22.11.2019

Mejl do Stanisława Andrzeja Nowaka o książce roku

Drogi Panie Stanisławie,

Jednocześnie cieszę się i żałuję. Cieszę się, że się spotkaliśmy w Krakowie i to w dodatku w kuluarach programu Dachy Krakowa. Ale mimo wszystko żałuję, że to nie ja omawiałem Pana książkę w odcinku, który został jej poświęcony. Żałuję też, że udało się nam porozmawiać chwilę ledwie i w dodatku w pośpiechu. Niedosyt rozmowy, poczucie, że powinienem powiedzieć Panu więcej o moich lekturowych wrażeniach i o moim głębokim przekonaniu, że Galicyanie są dla mnie najważniejszą książką roku 2017. Dlatego piszę.

Więc najpierw o moich pierwszych skojarzeniach, o pierwszych – dość prowizorycznych – próbach osadzenia dziełana mapie zjawisk literackich. Jakaś intuicja, że stworzył Pan powieść, która w interesujący sposób wpisuje się w szeroki nurt prozy pamięci – istotny nie tylko w Polsce, ale także w Austrii, na Węgrzech i w wielu innych krajach europejskich i nieeuropejskich. Wskazanie na kontekst literatury węgierskiej i austriackiej – jako ważny dlaGalicyanukład odniesienia – wydaje mi się dość istotne. Najważniejszym miejscem akcji we wszystkich czterech częściach książki jest przecież wieś Zaborów położona w południowo-wschodniej Polsce. Jeśli dodamy do tego fakt, że zdarzenia opowiedziane przez Pana obejmują czas między rokiem 1812 i 1915, to okaże się, że czytelnik zmuszony jest odbyć wyprawę w głąb monarchii najpierw austriackiej, a  potem austrowęgierskiej. Zaborów leżał przecież w jej granicach, należąc – ściśle rzecz ujmując – do tej jej części, która otrzymała nazwę Królestwa Galicji i Lodomerii. Pana bohaterowie poruszają się momentami w tym samym obszarze, co postacie wykreowane przez Josepha Rotha, Pétera Nádasa i wielu innych autorów środkowoeuropejskich. 

Podobnie jak w utworach wspomnianych pisarzy, także w Pana powieści pamięć historyczna – nakazująca trzymać się faktów – zostaje pokonana przez wyobraźnię, która domaga się anegdoty i mitu. Bardzo mi się spodobała Pana przysięga wierności lokalnej ojczyźnie, przysięga przedracjonalna, złożona jeszcze w dzieciństwie, o czym Pan pisze z czułością i nostalgią: „Pamiętam wakacje w Zaborowie, mleko prosto od krowy, zapach wiatru w pierzynie, ważki nad Wisłokiem […]. Gdy dorosłem, uznałem, że Zaborowianie zasługują na opowieść”. Czy właśnie Zaborowianie będą najważniejszymi czytelnikami Pana powieści, tego nie jestem pewien. Ale pewne jest to, że podobną przysięgę złożyło w dzieciństwie swoim lokalnym społecznościom wielu z nas. I swoim rodzinom. Więc wielu z nas może docenić fakt, że swoistą tkacką osnową, wokół której plecie Pan rozmaite pasma swej książki są dzieje jednej rodziny. Akcja rozpoczyna się w chwili, gdy rodzi się Hynek Kończyświat, a kończy się wraz ze śmiercią jego prawnuka. W tym sensie można mówić o tym, że Pana książka nawiązuje do tradycji gatunkowej sagi.

Uważny czytelnik łatwo dostrzeże jednak, że tradycja ta zostaje w Galicyanachprzekroczona. Zbyt silny jest w niej żywioł języka mówionego – żywioł gawędy, który lekceważy potrzeby spoistości narracji rodzinnej, rozsadza ją pikantnymi anegdotami. Od razu rzuca się w oczy, że konstruuje Pan swą książkę z drobnych epizodów. Raz po raz przypomina nam Pan, że tak właśnie działa pamięć, która ocala pojedyncze obrazy, sytuacje – właśnie te najbardziej barwne. Kompozycja powieści uzyskuje w ten sposób strukturę mozaikową. Jeśli tworzy całościowy obraz, to trzeba powiedzieć, że obejmuje on nie tylko rodzinę, ale całą lokalną społeczność.

Powieść ma więc ambicje epickie. Pana starania zmierzają w stronę stworzenia panoramicznego obrazu życia chłopów galicyjskich. Odsłania Pan uwikłanie Galicjan w gorzką i krwawą historię (opisuje zarówno pogromy dokonywane na mieszkańcach dworów szlacheckich, jak i na Żydach), w feudalne prawa i nawyki, ale pokazuje także niezmiernie bogaty świat ludowej obyczajowości i wyobraźni. Narrator opowieści mówi niejako z wnętrza chłopskiego świata. Właśnie dlatego jego pamięć okazuje się ostatecznie także pamięcią językową – próbą przypomnienia współczesnemu czytelnikowi zapomnianych słów lub tylko wariantów ich wymowy. Od czasu wydaniaChłopówStanisława Reymonta, nie było w literaturze polskiej tak interesującej próby stworzenia wiejskiej epopei. No i to właśnie niech wybrzmi na koniec: że udało się Panu stworzyć wielobarwną wizję polskiej historii i kultury pokazaną z perspektywy chłopskiej. Pana dzieło prawdopodobnie nigdy nie będzie popularne. Nie myślę jednak, by Pana to specjalnie martwiło. W naszym wieku nie myśli się już o tym, co popularne, ale o tym, co ważne. Pozdrawiam serdecznie,

Wojciech Kudyba

Pierwodruk tekstu [w:] „Topos” 2018, nr 1.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Wojciech Kudyba, Mejl do Stanisława Andrzeja Nowaka o książce roku, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2019

Przypisy

    Powiązane artykuły