22.04.2021

Nowy Napis Co Tydzień #097 / Niekonieczność, ironia, rozpacz… Opowiadania Jana Tomkowskiego

Podczas lektury opowiadań Jana Tomkowskiego zawartych w tomie Liść Kartezjusza na myśl przychodzą obrazy belgijskiego malarza René Magritte’a – bo teksty autora z Warszawy są pełne surrealizmu, a jednocześnie literacko po mistrzowsku zakomponowane i kunsztownie wykończone, niczym tamte niezapomniane płótna. Jan Tomkowski dał się nam w tym tomie poznać jako twórca krótkich form i jest to kolejna odsłona jego pisarskiej osobowości znanej przede wszystkim z wielotomowej eseistyki (choćby Don Juan we mgle, Dom chińskiego mędrca, Klasztor Maulbronn, Zamieszkać w Bibliotece), powieści (Nie ma Pauliny, Judasz z ulicy Iglastej, Jesień) czy licznych opracowań krytycznoliterackich – ostatnim dokonaniem na tym polu jest z entuzjazmem przyjęta przez świat nauki i wszystkich miłośników Adama Mickiewicza monografia „Pan Tadeusz” – poemat metafizyczny (Ossolineum, 2019). Profesor Jan Tomkowski od lat przecież towarzyszy polskiej literaturze (tej dawniejszej, ale też współczesnej) i krytycznie ją bada, ale także przez cały czas konsekwentnie przekracza granicę pomiędzy pracą badacza a literacką twórczością, czego owocem najnowszy tom opowiadań. 

Jest ich aż sześćdziesiąt dziewięć. To w zasadzie miniatury, które jednak w sposób całościowy opisują stan ducha współczesnych nam bohaterów, bohaterów naszego czasu, a może tylko jednego bohatera, rozpisanego na wiele głosów i zdarzeń. Kim oni wszyscy są? Kim jest ów stale obecny w kalejdoskopie sześćdziesięciu dziewięciu zmieniających się zdarzeń i przeinaczeń? To na pewno człowiek żyjący odludnie, samotnik uwikłany w wydarzenia przekraczające jego zdolności pojmowania i najczęściej bezradny wobec losu. Sytuację bezradności i osaczenia dobrze oddaje choćby kafkowskie z ducha opowiadanie Ostatnie wakacje, w którym dręczony pracownik firmy ubezpieczeniowej liczy na pozytywne zaopiniowanie przez dział kadr swoich „ostatnich wakacji”, czyli wolnych od pracy całych dwóch miesięcy (już sam ten pomysł dobrze oddaje typ i ton surrealistycznego konceptu, z jakimi mamy tu i w innych opowiadaniach do czynienia). W gąszczu przepisów i knowań dowiadujemy się o daremności wszelkich zamierzeń wobec nieodgadnionej przyszłości, która jawi się tu jako: „wypadek samochodowy, upadek w przepaść, niespodziewany atak serca w płytkiej wodzie, zatrucie zebranymi w pobliskim lesie grzybami”. Knowania innych są dobrze ukazane w tekście Kawka w moim biurze – tu przypadkiem wpadający do biurowego pokoju ptak przepoczwarza się w biurową zołzę, za sprawą której bohater opowiadania traci posadę. Ile takich osób może uprzykrzyć nam życie? Facet trajkocący bez przerwy dzień i noc, zatruwający swoim ględzeniem życie kolejnego bohatera, który lekkomyślnie wpuścił go do swojego domu, może nawet okazać się dżinem (Wizyta) i chociaż wreszcie się wynosi, to życie bywa na tyle brutalne, iż musimy liczyć się – tak jak bohater Mitologii (I) – że już następnego dnia może zdarzyć się nam niemiłe przebudzenie z drugą głową przyczepioną do szyi. Zaczynamy życie potwora. Co wtedy robić? Trzeba pokornie czekać na Tezeusza albo na innego Kadmosa. 

