15.04.2021

Nowy Napis Co Tydzień #096 / Życie Księgi czy życie Księgą?

Poematy biblijne z lat 1965–2019Taki tytuł widnieje na stronie tytułowej, na okładce stoi natomiast: Poematy biblijne z lat 1965–2020.[1] Piotra Matywieckiego to projekt rozłożony na ponad półwiecze, co zasygnalizowano już na poziomie tytułu. Zresztą poematy doczekały się już dwóch wydań: pierwszego w 1995 rokuP. Matywiecki, Poematy biblijne, Warszawa 1995.[2] oraz drugiego, zamieszczonego w tomie zbiorowym Zdarte okładkiTegoż, Zdarte okładki, Wrocław 2009.[3]. Jak przyznaje sam autor, w książce z 2020 roku otrzymujemy dwukrotnie poszerzoną wersję w stosunku do poprzedniego wydania. Nadmieńmy również, że pomiędzy kolejnymi odsłonami „cyklu” brzmienie niektórych wierszy ulegało zmianie. Tutaj nasuwają się pierwsze pytania. Czy tom, z którym obcujemy, jest wznowieniem? Czy można rozpatrywać go w oderwaniu od dwóch wcześniejszych wydań? Czy dzieło to ma pełną autonomię? Sam Matywiecki nie rozstrzyga tych pytań, w odautorskiej nocie nazywa wydania edycjami i mówi o Poematach…, że stanowią cykl wciąż niedokończony. Przyznam, że całość rozpatrywałbym jako projekt, oferujący nam, czytelnikom, wniknięcie w proces twórczy – w końcu i tak, jak się domyślam, finalnie otrzymaliśmy zaledwie cząstkę z powstałych w ciągu bez mała pięćdziesięciu lat utworów. Przyznajmy, że to porażające, a przy tym bardzo świadome i konsekwentne przedsięwzięcie.

Warto wspomnieć, że tomik został wydany bardzo ładnie, wygląda dostojnie. Umieszczone na początku i końcu czarne karty nie tylko współgrają i przełamują biel reszty książki, lecz także są metaforą Chaosu, z którego wyłaniają się Poematy biblijne. Co istotne dla czytelnika, książka mieści się w jednej dłoni, dzięki czemu z łatwością można podczytywać wiersze w metrze, autobusie czy pociągu. Muszę jednak zwrócić uwagę na pewną niestaranność edytorską. W książce numery stron nie zgadzają się z informacjami umieszczonymi w spisie treści. O ile do poematu Lata Abrahamowe wszystko pokrywa się ze stanem faktycznym, o tyle od strony 55. numeracja poszczególnych pozycji spisu treści jest cofnięta o dwie strony w stosunku do rzeczywistego, a od wiersza Dzieje – o trzyNa przykład wiersz Dzieje według spisu treści znajduje się na stronie 74, a w rzeczywistości – na 77.[4]. To istotny mankament w lekturze fragmentarycznej, aczkolwiek jest w tym pewna regularność, więc łatwo się przyzwyczaić. Zwróciłbym również uwagę na sygnalizowaną przeze mnie w jednym z przypisów nieścisłość tytularną. Nie wpływa to w żaden sposób na wielkość omawianego tomu.

Punktem wyjścia i dojścia czyni Matywiecki Biblię, ona towarzyszy nadawcy i odbiorcy nieustannie na wszystkich kartach tomu. Wyznacza bieg, nadaje rytm, porządkuje. Z jednej strony jest kontekstem, z drugiej – oknem, w którym i przez które poeta ogląda zarówno doczesność, jak i wieczność. Nie powinno być nadużyciem stwierdzenie, że mamy do czynienia ze swoiście rozumianą odmianą metody close reading, uprawianą latami, wynikającą ze wzmożonych studiów, z prawdziwego obcowania, wreszcie z wcielonej w życie Máraiowskiej koncepcji „czytania intensywnego”. W tym względzie bliski sercu poety jawi się święty Hieronim, który z pewnością jest jednym z patronów Poematów W poświęconym mu wierszu Ołtarz czytamy:

Hieronim miał trzydzieści jeden lat
kiedy został kapłanem. Odprawił mszę,
i przez czterdzieści dwa lata,
do śmierci, już nigdy żadnej mszy!
Bo tłumaczył Biblię!Tegoż, Ołtarz [w:] tegoż, Poematy biblijne z lat 1965–2019, Warszawa 2020, s. 208. Dalsze cytaty z Poematów… podaję za tym wydaniem, oznaczając je w tekście ciągłym tytułem liryku i numerem strony w nawiasie kwadratowym, na przykład: [Ołtarz, s. 208].[5]

