23.07.2019

Książę Venosy

Jest październik 1590 roku. Dokładniej jest noc z 26 na 27 października, noc z wtorku na środę. Łagodny, wrażliwy i nieśmiały Carlo Gesualdo, książę Venosy, potomek świetnego rodu i pan rozległych latyfundiów, zbliża się do sypialni żony, księżnej Marii. Czarny książę – tak jest nazywany, bo czerń jest jego ukochanym kolorem – nie jest sam. Tuż za nim, na palcach, najciszej jak można, idzie, skrada się wierny sługa Pietro Bardotti. Idą za nimi Pietro Viscario i Ascanio Lama, służący dotąd księciu przy polowaniach. Idzie też niejaki Francesco. Nikt ich nie słyszy. Pogrążony w mroku pałac śpi snem miękkim jak jedwab i spokojnym, wolnym od tchnienia grozy, której doświadczy na jawie. Idą ciemnym, wąskim korytarzem i trwa to całą wieczność. Za chwilę stanie się to. Potem, Carlo Gesualdo, książę Venosy, gwiazda jaśniejąca na firmamencie renesansu, napisze swoje najbardziej przerażające utwory, których niewiarygodne wręcz piękno będzie już nie do zniesienia, tak jak nie do zniesienia są teraz jego cierpienie i jego rozpacz. Książę jeszcze nie wie, że rozrywający jego duszę ból nie będzie mieć końca, że teraz męczarnie zranionej miłości i upokorzonej dumy pomnoży pamięć aż po granice obłędu. Carlo Gesualdo, książę Venosy, i jego pomocnicy, zaufany halabardnik Pietro Bardotti, strzelcy Pietro Viscario i Ascanio Lama oraz niejaki Francesco, ciemnym i wąskim korytarzem bezszelestnie zbliżają się do drzwi sypialni księżnejMarii.

Zmiłuj się nade mną, Panie, w miłosierdziu swoim. Świadom w tej ostatniej godzinie ogromu moich win i błędów, pokornie proszę o przebaczenie tych, których grzechy moje obraziły i skrzywdziły, których słabości moje zgorszyły, których czyny moje napełniły odrazą. Nie jestem godzien być ostatnim pomiędzy ostatnimi ani mierzwą wydaną na spalenie, ani popiołem, który pozostanie po niej. Zmiłuj się nade mną, Panie, w miłosierdziu swoim, albowiemzgrzeszyłem…

W środę, 27 października 1590 roku, sędzia śledczy Najwyższego Trybunału Królewskiego Domenico Micene obudzony został z samego rana. Leżąc słucha słów woźnego Trybunału. Ten mówi:

- Dostojny panie, rozkaz z pałacu Jego Wysokości wicekróla… Stało się wielkie nieszczęście. Jego Wysokość Carlo Gesualdo, książę Venosy, zabił swoją żonę Marię d’Avalos, a także Jego Wysokość Fabrizia Carafę, księcia Andrii. Nakazano mi obudzić cię, dostojny panie, a także wielmożnych panów sędziów Tommasa Salamankę i Fulvia di Costanzo. Wasze wielmożności mają się udać bezzwłocznie do pałacu Torremaggiore, gdzie w nocy miało miejsce to straszne wydarzenie. Ty, dostojny panie, masz być pierwszym, który przekroczy progi tego domu. Tak brzmi rozkaz Jego Wysokości wicekróla, który polecono mi przekazać.

Domenico Micene, sędzia śledczy Najwyższego Trybunału Królewskiego, jest już niemłody. Dokucza mu kręgosłup i bolą opuchnięte stawy. Kamerdynerowi nakazuje, aby ten ubierał go wolno, najwolniej jak potrafi. Potem odprawia powóz. Drogę do pałacu książąt Venosy postanawia odbyć pieszo, idąc najwolniej jak to tylko możliwe.
Zmiłuj się nade mną, Panie, w miłosierdziu swoim. Świadom w tej ostatniej godzinie ogromu moich win i błędów, pokornie proszę o przebaczenie tych, których grzechy moje obraziły i skrzywdziły, których słabości moje zgorszyły, których czyny moje napełniły odrazą. Nie jestem godzien być ostatnim pomiędzy ostatnimi ani mierzwą wydaną na spalenie, ani popiołem, który pozostanie po niej. Zmiłuj się nade mną, Panie, w miłosierdziu swoim, albowiemzgrzeszyłem…

