08.09.2021

Ballada o Mostach Wielkich

Cieniowi Fajgi

To było miasteczko, dla niektórych stetl
nad rzeką albo rzeczką która nadal płynie,
zapewne skażona – lecz nie tamtą krwią

 

spokrewnionych od wieków kainów i ablów.
Dziecko we mnie niewiele pamięta.
gdzie schowała się towarzyszka najdawniejszych
zabaw? I tylko nadal wołam za nią: Fajga!
Wyjdź zza drzewa, widzę cię, Fajga!

 

Wiele lat później zapytałam: Mamo!
Dlaczego jej nie uratowałaś?

 

 

                               Mosty Wielkie, Mosty Wielkie,
                               widma wszelkie chwalą Pana stworzenia.
                               Mosty Wielkie, mosty bezkresne,
                               nie po drodze i nieprzejezdne,

                               obiecują mnie przeprawić do domu.

 

 

Mosty Wielkie – powtarzam tę nazwę,
ale ona wciąż milczy, choć są gdzieś te domy,
ów ogród albo lasek, w którym słychać śpiewne
„całuji rączki pani doktorowej”, trwa podwórko w którym
kaszle, kaszle bez końca wątły cień w chałacie
i krew stygnie bez głosu, bo nie ma już Lachiw
w miasteczku, które żyło gdzieś nad rzeką Ratą

 

                                Mosty Wielkie, Mosty Wielkie,
                                Mosty wielkie, bo niewidzialne.
                                Niedostępne, za siedmioma rzekami,
                                mosty lekkie, kładki z powietrza,
                                nad brzegami wody, bezsennej.

2006 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Krystyna Rodowska, Ballada o Mostach Wielkich, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2021

Przypisy

    Powiązane artykuły