Wiersz-podziw. Wiersz-manifest. Biblia to ołtarz, ołtarz, na którym pustelnik złożył całe swoje życie. W liryku widać prawdziwy podziw dla dzieła tłumacza – Wulgaty. Pod pewnymi względami jest wręcz Matywiecki do niego podobny: obaj są gdzieś na peryferiach znaczeń, bowiem centrum stanowi Pismo, wreszcie obaj poświęcili Pismu większość swojego życia. Nie bez kozery piszę tak wiele o czasie – jest on jednym z „wytrychów”, słów kluczy, bez których z opowieścią autora Twarzy Tuwima trudno się mierzyć. Bez zdania sobie sprawy ze znaczenia upływu czasu i rozwoju ciężko pojąć istotę zbioru. Są więc Poematy… opowieścią o życiu, o mierzeniu się z Księgą. Sam Matywiecki pisał niegdyś:

Jestem żydem. Jestem chrześcijaninem. Jestem Żydem. Jestem Polakiem. Urodziłem się w Warszawie w roku 1943 z matki Żydówki i ojca Żyda – i do dzisiaj mieszkam w tym mieście. To sprawa biografiiTegoż, Dwa oddechy. Szkice o tożsamości żydowskiej i chrześcijańskiej, Warszawa 2010, s. 5.[6].

Bez zrozumienia „ja” autora nie można zrozumieć dzieła. Mam wrażenie, że z podobnym zmaganiem obcujemy, czytając omawiany tom. W gruncie rzeczy „to sprawa biografii” szczególnego rodzaju. Chodzi wszak o biografię intelektualną, dojrzewającą, polegającą na odkrywaniu kolejnych sensów, rozpiętą pomiędzy kolejnymi powrotami do Księgi. Czas przynosi więc skutki, rozświetla to, co niejasne, pozwala rozszerzać granice poznania. W tym sensie obcujemy z dziełem dojrzałym, ale jednocześnie dojrzewającym. Posługując się biblijną metaforą, możemy powiedzieć, że wiersze kiełkują, dojrzewają, rozkwitają, owocują. Często mówimy o współczesnych debiutantach – młodych poetach, ledwie dwudziestolatkach, że opublikowali tom utrzymany w dojrzałej stylistyce. Tymczasem Matywiecki od ponad pięćdziesięciu lat pracuje nad tym samym tomem. Co należałoby więc powiedzieć o jego poetyckiej dojrzałości? Kto wie, czy – jeśli pozwoli mu na to czas – nie wyda on kolejnej odsłony Poematów…? Jak już sygnalizowałem, poeta nie zamierza kończyć pracy nad swoim cyklem. Poecie chodzi przecież o doskonałość, o osiągnięcie pełni. Trudno oprzeć się temu wrażeniu, gdy nadawca mówi: „Tylko Słowo / będzie nas znaczyło” [Czytam List Świętego Pawła o zmartwychwstaniu, s. 192].

Celem Matywieckiego jest zapisanie swojego biogramu w lekturze Biblii. Słowo ma świadczyć, być świadectwem. Logocentryzm tego zbioru to jego kolejna cecha konstytutywna. Wszystko obraca się wokół słów, obraca się wraz ze słowami, mikrokosmos tomu tworzy namysł nad słowem. Słowo jest bohaterem oraz tworzywem całości. Pojawia się tu i tam, powraca w kolejnych lirykach, przypomina o sobie, wręcz nie daje zapomnieć. Dla Matywieckiego rzeczywiście „Bogiem jest Słowo”Parafraza J 1,1.[7], z którym twórca wchodzi w szczególną relację. Niczym wzmiankowany już Hieronim medytuje, zastanawia się, zgłębia, zanim coś powie, obcuje ze słowem, towarzyszy mu, zaś nam przedstawia zapis tych medytacji. Pełno tu skupienia – w pewnym sensie to tomik naprzemiennego mówienia i milczenia, które przenikają się, nie istnieją bez siebie nawzajem. Ujawnia się to już w momencie odczytywania kolejnych wierszy, sytuuje się gdzieś w kolejnych pauzach międzywierszowych. „O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć”L. Wittgenstein, Tractatus logico-philiosophicus, tłum. i wstęp B. Wolniewicz, Warszawa 2000, s. 83.[8] – powiadał Wittgenstein i w tym tomie znajduje to wyraz. Brak jakiejkolwiek redundancji sprawia, że każda pauza nas wstrzymuje, zachęca do rozmyślań. Milczenie stanowi ważny budulec kolejnych wierszy – zarówno na gruncie ich treści, jak i budowy. Zapisano je w strukturze tomiku, gdzieś pod skórą. Wszak Chrystus jest „Królem mowy i milczenia” [Słowa, słowo, s. 152].

