27.06.2019

Nowy Napis Co Tydzień #003 / Choroba i emigracja. O korespondencji Stanisława Lema i Ewy Lipskiej

Jak leżałem bardzo obolały po operacji, internista mój (w ramach psychoterapii) opowiedział: leżał człek jakiś w rowie, mając w plecy nóż ogromny wbity, przechodzień pyta „och, czy pana to nie boli?” a on: „Nur WENN ICH LACHE!”. No i faktycznie zaśmiałem się i zabolało jak diabli.

Twórczość Stanisława Lema wydaje się znajdować w fazie swego rodzaju „renesansu recepcji”. Wydawnictwo Literackie wznowiło serię dzieł autora Wizji lokalnej w nowej szacie graficznej, publikując przy tym na nowo skomponowane zbiory utworów, takie jak Planeta Lema (teksty o naturze literaturoznawczej, teoretycznoliterackiej oraz z zakresu nauk ścisłych), Ogród ciemności (zawierający niepublikowane wcześniej tytułowe opowiadanie oraz traktujące o zamachu na Jana Pawła II Czarne i białe) czy też Diabeł i arcydzieło (do zbioru dołączona została niepublikowana wcześniejHistoria jednego pomysłu). Lem wciąż jest pisarzem chętnie czytanym – świadczy o tym chociażby wybranie przez czytelników jego arcypowieści Solaris na Książkę Stulecia w plebiscycie organizowanym przez Program Trzeci Polskiego Radia z okazji setnej rocznicy odzyskania niepodległości, corocznie urządzana w Krakowie seria paneli dyskusyjnych pt. „Urodziny Lema” czy cykl krakowskich konferencji naukowych „Filozofia w twórczości Stanisława Lema” (odbyły się już trzy edycje). Wciąż powstają również nowe monografie naukowe poświęcone rozmaitym aspektom sztuki pisarskiej autora Kataru.

Zbiór korespondencji Stanisława Lema i Ewy Lipskiej Boli tylko, gdy się śmieję… poszerza natomiast epistolograficzną część dorobku „ojca założyciela” polskiej fantastyki naukowej. Wydaje się, że istnieje już dostatecznie dużo materiału badawczego, by można było mówić o Lemie nie tylko jako pisarzu, teoretyku literatury, filozofie, autorze esejów i felietonów, lecz także jako o autorze listów. Ta forma gatunkowa pozwala spojrzeć na pisarza z nowej perspektywy, nie tylko jako dyrygenta mistrzowsko kierującego strukturą tekstu literackiego, futurologa prognozującego cywilizacyjny rozwój, filozofa opisującego namysł nad stanem współczesnej kultury, lecz także po prostu jako człowieka borykającego się z trudną i często bolesną codziennością. W Listach albo oporze materii Lem ukazał się jako obywatel skonfrontowany z codziennymi absurdami komunistycznej rzeczywistości, ale też jako przyjaciel wielu wybitnych pisarzy i naukowców. Korespondencja ze Stanisławem Mrożkiem to z kolei spotkanie dwóch wybitnych osobowości twórczych, opowieść o zmaganiu z materią słowa i materią świata. Listy do tłumacza na język angielski Michaela Kandla są z kolei bogatym zapisem Lemowskiej sztuki autointerpretacyjnej – autor Edenu nie tylko uczestniczy w procesie przekładu, lecz także nakreśla najtrafniejsze w jego mniemaniu sposoby odczytywania własnych utworów. Boli tylko, gdy się śmieję… uzupełnia natomiast obraz Lema-emigranta, który w badaniach lemologicznych funkcjonuje niejako na uboczu tej bogatej twórczości.

