21.05.2019

Jacka Sroki obrazowe refleksje o budowie świata

Jacek Sroka dostrzega małość człowieka i skłonność gatunku ludzkiego do wojen i agresji, dlatego jego twórczość jest przepełniona grozą. Sztuka ta skrzy się jednak również od ironii i wyrafinowanego poczucia humoru, ponieważ Sroka posiadł umiejętność poruszania (po)ważnych kwestii z pewnym przymrużeniem oka.

W każdym swoim dziele twórca opowiada krótką, ale wyrazistą i zapadającą w pamięć historię. W centrum uwagi zawsze stawia człowieka zmagającego się z codziennością i jej pozornie błahymi odcieniami, czasem zaś konfrontowanego z historią i wydarzeniami wielkiej rangi. Artysta z przenikliwością przygląda się ludzkiej kondycji, pytając między innymi o nasze marzenia, ukryte lęki, obsesje, upolitycznienie życia, międzyludzkie relacje oraz o miejsce erotyki w ludzkim życiu. Trafia w sedno, tworząc obrazy, które w niebywale ekspresyjny sposób komentują uwikłanie człowieka w egzystencję. Srokę interesuje przy tym zarówno wielka polityka, jak i domowe zacisze, w którym przecież także mogą rozgrywać się mikrowojny. Twórca opowiada się w swoich dziełach przeciwko tym konfliktom, wskazując, jakie są ich konsekwencje i otwierając nam drogę do pogłębionej refleksji.

Sroka bawi się również historią malarstwa i twórczością mistrzów, którzy na scenie artystycznej pojawili się przed nim. Straż nocna nawiązuje wszak do arcydzieła Rembrandta eksponowanego w Rijksmuseum w Amsterdamie. W wersji Sroki jest to osobliwy, groźny patrol sunący w ciemnościach wzdłuż fasad domów. Światło latarek trzymanych przez strażników żółtymi strumieniami przeszywa otoczenie, jakby mężczyźni próbowali namierzyć kogoś lub coś. Prą ku nam w taki sposób, że to my – odbiorcy – stajemy się poszukiwanymi. Odnosimy wrażenie, że w każdej chwili mogą nas zauważyć. Zaczynamy odczuwać lęk. Artysta nie pozwala zatem widzom chronić się w ich strefie komfortu, lecz wciąga ich w świat obrazu i opowiadaną historię. Nie pozostawia pola do bezpiecznego kontemplowania kompozycji, lecz uzmysławia nam, jak musi czuć się ścigany czy poszukiwany.

Strażnicy z dzieła Sroki są monumentalni i dynamiczni. Twórca świadomie wykorzystuje takie ekspresyjne ujęcie, aby wzmocnić wrażenie siły mężczyzn. Wydają się oni niepowstrzymani, zdeterminowani i silni. Nie cofną się przed niczym. Prowadzi ich potężnie zbudowany przywódca, który penetruje otoczenie wzrokiem niczym reflektory. Strażnicy są wyposażeni także w pałki – nie ulega wątpliwości, że osoba, której szukają, może zostać pobita. W dłoniach zaciśniętych w pięści i zdecydowanej postawie bohaterów Sroka kondensuje agresję i pragnienie wymierzenia sprawiedliwości. Tylko czy na pewno ten, którego szukają, jest winny? Przecież to my sami, my stojący przed kompozycją! Czy uda nam się uciec? Oto wpadliśmy w potrzask wizualnej intrygi, którą artysta po mistrzowsku zaaranżował. Mimochodem uzmysłowił nam także, że w współczesna sztuka nie musi już dążyć do piękna i być wygodnym fotelem, w którym odpoczywamy, jak u progu XX wieku mawiał francuski malarz Henri Matisse. Dzisiaj jednym z zadań sztuki jest komentowanie otaczającej rzeczywistości. Sroka dobitnie pokazuje nam więc, jak to jest być tropionym czy ściganym; jak to jest znaleźć się w opresyjnej sytuacji, w której nie da się uciec przed przemocą. Ta kompozycja to swego rodzaju szkolenie z empatii przeznaczone dla odbiorców. Dzięki formom i barwom, które Sroka, dialogując z Rembrandtem, właśnie tak, a nie inaczej zaaranżował w swojej Straży nocnej, zaczynamy wczuwać się w sytuację poszukiwanej osoby.

Schemat kompozycji z trzema mężczyznami zmierzającymi w naszą stronę, tym razem z karabinami w rękach, powraca także w jednym z najnowszych obrazów olejnych artysty, zatytułowanym Van Gogh Millitaire z 2018 roku. I znowu mężczyźni emanują siłą i przekonaniem o słuszności swojej misji, a my – jako odbiorcy – i w tym przypadku stoimy na ich drodze. Kolejny raz musimy się zmierzyć z agresją – możemy zostać rozgnieceni jak robaki. Sroka stosuje tu zmonumentalizowaną perspektywę, która wyolbrzymia postaci i przydaje im wszechmocy. Ponadto – podobnie jak nocni strażnicy – na płaszczyźnie obrazu żołnierze zostali połączeni w jeden organizm. Nie są jednostkami, które samodzielnie myślą. Stanowią jeden organizm armii, który mierzy z broni do niewidzialnego, stojącego przed nią wroga.

