06.05.2021

Nowy Napis Co Tydzień #099 / Między niebem a ziemią

Dezső Kosztolányi to pisarz w Polsce znany, tłumaczony i czytany już przed ostatnią wojną, a także w PRL. W 1931 roku ukazała się u nas powieść pod tytułem Grzech słodkiej Anny, a w 1962 roku Ptaszyna, chyba najsłynniejsza książka Węgra. Jeśli dodamy do tego zbiór opowiadań Dom kłamczuchów (2019), można powiedzieć, że ten klasyk węgierskiej prozy, mistrz Sándora Máraiego, także doskonale znanego i czytanego nad Wisłą, nie jest nikim nam obcym, to po prostu jeden z wielu wybitnych przedstawicieli dwudziestowiecznej prozy, która z uwagą i mistrzostwem rejestrowała szybko zmieniające się obrazy, składające się potem w literacki obraz minionego stulecia.

A jednak jest w twórczości Kosztolányiego książka szczególna, której odbiór i interpretacja do dziś pozostaje przedmiotem dyskusji literaturoznawców i czytelników. Złoty latawiec z 1925 roku dopiero teraz został przełożony na język polski, w czym wielka zasługa tłumaczki tego dzieła Ireny Makarewicz, jak najsłuszniej dostrzegającej ów brak w naszej recepcji twórczości urodzonego w Szabadce (dziś Subotica w Serbii) pisarza.

Jaką historię opowiada nam Kosztolányi? A może jest to kilka historii w jednej?

Miasteczko Sárszeg, przełom XIX i XX wieku, węgierska prowincja pod rządami dobrotliwego Franciszka Józefa, cesarza Austrii i króla Węgier. Jak wyjaśnia w posłowiu tłumaczka, nazwa miejscowości jest znacząca, bo „sár” to po węgiersku błoto, a zatem każdy, kto tu mieszka jest w metaforyczny sposób nim oblepiony. Jednak autor rysuje przed czytelnikami raczej jasny, harmonijny obraz prowincji, odmiennie niż na przykład Stefan Żeromski opisujący Kleryków czy Obrzydłówek. Sárszeg to ładnie położone, czyste miasteczko, z koszarami, gimnazjum, rynkiem i znajdującymi się tu sklepami, w których tradycyjnie zaopatrują się mieszkańcy. Światło jest tu jasne, prześwietla korony wysokich drzew w przydomowych ogródkach, sprawia, że w okolicznych winnicach winogrona są słodkie. A mieszkańcy? Zaczynamy poznawać ten świat od grona pedagogicznego miejscowego gimnazjum, w którym nauka – wedle ówczesnego systemu edukacji – kończyła się egzaminem maturalnym. Nobliwi profesorowie, weseli, ale i małostkowi, niepozbawieni zwyczajnych wad, to jedni z najbardziej szanowanych mieszkańców, elita – dzięki niej w świat co roku wylatują kolejne pokolenia młodzieńców, kończących w ten sposób swą edukację lub też mogących kontynuować ją na uniwersytetach w Wiedniu czy Budapeszcie. Zwłaszcza jeden z profesorów, Antal Novák, matematyk i fizyk, przyciąga naszą uwagę. To główny bohater powieści, postać z początku wydawałoby się pozytywna, czysta, krystaliczny wzór do naśladowania. Pod piórem Kosztolányiego w kolejnych rozdziałach zmienia się w symbol nieszczęścia i klęski. O tym, jak do tego dochodzi, opowiada właśnie Złoty latawiec.