 okładka książki

*

Korespondencja z Ewą Lipską obejmuje lata 1983–1991. Tom zawiera również korespondencję poetki i syna pisarza, Tomasza, oraz trzy wywiady, które z Lemem przeprowadziła autorka Pomarańczy Newtona. Warto przypomnieć, że Lem od 1983 roku przebywał na emigracji w Wiedniu, skąd dostał zaproszenie od austriackiego związku pisarzy. Do kraju powrócił w 1988 roku. Warto zacytować, jak w rozmowie z poetką wspomina ten pobyt. Zapytany przez Ewę Lipską o Wiedeń odpowiada:

Nie najlepiej. Właściwie z jednego stołu operacyjnego właziłem na drugi… Miałem rozmaite operacje. Wycięli mi rozmaite organy. To nie było wesołe. A mimo to pisałem jak wariat. Pisałem z przyspieszeniem, bo bałem się, że nie skończę. Bo jak się piszę powieść, to musi się wymyślić jakiś koniecS. Lem, T. Lem, E. Lipska, Boli tylko, gdy się śmieję… Listy i rozmowy, Kraków 2018, s. 252.[1].

Stolicę Austrii porównuje pisarz do Berlina Zachodniego, gdzie rodzina Lemów mieszkała kilka miesięcy przed przeprowadzką. Porównanie nie wypada korzystnie, Lem pisze, że Wiedeń „wydaje się dość biedny i uczciwie brudny”. Natomiast wspomnianą w cytowanym fragmencie chorobę pisarza nazwać można fundamentalnym kontekstem tej korespondencji. Mianowicie Lem cierpiał na przerzuty nowotworu.

Choroba ściśle związana jest z Fiaskiem – ostatnią powieścią Lema, która została ukończona w 1985 roku. Najpierw ukazała się w języku niemieckim w wydawnictwie S. Fischer w 1986 roku. W Wydawnictwie Literackim opublikowana została w 1987 roku. Potem Lem-powieściopisarz milknie, publikuje już „tylko” felietony, zbiory eseistyczne oraz, od czasu do czasu, krótkie formy prozatorskie.

Można zaryzykować stwierdzenie, iż atmosfera choroby stanowiła istotny komponent procesu twórczego, być może nawet przeważyła nad, dotychczas najważniejszą dla Lema, funkcją poznawczą tekstu. Pomimo, iż Lem w momencie pisania Fiaska miał zaledwie 64 lata, trudno nie odczuć w powieści silnie akcentowanej na wielu poziomach zapowiedzi kresu, poznawczego i egzystencjalnego pesymizmu.

Warto dla przypomnienia zarysować fabułę: załoga „Eurydyki” wyrusza w lot pozaukładowy na spotkanie cywilizacji Kwintan. U celu okazuje się, iż Obcy nie są partnerami, lecz przeciwnikami, którzy atakują „Hermesa” – drugi z ziemskich statków. Z przyczyn politycznych i militarnych, z chęci utrzymania dorobku technologicznego w tajemnicy, władz Kwinty nie interesuje kontakt. Sytuację panującą na planecie Ziemianie interpretują jako „zimną wojnę”. Warto zauważyć, że zastosowanie przemocy przez kosmonautów nie ma służyć przyjściu z pomocą jednej ze stron konfliktu (jak miało to miejsce w Edenie). Atak spowodowany jest przemożnym pragnieniem kontaktu, czyli czymś, do czego bohaterowie Lema dążyli na drodze pokojowej. Głównym bohaterem utworu jest Marek Tempe – hybryda (wątek wcześniej pojawiający się w Czy pan istnieje Mr. Johns?Przekładańcu) stworzona z ciał młodego kosmonauty Angusa Parvisa oraz jednego z ikonicznych bohaterów pisarza – pilota Pirxa. Już samo to, że Lem uśmierca jedną ze swych sztandarowych postaci w początkowych partiach utworu, jest symptomatyczne.

