29.04.2021

Nowy Napis Co Tydzień #098 / Magnus i Agata

tłum. Krzysztof D. Szatrawski

„Witaj, droga Agato! Tu Magnus ze Szwecji. Poznaliśmy się jedenaście lat temu na Krecie. Wydaje mi się, że powinnaś mnie pamiętać. Nie wiem, czy przeczytasz ten list. Być może trafi do spamu. Albo zmieniłaś pocztę. Ale może też być, że już umarłaś. Wszystko jest możliwe. W każdym razie twój grecki numer nie odpowiada. Zdaje się, że numery ulegają samolikwidacji, jeśli nie doładujesz ich przez sześć miesięcy. Tylko spójrz, ile czasu minęło. A ja wciąż go mam.

W istocie bardzo chciałbym wierzyć, że z Tobą i Twoimi bliskimi wszystko jest w porządku. W dzisiejszych czasach świat trochę zwariował, u nas tutaj w Göteborgu wszystko jest oczywiście bardziej liberalne niż w pozostałej części Europy, ale moja żona wprowadziła w domu stan oblężenia i wszyscy (czyli ja, moje dwie córki i żona Nina) siedzimy prawie bez wychodzenia w czterech ścianach. Nina panikuje z powodu tych wszystkich przypadków, ale wydaje mi się, że prędzej czy później wszyscy to przechorują. Podejrzewam, że jesteś zdziwiona, czytając moje słowa, prawda? Nagle, ni z tego, ni z owego. Piję twoje zdrowie. Jak mówimy, skål! Co u Ciebie? Czy nadal mieszkasz w Wiedniu? Opowiedz o sobie! Uściski, Twój stary grecki przyjaciel Magnus Lundqvist”.

***

„Agata, tak w ogóle, jeszcze tu wypiłem. Butelka wina to dla mnie trochę za dużo, ale szczerze mówiąc, dziś są moje urodziny. Mam prawo. W ogóle wybacz mi cały ten sentymentalizm. Oczywiście można się było obejść jednym listem, ale chciałbym z Tobą porozmawiać. Myślę, że i tak nigdy go nie przeczytasz. A jeśli tak, ok, listów cofnąć się nie da, no i dobrze. Strasznie pokłóciłem się z żoną, płakała cały dzień. Położyłem córki do łóżka, Liga Mistrzów została odwołana, seriali mam dość. I muszę się komuś wygadać, a o Tobie ostatnimi czasy zacząłem myśleć bardzo często. Dlaczego? Nie wiem. Nikt nie wie, jak to się dzieje. Przypomina okres inkubacji koronawirusa: tak się złożyło, że u mnie zajęło to jedenaście lat. Jestem teraz na strychu. Mam tu coś w rodzaju gabinetu. Żona wyprowadza mopsa na spacer (nie znoszę mopsów, ale od sześciu lat udaję, że poza Larsem świata nie widzę). Zamknąłem się i wspominam, jak zobaczyłem cię przez szczelinę w ściance działowej na balkonie w hotelu: słuchałaś przez głośnik Muse i miałaś na sobie niebieski kostium kąpielowy. Paliłaś, a ja wciąż czekałem, aż twój chłopak wyjdzie na balkon. Ale nie wyszedł. Ponieważ nie miałaś chłopaka. Ale wtedy jeszcze tego nie wiedziałem. Później zobaczyłem Cię na śniadaniu. A potem była burza w nocy, pamiętasz? I twoje majtki, i strój kąpielowy zostały wyrzucone przez wiatr na mój balkon. I kiedy zobaczyłem je rano, ja, genetyczny szwedzki ateista, uwierzyłem w Boga. Choćby tylko na godzinę. Ponieważ wydawało mi się, że to znak z góry. Wszystko ma swój czas. Dziś skończyłem trzydzieści dwa lata. I jedyne, co chciałbym na urodziny, to z Tobą porozmawiać. Na Facebooku nie mogłem Cię odszukać. Szkoda. Twój Magnus. PS. Bardzo pijany i bardzo twój”.

***

Nocą na wakacyjne miasteczko Sitia spadł najgorszy od dziesięciu lat sztorm. Powalił smukłe nadmorskie palmy, zerwał markizy z tawern i restauracji. Rybacy, którzy jak zwykle wstali, by wypłynąć w morze, przeklinając, ponownie położyli się do snu. Ci, którzy nie mogli tej nocy spać, palili na balkonie. Widzieli, jak w czarnej jak smoła mgle rozkwitają długie gałęzie błyskawic. I zanim miażdżący grzmot ich dogonił, można się było bez pośpiechu kilka razy zaciągnąć, a czasami nawet wypić kieliszek ouzo. Daleko na redzie widać było światła tankowca.