Ważną kategorią w opowiadaniach Tomkowskiego jest niekonieczność. Niekonieczni są bohaterowie i zdarzenia, monotonia ich pracy, konflikty z sąsiadami, niekonieczny jest pejzaż ograniczony najczęściej do fragmentu rzeczywistości: zaniedbanego pokoju, klatki schodowej, szkolnej klasy, zakurzonego biura, nędznego pensjonatu z połamanymi meblami. Niekonieczne są posiłki, jakie spożywają: cienka herbata, kawałek bułki, zeschły żółty ser, wielokrotnie odgrzewana dworcowa fasolka po bretońsku, pomarszczone jabłko. Może dlatego tak ważną rolę w życiu bohaterów pełnią wyobraźnia oraz sny, którymi kompensują sobie niedostatki świata, a niektóre opowiadania to po prostu zapis sennych majaków. Oniryczne jest opowiadanie tytułowe, a liść Kartezjusza, czyli płaska krzywa geometryczna, staje się figurą melancholii i niemożności dotarcia do prawdy o swoim przeznaczeniu. Opowiadania będące zapisem snów są jednocześnie pytaniem o pamięć. O to, czym jest i jak funkcjonuje w trakcie trwania naszego życia (Przywidzenia).

A może to tylko ironia? Może autor chce nas przekonać, że wszystko, co pisze jest nieprawdą, że tylko zabawia się z czytelnikiem, bo kiedy opowiada o seryjnym mordercy zaczajonym na swe ofiary w kinie, zdajemy sobie sprawę, że jest to raczej zemsta narratora na malujących sobie paznokcie i trajkocących bez żenady przedstawicielkach współczesnych barbarzyńców, niepotrafiących uszanować sacrum świątyni X Muzy (Ostatni seans). Ironia jest obecna w prozie Złoto, w której kara wymierzona kilku osiłkom za szyderstwo ze starszych osób jest adekwatna do ich ograniczonych możliwości pojmowania. 

Gorzki śmiech? Przecież to nie wszystko. Jest jeszcze u Tomkowskiego rozpacz, świetnie opisana choćby w opowiadaniu Mandarynka i prehistoryczny gad, a figura stworzenia, które wykluło się z jaja w pewnym laboratorium, nikomu niepotrzebnego, ale samowystarczalnego, żyjącego chyba tylko po to, by wszyscy dali mu wreszcie święty spokój, jest jeszcze zwielokrotniona w prozie Pensjonat gadów kopalnych w opisie przerażającej samotności dogorywającej ofiary niezrozumiałych eksperymentów. Losy Gregora Samsy znalazły w Janie Tomkowskim uważnego i współodczuwającego czytelnika, bo te opowiadania są niewątpliwie z ducha Przemiany, są twórczą kontynuacją zapisanego tam koszmaru.

A skoro pojawia się rozpacz, ta sama, o której Jan Tomkowski napisał kiedyś książkę Ciemne skrzydła Ikara oraz wywołujący u co wrażliwszych czytelników drżenie szkic zatytułowany Wyspa umarłych, musi też pojawić się szatan, którego rozpacz jest dziełem. To także jeden z bohaterów tej prozy. U Tomkowskiego diabeł uobecnia się na przykład jako narrator opowiadania Ćwiczenia z cieniem:  

Najtrudniej chyba się mnie pozbyć, więc mają słuszność ci, co porównują mnie do cienia. Nie wiadomo skąd się wziąłem ani jaka jest moja misja. Dlaczego jestem tak cierpliwy, może nie mam dokąd pójść i dlatego wciąż dotrzymuję ludziom towarzystwa?

Ta nieokreślona do końca misja staje się już bardzo konkretna w opowiadaniu Odwiedziny trakującym o życiu pisarza Antona Weberna: „Jak mógł dojść do okna i wspiąć się na parapet? – zastanawiał się nazajutrz lekarz dyżurny”. Opisem drogi do piekła (tego konkretnego, z Belzebubem i Asmodeuszem) jest natomiast opowiadanie Po tamtej stronie. Podejrzewać należy, że diabeł, lub też dyabeł, jak ze staropolska nazywa go autor w prozie Dyabeł w komputerze, może być też sprawcą niekonieczności, w której pogrążeni są bohaterowie Jana Tomkowskiego. Może sęk w tym, że oni wszyscy nie mają udanego życia i chcieliby je zmienić, przynajmniej od pewnego określonego miejsca zacząć żyć inaczej, zupełnie na nowo, jak bohater otwierającego książkę opowiadania Decyzja? To na pewno szatańska pokusa, za spełnienie której trzeba zapłacić najwyższą cenę.

 

J. Tomkowski, Liść Kartezjusza. 69 opowiadań, Bel-druk, Tarnów 2020. 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Wojciech Chmielewski, Niekonieczność, ironia, rozpacz… Opowiadania Jana Tomkowskiego, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 97

Przypisy

    Powiązane artykuły