16.08.2021

Czerwone oczy i ryby – Łukasz Gamrot „Żółć”

Żółć, według Encyklopedii PWN, to „brunatnożółta wydzielina wątroby […] niezbędna w procesie trawienia i wchłaniania tłuszczówEncyklopedia PWN, Żółć, https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/zolc;4003086.html [dostęp: 19.04.2021].[1]. Na płaszczyźnie frazeologicznej pojęcie funkcjonujące jako synonim złości, goryczy, werbalizacji rozczarowania: „Żółć go zalewa”. „Żółć się w nim gotuje”. „Ulało mu się trochę żółci”.

Innymi słowy – żółć generalnie jest nieprzyjemna, kojarzy się negatywnie, wzbudza przykre emocje. Ale biologicznie i fizjologicznie stanowi składnik niezbędny, pomaga bowiem trawić tłuszcze, uczestniczy we wchłanianiu najtrudniejszego spośród wszystkich składników odżywczych. Beż żółci nie bylibyśmy w stanie funkcjonować ani fizycznie, ani, jak się okazuje, w ujęciu symbolicznym, również mentalnie. Poprzez swoją na wskroś niemiłą teksturę, żółć uwalnia nas od czegoś jeszcze gorszego, ratuje nas przed nieposkromioną powodzią tłuszczu, przed nadmiernym tyciem narządów i emocji. Pokazuje nam to, co ukryte.

Symbolika tłuszczu posiada bardzo głębokie korzenie. W mitologii greckiej, za sprawą słynnego fortelu Prometeusza, Zeus, czyli bóg wszystkich bogów, zostaje zniesławiony i upokorzony, ponieważ mylnie sądzi, iż pod warstwą tłuszczu znajduje się smakowite mięso. Jakże wielkie jest jego rozczarowanie, gdy okazuje się, że przykrywa on jedynie kości. Tłuszcz zasłania więc tajemnicę, ustanawia granicę między tym, co widoczne, a tym, co ukryte, jawi się niejednokrotnie jako trudny do przejścia odcinek, jako rów obronny fortecy, która może stanowić niespodziankę zarówno pozytywną, jak i negatywną. Nigdy nie wiemy bowiem, co może kryć się za mętną i nieprzezroczystą warstwą tłuszczu.

Łukasz Gamrot podejmuje się więc zadania niezwykle oryginalnego. Jego zbiór poetycki samym tytułem wskazuje na wielką rangę symboliki, z którą czytelnik będzie miał do czynienia. Co odsłoni działanie żółci w tym przypadku? Z czym odbiorca będzie musiał się zmierzyć, gdy nieprzyjemna wydzielina zacznie działać? Co będzie mu dane nieodwracalnie wchłonąć? Jaką tajemnicę skrywa gruba warstwa tłuszczu? Kości, mięso, a może jeszcze coś innego?

Przyznam, forma książki od początku była dla mnie dość szokująca. Przy pierwszym podejściu nie mogłam dojść do ładu z połączeniem w jedną całość wiersza i komiksu. Takie zestawienie wydawało mi się absurdalne, choć równocześnie intrygujące. Dlatego rozpoczęłam poznawanie utworu od obejrzenia ilustracji. Dominującym uczuciem podczas tej czynności stało się przygnębienie. Rysunki podpisane w sposób nieskoordynowany, niechronologiczny i, na pierwszy rzut oka, niespójny, przedstawiają rzeczywistość niezwykle ponurą i przygnębiającą. Obrazy, zdominowane kolorystycznie przez czerń oraz krwawą (dosłownie) czerwień, przywołują na myśl przemoc i żałobę. Ludzkie postacie pochylają się w niezwerbalizowanym smutku nad blokowiskami. Ktoś odchodzi w kierunku tajemniczych kręgów, z dłoni kapie ciecz o dziwnej konsystencji. Kogoś goni (znowu dosłownie) czerwony płomień. Czerwone oczy, kieliszek, z którego zamiast przezroczystej wódki wydostaje się krwawa, niepokojąca plama. Smutne, przerażające akty, które przedstawiają ludzi (najczęściej kobiety) skulonych, zgnębionych, zwijających się z bólu. Bardzo nie lubię stosować w interpretacji dzieła sztuki pytania: co autor miał na myśli? Jednak w tym przypadku sama chciałam zadać je zarówno autorowi tekstu, jak i ilustracji. Przypuszczam bowiem, że Artur Denys (projektant graficzny, ilustrator i tatuażysta, autor ilustracji do wierszy Łukasza Gamrota) przedstawia tutaj własną projekcję odbioru tekstów poetyckich. Chciałabym więc wiedzieć: skąd ten regularnie przewijający się motyw ryby? Ryby z odciętą głową, ryby spoglądającej smutnym wzrokiem, ryby śniętej. Dlaczego akurat ona? Dlaczego akurat w wierszach o przemocy i strachu? Chciałabym wiedzieć, bo czasem niezaspokojona ciekawość jest bardzo niewygodna. A tymczasem ilustrator pogrywa sobie ze mną niczym bezczelny Prometeusz z Zeusem. Oczekuję mięsa, a dostaję kości. Działanie żółci zaskakuje mnie na każdym kroku, ponieważ okazuje się, że proste rozwiązania nie istnieją, że za tymi czerwonymi plamami, które pozornie wcale nie współpracują z tekstem, kryje się coś tajemniczego, coś nieprzyjemnego, coś bardzo odrażającego. W rezultacie ilustracje zaczynają żyć własnym życiem, zaczynają wymykać się granicom i ramom formalnym. Stają się tym samym wskazówką, na tyle nieczytelną, pogmatwaną i zakamuflowaną, że zmusza ona odbiorcę do poszukiwania własnej drogi, do zejścia ze ścieżki utartej. Innymi słowy – zmusza go do myślenia. Aczkolwiek, i to należy jasno wyartykułować, wnioski nie będą należały do łagodnych, miłych i spokojnych refleksji na temat egzystencji osnutej wokół kojącego działania renesansowej koncepcji złotego środka. Wręcz przeciwnie – pojawią się tutaj: niepokój, strach, odraza. Bo to, że:

Miasto zaciąga się oparami benzyny,
[…]
a my jak skulone kocięta lgniemy do siebieŁ. Gamrot, Żółć, Łódź 2020, s. 58.[2]

nie jest ani oczywiste, ani banalne. Zwłaszcza jeśli tego typu ekspresji werbalnej towarzyszy ilustracja przedstawiająca spadających skądś (skąd?) mężczyzn w garniturach. Jest więc komiks poetycki Żółć przekazem ekstremalnie wręcz wymagającym. Jest książką oryginalną, mocną, poruszającą. Jest z całą pewnością tekstem przeznaczonym dla czytelnika odważnego.

Wiersze Łukasza Gamrota mogą być niebezpieczne. Rozlewają się bowiem po mózgu odbiorcy niczym lepka, nieprzyjemna ciecz niewiadomego pochodzenia. Bezpardonowo uderzają w najczulsze punkty i zostawiają trwałe ślady w szeroko pojętej emocjonalności. Potrzeba czasu, aby przez nie przebrnąć. Potrzeba czasu, aby dostrzec w nich głęboką symbolikę i kunszt warsztatu. Najpierw należy je bowiem oswoić, należy z nimi pobyć sam na sam, bez względu na nieprzyjemne odczucia, które najprawdopodobniej wywołają. Komiks Żółć czytałam kilkakrotnie. Zawsze uważnie analizując również ilustracje. Cały czas chętnie wracam w te mroczne rejony bezlitośnie demaskujące brzydotę najciemniejszych zakamarków świadomości. Wycieczki te traktuję jako rodzaj podszytej pewną perwersją guilty pleasure. Obraz bezwstydnie obnażonej natury człowieka robi na mnie ogromne wrażenie. Dlatego mianem największej zalety tego tekstu bez wahania określę jego tajemniczą przewrotność. Mrok, który przyciąga niczym toksyczna woń trujących kwiatów. Proste, dobitne metafory, które dotykają tak zwanych uniwersalnych prawd na temat człowieka. Ucieczka od moralizowania i pouczania. Ostentacyjne odejście od przesłodzonego nurtu kontemplacyjnego. Zamiast tego odcięta głowa ryby w reklamówce i słowa, które wbijają się w myśli niczym noże. Doskonały, zapadający w pamięć i niezwykle poruszający utwór. Traktuję więc Żółć w kategoriach objawienia i uważam, iż jest to tytuł, o którym natychmiast powinno zrobić się głośno. Takiego tekstu na polskiej scenie poetyckiej jeszcze nie było i z całą pewnością taki właśnie tekst mógłby tą sceną potrząsnąć oraz podjąć próbę pewnego jej przewartościowania. Na wskroś oryginalny, dobitny i zapadający w pamięci komiks. Długo się go przeżywa. Długo się go trawi. Długo się nim żyje.

Strach to takie bardzo długie schody w dół,
kiedy wiesz, że nie możesz się odwrócić
i wrócićTamże, s. 39.[3].

Trudno nie zgodzić się z powyższym fragmentem. Trudno się z nim nie utożsamić, a tego typu przesłań jest w tym niezwykłym zbiorze oczywiście o wiele więcej. Niektóre drażnią i irytują, inne wzruszają. Tematyka rozciąga się na obszarze nieskończenie wręcz szerokim. Każdy odnajdzie tutaj cząstkę siebie, cząstkę swojego strachu i swojego niespełnienia. Nawet jeśli odbiorca nie do końca pojmie, o co chodzi i niezupełnie odnajdzie się w głównym nurcie rozważań, to tytułowa żółć i tak osiągnie swój pierwotny cel, czyli strawi tłuszcz i odsłoni coś, co do tej pory było ukryte. Co to będzie? Podejrzewam, że w każdym pojedynczym przypadku coś innego. Proponuję więc sprawdzić samodzielnie.

Łukasz Gamrot książkę dedykuje żonie, która, jak pisze, „w niezachwiany sposób wierzy w te wiersze i w niego”Tamże, s. 7.[4]. Ale pani Anna nie jest w swojej niezłomnej wierze osamotniona. Ma przynajmniej jedną sojuszniczkę. Bo i ja bezkrytycznie wierzę w siłę tego typu form przekazu. Wierzę w poezję niekonwencjonalną. Wierzę w liryczne koncepcje nowatorskie. Wierzę w Łukasza Gamrota i z wielką niecierpliwością czekam na jego spektakularny sukces, rozciągnięty na poziomie co najmniej krajowym. O tym nazwisku powinno zrobić się głośno. Liczę więc, że tak się stanie.

 

Łukasz Gamrot, Żółć, Fundacja Rozwoju Inicjatyw Regionalnych, Łódź 2020.

ŻÓŁĆ - Łukasz Gamrot | Książka w Lubimyczytac.pl - Opinie, oceny, ceny

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Katarzyna Aksamit, Czerwone oczy i ryby – Łukasz Gamrot „Żółć”, Czytelnia, nowynapis.eu, 2021

Przypisy

    Powiązane artykuły

    Loading...