Przez ulewę szedł promenadą samotny mężczyzna: boso, w szortach i koszuli zawiązanej na głowie. Trzymał przy ustach złożone dłonie i wydawało się, jakby kogoś błagał. Potem nagle skręcił w przejście pomiędzy tawernami i rozpędziwszy się po drewnianym chodniku, skrył się w czarnych falach.

***

„Magnus! No coś takiego! Oczywiście, że Cię pamiętam! Ale numer))) cześć!!!! Już dawno usunęłam swoje konto z Facebooka: nie mogłeś mnie tam znaleźć. Bardzo się cieszę, że Cię słyszę. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Nie wiem nawet, czego Ci życzyć. No, powiedzmy, żebyś w tych trudnych czasach nie stracił pracy (jak ja, cha cha). Takie to wszystko jest dziwne))) Sądząc po fotografii, niewiele się zmieniłeś. Z tej okazji ja też zdecydowałam się na drinka. Tak, świat wariuje. Najlepszy moment na szczerość. Już od trzech lat jestem rozwiedziona. (Mój były mąż jest lekarzem. Jest teraz na pierwszej linii walki z COVID-19). Poroniłam (tylko bez pocieszania, proszę)). Generalnie to nas w jakiś sposób skłóciło)) Chociaż teraz utrzymujemy nie najgorsze relacje. Nie wiem, czy warto o tym mówić? Potem wpadłam w depresję kliniczną (czy jak to się nazywa po angielsku?). Nadal biorę leki przeciwdepresyjne. Twój list właśnie trafił w moment między seriami leków, więc mogę opić nasze spotkanie winem. Wiesz, to takie dziwne: kiedy wszystko zaczęło się w marcu, z jakiegoś powodu nagle

Literaturarosyjska.GrigorijSłużytiel

Pole tekstowe: Literatura rosyjska. Grigorij Służytiel

 poczułam się bardzo spokojna. Myślę, że jestem bardzo złą osobą. Nagle zobaczyłam wokół siebie tych wszystkich ludzi, którzy poczuli się okropnie. Tak samo jak ja się czułam przez całe trzy lata. I to ukoiło mój ból. Nawet szczerze chciałam im pomóc. Tylko nie wiem jak. Moja bardzo bliska przyjaciółka w Turcji ma babcię, która zmarła na koronawirusa. I oczywiście nie mogła być na jej pogrzebie. I rozmawiałam z nią całymi dniami na zoomie. Pomagałam najlepiej, jak umiałam. Ona po raz setny opowiadała mi to samo, a ja po raz setny udzielałam jej tej samej odpowiedzi. Chciałam ją nawet posłać do diabła… Bo przecież kochamy przyjaciół za to, że zawsze są tacy sami. A potem to nieszczęście, i ona tak bardzo się zmieniła, i wydawało mi się, że byłam wobec niej taka nieszczera. A ona przeciwnie, tak mi dziękowała: powiedziała, że gdyby nie ja, nie moje słowa i tak dalej. Oj, ja też już jestem pijana, wybacz. Po prostu rozumiesz. Takie są teraz czasy: wszystko, co gdzieś tam leżało daleko i głęboko, nagle zaczęło ponownie wypływać. I oto Ty też nagle napisałeś. Pamiętam, że przez te kilka dni było mi z Tobą dobrze. Byłem bardzo młoda. Miałam wtedy 19. Uściski! Twoja Agata! PS swoją drogą, to zabawne. Siedziałam tu w Wiedniu kilka lat temu w barze i weszli jacyś Szwedzi i zaczęłam ich pytać, czy znają pewnego Magnusa? (Nie mogłam sobie przypomnieć twojego nazwiska). Opisałam twój wygląd, a oni wymienili spojrzenia i powiedzieli, że tak, znają Cię baaaardzo dobrze, że jesteś ich najlepszym przyjacielem. Zabawne”.