Historia opisana przez Dezső Kosztolányiego to historia nieszczęścia, jakich pewnie wiele w dziejach każdej szkoły. Napięcie uczeń–nauczyciel i konflikty stąd wynikłe są immanentną cechą każdego systemu nauczania, który jest autorytarny ze swej istoty. Jednak pisarz pokazuje nam, że strony konfliktu to zwyczajni ludzie, więcej – budzący naszą sympatię. Wierzymy, że racje są po obu stronach, liczymy na pogodne rozwiązanie. Nic takiego nie następuje. Sekwencja wydarzeń staje się coraz bardziej mroczna i przemocowa, dostrzegamy, że w jasnym Sárszeg mieszka też szereg ciemnych typków, karmiących się nienawiścią i resentymentem. I będzie to z jednej strony oblany przed laty na maturze pomocnik aptekarski Bélus Czeke, ale także profesor Fóris, sfrustrowany z powodu zbyt małej, jego zdaniem, dyscypliny panującej w gimnazjum i paradujący po miasteczku z rewolwerem w kieszeni. Kiedy profesor Antal Novák oblewa na maturze jednego z uczniów, ten, wraz z kompanami spod ciemnej gwiazdy, z którymi brata się powodowany goryczą porażki, planuje zemstę. Ale czy do końca tylko on jest winny?

Kosztolányi pokazuje mechanizm popełniania niewybaczalnych błędów przez najszlachetniejsze jednostki. Bo przecież można być, jak Antal Novák, świetnym pedagogiem, cieszyć się szacunkiem uczniów i społeczności, a jednocześnie popełnić błąd, ten jeden jedyny, który cieniem położy się na całym życiu i doprowadzi do tragicznego końca. Zresztą profesor Novák, wdowiec, samotnie wychowujący dorastającą córkę Hildę, w domowych pieleszach ponosi nie tylko jedną, ale całą serię wychowawczych porażek, powodowany zresztą jak najlepszą wolą i tradycją. Postać Hildy Novák, zakochanej i rozkapryszonej dziewczyny z prowincji, jest jedną z najciekawszych w powieści, śledzimy historię jej miłości z jednym z uczniów, Tiborem, młodym arystokratą, który jest tu symbolem wielkiego świata, stojącego otworem przed uczniami miejscowego gimnazjum. Jak to się wszystko skończy?

Opowieść Kosztolányiego nie jest wyłącznie szkolną historią, nie jest pamiętnikiem okresu dojrzewania, nie jest kolejnym wcieleniem Bildungsroman. I choć oczywiście zawiera w sobie wszystkie te elementy, jednak każdy z nich jest tu tak samo ważny, żaden nie wysuwa się na plan pierwszy. Może dlatego tę książkę tak dobrze się czyta, mając w pamięci i nasze Syzyfowe praceNiepokoje wychowanka Törlessa Roberta Musila czy nawet Buszującego w zbożu J.D. Salingera i całkiem już nam współczesny Czarny elementarz Jana Tomkowskiego (2014). Proza węgierskiego pisarza przesycona jest ciepłym światłem, zielenią wielkich drzew, zapachem rozprażonych uliczek i niepokojem nadchodzącego kataklizmu.

A złoty latawiec widoczny na niebie w pewien słoneczny dzień, dzieło uczniów gimnazjum, który szybuje wysoko, wznosi się co najmniej na sto metrów. Czego jest symbolem? Irena Makarewicz pisze w posłowiu:

Czy chodzi o młodość, a jeśli tak, to czy jest ona lekkim fruwającym latawcem, który w końcu zostanie sprowadzony na ziemię i tam uwiązany, a jako rzecz z papieru szybko zakończy swój żywot […]? A może chodzi tu o symbol wolności, dokładnie: o rozczarowanie tym, że – jak latawiec – zostanie ona tak czy owak okiełznana, przyszpilona do ziemi przez to, co w dorosłym życiu przynosi los, a co tak różne jest od pierwotnych wyobrażeń o niej? A jeśli ów tytułowy latawiec to symbol samego życia, rozpiętego między niebem a ziemią […]?

Dezső Kosztolányi napisał książkę wieloznaczną, wielowątkową i nieoczywistą. Odnajdziemy w niej życie i jego utratę, pierwszą miłość, wierność samemu sobie i próbę odpowiedzi na fundamentalne pytanie: czy żyłem jako istota stojąca po stronie prawdy i dobra? A może było całkiem odwrotnie?

D. Kosztolányi, Złoty latawiec, tłum. Irena Makarewicz, Officyna, Łódź 2020.

Okładka książki

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Wojciech Chmielewski, Między niebem a ziemią, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 99

Przypisy

    Powiązane artykuły