02.01.2023

Monument

Napiszmy to zupełnie szczerze, najbardziej jak tylko można. Tak szczerze, że aż wystawiając się na pośmiewisko. Trudno, niech będzie. Zatem piszę to zdanie, a brzmi ono tak: W środku jesteśmy baśnią Wiesława Myśliwskiego jest książką niemożliwą do zrecenzowania. Napisałem to, nie oznacza to jednak, że dalej będzie już tylko łatwiej.

Przez lata pisał wielkie powieści, a jednocześnie gdzieś na ich marginesie rosła jego legenda. Legenda jak midrasz. Że nie używa komputera, tylko pisze ręcznie. Ołówkiem. Że ściera i gumkuje. Że unika mediów. Nie jest uczestnikiem wyścigu po pokemony lajków w mediach społecznościowych. Niczego nie reklamuje. Prowadzi zwyczajne życie z prywatnością, którą chroni. Raz na parę lat wynurza się ze swojego domu i przynosi napisaną powieść. Później przez rok jest obecny w świecie mediów i posłuszny prawom rządzącym światem wydawnictw. Znika. Zupełnie. A za parę lat wszystko się powtarza: Wiesław Myśliwski przynosi powieść, odbiera nagrody i znika.

Mógłbym oglądać ten spektakl w nieskończoność, absolutnie nie przeszkadzając i nie przerywając tajemnych cyklów, o których nie mam pojęcia. Wystarczą mi książki Myśliwskiego. Zresztą to i tak aż nadto: przeczytawszy jedną, już myślisz o zarezerwowaniu sobie czasu na kolejną. Ale ktoś piszący takie powieści będzie wzbudzał pytania. Z tej ciekawości, zrozumiałej przecież, powstanie właśnie W środku jesteśmy baśnią. Książka składa się z dwóch części. W pierwszej, zatytułowanej Mowy, zgromadzono zbiór wykładów, przemówień, esejów, w drugiej, pod tytułem Rozmowy, zamieszczono szereg wywiadów przeprowadzonych z pisarzem. I tu dochodzimy do niemożliwości zrecenzowania W środku jesteśmy baśnią. Z tym, co mówi Wiesław Myśliwski, należałoby – jak w każdej porządnej recenzji – wejść w dyskusję. Powadzić się, posprzeczać, podać w wątpliwość. Problem w tym, że nie ma z czym się wadzić, mocować i nie ma po co podważać sensu twierdzeń pisarza. Wiesław Myśliwski mówi tak, że chce się czytać, przeżuwać wypowiedziane przez niego słowa, aż staną się własnymi. Jak w tym fragmencie:

Sumując ten dwudziestoletni okres mojej pracy, mógłbym powiedzieć, że doszedłem do zrozumienia podstawowej dla mnie prawdy, że literatura, jeśli chce być sztuką, musi być sztuką języka, języka jako formy, która nie daje się ponownie użyć, jest bowiem zawsze naczyniem jednorazowego użytku. Nie to, co opowiedziane, lecz jak opowiedziane, decyduje o tym, czy to, co piszemy, ma szansę być sztuką, czy wyjdzie poza literaturopodobny standard. Mimo doświadczeń nie mam gotowych recept na literaturę, nie mam ich także dla siebie. Nie umiałbym powiedzieć, jak pisać. Nie doznaję radosnych satysfakcji, że umiem pisać, raczej za każdym razem udręki, że nie umiem. Moja świadomość literacka nie potrafi mi pomóc, ponieważ świadomość literacka, a więc to, co się wie o literaturze, jest raczej uwięzieniem niż wyzwoleniem. Toteż przy każdej książce ogarnia mnie ta sama bezradność, co przy debiucie. Ale kto wie, czy przemaganie się z tą bezradnością nie jest warunkiem, aby powstała iskra twórcza. Mimo że niewiele napisałem, czasem wydaje mi się, że za dużo. Ideałem byłoby napisać jedną książkę i zawrzeć w niej wszystko, na co człowieka stać. Nie trzeba by wtedy ścinać niepotrzebnie sosen.

Porządna recenzja powinna dyskutować z autorem, ale w tym przypadku nie będzie żadnej dyskusji i tego tłumaczyć nie trzeba. Nieco mniej porządna recenzja, ale – powiedzmy – taka na jeszcze przyzwoitym poziomie, może opisywać zawartość książki czy parafrazować jej treść. I tego też tu nie będzie. W środku jesteśmy baśnią jest książką niemożliwą do zrecenzowania.

