02.07.2019

Zachować świat. O „Mikrotykach” Pawła Sołtysa i refleksyjnej prozie realistycznej

Marek Nowakowski obserwował świat, zapisywał to, co widział, zachowując zarazem pamięć o zastanej rzeczywistości. Paweł Sołtys, jeden z laureatów nagrody imienia wielkiego prozaika, czyni podobnie, a jednak inaczej – bardziej osobiście, bardziej refleksyjnie. A zarazem tak jak wielki poprzednik – z lekkością pióra, lakonicznością i celnością opisu.

Fragment okładki książki

Refleksje na temat Mikrotyków, czyli książki, za którą Paweł Sołtys otrzymał w 2018 roku Nagrodę im. Marka Nowakowskiego, nie mogą się obyć bez zestawienia prozy laureata z twórczością zmarłego przed czterema laty patrona nagrody. Porównania są nieuniknione. Wynikają zarówno z sytuacji i natarczywie nasuwającego się pytania: „Czy mamy do czynienia z następcą mistrza?”, jak i z charakteru krótkich opowiadań Sołtysa, przenoszących czytelnika w świat warszawskich ulic. Jednak głębsze wniknięcie w prozę debiutanta pokazuje, jak niesprawiedliwe wobec obu pisarzy byłoby stawianie banalnych porównań i konstatacji o następcy tronu „Księcia polskiej prozy”.

Mikrotyki to zbiór kilkunastu krótkich opowiadań. Czasem kilkustronicowych, czasem mieszczących się na jednej stronie. Pisanych w narracji pierwszoosobowej. Ich świat zaludniony jest przez zwykłych ludzi przechadzających się ulicami zwykłego miasta – Warszawy. Dostajemy tu fabuły, które chwilami można by określić jako „warszawskie obrazki”. Jest tak w Znałem faceta, gdzie narrator przedstawia litanię przeróżnych typów, których spotkał na swej drodze, by w finale przedstawić historię zabójstwa na Dworcu Centralnym. Jest tak także w Patelni, gdzie wraz z narratorem przechadzamy się ulicami stolicy.

Ale nie o opis scenerii tu chodzi. Nie tylko o to. Podobnie nie chodzi tylko o przywołanie własnych doświadczeń burzliwej młodości, jak w Lecie – opowieści z lat dziecinnych przedstawiającej świat chłopięcych inicjacji, czy w Ćwierci ukazującej historię suto zakrapianej imprezy. Nie chodzi też o budowę galerii barwnych postaci, choć tych u Sołtysa niemało, by wspomnieć wypada tylko Profesora Kruka czy Maćka i Mareczka.

Więc skoro nie chodzi o to wszystko, to o co Sołtysowi chodzi? Najprościej można by odpowiedzieć – o siebie, o życie, o tego życia przeżycie, o potrzebę zebrania doświadczeń i wspomnień, zamknięcia ich na kartach papieru, zachowania, ponownego odkrycia, przemyślenia… Może o wszystko naraz? Może tylko niektóre z powyższych?

Patrząc na prozę Sołtysa, trudno oprzeć się wrażeniu, że owszem, z jednej strony jest to literatura realistyczna w tym sensie, że prostym i krótkim opisem przekazuje realne sytuacje, postaci i oddaje istotę otaczającego bohatera świata takim, jaki jest. Zarazem jednak jest to literatura bardzo refleksyjna, jako że z owych prostych, czasem zdawałoby się wręcz banalnych sytuacji i obserwacji autor płynnie przechodzi do opisu problemów wyższego rzędu, daleko wykraczających poza rysowanie realistycznych ulicznych obrazków. Często zaś udaje mu się ów przekaz zamknąć w samym opisie, który staje się tym samym silnie symboliczny i filozoficzny.

Wymownym przykładem jest tu choćby opowiadanie Szlugi, w którym narrator wspomina kolejne palone papierosy. Przywołuje różne marki, przypomina sobie różne określenia, których używał do opisu „fajek” czy „szlugów”. Brnąc przez kolejne odłamki wspomnień zanurzonych w papierosowym dymie, siłą rzeczy przypomina sobie związane z nimi zdarzenia, ludzi, etapy życia. Z całego tego dymu wyłania się postać człowieka pochylonego nad istotą przemijania, któremu owa nieuchronność upływu czasu ciąży, a który zarazem odczuwa potrzebę przywrócenia pamięci i jej zachowania. Widać to w dosłownym wyznaniu, jakim dzieli się z czytelnikiem: „Oczywiście, że nie pamiętam nazw wszystkich papierosów. Ale chciałbym pamiętać”.