Warto wspomnieć, że przez powieściowe karty przewijają się liczne autointertekstualne aluzje i motywy, które przez lata działalności pisarskiej stały się dla twórczości autora Śledztwa kanoniczne. Mowa tu na przykład o przewadze ludzkiej intuicji nad sztucznym intelektem komputerów przyszłości (nawiązanie do Rozprawy), wprowadzeniu na pokład kosmicznego statku wysłannika Watykanu, dominikanina – ojca Arago (wcześniej postać zakonnika pojawiła się w Szpitalu Przemienienia), śnie głównego bohatera o Neapolu (w mieście tym rozgrywa się fabuła Kataru) czy przede wszystkim użyciu fragmentów młodzieńczego opowiadania Kryształowa kula jako ważnego kontekstu dla interpretacyjnej wymowy utworu. Należy też dodać, iż w finale utworu quasi-Pirx ginie, pragnienie poznania okazuje się tytułowym fiaskiem. Rację ma amerykański lemolog Istvan Csicsery-Ronay Jr, gdy pisze, że w wymiarze symbolicznym, nawiązującym do czterech żywiołów, Obcy przedstawiony w Fiasku jest reprezentacją żywiołu ogniaZob. I. Csicsery-Ronay Jr, Obcy u Lema [w:] Stanisław Lem. Pisarz, myśliciel, człowiek, Kraków 2003.[2]. W odniesieniu do biografii pisarza tekst można potraktować jako symboliczne pożegnanie się z własną twórczością, „spalenie” jej w ogniu choroby. Oto jak o związku pomiędzy ułomnością ciała a sytuacją nakreśloną w powieści opowiada pisarz swemu tłumaczowi:

Ostatnio, tj. od Fiaska, nic nie pisałem, artykulików nie liczę i myślę, że to, co Pan napisał o Fiasku, było, niestety, strzałem w dziesiątkę, bo istotnie miałem głuche poczucie, że to mój łabędzi śpiew, a dlatego być może, bo w trzy lata byłem 3 razy operowany, połowę wnętrzności mi wycięli i pisałem między szpitalnymi łóżkami, więc nie w znakomitym nastrojuS. Lem, Sława i fortuna. Listy do Michaela Kandla 1972–1987, Kraków 2013, s. 718.[3].

*

Można więc określić Fiasko jako powieść senilną, nasyconą poczuciem kresu, pożegnaniem artysty z pewnym etapem drogi twórczejSenilność rozumiem za Mieczysławem Wallisem jako kategorię „stylu późnego”, który zaobserwować można, gdy twórca posiada już świadomość swego mistrzostwa, pierwszorzędności w uprawianej przez siebie dziedzinie sztuki, nie czuje się zobligowany do respektowania jakichkolwiek względów głęboko zakorzenionych tradycji, uświęconych przez wieki kanonów i konwencji, odbiorczych przyzwyczajeń czy nawet własnej przeszłości twórczej. Posiada pełną swobodę w posługiwaniu się środkami, jakich używa w swej sztuce, nie idzie na ustępstwa czytelnikom, nie pomaga im w odbiorze swego dzieła. Patrz M. Wallis, Późna twórczość wielkich artystów, Wrocław 1975, s. 9.[4]. Wydane przez Wydawnictwo Literackie listy dookreślają historię powstawania Fiaska, pokazują, jak jego pisanie zespolone było z chorobą. Na przykład w liście z 22 stycznia 1985 roku Lem pisze:

Oj boleję, boleję, nie tylko duchem, ale i niżej; i wciąż na różne strony badany jestem. Być t[ak] zwaną „zagadką medycyny” – sama Słodycz Życia (bo z punktu widzenia promieni rentgenowskich itp. powinienem być jak byk). Piszę powieść o XXII wieku pt. Fiasko, treść odpowiada tytułowi […]Boli tylko…, dz. cyt., s. 71.[5].

