05.03.2020

Wstęp, czyli o unicestwiającej mocy stereotypu

Na literaturę ostatnich lat składają się u nas w głównej mierze sukcesy marketingowe mylone z osiągnięciami artystycznymi i marketingowe zaniechania, błędnie uważane za artystyczne porażki. Książka jest przede wszystkim wyborem recenzji. Fragmentaryczne ujęcia, zdominowane przez nieodpartą pokusę recenzowania (zarówno książek krytycznoliterackich lub eseistycznych, jak i nie zawsze docenionych poetyckich czy też nieco przemilczanych prozatorskich pozycji) na przekór dekoniunkturze, stanowią raczej zaproszenie do podjęcia szerokiego tematu: współczesnej literatury polskiej wobec pojęcia prawdy, aniżeli wyczerpania teoretycznych zagadnień i materiałów empirycznych. Zamiarem autorki było wskazanie kontrprzykładów, które pozwoliłyby obalić tezę o imitacyjnym, na wskroś konformistycznym, wtórnym wobec późnej nowoczesności Zachodu, charakterze najnowszej prozy i poezji w Polsce.

Kiedy literatura musi udowadniać, że nie jest tendencyjnie moralizatorska ani metafizyczna, staje się błaha. Redakcje prasy społeczno-kulturalnej i literackiej preferują negatywne recenzje powieści, opowiadań, tomów wierszy, jeśli choć w niewielkim fragmencie nowe książki zawierają treści zgodne z konserwatywnym przesłaniem. Dominacja lewicy w mediach postkomunistycznego kraju skutkuje przewagą lewicy wśród młodych ludzi pragnących odnieść sukces literacki. Dyktat starszych, których kariery były zależne od podporządkowania się minionemu systemowi, wydaje się uniemożliwiać powodzenie debiutantów, którzy byliby wierni przekonaniom prawicowym. Na lokalną sytuację nakłada się nienowa i powszechna dominacja lewicy wśród dziennikarzy, artystów i intelektualistów (pisali o tym na przykład Seymour Martin Lipset w swej pracy Homo politicus czy też Dinesh D’Souza w Listach do młodego konserwatysty).

Skąd czerpie się kryteria oceny literatury? Podtrzymuje się stereotyp, jakoby „poczciwa”, „słuszna”, „pobożna” twórczość musiała być marna pod względem artystycznym. Dziwne, że o literaturze „zaangażowanej” ani „postępowej” tak się raczej nie mówi. Jakie kryteria pojawiają się w autorytatywnych ocenach debiutów? Po pierwsze – inwencja językowa połączona z bogactwem nawiązań do rozpoznawalnych dla współczesnej krytyki literackiej tekstów kultury. Po drugie – dowcip. Po trzecie – horyzont poznawczy zgodny z oczekiwaniami dyktatorów intelektualnej mody. Może więc młody twórca robić zakupy, oglądać reklamy, odczuwać swoją cielesność. Jeśli jednak chce uniknąć irytacji literackich guwernantek („prężna, raptowna, zapięta w gorsecik, z linijką do karcenia zbyt ospałych dzieci”Cytat z wiersza S. Grochowiaka „Nauczycielka (erotyk)“.[1] – tak opisywał kiedyś guwernantkę pewien poeta), pisząc, powinien zapomnieć, że się modli, że odwiedza groby, a nawet że widzi niebo, góry lub pełne, otwarte morze. Przewidywalny podmiot liryczny ledwo oddycha w zaduchu centrów handlowych, jest ogłuszony do ogłupienia dudniącą monotonnie muzyką, odurzony wódką, papierosami i wszystkim, czym bywał odurzony bohater liryczny poezji amerykańskiej czterdzieści lat temu. Właściwie należałoby bohaterowi, podmiotowi i poecie współczuć, gdyby nie groziło to popadnięciem w zakazany, bo niedzisiejszy sentymentalizm. Rozumiem, że ktoś chce pisać o codziennym życiu, ale – dlaczego prawie wszyscy na raz? I dlaczego do codziennego życia nie zalicza się życia wewnętrznego?

