27.05.2019

Łatwo uskrzydlić się dumą

Autor tego utworu poetyckiego – Józef Łobodowski – należy do ważnych i kontrowersyjnych postaci literatury polskiej XX wieku – nie tylko ze względu na ewolucję jego poetyki indywidualnej, ale także z powodu radykalnego zwrotu w sferze przekonań społeczno-politycznych. Jako syn oficera carskiego (urodzony 19 marca 1909 roku w Purwiszkach na Suwalszczyźnie), w 1914 roku wraz z rodziną został ewakuowany w głąb Rosji. Po latach spędzonych w Moskwie i Jejsku na Kaukazie w 1922 roku wrócił wraz z matką do Lublina.W 1931 roku rozpoczął studia prawnicze w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Utalentowany młodzieniec wydał już wcześniej dwa tomiki poezji: Słońce przez szpary (1929) i Gwiezdny psałterz (1931), wyraźnie inspirowane osiągnięciami artystycznymi sławnych poetów należących do warszawskiej grupy literackiej Skamander.

Szybko jednak zmieniły się jego inspiracje ideowo-estetyczne, bowiem Łobodowski opowiedział się po stronie zwolenników rewolucji społecznej spod znaków sowieckich, o czym świadczy tematyka i stylistyka jego kolejnych tomików poetyckich: O czerwonej krwi(1931) oraz W przeddzień(1932). Stały się one powodem ostrej interwencji cenzury, a potem relegowania Józefa Łobodowskiego z grona studentów KUL za „obrazę moralności i religii” (5 lutego 1932 roku).

Jesienią 1933 roku krnąbrny poeta został powołany do służby wojskowej w Równem. Za krytykowanie przełożonych, nieprawomyślne poglądy oraz (nieudaną) próbę samobójczą trafił do aresztu. Nie mógł więc skorzystać z zaproszenia na ogólnopolskie spotkanie młodych poetów awangardowych w Warszawie, na którym odczytano jego wiersz Piłsudski. Utwór wywarł jednak tak duże wrażenie na zebranych, iż literaci, na czele z Kazimierą Iłłakowiczówną (osobistą sekretarką marszałka Józefa Piłsudskiego),dołożyli starań, aby Łobodowski zostały uwolniony z aresztu i mógł opuścić szeregi armii.

Piłsudski

Oto są ręce – młoty w zecerni jak w kuźni,
krew się lepi, nie farba na czarnych literach –
towarzyszu Piłsudski, w trzydzieści lat później
Julian Blachowski zabije Gastona Koehlera. 

Wiem: Litwa dzieciństwa jest wonią mirry i nardu,
Ojczyzna kwitnie w pałacu białego cieniach,
ale gdzie podziać się z sercem, gdy czarny wstanie Żyrardów
i barykadą kamienną runie na progu sumienia. 

Pomorze wbite włócznią w spienione ciało Bałtyku,
Śląsk buchający ogniem, Borysław naftą chlusta –
łatwo uskrzydlić się dumą, piersi nadrywać od krzyku
i czyjeś święte imię po stokroć ślinić na ustach. 

Łatwo sczerwienić skronie od tętniącego żaru,
gdy miastem marsz uderzy w ułańskie proporce,
a ciężej przebić się młodym
przez słowa: Polska i Naród –
i głowy na barach osadzić jak kosy sztorcem.

Sznurki krzaczastych brwi niech szarym się zwiążą lontem,
iskrą ze źrenic do dynamitu mózgu:
trzydzieści lat temu jak teraz groził artykuł sto piąty,
serce człowieka szło na spotkanie liktorskim rózgom.  

Za Belwederu oknami wicher nie ucichł,
spadek duchów umarłych siwą głowę obarcza,
towarzyszu Piłsudski,
w przeddzień polskiej rewolucji
krwią wasze imię wypisujemy na tarczach.