***

„O! Agato, nie możesz sobie wprost wyobrazić, jak bardzo jestem szczęśliwy, że tak szybko mi odpowiedziałaś! Po prostu nie możesz sobie tego wyobrazić! To wszystko jest takie dziwne. Bardzo mi przykro, że straciłaś dziecko. (Och, przecież prosiłaś bez współczucia). Wiesz, mój brat bliźniak zginął pięć lat temu. Nie pamiętam, czy opowiadałem Ci o nim czy nie? Przez całe życie mieliśmy bardzo skomplikowane relacje. Wstydził się mnie. Nie mógł znieść, kiedy dawano nam takie same ubrania. Uczyliśmy się w tej samej klasie, a jego oceny ze wszystkich przedmiotów były znacznie gorsze. I wydawało mi się, że to nie dlatego, żeby był głupszy, ale dlatego, że wstydził się starać. Jakby nie chciał się dobrze uczyć tylko ze względu na mnie, aby inni nie myśleli, że mógłby być ode mnie zależny. Pamiętam, kiedy skończyliśmy 18 lat, powiedział mi, że jego życie nie jest udane. Ponieważ przez cały czas, jaki mu pozostał, będzie się porównywał ze mną. To było takie niesprawiedliwe. Nie byliśmy do siebie szczególnie podobni. No a potem rozbił się na motocyklu. Jechał w tunelu. Z ciężarówki z przodu wypadła walizka i trafiła wprost pod jego koła. I choć minęło już tyle lat, wewnątrz jest takie uczucie, jakby połowa ciebie rozkładała się tam, w innej części miasta, na starym cmentarzu w Ergrute. A im bardziej on jest martwy, tym bardziej ja żyję. I potem szybko się ożeniłem i jedna po drugiej urodziły się córki. A teraz ta kwarantanna i myślę, że prawdopodobnie powinienem był bardziej uważnie traktować własną młodość. To znaczy, to nasze spotkanie. Kiedy czas płynie szybciej, udaje ci się nadepnąć na ogony starych wspomnień i one znikają, a teraz to wszystko cię otacza, i stare pytania znów są tam. Po co? Nie wiem. Nawet zrobiło mi się żal tego świata. Kiedy Cię spotkałem, myślałem, że jestem marksistą. Myślałem, że to jest klucz do ziemskiego raju: dlaczego ludzie nie rozumieją, jak łatwo można rozwiązać wszystkie problemy naraz? A teraz widzę, że nigdy nie będzie dobrze. Właśnie w tej chwili brak mi Ciebie. Pamiętasz, jak piłaś ze mną wino u mnie na balkonie i powiedziałaś coś w stylu: „Tak cicho, jakby świat czekał, aż zadam mu jakieś ważne pytanie. A jeśli odgadnę właściwe pytanie, natychmiast otrzymam na nie odpowiedź”. Piję Twoje zdrowie. Twój Magnus”.

***

Grały cykady. Łodzie głośno uderzały dziobami o podpory pirsu. Na odległych, błękitnych grzbietach apatycznie kręciły się elektrownie wiatrowe. Była pora obiadowa i na tarasie gospody Cretan House zbierała się grupa turystów. Ulicą, terkocąc dzwonkiem, jechał rowerzysta. Niepewnie trzymał kierownicę, jak człowiek jadący na rowerze po raz pierwszy w życiu. Obręcze kół były powyginane i brakowało szprych. Rowerzysta w ogóle nie patrzył na drogę, jego twarz była wzniesiona ku niebu. Wykrzykiwał wciąż to samo zdanie. Przesuwał dłonią po oczach i brodzie, i wydawało się, że płacze. Przed tawerną zeskoczył na ziemię, a rower przejechał pięć kolejnych metrów i wpadł z hukiem do rowu. Mężczyzna wszedł na taras. Z kieszeni brudnej koszuli wyglądał kwiat oleandra. Jedna stopa była boso, druga obuta w sandał. Turyści odwracali uwagę od telefonów i gazet. Ci, którzy jedli, oderwali się od jedzenia i skupili uwagę na mężczyźnie. Nieznajomy ukląkł, przyłożył czoło do podłogi, po czym wyciągnął dłonie do każdego stolika i kilkakrotnie powtórzył: θα σας σώσω όλους [Uratuję was wszystkich]. Łzy spływały mu po twarzy, ale jego oczy i usta się uśmiechały.