Fabrizio Carafa, książę Andrii, krewny Jego Świątobliwości papieża Pawła IV, dostawał się potajemnie do pałacu, a w nim do komnat księżnej Marii, ukrytą furtką, którą nazywano porta di morti, bramą umarłych, bowiem tą drogą według starodawnego zwyczaju wyprowadzano z pałacu zwłoki, po czym zamurowywano ją, aby ponownie otworzyć, gdy tak nakaże smutna okoliczność. Tego zwyczaju poniechano jednak przed stu laty. Fabrizio Carafa, książę Andrii, krewny Jego Świątobliwości papieża Pawła IV, leży teraz na podłodze sypialni księżnej Marii z przestrzeloną czaszką i barkiem, z ranami kłutymi i ciętymi tułowia. Zakrzepła krew sięga progów komnaty. Księżna Maria, która tylekroć wcześniej oczekiwała go w swym łożu, która tylekroć wcześniej oczekiwała w swym łożu innych niż on, leży w  nim teraz z poderżniętym gardłem. Jej piękne, cudowne ciało stygnie. Jej piękne, cudowne oczy patrzą w przepaść. Gdy kapelan domowy, jezuita, ksiądz Carlo Mastrillo, zasunie jej powieki, przepaść sięzamknie.

Zmiłuj się nade mną, Panie, w miłosierdziu swoim. Świadom w tej ostatniej godzinie ogromu moich win i błędów, pokornie proszę o przebaczenie tych, których grzechy moje obraziły i skrzywdziły, których słabości moje zgorszyły, których czyny moje napełniły odrazą. Nie jestem godzien być ostatnim pomiędzy ostatnimi ani mierzwą wydaną na spalenie, ani popiołem, który pozostanie po niej. Zmiłuj się nade mną, Panie, w miłosierdziu swoim, albowiemzgrzeszyłem…

Przepaść, która zamknęła się w martwych oczach księżnej Marii, jest ogromna i otwiera się każdej bezsennej nocy w sercu Carla Gesualda, księcia Venosy, który jest gwiazdą jaśniejącą na firmamencie renesansu, który jest mordercą, który jest geniuszem przerażającegopiękna,pięknaniedozniesienia,któregorozpaczprzywiodładozbrodni i który osiągnął doskonałość, albowiem jego cierpienie nie skończyło się i nigdy nie skończy. Każdej nocy Carlo Gesualdo, książę Venosy, potomek świetnego rodu i pan rozległych latyfundiów, zbliża się do sypialni żony, księżnej Marii. Tuż za nim, na palcach, najciszej jak można, idzie, skrada się wierny sługa Pietro Bardotti. Idą za nimi Pietro Viscario i Ascanio Lama, służący dotąd księciu przy polowaniach. Idzie też niejaki Francesco. Nikt ich nie słyszy. Idą ciemnym, wąskim korytarzem i trwa to całą wieczność. Za chwilę stanie się to. Książę jeszcze nie wie, że jego cierpienie i jego rozpacz, że rozrywający jego duszę ból nie będzie mieć końca, że męczarnie zranionej i upokorzonej miłości  pomnażać będzie pamięć  aż po skończenie świata. Carlo Gesualdo, książę Venosy, i jego pomocnicy, zaufany halabardnik Pietro Bardotti, strzelcy Pietro Viscario i Ascanio Lama oraz niejaki Francesco ciemnym i wąskim korytarzem bezszelestnie zbliżają się do drzwi sypialni księżnejMarii.

Każdej nocy Carlo Gesualdo, książę Venosy, jego wierny sługa Pietro Bardotti, a także Pietro Viscario i Ascanio Lama oraz niejaki Francesco, idą we mnie wąskim, ciemnym korytarzem mojej pamięci, mojej świadomości i mojej podświadomości, mojego bólu i mojej rozpaczy, bezszelestnie zbliżają się do drzwi mojego mieszkania, w którym mnie nie ma, i do drzwi innych mieszkań, w których także mnie nie ma, zbliżają się do drzwi hotelowych pokoi, do drzwi pokojów w motelach, do drzwi pensjonatów i domków letniskowych, do drzwi kajuty na jachcie i do drzwi łazienki w górskim schronisku. Nie omijają też drzwi samochodu zaparkowanego na leśnej polanie. Zbliżają się do wszystkich tych miejsc, o których wiem, i do wszystkich tych miejsc, o których nigdy się nie dowiem. Idą i trwa to całąwieczność…

Zmiłuj się nade mną, Panie, w miłosierdziu swoim. Świadom w tej ostatniej godzinie ogromu moich win i błędów, pokornie proszę o przebaczenie tych, których grzechy moje obraziły i skrzywdziły, których słabości moje zgorszyły, których czyny moje napełniły odrazą. Nie jestem godzien być ostatnim pomiędzy ostatnimi ani mierzwą wydaną na spalenie, ani popiołem, który pozostanie po niej. Zmiłuj się nade mną, Panie, w miłosierdziu swoim, albowiemzgrzeszyłem…

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Krzysztof Ćwikliński, Książę Venosy, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2019

Przypisy