawsze aktualnych członków. Reforma gregoriańska z XI wieku, w której istotną rolę odgrywał klasztor w Cluny, również przyniosła niezadowalające rezultaty. Kongregacja kluniacka (czyli klasztory naśladujące Cluny) zamiast zajmowania się sprawami politycznymi, powróciła do sprawowania liturgii. Z czasem stawała się ona coraz bardziej rozbudowana, ilość odprawianych mszy i nabożeństw zwiększała się, a sumy za nie ofiarowane stawały się coraz większe. Przeciwko nadmiernym zbytkom wystąpił odłam braci, którzy założyli bardziej radykalne zgromadzenie – cystersi. Po kilku wiekach cystersi sami doświadczyli analogicznej sytuacji – zgromadzenie jeszcze surowsze z nich powstałe to trapiści. Podobną sytuację dostrzec można w powstaniu zakonów mendykanckich, czyli ubogich, głównie działających w obszarach miast średniowiecznych. Naśladowcy Franciszka z Asyżu wystąpili nie tylko przeciw bogaceniu się Kościoła, ale również braku ewangelicznego zapału i niskiemu poziomowi intelektualnemu kleru. Kolejne odłamy franciszkanów (na przykład kapucyni) wskazywały na dość rozluźniające się zaślubiny z Panią Biedą. Nawet kontrreformacja po Soborze Trydenckim nie przyniosła idealnych rozwiązań. Choć nakazano biskupom obowiązek wizytacji i rezydencji, świeckich zachęcano do czytania Pisma (ale nie jego samodzielnej interpretacji), stworzono seminaria dla kandydatów do kapłaństwa, a Ćwiczenia duchowe Ignacego Loyoli i mistyka karmelitańska zyskały uznanie, to wciąż pozostało wiele spraw zamiecionych pod dywan. Do takich decyzji można zaliczyć sprawę odpustów (które wciąż stanowią łamigłówkę teologiczną), zakazano języków narodowych tak w Piśmie, jak i liturgii. Listę przeglądu prób reform Kościoła można z pewnością ciągnąć dalej i jeszcze bardziej uszczegóławiać. Wszystkie te przykłady oraz wnioski, jakie z nich wypływają, prowadzą do mało optymistycznej konkluzji: w tych historiach nie ma dla Kościoła pocieszenia. Nie można odtworzyć tej samej drogi, skoro się nie sprawdziła. Co więcej, i to jest najbardziej obezwładniające, nie widać ani chęci, ani wystarczającej siły w samym Kościele, aby zdołał dokonać potrzebnej reformy. Takiego przekonania jest też Tomasz Terlikowski, który postuluje wprost, że impuls naprawy musi przyjść z zewnątrz:

Nie istnieją bowiem mechanizmy władzy, które taką zmianę mogłyby wymusić. Upadek i zmiana są powolne i maskowane napływem nowych wiernych i sukcesami w krajach globalnego Południa, nie widać też reformatorów, którzy mogliby w zglobalizowanym świecie rzucić wyzwanie Instytucji i doprowadzić ją – częściowo z wnętrza, częściowo z zewnątrz do przemiany. Po wiekach złotych, po wielkich reformach, wkraczamy w wieki ciemne nowego barbarzyństwa, przez które przejść będzie musiało także chrześcijaństwo, które nie tylko stanie się wspólnotą mniejszą, ale także pozbawioną niemałej części intelektualnego i duchowego (o politycznym nie wspominając) splendoru. 

Kościół jest już gdzie indziej. Tylko gdzie?

Nie sposób omówić wszystkich spośród dziesięciu autorów, ich spostrzeżeń oraz proponowanych diagnoz. O ile nie nastręcza wskazanie, co boli w Kościele (a zwłaszcza tym nad Wisłą), o tyle proponowane rozwiązania są wielogłosem. Ciekawym, ale nazbyt różnorodnym. To może zrazić czytelnika szukającego szybkich rozwiązań, ale odpowiada prawdzie sytuacji: mówimy o wielopoziomowych strukturach, sieci wzajemnych zależności (do których chcąc nie chcąc też należymy), różnej intensywności bycia w Kościele. Bardzo celne pytanie stawia z pewnością Ewa Kiedio, znamiennie tytułując swój tekst Kościół jest już gdzie indziej. To jest bardzo kuszące i ma aż nazbyt wiele odcieni – porzucić ten konkretny Kościół, założyć nowy, który okaże się wreszcie TYM, albo zacząć zmiany od siebie i tak dalej. Kiedio wskazuje, co powinno ulec zmianie, wskazując na głosy innych świeckich teologów, Sebastiana Dudy i Józefa Majewskiego. Szereg tych postulatów zamyka się pod pojęciami demokratyzacji chrześcijaństwa albo demokratyzacji charyzmatycznej i wydają się najbardziej sensownymi. Pokrótce autorzy wskazują na: dopuszczenie świeckich teologów (w tym kobiet) do głoszenia homilii, prawo głosu dla świeckich na synodach i soborach, ich wpływ na działalność sądów biskupich oraz na finanse i kościelne instytucje. Sam dopisałbym do tej listy jeszcze rozwinięcie porządnej teologii kapłaństwa powszechnego i wyraźne rozróżnienie kapłaństwa urzędowego. Pozbawienie swobodnego dostępu do sakramentów wiernych świeckich nie powoduje zamknięcia dostępu do Boga. Gdzie jest ten domowy Kościół, dlaczego boi się własnej mowy, jak ma odzyskać własny (czyli nie naśladujący, nie „bawiący się w księdza”) język – to są zagadnienia, które są niezwykle palące. Wszystkie powyższe postulaty nie staną się od razu. Jest tego świadoma Kiedio, gdy pisze, co możemy zrobić już tu i teraz:

Może ta zmiana, której tak bardzo „ja i ty” w sobie potrzebujemy, polega na tym, by przestać milczeć w sprawach, które stały się dla naszego Kościoła palące. Oduczyć się odpowiedzi wymijających i układnych, wymrukiwanych tak, by przypadkiem nikt nie poczuł się dotknięty słowem konkretnie namierzającym problem. Kompletować fakty i argumenty. Nie lawirować. Porzucić bierność i złudzenie, że coś wydarzy się bez interwencji świeckich. […] Nas nie można karnie przesłać do innej parafii, nie da się zakazać nam publicznych wypowiedzi, przerwać drogi naukowej, odebrać funkcji, w których najlepiej wyrażały się nasze talenty. Słowem, nie tkwimy w sieci podległości. 

Całość można by podsumować tym, co Zbigniew Nosowski, redaktor „Więzi”, nazwał niezwykle celnie, jako postawę „krytycznej wierności”. 

Taka jest też ogólna wymowa publikacji zawartych w Mamy głos. To ludzie wierzący, jednoznacznie opowiadający się za dalszym trwaniem w Kościele. Nie ma mowy o schizmie czy założeniu „własnego” Kościoła. Za każdym razem, co widzieliśmy już wcześniej, taka próba „oczyszczenia” kończy się kolejnym pączkowaniem bytów. Historia pokazuje, że z czasem dryfują one albo coraz bardziej w stronę fundamentalnych stowarzyszeń, albo żyjących przeszłością grup religijnych o cechach sekt. Amplituda stanowisk wyrażona w Mamy głos jest zróżnicowana i trudno je ze sobą zestawić. Zdobywa serce tekst Piotra Żyłki O fundamencie Ewangelii, którego odpowiedzią na kryzys jest zwrócenie się w stronę ubogich. Wzorem Kościoła stają się wspólnoty małych braci idące ze przesłaniem Karola de Foucaulda. Mali bracia (i żeńska gałąź tego zgromadzenia, małe siostry) żyją pośród ubogich. Podejmują proste prace fizyczne, najczęściej te najmniej atrakcyjne (sprzątacze, przysłowiowe „złote rączki” od wszystkiego), a zarobione pieniądze dzielą na swoje utrzymanie, wynajmując (czyli nie posiadając; jest tu wpisane ryzyko wymówienia lokalu, nakaz przeniesienia się, co zabezpiecza przed poczuciem bezpieczeństwa i zasiedziałości) mieszkanie oraz wspomagając biednych. Jednocześnie ich dom – oprócz otwartych drzwi – posiada także kaplicę, a bracia pilnują własnej codziennej adoracji. Żyłka powtarza słowa papieża Franciszka: „Dopóki Kościół będzie polegał na bogactwie, Jezusa w nim nie będzie. Powtórzę: dopóki Kościół będzie polegał na bogactwie, Jezusa w nim nie będzie. Ubóstwo stanowi fundament Ewangelii”. Trudno zestawić go z płomiennym, bardzo osobistym i niezwykle trafnym tekstem Zuzanny Radzik Jak pani wytrzymuje w Kościele?, w którym świetnie punktuje cały „system karteczkowy” istniejący w kancelariach parafialnych. Dlaczego o wierze ma decydować zdanie tego, który trzyma w ręku pieczątkę? To pytanie wszystkich tych, którzy stoją w drodze do sakramentów chrztu, bierzmowania, małżeństwa zarówno jako osoby je przyjmujące, jak i uczestniczący w nich jako świadkowie. Dlaczego biskup umywa nogi tylko mężczyznom, wykluczając z tego niezwykle istotnego obrzędu (przypomnijmy, że w ewangelii Jana nie ma opisu ustanowienia Eucharystii, jest za to opis umycia nóg apostołom przez Jezusa) kobiety? Sporo świetnych spostrzeżeń, napisanych nie tyle z gniewem, co bólem i niezrozumieniem, jak można dalej tolerować ten stan. 

Chcemy zmian

Mamy głos to arcyciekawa książka z nazbyt wielu względów. Fakt, że wydaje to katolicki WAM, a piszą tam sami świeccy, jest znaczący. Dla duchownych to gorzka lektura. Dobór autorów zawsze będzie dyskusyjny i wskazywać można, że tego i tamtego zabrakło. Nie jest to aż tak istotne, gdy zobaczymy największą zaletę tego przedsięwzięcia: świeccy wierni, którzy wypowiadają się z samego środka Kościoła głosem wyrazistym, czysto brzmiącym. Lektura to frapująca, z powodu liczby spostrzeżeń, polifonii wskazań na przyszłość, amplitudy stopni „krytycznej wierności”. Pytanie, czy głos „Kościoła cierpiącego” będzie wysłuchany przez „Kościół zadowolony z siebie” nie jest tylko efektownym zakończeniem tej recenzji.

 

E. Kiedio, M. Miduch, Z. Radzik, M. Titaniec, D. Gospodarek, M. Kędzierski, T. Krzyżak, T. Terlikowski, M. Zieliński, P. Żyłka, Mamy głos. Świeccy, Kościół, kryzys, WAM, Kraków 2020.

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Marcin Cielecki, Kościół, który boli, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 94

Przypisy

    Powiązane artykuły