Starsza turystka z Francji podała mu z talerza kleszcz homara. Mężczyzna w żaden sposób nie zareagował. Wówczas zapytała kelnerkę: „Czego on chce? Pewnie pieniędzy?”. Kelnerka odpowiedziała, że to miejscowy wariat Georgis. On niczego nie chce. „Zupełnie nic?” – dołączył turysta z Włoch, który oparł nogi na krześle. Chce ocalić wszystkich. Od czego? Nikt tego nie wie. Amerykanin przestał filmować Georgisa swoim telefonem i powiedział, że obowiązkowo trzeba się tego dowiedzieć. Może naprawdę nas wszystkich uratuje. Zapytaj go w swoim języku. Kelnerka postawiła tacę z jedzeniem na stoliku, przykucnęła i zwróciła się do mężczyzny.

– Γιώργο, από τί θες να μας σώσεις όλους [Giorgo, od czego chcesz nas wszystkich uratować?].

Nie odpowiedział, tylko się uśmiechnął, a łzy kapały na podłogę. Potem jakoś niezręcznie objął się skrzyżowanymi rękami i wyszedł tyłem. Podniósł z rowu rower i tak samo krzywo pojechał dalej.

Włoch wskazał w jego kierunku złożoną gazetą i powiedział: zazwyczaj przychodzimy na świat z jasnym umysłem i przejrzystymi intencjami. Interesujące, co mogło mu się stać? Ale spróbujcie zachować jasność umysłu w takim upale. On nie nosi nakrycia głowy – odpowiedziała Francuzka i mocniej naciągnęła panamę na głowę wnuczki. A właśnie, proszę mu powiedzieć, że oleander jest bardzo niebezpieczny. Kelnerka odpowiedziała, że jak daleko sięga pamięcią, Georgis zawsze nosił przy sobie kwiat oleandrowy. Trucizna na niego nie działa.

Bardzo młoda para, Szwed i Austriaczka, w milczeniu przysłuchiwali się ich rozmowie i myśleli o swoich sprawach. Zakochali się w sobie dopiero dziś rano i jeszcze nie wiedzieli, jak kontrolować swoje uczucia, podobnie jak Georgis nie umiał kontrolować roweru. Byli pewni, że miłość jest jak nowe urządzenie, którego instrukcję obsługi należy uważnie przeczytać i nauczyć się. Ale nie było instrukcji, a wszystko, co wcześniej wiedzieli o miłości z popularnych piosenek, filmów i licznych rozmów, nagle zostało zapomniane. Trzymali się za ręce. Dłonie się pociły, ale ani on, ani ona nie umieli się zdecydować, by puścić dłoń.

***

„Magnus, mój drogi. Od czasów szkolnych nie pisałam tylu maili))) W Szwecji też jest teraz 1:20? Boże, minęło tak wiele czasu. Pamiętam, jak pierwszy raz Cię zobaczyłam, myślałam, że jesteś gejem. To znaczy, nawet gdy po raz pierwszy się pocałowaliśmy, mimo to przez jakiś czas tak myślałam. Byłam pewna, że zerwałeś ze swoim chłopakiem, a teraz chcesz albo zemścić się na nim albo sprawdzić, czy jeszcze nadal chcesz dziewczyny. Nawet mi się to podobało. Myślałam, że kłamiesz. W ogóle wówczas wydawało mi się, że ludzie wokół mnie kłamią. Wciąż jeszcze byłam bardzo młoda. O podstępny, obłudny świecie i tak dalej. Teraz rozumiem, że ludzie wręcz przeciwnie, bardzo rzadko kłamią, ponieważ przez lata nie mają już siły na fikcję. W końcu kłamstwo wymaga mnóstwa energii. Chodzi mi o to, że kłamstwo to dopiero połowa sukcesu, przecież trzeba jeszcze żyć w zgodzie z tym kłamstwem, aby nikt się niczego nie domyślił. Nieprawdaż? A do tego podobało mi się, że byłeś dwa lata starszy ode mnie. Miałam przecież pojechać na Kretę z moim rówieśnikiem. Dobrze, że dzień wcześniej się pokłóciliśmy. Jestem teraz okropnie samotna. Tyle czasu tracimy na marne, zaczynasz myśleć o wszystkim. Nagle zdajesz sobie sprawę, że całe życie robiłaś nie to, co powinnaś. W końcu chciałam zostać nauczycielką w przedszkolu, a zostałam architektem. Takie to dziwne… Przyszedł do mnie dzisiaj dostawca pizzy. Ni to Ukrainiec, ni to Rosjanin. Wzięłam od niego pudełko, a on postawił stopę tak, że nie mogłam zamknąć drzwi, i patrzy na mnie jakoś tak dziwnie. Przestraszyłam się, ręką macam przy drzwiach, czym mogłabym go uderzyć, gdyby co, a on się uśmiecha i mówi: „Toaleta”. Aż się roześmiałam. Ale nie wpuściłam go. Nigdy nie wiadomo. Powiedziałam, że jestem chora i celowo zakaszlałam. A później tak mi się zrobiło wstyd! Co ze mnie za socjalistka po czymś takim? Za to później przekazałam mu przez telefon dobry napiwek.