Podobne problemy pojawiają się w kilku innych opowiadaniach ze zbioru. W Listach narrator przegląda starą korespondencję. Listy ludzi, którzy dawno już umarli. On odnalazł ich zapiski i powraca do nich, dokonując zarazem swoistej rezurekcji ich losów, myśli, przeżyć. Sam zresztą przyznaje się do odczuwania istoty tego rezurekcyjnego procesu: „Podwójne znaczenie słowa „stos”. Przede mną stos listów, dokumentów, kartek. Wystarczyłby żar papierosa. Wszystkim już dałem drugie cieniste życie w pamięci komputera, a nawet w chmurze netu. Ale wciąż na nie patrzę”.

Listy, zwykły przedmiot, stają się jednak nośnikiem treści metafizycznych, niemal eschatologicznych. A przecież samo działanie podjęte przez narratora i zarazem fabuła opowiadania są niezwykle proste: człowiek przeglądający stare listy. Bardzo prosta symbolika. Czy w ogóle symbolika? A może znaki naturalnie powstające z realistycznego opisu?

Wertując opowiadania Sołtysa, podobne pytanie czytelnik zada sobie nie raz. Stawiali je sobie i dalej stawiają także czytelnicy Powidoków czy Nekropolis Marka Nowakowskiego – bo to te przede wszystkim książki przychodzą na myśl przy zetknięciu z prozą autora Mikrotyków. Nowakowski w wymienionych książkach wędrował (właściwie dosłownie jako warszawski homo viator) ulicami miasta, zatrzymując się przy knajpach, restauracjach, innych budynkach, a czasem zwykłych przedmiotach, elementach przestrzeni, które stawały się dla niego pretekstem do snucia wspomnień, powrotu do dawnego świata, ożywienia jego zapomnianych mieszkańców. Zawsze wychodząc od szczegółu, od konkretu. Ku wspomnieniu, ku rezurekcji. Tak oto realizm u Nowakowskiego stawał się fundamentem swoistej metafizyki. U Sołtysa jest podobnie, z tym że o ile autor Powidoków unikał osobistych zwierzeń i uzewnętrzniania swoich myśli, konstruował subtelne aluzje dotyczące kwestii przemijania wynikające tylko z materii utworu, o tyle Sołtys często zwraca się wprost do czytelnika, artykułując jasno trapiące go problemy. W żadnym wypadku nie jest to zarzut, czy chęć postawienia werdyktu w rzekomej rywalizacji obu pisarzy. Jedynie obserwacja, przed którą trudno uciec.

Jednak, choć trudno uniknąć podobnych porównań, należy podkreślić, że droga jaką podąża Sołtys, jest jego własną. W żadnym wypadku nie jest to droga naśladownictwa i dreptania po już wydeptanych przez Nowakowskiego ścieżkach. To zresztą nie byłoby w stylu debiutującego pisarza szerszej publiczności bardziej znanego jako Pablopavo – cenionego i popularnego muzyka, przez ostatnich kilkanaście lat współpracującego z wieloma zespołami i artystami, z których najbardziej znane są projekty Vavamuffin oraz Pablopavo i Ludziki. Patrząc na bardzo bogatą działalność artystyczną Sołtysa, trudno nie stwierdzić, że jest to człowiek, który nie może „usiedzieć w miejscu”, który niejako z konieczności tworzy, rozmyśla, wchodzi w nowe projekty, szuka kolejnych dróg ujścia dla swoich myśli. Mikrotyki wydają się taką właśnie kolejną drogą.