W podobnym tonie interpretuje ten kontekst choroby autor biografii Lema, Wojciech Orliński:

Ten tytuł [powieści – Ł.K.] można rozumieć szerzej. Nie mam wprawdzie twardego dowodu, że Lem już w 1984 roku – gdy pracował nad Fiaskiem – chciał się pożegnać z science fiction, ale mam na to poszlaki. Przede wszystkim, niezależnie od czarnego humoru, z jakim opisywał Čepaitisowi [litewskiemu wydawcy i tłumaczowi – Ł.K.] swoje przygody z „dobrotliwym gruczolakiem”, pisarz musiał się spodziewać rychłej śmierci, skoro nowotwór „odrósł sukinsyn” i z powodu przerzutów „radykalnie mu już brzuch rżnęli”. Stanisław Lem miał przed sobą dobre dwadzieścia lat życia – ale to nasza współczesna wiedza. Wtedy, jeśli stwierdzono przerzuty, wszystko powyżej kilku lat wyglądałoby na cud […]. Lem nie należał do pacjentów, którzy we wszystkim ufają temu, co mówią lekarze. Przed operacją w 1976 roku poprosił Thadewalda o literaturę medyczną na temat swojej choroby, wyraźnie zaznaczając, że wszystko ma być wydane nie wcześniej niż w roku 1975, bo chciał mieć aktualny stan wiedzy. Pisząc Fiasko, musiał więc cały czas się zastanawiać, ile jeszcze czasu zostawi mu jego „dobrotliwy sukinsyn”. […] Myślę, że Lem chciał Fiaskiem zejść z ringu niepokonany, jak mistrz bokserski, który nie staje już do tej ostatniej walki, by bronić tytułu – po prostu rezygnuje z kariery. I to mu się udało. […] Nie razi nawet to, że co chwila widać nawiązania do wcześniejszych utworów Lema. Za każdym razem te wcześniejsze pomysły […] są lepiej rozegrane. Trzymając się bokserskiej metafory: mistrz wezwał na ring swoich dawnych rywali, każdego z nich znokautował, a potem dopiero narzucił jedwabny szlafrok i odszedł w ciemnośćW. Orliński, Lem. Życie nie z tej ziemi, Wołowiec 2017, s. 379–380.[6].

Listy te ujawniają też istotny dla odczytania tej powieści intertekst. Otóż Lem wyznaje, że motywacją do uczynienia z postaci dominikanina członka załogi była dla niego lektura powieści Hadrian VIII Fredericka Rolfe. Przy okazji rozważań nad ostatnio napisaną powieścią Lem obrazuje także swoją strategię twórczą, ars poetica, której dominantą jest nieokreśloność. Pisarz wielokrotnie mówił, że podczas prac nad Solaris, gdy wprowadził Kelvina na solaryjską stację, nie wiedział jeszcze co tak przeraziło członków załogi. Dzięki listom okazuje się jednak, że pewna nieświadomość twórcza towarzyszyła mu zawsze, nie zaś wyłącznie w czasie powstawania tego arcydzielnego tekstu:

Parę dni temu miałem tu autorski wieczorek i opowiadałem o tym, jak piszę, mianowicie że nie wiem, jak to robię, bo w przeciwnym razie nie mógłbym zostać zaskoczonym przez to, co się napisało, gdyż z góry wiedziałbym, co chcę napisać. A ja nie wiem. To znaczy, tyle wiem, ile JUŻ napisane, ale pełno w tym niejasności i zagadek, nie tylko dla moich bohaterów, ale i dla mnie, a potem się okazuje, że te zagadki zdobywają poniekąd rozwiązanie, które wprawdzie jest też swego rodzaju zagadką, ale taką, która przynajmniej tamte porozsypywane po tekście łączy w całość. Więc KTO właściwie wiedział, jak one się do kupy zechcą złożyć i czemu takie, a nie inne dziwaczności napisały mi się, na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć inaczej, jak mówiąc, że się sobie i mojemu pisaniu dziwię. Prawdą a Bogiem przy Fiasku było jeszcze osobliwiej, bo mnie się zdawało, że ja wiem, jak się powieść skończy, lecz nie chciała tak, jak zamyśliłem, i poszła w swoją stronę. Porównałem się tedy na tym wieczorku do pająka, który tka sieć tak wielką, że ogarnąć całej nie może, ale to nie jest żadne wytłumaczenie, bo pająk konkretnego gatunku potrafi tkać zawsze ten sam rodzaj sieci, a ze mnie się wysnuwają jakieś rozmaite. Problemowo może i nie, ale fabularnie na pewnoBoli tylko..., dz. cyt., s. 81.[7].