Słuchaj, pamiętasz tego dziwnego faceta, Georgisa? Czy pamiętasz, jak chodził po mieście i ciągle coś krzyczał? Dobrze go zapamiętałam! Spotykaliśmy go prawie codziennie, pamiętasz? Teraz nagle pomyślałam o nim. Był miejscowym szaleńcem. Cały czas płakał i prosił o coś. Tylko nie o pieniądze i nie o jedzenie. Mam nadzieję, że nie śpisz. Prawdopodobnie powinnam Cię poprosić o numer albo normalnie porozmawiać przez zoom, ale szczerze mówiąc, podoba mi się właśnie tak, poprzez listy. Odpowiedz mi), a jeszcze… cholera, naprawdę nie wiem, co Ci odpowiedzieć na temat brata. Okazuje się, że dzisiaj on również obchodziłby swoje urodziny. Nic nie powiem, ok?”

***

„Agato, siedzę na strychu od czterech godzin. Udało mi się już wytrzeźwieć i znowu się upić. Nigdy nie czułem się tak bliski komuś jak teraz (i tak bardzo pijany). Tak to jest w izolacji. Taka jest kwarantanna. Pamiętam nasz pierwszy raz. Katastrofa. Ale Ty tego nie zrozumiałaś. Myślałaś, że tak właśnie bywa. A potem zapaliłaś papierosa, zupełnie jak dorosła, i na moje pytania odpowiadałaś, pisząc słowa papierosem w powietrzu, a ja musiałem odgadnąć Twoją odpowiedź. Potem przez długi czas znajdowałem popiół w łóżku i zabroniłem sprzątania w moim pokoju. I jeszcze długo będę się wstydził. Nie myśl, nie zamierzam proponować Ci sekstingu i nie poproszę o Twoje zdjęcie, ale gdybyś wiedziała, jak bardzo chciałbym teraz być obok Ciebie… Z jakiegoś powodu jestem pewien, że ten koronawirus jest opieszałą próbą końca. I nikogo nie jest mi żal. Prawdopodobnie tego nauczył mnie brat Lucas. Przepraszam za te słowa. Tak, pamiętam tamtego szaleńca. Spodobał mi się. Widywaliśmy go codziennie. Ciekawe, czy jeszcze żyje? Pamiętasz, jak go spotkaliśmy w górach? To było bardzo dziwne. Pewnie już śpisz. Wydaje mi się, że są ludzie, którzy za dnia szydzą ze świata i płaczą nad nim w nocy. Jutro będzie trudny dzień. Nie jestem przyzwyczajony do tak ostrego picia. Będzie kac i będzie mi bardzo wstyd. I niech będzie. Spędziliśmy razem tylko osiem dni, ale było to piękne. Ta kwarantanna pokazała mi, że generalnie tak mało mam wszystkiego. Jestem po prostu prawdziwym biedakiem. I podoba mi się to. Ale za to wszystko, co mam, trzymam mocno w garści. Twój Magnus”.

***

Agata i Magnus wjeżdżali na rowerach coraz wyżej górską drogą. Niemal na każdym zakręcie natrafiali na miniaturowe kapliczki ustawione na niskich filarach ku pamięci kierowców, którzy tu zginęli. Przez owalne okna można było zobaczyć wyblakłe zdjęcia mężczyzn, głównie z wąsami i w kraciastych koszulach. Przed zdjęciami można było zobaczyć ogarki świec, różańce, czasem tabliczki z latami życia, ikony z twarzami świętych. Magnus zatrzymał się przed jednym z takich pomników.

– To dziwne.

– Co jest dziwnego?

– Dlaczego umieszczają tam ikony? W końcu święty patron, jak się okazuje, nie sprawił się jak należy.

– Cóż, nie wiemy, ile razy święty pomagał mu wcześniej. A człowiek nic nie zrozumiał.