*
Książka nominowana do Nagrody Literackiej Gdynia i Nagrody „Nike” jest ceniona za lakoniczny i bezpośredni styl oraz wyraziste portretowanie bohaterów i miasta. Czasem zbiór Sołtysa porównuje się z wczesną twórczością Marka Nowakowskiego w rodzaju Tego starego złodzieja, czy Silnej gorączki, jednak popełnia się przy tym, o ironio, ten sam błąd co w przypadku utworów Nowakowskiego sprzed przeszło pół wieku. Polega on na sprowadzaniu prozy Sołtysa jedynie do poziomu „ulicznego realizmu”, koncentrowaniu się na tym, co jest na wierzchu, gdy tymczasem ważniejsze jest to, co kryje się w głębi tej konstelacji opowiadań.

Z tych prostych historii zawsze bowiem wynika coś więcej. Przykładów jest oczywiście wiele więcej niż te wymienione powyżej. We wspomnianej już Patelni narrator napotyka na swojej drodze tytułowy przedmiot wyrzucony na śmietnik. Staje się to pretekstem do refleksji na temat życia osoby, najpewniej zmarłej, do której owa patelnia wcześniej należała (z wyglądu przedmiotu i harmidru w oknie pobliskiego mieszkania autor wnioskuje, że rzecz została wyrzucona przez spadkobierców). Kuchenny sprzęt jest więc punktem wyjścia do refleksji na temat kruchości życia.

Z kolei jedno z najciekawszych opowiadań w zbiorze – Daleko, składające się z zaledwie kilku akapitów – przekazuje skondensowany obraz życia w blokowisku (i nie tylko), ukazując narratora w wieku dziecinnym, młodzieńczym i dojrzałym. Najpierw gardzącego swoją wychodzącą na randki siostrą, potem umawiającego się z dziewczynami, a ostatecznie jako ojca obawiającego się o swoją córkę. Prawda o temporalności kolejnych etapów życia zostaje zaklęta w kilku zwyczajnych scenach rodem z warszawskiego bloku. Zarazem przy tej okazji, jak i  w innych opowiadaniach można dostrzec prawidłowość – im bardziej zwięzłe są teksty Sołtysa, tym są lepsze, tym silniejszy jest ich przekaz i ciekawszy jest budowany obraz.

Przemijanie nie jest przy tym jedynym tematem Sołtysa. Wśród opowiadań wchodzących w skład zbioru są i takie, które podejmują wątki przyjaźni, lojalności, odpowiedzialności, trudnych wyborów. Widać jednak, że utwory, w których obecne są refleksje dotyczące przemijania, zajmują tu wyjątkowe miejsce. Szczególnie wymowny obok innych przytoczonych przykładów jest zamykający zbiór utwór pod tytułem Kto?. To opowiadanie, które można wręcz określić mianem programowego. Pada w nim dosłowne wyznanie narratora: „Jestem ojcem moich zmarłych i martwię się, że błąkają się wśród obcych, nie znają żadnego sprzętu, ani głosu, tylko kształt mieszkania jest im znajomy”. Myśli o wspominaniu umarłych, o tym dlaczego to robi. Albo… dlaczego nie robi.

Jeszcze bardziej wymowne są ostatnie zdania tego tekstu, w których narrator przedstawia obraz siebie stojącego na ulicy, widzi że tam, gdzie kiedyś stała fabryka, stoi nowy apartamentowiec z „Żabką” na parterze. Jak przyznaje, chciałby splunąć…

W tej postawie – pełnej goryczy nostalgii wynikającej ze wspomnienia przeszłości i zderzenia z teraźniejszością – ponownie dostrzec można wspólnotę odczuć łączącą Sołtysa z Nowakowskim. Wielki prozaik w Powidokach też nie raz spoglądał na budynki, ze smutkiem konstatując, że tam, gdzie kiedyś stała znana knajpa, dziś stoi jedynie zimny i bezduszny bank… Jednak ponownie nie stanowi to podstawy do odbierania Sołtysowi jego indywidualności i niezależności. Jego nostalgia jest inna, jego literacki bój z przemijaniem bardziej indywidualny, a przy tym jest w nim więcej gorzkich słów, czasem wręcz mroku. Jest to przy tym proza tyleż realistyczna, co bardzo osobista, odsłaniająca fragmenty życia, ale przede wszystkim fragmenty duszy.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Maciej Woźniak, Zachować świat. O „Mikrotykach” Pawła Sołtysa i refleksyjnej prozie realistycznej, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2019

Przypisy

    Powiązane artykuły