04.05.2020

Opuszczony kurort. „Poza sezonem” Michała Domagalskiego

1.

Michał Domagalski pochodzi z południowych rubieży Wielkopolski. Urodził się w 1982 roku w Ostrzeszowie, podobnie jak Adam Wiedemann. Jest publicystą i krytykiem. Jako poeta debiutował w almanachu Połów. Poetyckie debiuty 2014–2015. Wiersze Domagalskiego wyrastają z niewiary w słowo, które mogłoby udźwignąć ciężar biografii, nadając jej pozory sensu. Poezja zdaje relację z mocno skomplikowanych relacji z drugim człowiekiem, z kobietą, z którą wspólna kiedyś intymność stała się uciążliwa, nieznośna i niestrawna. To wiersze pozbawione tła – przyroda zostaje poza marginesami, poza sezonem. Wiersze pisane po sąsiedzku, skupione na historiach ludzi, w których wspólnym mianownikiem jest dach bloku.

Obyczajowe zacięcie autora wynika z doraźnych obserwacji tego, co wokół szumnie nazywamy światem, rzeczywistością, życiem. Tu jest ono jakieś małe, pokraczne, pokaleczone. Budzące raczej niesmak i wstręt, dopiero potem współczucie. Nad tą poezją kołuje strata, w rozmaitych wariantach i ilustracjach. Karol Maliszewski pisał po lekturze tomu o „spisie odejść”, który nadaje książce funeralnego charakteru. W wierszu Nasienia, czytamy:

Pospieszyłem się z kochaniem ludzi
którzy odchodząc, tworzą dziuryM. Domagalski, Poza sezonem, Stronie Śląskie 2018. Wszystkie cytaty wg tego wydania.[1].

W Babci brzmi to jeszcze mocniej:

Babcie
odchodzą. W za luźno skrojonych
skórach. W obcych, na zakopanie szytych,
strojach. Z dłońmi zakutymi w różaniec.
Schodzą jednorazowo w tekturowych
butach. Jak koty. Zręcznie, cicho,
niepostrzeżenie – z murów i dachów
                                          do ziemi.

Te wiersze są jak organiczna materia w rozkładzie, jak drzewa toczone przez kornika drukarza, na próchnie których wyrosną kolejne świerki czy sosny. Pamięć po zmarłych nosimy w sobie jak pragnienia, marzenia, ambicje. Stąd pewna powściągliwość wierszy Domagalskiego, trzymanie się na wodzy, umiejętność „nieprzegadywania” wiersza, pozostawienia miejsca na domysł, na okoliczności polszczyzny, zmienne i infekowane światem gazet, mediów, prywatnych glos.

Poeta w ciągłości szuka wyrw, ustępów, miejsc wybrakowanych, noszących w sobie pamięć dawnego istnienia, obecności. Coś chciałoby się ziścić, ale nie potrafi. Innym razem oddech zamiera na stronie, pozostaje tylko fermentujący zapach. Domagalski raz po raz wyprowadza nas poza sferę własnego komfortu. Spełnienie:

Czego chcieć więcej? Internetowe radio
dostroiło się do naszych potrzeb. W sklepie
wybór piw o jasnej i pełnej puencie. Czekamy
na pizzę. Cztery sery.

2.

Te wiersze również obśmiewają nacjonalizm i źle pojmowany, wypaczony patriarchat. Upominają się o równość, wyważenie proporcji, a jeśli stoją po stronie tradycji, to raczej ruchomej, nastawionej na dialog, a nie na kopiowanie zastygłych w czasie wzorców. Domagalski niby pisze o powszechnym dobrobycie, ale jakoś z niesmakiem, skupiając się na mieliznach, niedoróbkach i podróbkach codzienności. Dlatego częściej w jego wierszach czytamy nie o ludziach, a konsumentach, dla których wakacje na kredyt i dyskont otwarty do nocy zabezpieczają wszelkie pragnienia na zmiany. Bohaterowie jego wierszy to ludzie w jakimś sensie pozbawieni wewnętrznych światów – jeżeli już roztrząsają jakieś kwestie, to dotyczące najlepszych promocji zaproponowanych przez sklepy klientom. Włóczą się bezcelowo, dziury w sobie łatając kolejnymi przedmiotami. Kredyt daje hipote(ty)czne szczęście i brak czasu na wątpliwości.

Widać, że Domagalskiego interesują kwestie społeczne, ale pisze o nich bez retorycznych, górnolotnych fraz – raczej skromnie, po swojemu, ilustrując pewne niedostatki naszej współczesności, niż bezpośrednio wskazując je palcem. Z pewnością jest to poeta, którego sprawy obyczajowo-społeczne interesują w stopniu znacznym. Ale raczej ironicznie i gorzko oddaje te lokalne wizje w kolejnych wersach. Sprawy socjalne, kwestie mieszkaniowe, migracyjne, smogowe, to wszystko znajdziemy w wierszach nauczyciela z Poznania. W różewiczowskim wierszu Z czytamy:

Właśnie dzisiaj, kiedy już są
kamery
na każdej ulicy, kiedy
monitorują od wjazdu do
wyjazdu, życie z Judaszem
jest możliwe,
jest niemożliwe.

3.

W tomie jest też jeszcze jedno szczególne, tematyczne pasmo. Macierzyństwo, ojcostwo, dziecko. Triada nowego rozdziału. Zapowiedź nowego rozdania. Inny sezon, początek wakacji, a zarazem ich koniec. Trudy „przysposabiania się” do dziecka, znoje doświadczania nowego życia. Jak mały człowiek wpływa na dużego człowieka, co zmienia w optyce rzeczywistości, czy przewartościowania są momentalne i doraźne, trwałe, mają długofalowe działanie czy wyładowują się w krótkich spięciach? Przede wszystkim jednak poeta upomina się o miejsce matki. W wierszu Zadanie domowe czytamy:

Ojciec obejrzał dwa filmy sensacyjne każdy po dwie godziny. Matka
w tym czasie wyszorowała
podłogi, zmyła
naczynia, wyrzuciła
śmieci, przygotowała
obiad. Jeżeli na zrobienie jedzenia
poświęciła dwa razy
więcej czasu niż na każdą pozostałą czynność, to
kim zostaniesz w przyszłości?

Szkoda, że Domagalski zrezygnował z ojcowskiej optyki, bo chętnie przeczytałoby się wiersze o wrastaniu dziecka w rzeczywistość ojca, jego bolączkach, zwątpieniach, ale – pewnie – i radościach. Bez stereotypowego traktowania tematu, bez lukrowania i pudrowania, ot tak, żeby zobaczyć (przeczytać), co przynosi życie.

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Bartosz Suwiński, Opuszczony kurort. „Poza sezonem” Michała Domagalskiego, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2020

Przypisy

    Powiązane artykuły