Jest za to książką do czytania, do czego najmocniej zachęcam. Ciekawi warsztatu pisarza z pewnością znajdą w niej coś dla siebie. Ot na przykład fakt, że Wiesław Myśliwski nie ma żadnego archiwum literackiego. Wszystkie notatki czy brudnopisy, w których sporządzał notatki, systematycznie pali po każdej napisanej powieści. Pozostawia tylko maszynopisy.

W środku jesteśmy baśnią to wielogłosowy zapis niezwykle silnej i pewnej siebie osobowości. Asertywność albo swoista „niepodległość głosu” pisarza wobec rozmawiających z nim krytyków literackich to uczta sama w sobie. Myśliwski nie przymila się, nawet nie próbuje znaleźć wspólnego języka rozmowy. On nieustannie mówi swoje, czyli mówi od siebie. Wspaniałe są te rozmowy z pisarzem, gdy krytycy chcą go złapać w jakieś siatki pojęć, definicji, a Myśliwski niemal za każdym razem odpowiada: nie obchodzi mnie to. Albo: nie wiem. To prawdziwie piękne odpowiedzi – zwłaszcza w świecie, który chce być wszechwiedzący i na bieżąco ze wszystkim. Jeśli miałbym wskazać jeden z wielu wywiadów, wybrałbym ten przeprowadzony przez Stanisława Beresia, zatytułowany Sukces bywa deprymujący. Nie dlatego, że Stanisław Bereś okazał się mistrzem rozmowy; raczej dlatego, że się nim właśnie nie okazał. Czytelnik może odczuć pewną satysfakcję, gdy krytyk literacki próbuje schwycić pisarza, a Myśliwski wciąż wyślizguje się swoim: nie obchodzi mnie to. I kontruje: nie wiem. To nie są czcze przepychanki słowne, gdyż dzięki nim padają chociażby takie wspaniałe wypowiedzi:

Nie powiem, Nike była dla mnie wyróżnieniem, tym bardziej, że byłem pierwszym jej laureatem. Ale to nie nagrody uformowały mój stosunek do literatury, moje poglądy na nią. Nagrody nie mają na takie rzeczy wpływu. Debiutowałem dość późno i już co nieco wiedziałem, jak bronić się przed złudzeniami, jak nie ulegać pozorom. Dość wcześnie zdałem sobie sprawę, że łatwiej znieść własne niepowodzenie niż własny sukces. Sukces bywa deprymujący. Sukces bywa zwodniczy, podstępny, częstokroć prowadzi na manowce. Nie wiadomo, kiedy człowiek przekracza granicę autentyczności, kiedy zaczyna zaprzeczać sobie. A ja chciałem, żeby literatura powiedziała mi coś o mnie samym, o innym człowieku, o świecie.

Pozostając przy złośliwościach: warto przypatrzeć się zdjęciom Wiesława Myśliwskiego z towarzyszącymi mu osobami. O ile zdjęcia dawno temu wykonane, czyli na ogół czarno-białe, są pełne naturalności, o tyle te z ostatnich lat już nie. Żeby było jasne: Wiesław Myśliwski jest sobą, ale przykucnięci (jakby w pośpiechu) rozmówcy wskazują mową ciała, że grzeją się w czyimś blasku. Nie dołączałbym takich „selfiaczków” do książki. Zwłaszcza że naprawdę pozostają w kontrapunkcie do słów pisarza.

W książce W środku jesteśmy baśnią próżno szukać dopowiedzeń, wyjaśnień ukrytych znaczeń powieści Myśliwskiego czy drugiego i trzeciego dna bohaterów. Akademiccy badacze tej twórczości na pewno znajdą coś dla siebie, coś godnego przypisu. Ironizuję? Oczywiście. W środku jesteśmy baśnią jest przede wszystkim książką dla czytelników. Dla tych, którzy chcą nieco rozwinąć swój wewnętrzny dialog z pisarzem. Zapewne niektóre pytania zadane przez dziennikarzy i krytyków były ich pytaniami. Czy warto było je zadawać? W świetle odpowiedzi, w których rozbrzmiewa najczęściej „nie wiem”, „nie obchodzi mnie to”, jest to pytanie bardzo ważne. Jest to jednak książka, którą powinien przeczytać jeden typ czytelnika. To inni pisarze.

 

Wiesław Myśliwski, W środku jesteśmy baśnią. Mowy i rozmowy, Kraków: Znak, 2022.

Okładka książki pt. W środku jesteśmy baśnią przedstawiająca podobiznę Myśliwskiego namalowaną farbami

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Marcin Cielecki, Monument, Czytelnia, nowynapis.eu, 2023

Przypisy

    Powiązane artykuły

    Loading...