Milczenie to kontrapunkt mowy, uwypuklający kontemplacyjny charakter całości. Pisanie Poematów biblijnych wynika z czytania Pisma; czytanie i studiowanie prowadzą do eksploracji sensów. Milczenie koduje proces dochodzenia do słów. Wreszcie symbolizuje czas Biblii, w którym ona świadczy o Bogu. W tym sensie pustka wyrażona światłem typograficznym znaczy, zaś pozorna nicość dowodzi obecności Boga, jak w Emaus (II) czy w Janie Chrzcicielu, gdzie napisano:

Wszyscy widzą,
że wszędzie jest Jego twarz.
Dlatego mógł zniknąć i jest

[Emaus (II), s. 184].

Nic
woła Kogoś.


Tylko nic
pragnie Wszystkiego

[Jan Chrzciciel, s. 134].

Poematów… wyłania się kosmogonia. Porządkowi zbiorku towarzyszy chronologia Pisma. Od niej się wszystko zaczyna i na niej się wszystko kończy. Nieprzypadkowo dwa wiersze – otwierający i zamykający tom – noszą ten sam tytuł – Odczytanie. Pierwszy z nich zawiera następujące słowa:

Na początku
z księgi bezsłownej
rodzę się
słowem „stworzył”.

i od Starego do Nowego Przymierza
życia mi nie starczy

[Odczytanie, s 5].

Zaś ostatni:

Strona po stronie,
w czasie obok czasu
zamyka się ciemność

[Odczytanie, s. 215].

Zdaniem Matywieckiego lektura Biblii czy sama Biblia zamyka w sobie życie człowieka, mieści je bez reszty. Pomiędzy Odczytaniami zapisano przetworzoną przez poetę historię biblijną – równocześnie zmieszczono tam także koleje ludzkiego losu. Człowiek idzie od Poczęcia aż po Amen, oznaczające dopełnienie życia, ale i formułę kończącą modlitwę o zmarłych. Ta wieloznaczność mówi wiele o sile potencjału całego zbiorku, jego świetnej kompozycji.

Nieobracanie się w proch, innymi słowy nieumieranie, wymyka się porządkowi, stanowi niezgodę na sakramentalne Amen. Według Matywieckiego wszystko, co może zrobić człowiek, zostało spisane, wszystko, co nas toczy, mieści się w Księdze. Znajduje to wymiar w tym, co autor Kamienia granicznego wyartykułował wprost podczas spotkania promocyjnego towarzyszącego wydaniu książkiZapis transmisji można znaleźć na profilu facebookowym Państwowego Instytutu Wydawniczego, https://www.facebook.com/watch/live/?v=362340338327617&ref=watch_permalink [dostęp: 16.11.2020].[9]. Zapytany o to, czym jest dla niego Biblia, powiedział, że „jest jakiegoś rodzaju przepaścią wszystkich możliwych sensów”.

Muszę przyznać, że te słowa ujawniają, według mnie, kluczową kategorię, organizującą Poematy biblijne – palimpsestowość. Pojawiają się utwory wręcz utrzymane w biblijnej stylistyce czy Biblię pozorujące, jak choćby Pieśń stworzonego. Autor stara się kondensować sensy, zagęszczać, eksplorować biblijną przepaść, ale tak, by ujawnić jej potencjał, a nie obrazoburczo odsłonić czy zafałszować. Nie dokonuje egzegezy, raczej zagęszcza, potęguje dwuznaczności. Nie można zapominać, że poeta jest chrześcijaninem – i traktuje ten tekst z nabożnością.

Fraza używana przez Matywieckiego jest w Polsce dobrze znana, kojarzy się z kanonem współczesnej poezji. Klasyczna dykcja niczemu nie przeszkadza, raczej uwypukla znaczenia. Pamiętajmy, że poeta mierzy się z tradycją kilku tysiącleci – łączy przy tym dwie perspektywy: żydowską i chrześcijańską. Czerpie przy tym pełnymi garściami z dokonań swoich poprzedników – jeśli jest to konserwatyzm, to z pewnością dobrze rozumiany.

Poematy biblijne to projekt do gruntu Schulzowski, polegający na otwieraniu potencjału „księgi żywej”, na jej wiecznym poszukiwaniu, na obcowaniu z nią, bo tylko ona jest warta obcowania, tylko ona zawiera pierwsze Słowo, Słowo-Stworzenie. Schulz to rozumiał, rozumie to i Matywiecki. Nie dość, że poeta bazuje na Biblii, to jeszcze jego pisanie polega na ciągłym palimpsestowaniu, nadpisywaniu tradycji, przy jednoczesnym jej wyjaśnianiu. Jest to projekt zawstydzający rozmiarem podjętego przedsięwzięcia, Matywiecki stworzył jeden z najważniejszych punktów polskiej poezji najnowszej. Jego poetyckie opus magnum na wiele lat zapisze się w historii rodzimej literatury. Kontemplacyjny charakter kolejnych wierszy zasługuje na szczery podziw.

P. Matywiecki, Poematy biblijne z lat 1965–2019, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2020.

Okładka książki

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Dariusz Żółtowski, Życie Księgi czy życie Księgą?, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 96

Przypisy

    Powiązane artykuły