Jemu by nie wdzierał się w nią w nocy
Ona wciąż śni jego stanie przy łóżku gdy zadławia
się bezludnym krzykiem. Gdy jej to robi je bułkę
i nie myśli o tym więcej niż trzeba.
Kiedyś wołała mamo sięgając po listę bajek.
A gdy nie przychodziła
nie wyszły próby utopienia się w wannie pełnej zabawek. W gardle czuła
popiół i tylko czekolada w ustach przeszła obok.
Za oknem wiał południowo-wschodni wiatr.
Teraz je naleśniki z serem i bitą śmietaną kupione za cichym zakrętem. Potem
pęczniejące racuchy od oleju i usmażonych myśli
Torcik wedlowski na deser, warstwa z morelą
Ciągnące się "krówki", które wymagają specjalnej uwagi
Już mogłaby zaprzestać ale tyle jeszcze
myśli do zagryzienia. Jakby ktoś przyszedł
i namawiał do sprawdzenia czy twoi
bliscy widzieli, czy mieli spuszczone zasłony.
Co przeistacza się w co, a co znika.
Jeszcze śmietana posypana wiórkami z kokosa. Może
stanie się tak gruba, że on ucieknie do innej
jak kreska dziewczynki. On przylega do jej ciała
jak farba do ściany. Krzyczy jeszcze raz mamo
ale brzmi to jak napis końcowy obcego artykułu.
Jej życie wyrosło z legend i baśni która zawsze
się dobrze kończy, a Jaśnie Pan Kot wraca
poruszony chorobą dziecka. Dlaczego więc
tego mężczyznę który sprawia jej ból
i ma twarz okradzioną z czasu i miejsca
każą nazywać jej tatą. A może dlatego że
miasto było przygniecione chmurą deszczową
i powieszono aniołka na choince i wtedy on
przeżył chwilę rozkoszy z jej mamą która
mruczała jak kotka na blaszanym dachu gdy jego nogi zanurzały
się w składzie porcelanowych baniek.
Teraz życie zwolniło, zatrzymało się gdzieś
w słońcu na murawie, a jej przyniosło nowy batonik
umorusany w czekoladzie.
Tekst został zakupiony w ramach programu Tarcza dla Literata.

