08.09.2021

Jubilat

Wuj Leonard po raz pierwszy
zawitał do kraju po blisko półwieczu
prosto ze zlotu weteranów bitwy pod Monte Casino
(gdzie jako lekarz bardzo był potrzebny).

Jego pierś wygwieżdżona jak niebo
lśniła od medali za wojenne zasługi

 

Przy kuchennym stole
zajadał ze smakiem postny chleb z musztardą
(otwierały się w nim zapewne tamte głody
z łagru pod kołem podbiegunowym nad Peczorą)

 

W listach podpisywał się zawsze „Leonardo”.
Jakby hiszpańską końcówką imienia
chciał odwdzięczyć się ojczyźnie Borgesa,
Cortazara i Astora Piazzoli (choć ani ich czytał
ani słuchał; z daleka trzymał rękę na pulsie Rosji,
po hiszpańsku rozpisał się o historii Polski
tylko po to, by w kraju generałów-katów
przestrzegać młodzież przed widmem komuny)

 

Wuj Leonard sięga mi ledwie do ramienia,
jest prawie głuchy, do niedawna dreptał
dziarsko po cichych uliczkach San Isidro
(jedenaście lat temu wskakiwał samodzielnie do pociągu
i wyskakiwał na osławionej – przez Gombrowicza –
stacji metra Retiro w Buenos Aires).

 

W wieku osiemdziesięciu dwóch lat
on – lekarz „tradycyjny” nauczył się akupunktury
i ożenił po raz drugi, w trzy miesiące po
odprowadzeniu pierwszej ślubnej na cmentarz
Nie chciał czekać, miał wielki apetyt na życie,
(„martwię się tobą – pisał nieraz –
powinnaś mieć męża lub chociaż kochanka”).

 

Wuj Leonardo za parę dni skończy
dziewięćdziesiąt dziewięć lat, zawsze uprawiał
tybetańskie ćwiczenia na długowieczność,
widać z dobrym skutkiem i pływał,
pływał w morzu, w basenach lub w stosie gazet,
i niedoczytanych listów, a najchętniej
wygrzewał się godzinami niczym jaszczur,
jakby chciał oddać się słońcu a nie ziemi

 

Nadmiar słońca krwią teraz wylewa się z oka
jedynego, które cokolwiek jeszcze widzi

 

Jubilat nieźle sypia, jest zadbany
(w domu służąca Paragwajka), żyje
w swoim świecie, w pejzażach wymyślanych
w nieskończoność wariantów wspomnień znad Peczory,
z Iranu, Iraku, Włoch, wreszcie Anglii i –
„wybiera się do stu lat”, jak skwitowała
w niebanalnej polszczyźnie Maria, sporo młodsza żona,
która jubileuszu nie doczekała

 

Życzyć mu stu pięciu, stu dziesięciu?
Czy spotkania w zaświatach wiersza? 

                                   Sierpień 2011                       

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Krystyna Rodowska, Jubilat, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2021

Przypisy

    Powiązane artykuły