Trzeba podkreślić, że elementy biografii marszałka i zrewoltowanego liryka zbiegły się nie po raz pierwszy. Obaj byli w swoim czasie rewolucjonistami socjalistycznej proweniencji, a zarazem burzycielami krzywdzących ustrojów. Właśnie do tego podobieństwa postaw i losów nawiązywał Józef Łobodowski w pierwszej i ostatniej strofie interpretowanego tutaj utworu, wołając: „towarzyszu Piłsudski”.Jest to jakaś formuła apelu, ale nie uzurpacji, jeśli pamiętamy, że Józef Piłsudski u początków swojej kariery politycznej, po powrocie z trwającego pięć lat zesłania na Sybir, od 1892 roku działał w Polskiej Partii Socjalistycznej, walcząc o sprawiedliwość społeczną i niepodległość narodową. Łatwo też dostrzec konsekwencje wyborów ideowych tych postaci jako redaktorów czasopism lewicy. Piłsudski w latach 1894–1900 redagował socjalistycznego „Robotnika”, za co został aresztowany i osadzony w Cytadeli Warszawskiej, a potem w piotrogrodzkim szpitalu więziennym, skąd uciekł do Galicji, aby w Krakowie organizować polskie oddziały wojskowe mające walczyć z zaborcamiA. Garlicki, Józef Piłsudski.1867–1935, Kraków 2017.[1].

Łobodowski – jako redaktor radykalnych czasopism społecznych i literackich: „Trybuna” (1932–1934), „Barykady” (1932–1933) oraz „Dźwigary” (1934–1935) – również borykał się z poważnymi problemami. Artykuły do tych gazet wielokrotnie były wstrzymywane przez cenzurę ze względu na ich wywrotową treść. Ostatecznie sąd okręgowy w Lublinie 23 sierpnia 1933 roku zdecydował o konfiskacie „Barykad”, skazując ich redaktora na dwa i pół roku więzienia za to, że „rozpoczął ostrą krytykę układu stosunków polskich pod względem prawnym i społecznym oraz wyraził dążenie do przekształcenia życia polskiego na wzór bolszewicki”J. Zięba,Wstęp [do:] Józef Łobodowski. Poezje, wyb. i wstęp J. Zięba, Lublin 1990, s.7.[2]. Tylko dzięki skutecznej apelacji mecenasa, a zarazem poety, Konrada Bielskiego wyrok ten zawieszono na pięć lat.

Należy tutaj podkreślić, iż autor krnąbrny autor kolejny raz ponosił takie konsekwencje swojej działalności–starosta lubelski już w lipcu 1932 roku nałożył (uchylony potem) areszt na tom wierszy W przeddzień ;w szczególności zaś na umieszczony tam utwór Piłsudski. Nie uszedł on również uwagi warszawskiego recenzenta, który trafnie rozpoznał charakter i właściwości poezji Józefa Łobodowskiego:

W swych buntowniczych prowokacjach i apostrofach rewolucyjnych jest to czystej krwi romantyczny obrazoburca, zdesperowany anarchista […]. Mocna jest agitacyjna dynamika wierszy takich jak Niepodległość lub Piłsudski, przypominających rozkrzyczany boleśnie plakatS. Napierski, [brak tytułu], „Wiadomości Literackie” 1933, nr 52, s.5.[3].

Zastanawiając się nad złożoną genezą opisywanego tutaj wiersza, trzeba uwzględnić nie tylko sytuację poety, ale również położenie rzesz robotniczych, z którymi czuł się on mocno związany. Dramatyzm ich losów został zasygnalizowany już w pierwszych linijkach wiersza Piłsudski:

krew się lepi, nie farba na czarnych literach –
towarzyszu Piłsudski, w trzydzieści lat później
Julian Blachowski zabije Gastona Koehlera.

Julian Blachowski (1890–1943) był patriotą i konspiratorem skazanym w 1908 roku na sześć lat katorgi i dożywotnie zesłanie na Sybir. Po wybuchu rewolucji bolszewickiej wrócił do Polski, gdzie od 1920 roku działał w szeregach PPS na rzecz poprawy sytuacji robotników pracujących w żyrardowskich zakładach włókienniczych. Gdy trzy lata później minister przemysłu Władysław Kucharski oddał nowoczesne zakłady lniarskie za korupcyjną cenę konsorcjum francuskiemu, tysiące ludzi w Żyrardowie i Łodzi zostały pozbawione pracy i pogrążyły się w nędzy (Francuzi ograniczali produkcję polskich fabryk, aby nie stanowiły konkurencji dla francuskich produktów).