Najprawdopodobniej samochód nie zmieścił się na zakręcie i spadł w przepaść. Magnus i Agata oparli rowery o drogową barierkę i przez krzaki tymianku przeszli nad urwisko. Czerwony grunt opadał tarasami porośniętymi oliwkami i oregano. Przy samym brzegu morze było prawie zielone, a dalej od wybrzeża oddalało się po horyzont coraz ciemniejszymi falami. Na redzie stał tankowiec, podobno przepełniony afrykańskimi imigrantami. Magnus w końcu oderwał się od Agaty.

– Masz podrażnione kąciki ust.

– Nie znam tego słowa po angielsku.

– No, zapalenie. Czerwone.

– A! To ten ananas, który zjadłam dziś rano. Szczypie. Nie całujmy się więcej, aż do wieczora.

– Ok. Słyszysz?

– Tak. Gdzie to jest?

Młodzi ludzie odwrócili się i zobaczyli, jak poboczem drogi zasypanym igłami sosny i kwiatami tymianku czołga się w dół szalony Georgis. Leżąc na plecach, podciągał nogi pod siebie, odpychał się łokciami, łopatkami i potylicą, przemieszczał się do przodu i wszystko powtarzał od początku. Płakał głośno i powtarzał jedno i to samo zdanie. Cały pokryty był brudem i otarciami. Magnus i Agata spojrzeli na siebie, oboje myśleli, że Georgis został potrącony przez samochód. Podbiegli do niego i zapytali po angielsku, co się mu stało. Georgis podniósł się na łokciach i uśmiechnął. Nie znał angielskiego, ale mogło się wydawać, że doskonale rozumie ich pytanie. Sitia była oddalona o jakieś trzy kilometry i trudno było uwierzyć, że przez całą drogę może się czołgać na plecach. Magnus i Agata pomogli mu przejść przez barierkę i posadzili go pod drzewem. Agata wiedziała, że szaleńcom nie należy patrzeć w oczy. Pewnego razu widziała szaloną kobietę w wiedeńskim metrze. Jej źrenice były jak dwie czarne muchy: pochłaniały cię kropla po kropli. To było przerażające. Ale wydawało się, że Georgis ma wnętrze wypełnione turkusem. Nic nie wziął. Marniał, a jego ciało i umysł cierpiały. Ale cierpiały po cichu. To było cierpienie, którego łatwo się pozbyć. Magnus podał mu wodę. Georgis wypił pół butelki, po czym złożył ręce przed twarzą i znów zapłakał. Wówczas Agata usiadła obok i położyła jego głowę sobie na kolanach. Głaskała jego łysiejącą głowę, brodę i mówiła po niemiecku, że wszystko jest w porządku i że nie ma się czego obawiać. Łzy Georgisa spływały jej po nadgarstkach i dziwiła się samej sobie, bo skądś wiedziała, jak się należy zachować.

– Agata, on chyba powtarza to samo zdanie, co w tawernie, pamiętasz?

– Że nas wszystkich uratuje?

– Tak.

– Myślę, że naprawdę nas wszystkich uratuje.

– Dlaczego nie?

Georgis zasnął. Magnus przesypywał igły z ręki w rękę. Dlaczego i skąd Georgis czołgał się wzdłuż drogi, dlaczego zawsze płakał i wypowiadał to samo zdanie, nigdy się nie dowiedzieli.

Minęło piętnaście minut. Georgis wstał, jakby nic się nie wydarzyło, poprawił kwiat oleandra w kieszeni koszuli, zrobił bardzo uroczystą minę i nie wypowiedziawszy nawet słowa, poszedł drogą dalej.

Magnus i Agata długo siedzieli nad przepaścią. Jutro powinna była wyjechać i chcieli utrwalić w pamięci każdą chwilę tego wieczoru.

***

„Magnus, prawdopodobnie już śpisz. Jutro wytrzeźwiejemy i najpewniej będziemy się wstydzić tego, jak głupi byliśmy ostatniej nocy. Ale w tych czasach cały świat stał się taki miękki. Nie widzę w tym nic wstydliwego. Niedawno przeczytałam u jakiegoś pisarza: »Tak się złożyło, że nasze życie zmieściło się w szczęśliwej przerwie między blaskiem błyskawicy a ogłuszającym grzmotem«. Moim zdaniem pięknie powiedziane. Nie wiem, czy ty i ja powinniśmy się spotkać, kiedy to się kiedyś skończy. Zdecydujemy później. Ale za tę noc jestem ci wdzięczna. Twoja Agata”.

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Grigorij Służytiel, Magnus i Agata, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 98

Przypisy

    Powiązane artykuły