Obraz z 2018 roku, jak wskazuje tytuł, nawiązuje do malarstwa Vincenta van Gogha – nie chodzi tu jednak o układ kompozycyjny, lecz o materię malarską. Holenderski twórca ekspresyjnie operował grubo kładzioną farbą, impastowo nanosząc ją na swoje płótna. Sroka stosuje taką manierę w partiach ukazujących odsłonięte fragmenty ciał żołnierzy: na ich twarzach i dłoniach. Teoretycy sztuki mawiają, że farbę olejną wynaleziono po to, by móc ukazać mięso. Potwierdzałby to obraz Van Gogh Millitaire: gęsta materia malarska przekształca się w ciało, a jednocześnie staje się metaforą mięsa armatniego, którym są żołnierze. Nie da się rozpoznać rysów ich twarzy. Są jedynie marionetkami w służbie armii; tu nie ma żadnego znaczenia ich indywidualność, tylko siła zbiorowa. Gruba warstwa nałożonej farby i jej kolorystyka przywołują skojarzenia z gniciem, rojeniem się, jakby zmilitaryzowani mężczyźni byli martwi już za życia. Sroka nas zatem nie oszczędza. Nie dość, że artysta znowu przypuszcza atak na widzów, to jeszcze musimy podjąć refleksję nad kondycją uzbrojonych agresorów. Nie ujdą z życiem z boju, bo już są zarażeni śmiercią. Odwołując się do tych dwóch obrazów, można więc skonstatować, że Sroka bez wątpienia jest pacyfistą. Wojen nikt nie wygrywa. Zostają tylko przegrani.

Jeszcze większe wrażenie robi praca Budowa świata (1992). Ukazane zostały głowy trzech dyktatorów, którzy do utrzymania władzy wykorzystują spuszczoną ze smyczy apokaliptyczną bestię i wojenne samoloty. Z kolei Ludzie wojny (1991) wewnątrz swoich własnych ciał noszą ofiary, które zginęły z ich ręki. Są zatem żywymi cmentarzami – tak postrzega ich Sroka. Może i wygrali wojnę, ale za jaką cenę? Wszak nie da się wyrzucić z pamięci tych, których pozbawiło się życia, a bycie „weteranem wojennym” jest niedającym się zmazać piętnem. Artysta przemyca tę myśl przy użyciu ciekawego wizualnego środka, mianowicie ukazując ciała weteranów jako przezroczyste. Możemy zobaczyć ich wnętrze, ale nie możemy im pomóc – ludzie wojny mijają nas obojętnie niczym procesja cieni, dźwigając swoje brzemię.

Jacek Sroka nie moralizuje, a jednak potrafi skierować uwagę odbiorców na konsekwencje wojen, które gatunek ludzki nieustannie wywołuje. Nie czerpiemy z historii, nie wyciągamy wniosków, a Sroka, przypominając nam o tym za sprawą swojej niezwykle aktualnej twórczości, zmusza nas do krytycznej refleksji nad naszymi lękami i skłonnością do przemocy. Twórczość Sroki jest niezwykle aktualna.

Treść dzieł artysty zawsze wynika z formy: z układu kompozycyjnego i doboru barw. Sroka nie „przegaduje” swoich dzieł, posiadł umiejętność kondensowania opowieści w zwartej i wyrazistej formie wizualnej. Przez lata wypracował własny język, którego z wyczuciem używa zarówno w grafice, jak i w malarstwie olejnym na płótnie. Łączy akwafortę z akwatintą, co pozwala na prowadzenie kreski miękko i nieco nerwowo kreski oraz na granie całą paletą barw. Techniki te umożliwiają uzyskiwanie malarskich efektów w grafice. W malarstwie natomiast Sroka dąży do uzyskania efektów charakterystycznych dla grafiki, ale często odwołuje się do języka materii i operuje impastami, czyli efektami fakturalnymi, wynikającymi z obfitego nakładania farby.

Mimo bogactwa występujących w twórczości Sroki opowieści cechą dystynktywną tego malarstwa jest zwarta forma. Teoretycy sztuki nazwaliby to zjawisko ikoniczną gęstością, co oznacza, że narracja wynika ze środków wizualnych, znamiennych dla malarstwa oraz jego właściwości, czyli operowania formą i kolorem na płaszczyźnie. Nie wszystko da się tutaj przełożyć na słowa, bo owa gęstość jest właśnie ikoniczna, wizualna, a nie językowa. Obrazy Sroki głęboko poruszają odbiorcę na poziomie emocjonalnym, również za sprawą wykorzystywania takich środków, jak deformacja czy przerysowanie kluczowych cech postaci. Artysta jest bowiem głęboko świadomy potencjału tkwiącego w środkach wizualnych, którymi operuje, dlatego tak swobodnie manewruje między grafiką a malarstwem.

Jeden z najsłynniejszych polskich historyków i krytyków sztuki, Mieczysław Porębski, mawiał, że można malować bez modela, bez sztalugi, ale nie można malować bez powodu. Sroka powodów ma aż nadto – znajduje je na każdym kroku, bacznie obserwując otaczającą rzeczywistość.

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Marta Smolińska, Jacka Sroki obrazowe refleksje o budowie świata, Nowy Napis, 2019

Przypisy

    Powiązane artykuły