Do najbardziej bezwzględnych prześladowców robotniczej załogi należał dyrektor generalny Zakładów Żyrardowskich Gaston Koehler. Rozliczne akcje Juliana Blachowskiego i osobiste interwencje u najwyższych urzędników państwowych w obronie robotników nie przynosiły rezultatów, a wręcz doprowadziły do wzmożonego szykanowania obrońcy robotników i jego rodziny. Zdesperowany Blachowski 16 kwietnia 1932 roku zastrzelił Gastona Koehlera na ulicy w Warszawie. Sąd skazał zabójcę na pięć lat więzienia; jednocześnie mieszkańcy Żyrardowa zebrali ponad siedem tysięcy podpisów pod petycją skierowaną do prezydenta o ułaskawienie Blachowskiego. Ignacy Mościcki 13 lutego 1934 roku skorzystał z prawa łaski wobec zabójcy. Pod naciskiem oburzonej opinii publicznej rząd Polski odkupił od konsorcjum Marcela Boussaca Zakłady Żyrardowskie.Pod kierownictwem nowej dyrekcji fabryka zaczęła lepiej prosperować i poprawił się byt przywróconych do pracy ludzi. Niestety, skorumpowany minister Kucharski nie poniósł żadnej kary, chociaż afera żyrardowska stała się przedmiotem narastającej krytyki społecznej i politycznejZob. I. Matuszewski, Parszywa umowa,„Gazeta Polska”, 8 sierpnia 1934.Szerzej na ten temat: Z.Landau, J. Tomaszewski, Sprawa żyrardowska. Przyczynek do dziejów kapitałów obcych w Polsce międzywojennej, Warszawa 1983.[4].

Nie ulega wątpliwości, że autor Piłsudskiego nie potępił zabójcy Koehlera, ponieważ dobrze rozumiał i podzielał jego motywacje. Sam był przecież nieustępliwym trybunem proletariuszy od wczesnej młodości, a ponadto sprawa Blachowskiego stała się dlań impulsem do napisania wiersza-apelu do byłego rewolucjonisty – Józefa Piłsudskiego. Wzywał, aby przyczynił się on do uśmierzenia nowych konfliktów społecznych, przestrzegając:

ale gdzie podziać się z sercem, gdy czarny wstanie Żyrardów
i barykadą kamienną runie na progu sumienia.

W intencji poety zwycięski marszałek, współtwórca niepodległej Rzeczypospolitej, miał stać się patronem ruchu, który dopełni dzieła koniecznej odnowy znieprawionego państwa. Przekonuje o tym ostatnia zwrotka wiersza:

Za Belwederu oknami wicher nie ucichł,
spadek duchów umarłych siwą głowę obarcza,
towarzyszu Piłsudski,
w przeddzień polskiej rewolucji
krwią wasze imię wypisujemy na tarczach.

Rzecz w tym, iż ten ambiwalentny tekst zbudowany został na dość uproszczonych przeciwieństwach. Z jednej strony poeta stworzył nieprawdziwy obraz Litwy z czasów dzieciństwa Piłsudskiego i kwitnącej ojczyzny w cieniach białego pałacu,zestawiając go w ostrym kontraście z czarnym Żyrardowem oraz ponurą wizją przyszłości młodszego pokolenia, któremu przyjdzie „głowy na barkach osadzić jak kosy sztorcem” i wypisywać krwią imię samotnika z Belwederu na tarczach.

Niełatwo orzec, co tutaj przeważa: zarzuty pod adresem Piłsudskiego czy pokładane w nim nadzieje, wszak po przewrocie majowym 1926 roku znowu – tak jak pod zaborami – buntownikom i niepokornym artystom „groził artykuł sto piąty”. Niestety w Odrodzonej i Niepodległej pod rządami Naczelnika stale kurczyły się granice swobód twórczych i obywatelskich. Był to proces tym bardziej oburzający zasłużonych niepodległościowców orientacji socjalistycznej, mimo że konstytucja uchwalona 17 marca 1921 roku gwarantowała obywatelom polskim prawo do swobodnego wyrażania przekonań i wolności prasy. Artykuł 105 zakazywał jej cenzurowania i pozwalał na rozpowszechnianie pism w całym kraju. Jeszcze w 1926 roku ograniczono wolność słowa prasy opozycyjnej i wprowadzono kary administracyjne za zniewagę władz i szerzenie nieprawdziwych informacji. Rok później prezydent państwa wydał rozporządzenie o prawie prasowym, które zakazywało rozpowszechniania nieprawomyślnych wydawnictw,i zaostrzył kary finansowe za łamanie tego prawa. Na mocy tak zmienionego artykułu 105 sanacja wzmogła cenzurę, konfiskowała wydawnictwa partyjne, zdejmując nie tylko konkretne teksty, ale i całe numery nieprawomyślnych dzienników bądź czasopism.Praktyki te wzmogły się po śmierci Józefa Piłsudskiego.