Wyartykułowana koncepcja nie może dziwić – Lem jako teoretyk literatury wielokrotnie wypowiadał się o otwartości dzieła literackiego jako prymarnym czynniku konstytuującym arcydzielność tekstu. Kategoria otwartości uwidacznia się zresztą na każdym poziomie tej twórczości. Zarówno jeśli chodzi o otwartość myślową, sięganie poza obszar danych empirycznych i twórcze przetwarzanie własnych wizji w materię literacką, jak również zakres zainteresowań, obejmujących w zasadzie każdą dziedzinę nauki. Jest to także otwartość na wielopłaszczyznowy eksperyment literacki. W końcu pojawia się ona w samej strukturze Lemowskich dzieł jako interpretacyjny nierozstrzygalnikPor. A. Stoff, Post scriptum [w:] tegoż, Powieści fantastyczno-naukowe Stanisława Lema, Warszawa 1983, s. 175–177.[8]. Lem wspomina w jednym z listów swój zachwyt Imieniem Róży Umberto Eco, tekst ten stał się dla niego wyznacznikiem otwartości dzieła literackiego (dokładnie pod tym względem interpretuje powieść włoskiego semiotyka w Filozofii przypadku). Zapisu wrażeń lekturowych jest jednak w zbiorze niewiele, najbardziej dobitnie zostaje wyrażona dezaprobata dla Historii literatury polskiej Miłosza, w której poeta całkowicie pomija osobę Jana Józefa Szczepańskiego.

*

Wydana przez Wydawnictwo Literackie korespondencja jest jednak wartościowa nie tylko dlatego, że pozwala wzbogacić i poszerzyć pole interpretacyjne utworów autora Obłoku Magellana. Pokazuje ona rozwój i ewolucję przyjaźni pomiędzy Lemem a Ewą Lipską. Listy rozpoczynają się od oficjalnych sformułowań, jak „Droga Pani Ewo”, „Drogi Panie Stanisławie”, dopiero od 1987 roku pojawiają się określenia o wiele bardziej prywatne, sugerujące przyjaźń, na przykład „Kochana Ewusiu” czy „Nieustannie Kochani Basiu i Staszku”. Listy ukazują także w wielu miejscach różnice pomiędzy życiem na Zachodzie i w kraju, za żelazną kurtyną. Lem mówi na przykład, że austriacka telewizja transmitowała wizytę papieża od rana do nocy. Opisuje perypetie związane z montowaniem mebli kupionych w Ikei. Przy jednoczesnym docenieniu poziomu cywilizacyjnego, wolności doświadczanej na emigracji, przebija przez listy Lema tęsknota za krajem, pisze, że „życie austriackie z austriackim gadaniem dokoła nader wyjaławia”Tamże, s. 94.[9].W listach autorki Wakacji mizantropa zostaje natomiast nakreślony szarawy pejzaż PRL, jeden fragment jest szczególnie warty zacytowania, gdyż oddaje egzystencjalną, a także gospodarczą, ułomność systemu:

Po stopnieniu śniegów okazało się, że nasz Kraków jest brudnym i zaniedbanym miastem. Widok przerażający i smutny… No, ale cóż… Wawel jeszcze stoi, więc proszę się nie martwić. Trębacz trąbi (w trąbkę też…). Mickiewicz też stoi, ale że tak uprzejmie powiem, z ptakiem na głowie… Ja też czasami się budzę z ptakiem na głowie i wychodzę wtedy do miasta, aby zaopatrzyć się w środki masowego przekazu, następnie kupuję chlebuś z „nocy”, jak twierdzi ekspedient. Chlebuś rzeczywiście wygląda jak ladacznica i ma zakalec. Czasami kupuję też mleko z proszkiem Ixi, który ma na celu wywabić nasze plamy wewnętrzne. Niektórych wywabia całkowicie. Na obiad preferuję kopytka ze skwarkiem, z ewentualną przynętą kartkową, czyli masą mięsną. Żeby zakończyć optymistycznie, to dodam, że kilka dni temu rzucili kabanosy, czyli kruchą kiełbaskę. Władziu grymasił, mimo iż cena była apetyczna – 900 zł/kg. Więcej nie kupię. Niech je mortadelę…Tamże, s. 85.[10]

Drwina z PRL-u przeziera przez omawianą korespondencję zarówno na poziomie treści, jak i samej stylistyki. Autorzy listów bardzo często używają mowy ezopowej, która ma na celu zmylenie ewentualnych cenzorów. Warto przytoczyć kilka przykładów. Lipska pisze, że ostatnio łowi się „na talony, na muchy, na haczyki średniego zasięgu i na audery”. To aluzja do Haliny Auderskiej, która po likwidacji przez władze Związku Literatów Polskich w stanie wojennym, została prezesem nowego Związku, w pełni podporządkowanego PZPR. Gdzie indziej jest ironicznie nazywana „Ciocią Auderską”. W innym liście poetka wyznaje, że myślała nad powieścią, ale „Bratni” koledzy załatwiają to za nią. Nietrudno dostrzec tu aluzję do Roku w trumnie Romana Bratnego, powieści opublikowanej w 1983 roku, będącej paszkwilem na Solidarność i całą opozycję demokratyczną. Lem pisze o „dyrektorze Próchno, względnie Staub”, czyli o Andrzeju Kurzu, ówczesnym dyrektorze Wydawnictwa Literackiego. Sytuację polityczną w Polsce poetka opisuje Lemowi jako zmiany meteorologiczne, ZSRR określa jako „pewne postępowe państwo”. Warto też wspomnieć o liście Lipskiej z 13 marca 1984 roku, w którym autorka opisuje swoją wizytę u dentysty poprzez trawestację fragmentów utworów Władysława Machejka, jednego z głównych pisarzy PZPR.

Interesujące uzupełnienie zbioru stanowi korespondencja Ewy Lipskiej i Tomasza Lema. Listy syna pisarza wysyłane są zza oceanu, dotyczą jego studenckich przygód i edukacji na Princeton University oraz wymiany poglądów na temat dokonującej się w Polsce transformacji ustrojowej. Wojciech Orliński pisze w biografii Lema, iż autor Solaris, wybierając dla syna studia w USA, chciał niejako powtórzyć własną biografię, jednocześnie „ulepszając” ją. Orliński domyśla się, iż pisarz czuł do własnego ojca żal, że ten w 1939 roku, przeczuwając niestabilność sytuacji w Europie, nie zdecydował się na emigrację wraz z rodziną za ocean. Wybór Princeton University i ścisły kierunek studiów miałyby być niejako, niczym w Podróży dwudziestej Ijona Tichego, zoptymalizowaniem własnego życiorysuW. Orliński, dz. cyt., s. 383–384.[11].

