18.03.2020

Roczniki, pokolenia, rytm

„Powrót na scenę literacką Jana Polkowskiego ma znamiona symbolu, przywraca naszej świadomości całą generację, której poświęciliśmy zbyt mało uwagi. Pora to zmienić”W. Kudyba, „Generacja źle obecna”, Sopot 2014, s. 10.[1] – słusznie oznajmia we wstępie do najnowszej książki krytycznoliterackiej Wojciech Kudyba, profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Ten wnikliwy badacz literatury zauważył, że ukazały się nawet po 2000 roku opracowania, w których wcale się nie wymienia poetów urodzonych w latach pięćdziesiątych. Przemysław Czapliński i Piotr Śliwiński w poczytnej syntezie Literatura polska 1976–1998 stwierdzili tylko, że głosy tych poetów „zostały zagłuszone przez przełom”. Kudyba słusznie zwraca uwagę nie tylko na poezję, ale i na jej recepcję („kokon etykiet i stereotypów”Tamże, s. 7.[2]).

Wytrawny interpretator literatury współczesnej zajął się niestety teraz kilkoma zaledwie autorami. Pojawiają się oni w dwumiesięczniku „Topos” lub w serii wydawniczej Biblioteka „Toposu”, do której należy również omawiana książka krytycznoliteracka. Jan Polkowski, a także redaktor naczelny „Toposu”, Krzysztof Kuczkowski oraz Sergiusz Sterna-Wachowiak, Wojciech Gawłowski, Jan Kasper, Roman Bąk i Piotr Cielesz w różnym stopniu są rozpoznawalni w instytucjach życia literackiego ostatniego czterdziestolecia. Niektórych pamięta się z miesięcznika siódmej dekady „Nowego Wyrazu”, z tomików poetyckich różnych oficyn wydawniczych, aktywności w Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich, a innych tylko z „Toposu”. Trójmiejskie zasługi dla samoświadomości najnowszej literatury trudno przecenić. Taki to wieje nam dzisiaj ożywczy wiatr od morza.

Tymczasem debiut Romana Bąka chwalili w krakowskim „Tygodniku Powszechnym” Marek Skwarnicki i Jacek Susuł. Znany to motyw: „[…] mimo udanego debiutu i entuzjastycznych recenzji pierwszych tomów poetyckich, autor pozostał na obrzeżach współczesnej świadomości literackiej”Tamże, s. 45.[3]. U Bąka pojawia się ważny motyw literacki: los biblijnego Tobiasza. Wiele jeszcze można byłoby wyjaśniać kontekstów biograficznych rezonansu krytycznoliterackiego. Niczym nowym nie są dzisiejsze festiwale, które skutkują płytkimi i (bo?) przeżywanymi „stadnie” zainteresowaniami literackimi. W festiwalach uczestniczyli już poeci z roczników 50. Gdy dojrzewali, seria Młodzieżowej Agencji Wydawniczej „Pokolenie, które wstępuje” trafiła w próżnię, gdyż czytelnicy w latach osiemdziesiątych masowo tracili zaufanie do oficjalnego obiegu wydawniczego.

Nie porusza natomiast Kudyba kwestii regresu czytelnictwa. Pauperyzacja inteligencji, z czym równolegle postępuje ekspansja mediów elektronicznych – te zjawiska nie sprzyjały powszechnemu zainteresowaniu poezją.

Trudno byłoby się zgodzić z tezą, że:

poeci roczników 50. w szczególnie bolesny sposób (inaczej niż ich starsi i młodsi koledzy) doświadczali rozdarcia pomiędzy egzystencją a historią, indywidualnością a zbiorowością. Dla żadnej innej generacji poetów współczesnych pytanie o to, jak – nie tracąc więzi ze wspólnotą – pozostać sobą, nie było tak ważną osią wyborów w sferze konstrukcji podmiotu, dykcji poetyckiej czy estetyki. Stąd właśnie ich ostentacyjny zwrot w stronę «ja» wewnętrznego, stąd poszukiwanie korzeni […] poezja jest szukaniem korzeni lub oparcia, kontemplacją, skupianiem ducha, wewnętrznym napięciem, listem poszukującym adresataTamże, s. 9.[4]

Szczerze mówiąc, kłopot z rocznikami 50. jest o wiele większy, niż pisze w najnowszej książce warszawski profesor. Do tych roczników należą bowiem, oprócz poetów przemilczanych, także ci, którzy przedzierzgnęli się w znane postaci tak zwanego Salonu. Tomasz Jastrun, Antoni Pawlak, inny, ale przecież od dawna już nie zbuntowany Bronisław Maj, nie odpowiadają wizerunkowi „chudego literata” XXI wieku. Gdyby się ograniczyć tylko do perspektywy lubusko-dolnośląskiej prowincji, oprócz wymienionych przez Wojciecha Kudybę Macieja Niemca i Urszuli Benki przypominają się z roczników 50.: Renata Maria Niemierowska, Wacław Grabkowski, Zbigniew Wojciech Śmigielski, Czesław Sobkowiak, a z piszących raczej tylko jako studenci w czasach powstania Solidarności Jarosław Broda i paru polonistów z uniwersytetu. A Górny Śląsk? A inne regiony i ośrodki, choćby rangi Lublina, Łodzi czy Rzeszowa, gdzie pisano młodzieńcze wiersze, ale i skąd emigrowano w latach osiemdziesiątych? Wróćmy jednak myślą do stolicy. Czy Katarzyna Boruń znikła? Co znaczyłoby zniknięcie, czy takie zjawisko w kulturze literackiej podlega obiektywizacji? Wśród znikających z grona młodych twórców jest jeszcze jedna kategoria. Nie tych, którzy na długo zamilkli, nie zamieniających się w felietonistów, lecz kategoria przedwcześnie zmarłych. Jej reprezentantem był Jan Krzysztof Adamkiewicz z Poznania.

Topos znaczy „miejsce”. O twórczości nieznanego Jana Kaspra napisał Julian Kornhauser, czołowy poeta roczników 40.: „To jeszcze jeden przykład poezji miejsca, która w latach dziewięćdziesiątych zdobyła sobie uprzywilejowaną pozycję w literaturze”. Semiotyka, geopoetyka, „znaki przestrzenne”, „geografia humanistyczna”, „zwrot topograficzny” – to słowa-klucze, do których odwołuje się omówienie poezji Kaspra.

Książka (z wyjątkiem wstępu) nie jest jeszcze rekonesansem, lecz właściwie uzasadnionym zaproszeniem do rekonesansu. Jak trafnie uprzedził autor, zaprasza ona do wyprawy na tereny nieopisane na mapach. Ubi leones?

 

W. Kudyba, Generacja źle obecna, Sopot: Biblioteka „Toposu”, 2014.

 

Tekst ukazał się pierwotnie w: D. Heck (M. Tarczyńska), Recenzje bez cenzury, Lublin 2015.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Dorota Heck, Roczniki, pokolenia, rytm, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2020

Przypisy

    Powiązane artykuły