W 1934 roku rewolucyjny poeta i publicysta Józef Łobodowski poznał prawdę o życiu ludzi w Związku Radzieckim, poddawanych najsurowszym represjom za jakiekolwiek próby wyrażania własnych poglądów. Na stalinowski terror zareagował między innymi publikacją nowego tomu poezji Rozmowa z ojczyzną, w którym ponownie umieścił wiersz Piłsudski (zapisany tym razem zgodnie z regułami klasycznej ortografii). Rozmowa… spotkała się z szerokim zainteresowaniem czytelników i krytyki literackiej. Niedawni sojusznicy poety z kręgów komunistycznej lewicy zarzucili mu zdradę egalitarnych ideałów oraz polityczny oportunizm. Oburzony Łobodowski odpowiedział na te ataki pryncypialnie:

Nie jest zdradą ani dezercją zrzucenie munduru, w którym duszno. Nie jest zdradą wypowiedzenie posłuszeństwa uzurpatorom idei. Nie zdradzam haseł wolności. Opuszczam ludzi, którzy zdegenerowali socjalizm […].Nie wykazać entuzjazmu dla masakry po śmierci Kirowa, słowem: kierować się w ocenie zjawisk sumieniem, a nie partyjnym nakazem – to w języku oficjalnym nazywa się kontrrewolucją […]. Dla mnie kontrrewolucjonistami są właśnie tępi marksiści i to wszystko, co dzisiaj nosi stempel oficjalnej rewolucjiJ. Łobodowski, Smutne porachunki, „Wiadomości Literackie” 1935, nr 43.[5].

Na ten artykuł odpowiedziała zwolenniczka komunizmu Wanda Wasilewska, w niewybrednych słowach nazywając autora Rozmowy z ojczyzną „plugawcem” i „nacjonalistycznym agentem w służbie faszyzmu”W. Wasilewska, Ewolucja ideowa,„Robotnik”, 27 października 1935.[6]. Paradoksalnie, siedemnaście lat później wkraczał więc Łobodowski na drogę Józefa Piłsudskiego, który „na przystanku niepodległość wysiadł z czerwonego tramwaju”. Wypada na tym miejscu przytoczyć również i dosadniejszą opinię naczelnika państwa odnoszącą się do tej samej kwestii:

Nie chodzi o lewicę czy prawicę, mam to w d… Nie jestem tu od lewicy i dla niej, jestem dla całości. […] Kpię sobie czy rządy ludowe czy inne w tej chwili, byle rządy, co przyniosą Polsce, co trzebaA. Garlicki, Józef Piłsudski…, s.316.[7].

Józef Łobodowski nie był ani pierwszym, ani jedynym poetą II Rzeczpospolitej, którego fascynowały koleje życia Józefa Piłsudskiego i jego wpływ na dzieje dwudziestowiecznej Polski. Bibliografia autorów i utworów poświęconych tej problematyce jest skądinąd bardzo obszernaZob. W.Wójcik, Nadzieje i złudzenia. Legenda Piłsudskiego w polskiej literaturze międzywojennej,Katowice 1978.[8]. Już w 1920 roku po raz trzeci wydano w Zamościu antologię Pieśń o Józefie Piłsudskim opracowaną przez Apolinarego Krupińskiego. Następni byli sławni przedstawiciele grupy poetyckiej Skamander związani z obozem legionowym: Jan Lechoń (Piłsudski), Julian Tuwim (Józef Piłsudski), Antoni Słonimski (Ciemne Łazienki), Kazimierz Wierzyński (Wolność tragiczna) i zbliżeni do tej grupy Roman Kołoniecki (Ballada o Piłsudskim) czy Kazimiera Iłlakowiczówna (Wiersze o Marszałku Piłsudskim. 1912–1935).

Wśród utworów napisanych przez reprezentantów katastroficznej poezji Drugiej Awangardy na wyróżnienie zasługują dwa wiersze, które wyszły spod pióra Józefa Czechowicza: Piłsudskii Jego cień. Na tak zrysowanym tle stroficznie uporządkowany (z przewagą regularnych rymów przeplatanych) i po dość śmiałej metaforyce Piłsudski Józefa Łobodowskiego, w nierównym stopniu, lokuje się zarówno w polu tradycji skamandryckich, jak i awangardowych.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Stanisław Gawliński, Łatwo uskrzydlić się dumą, Nowy Napis, 2019

Przypisy

    Powiązane artykuły