Listy Lema-syna w dużej mierze poświęcone są relacjonowaniu przygotowań do egzaminów, wyjaśnianiu sposobu działania zagranicznych komputerów i opisywaniu postępów czynionych w sztuce programowania. Nie można mówić oczywiście o żadnym „szoku kulturowym”, gdyż należy pamiętać, że Tomasz Lem na studia wyjeżdżał jako absolwent American International School w Wiedniu. Znakomitą większość listów stanowi jednak wymiana refleksji na temat zmieniającej się rzeczywistości politycznej w Polsce i na świecie. Ewa Lipska opisuje młodemu Lemowi atmosferę pierwszych wolnych wyborów, przedstawia toczącą się w kraju dyskusję dotyczącą przystąpienia do NATO, zdradza wątpliwości, na ile Polska znowu staje się krajem suwerennym. Syn pisarza dzieli się natomiast przemyśleniami na temat wystąpień Helmuta Kohla czy wrażeniami z relacji przekazywanych przez „Wiadomości”. Listy te mają sporą wartość jako zapis refleksji dwojga reprezentantów świata kultury nad rodzącą się w bólach demokracją czy też szerzej: wolnością.

Zbiór wieńczą trzy wywiady, które poetka przeprowadziła ze Stanisławem Lemem. Pierwszy, zatytułowany Rozkosze motoryzacyjne, dotyczy największej prywatnej pasji pisarza, czyli samochodów. Drugi, Nikomu się nie śniło, to zapis rozmowy o naturze snów. Jest on bardzo interesujący poznawczo, pisarz wspomina, jak pewnego razu dla eksperymentu zażył wraz z Janem Józefem Szczepańskim psylocybinę, która wywołała u niego zmianę w percepcji rzeczywistości. Ten drobny element biograficzny nieco poszerza kontekst takich dzieł Lema, jak Kongres FuturologicznyKatar, gdzie bohaterowie doświadczają stanów „załamania się rzeczywistości” pod wpływem środków psychoaktywnych. Zresztą sam Lem przyznaje, że to jednorazowe przeżycie pomogło mu w napisaniu Kataru, którego bohater w finalnej scenie doświadcza halucynacji. Lem wyznaje też, że często śni mu się Lwów i ojciec – razem wychodzą z mieszkania, gdzie potem pisarz usiłuje wrócić, lecz zamiast do domu, natrafia na kamienną ścianę. Ten wywiad w pewien sposób dookreśla monografię Agnieszki Gajewskiej, która dla badań na dorobkiem Lema jest przełomowa – autorka traktuje w niej twórczość pisarza jako trawestację wojennej traumy, którą Lem w ten sposób przepracowywał, choć tematu własnej okupacyjnej przeszłości unikałZob. A. Gajewska, Zagłada i gwiazdy. Przeszłość w prozie Stanisława Lema, Poznań 2016.[12]. Ostatni wywiad, Między czosnkiem a wiecznością, pochodzi z 2003 roku i dotyczy stanu współczesnej kultury, wszechobecnej „nędzy umysłowej”, skarlenia polityki (Lem mówi o swoim pragnieniu, aby pojawił się ktoś na miarę Piłsudskiego). W końcu pisarz wyjawia swój stosunek do Krakowa – miejsca, w którym przyszło mu żyć, ale z którym nie czuje szczególnych więzi.

Boli tylko, gdy się śmieję ubogaca stan wiedzy o wiedeńskiej części biografii Lema. Stanowi też cenny poznawczo zapis dialogu pomiędzy dwojgiem wybitnych artystów, tworzących polską kulturę, której pejzaż tworzy historia opresyjności i „bylejakości” komunistycznego systemu oraz powolnych narodzin wolności. Całość powinna być, podobnie jak dotychczasowe edycje listów, wzbogacona o indeks nazwisk, gdyż na kartach zbioru przewijają się postacie dla polskiej literatury kluczowe, takie jak Jan Błoński czy Jan Józef Szczepański. Należy mieć nadzieję, iż pozycja ta nie zamyka historii epistolografii autora Pamiętnika znalezionego w wannie.

Stanisław Lem, Ewa Lipska, Tomasz Lem, Boli tylko, gdy się śmieję...Listy i rozmowy, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Łukasz Kucharczyk, Choroba i emigracja. O korespondencji Stanisława Lema i Ewy Lipskiej, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2019, nr 3

Przypisy