Wtórność i spryt w zabieganiu o poklask wpływowych środowisk w niczym nie przypominają postawy twórczej ani buntu. Przeciwnie, zakrawają na zawłaszczenie literatury przez godzących się na przeciętność konformistów. Dla uproszczenia przyjmijmy, że wśród pisarzy, krytyków, redaktorów czasopism literackich można wyróżnić dwie grupy: jedni czujnie obserwują, co „się” czyta, co „się” myśli, co pisać wypada. Drudzy mają swoje zdanie i za zdradę ideałów uważają dostosowywanie się do okoliczności. Pierwsi przedstawiają siebie jako inteligentnych, elastycznych, a nawet tolerancyjnych. Drugich opisują w kategoriach ciasnoty umysłowej, zacofania, konfliktowości… długo by wyliczać.

Przyznaję, druga strona nie jest bez winy. Znam kicz poezji religijnej. Wiem, że niekiedy jej twórcy wykazują niemniejszą zaradność w poszukiwaniu sponsorów, niż poeci ostentacyjnie demonstrujący ateizm w celu wykreowania swego medialnego wizerunku. Słabości, dowody braku oczytania, niedostatek samokrytycyzmu w gronie religijnej młodzieży piszącej wiersze, nie wystarczają jednak, aby uzasadnić zjawisko niezwykłej asymetrii w najnowszej literaturze polskiej. Nie tylko Rastignakom zdarza się koniunkturalizm. Żenujące są rozpaczliwe akty dezercji starzejących się pisarzy z kręgu posądzanego o takie „grzechy”, jak patriotyzm czy konserwatyzm. Czego się nie robi, byleby nie trafić pod pręgierz i zdążyć jeszcze za życia zaznać rozkoszy łask wpływowych mecenasów.

Podstawowy – wart wyeksplikowania w przedmowie – problem, to instrumentalne traktowanie literatury. Nie opowiadam się za redukcją literatury do narzędzia walki politycznej. Przeciwnie: kultura, czyli sfera metapolityczna, określa cele działania publicznego. To polityka zatem służy przekazaniu, utrwaleniu i rozwojowi danej kultury. Istotnym, jeśli nie kluczowym czynnikiem kulturotwórczym jest literatura z mitami i symbolami, które niesie, stwarzając je lub adaptując. Podobnie indywidualny, ludzki, a także społeczny aspekt religii jest nadrzędny w stosunku do „roztropnej troski o dobro wspólne”Cytat z encykliki „Laborem exercens“ Jana Pawła II.[2]. Działanie i myśl polityczna, służąc wyższym celom kulturowym, pozostają z literaturą, wszelką sztuką, religią w związku. Jest to wszakże, co trzeba z naciskiem podkreślić, wolny związek. Znaczy to: permanentnie podawany w wątpliwość, nieczysty, problematyczny, z założenia nieusankcjonowany.

Rozczarowanym i rozczarowującym polecam lekturę powieści Balzaca Stracone złudzenia. Mimo wszystko, sukcesy marnych charakterów nie zdarzały się wyłącznie w postkomunistycznej Polsce. Kiedy ktoś eliminuje z życia literackiego początkujących idealistów, powinien się choć raz poczuć nie-­­­pospolitym cenzorem, lecz dziewiętnastowiecznym paryżaninem, czyli „podarować sobie odrobinę luksusu”Cytat to popularne hasło reklamowe wymyślone w latach 90. przez Paulinę Fedak.[3].

 

Tekst ukazał się pierwotnie w: D. Heck (M. Tarczyńska), Recenzje bez cenzury, Lublin 2015.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Dorota Heck, Wstęp, czyli o unicestwiającej mocy stereotypu, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2020

Przypisy

    Powiązane artykuły