19.02.2021

Amazonia

1.

nie przeplewię tego bluszczu agresją
pozwolę mu rosnąć póki stać mnie na oddech.
mówię językami krain, które już zaszły.
Mam imię boga jak kauczuk, a gdy sieję
ciemne wody dżungli, żuję liście koki.

2.

po dłoniach spływa czerwona Amazonia
pomyl zmysły mi, widzę rdzenia drzew
zaschłe plemię wymaże ci węch, powiesi
dotyk na gałąź. Święcić dzień śnięty –
siedzę na wschodach, planuję rzeź.

3.

jak kilka otwarć przez ciemię, przesyt,
bo w wodzie kran i rdza to nowa karma.
to nowy ja, gdy muszę stukać się z syfem.
to psuje jutro jak krawat, swąd much
to zrywam koszule jak jedwab.

4.

tani sens, spory koszt, z magii robią mig
jak wschody, których nie mogę wysiedzieć.
Idę w ślinę ze śmiercią, szamani gotują
lustra jak głupiutką legendę o speed’zie.
Pobrałem wtedy ziele, poszedłem spać.

5.

Rytuał to zwykle jest język pod dym,
słowo przeciw słowu – jestem za i przed.
Przeszłość to martwota której kradnę drink,
biorę na bok jak anagram do nazwisk.
Do snu układam tarota z simów.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Michał Mytnik, Amazonia, Czytelnia, nowynapis.eu, 2021

Przypisy

    Powiązane artykuły