13.06.2019

Nowy Napis Co Tydzień #001 / Dlaczego piszę i dlaczego tak, a nie inaczej?

Obejrzyj całość wystąpienia Bianki Rolando
Moja poetyka jest ukształtowana przez ciągłe podważanie wygodnych dla mnie samej „ustawień głosu”.

 

 

Pisanie to konstytuowanie własnego głosu. Za pomocą języka możemy określać osobisty stosunek do rzeczywistości, możemy podważać jej granice, przekraczając je.

Poezja w swojej „graniczności” wobec narracji i ilustrowania rzeczywistości może być potraktowana jako narzędzie poznania. Tekst poetycki nigdy nie jest zamknięty w swojej materii, pokazanych w nim czynnościach, stanach ducha czy w wyobrażeniach o  przeszłości. „Kiedyś” wiersza to tylko pierwsze zakotwiczenie czytelnika mające uwolnić go z tego „kiedyś”. Poezja jest dla mnie ucieczką, nie tylko od rzeczywistości zewnętrznej, ale również ucieczką od wewnętrznych ograniczeń. To wolność, która wychodząc poza doświadczenie ograniczonego „ja”, pozwala podróżować znacznie dalej przy pomocy wyzwalającego się języka. Pisanie poezji jest dla mnie wolnością, którą ciągle się wybiera.

 

Co to znaczy być poetką/poetą?

Czy jest to kwestia konsekwentnej, świadomej decyzji autorki/autora? W moim przypadku na pewno na poziomie pojedynczego i ograniczonego powiedzenia: „Ja chcę”, to nie wystarczyło i nie wystarcza. Można się „zapisać do”, ale to „zapisanie się” nie zawsze jest równocześnie „wypisaniem się z siebie”. I cóż znaczy to tajemnicze określenie: „Wypisuję się z siebie”? Dla mnie jako poetki jest to wytrwałe wytracanie własnej pamięci, szczególnie związanej z emocjonalnymi, duchowymi ograniczeniami. Wtedy, pozwalając bardziej na to, że jest się pisanym, zapisuje się te niezwykłe podróże po dalsze horyzonty języka-poznania lub po ich zanik. Nie jest się wówczas reżyserem, kontrolerem biletów, ale też nie jest się pewnym siebie autorytetem, specjalistą w branży, nie jest się ograniczonym swoimi: płcią, wiekiem, narodowością czy choćby doświadczeniem mówiącym, jak poezja powinna wyglądać.

Czym jest więc „zapominanie w wierszu”?

Potencje naszych działań są ograniczone przyzwyczajeniami. Rozwiązaniem może być leśmianowska łączliwość, nieograniczoność, czujność wobec innego. Im większa jest możliwość zaistnienia owej łączliwości, tym lepiej; wtedy wiersz może stać się ciągłym ruchem, bulgoczącą od potencjalności antyformą – ciągle czymś innym, nowym, dookreślającym się, niezamkniętym. Po takim „uwolnionym” wersie wiersza można przechadzać się jak po linie przez potencjalne duchowe za-i-przed-światy.

Pisanie poezji jest dla mnie czasem ściśle, a czasem swobodnie związane z doświadczeniem wizualnym. Ten rodzaj osobliwej współzależności jest cenny i bogaty w możliwe rozwiązania. Balansując i przenosząc wybrane potencjały językowe, metafory w sferę obrazu, a dokładniej grafiki, można za pomocą użytecznej „alchemii” graficznej, czyli matrycy i poszczególnych odbitek, doświadczyć i poszerzyć znaczenia językowe. I odwrotnie: przenosząc w przestrzenie możliwości języka wizualnych ograniczeń, można je przekroczyć w czasem zupełnie zaskakujący i niezwykły sposób.

Pytanie „dlaczego” może jeszcze zrodzić kolejną kwestię: „Jaki sens ma pisanie?”

Rzeczywiście – jaki ma sens moje i nie-moje pisanie? Jeżeli pozostawiamy się „dla innych”, wypisując się jednocześnie z dosłownego „ja”, w naszym pisaniu może na chwilę zostać ustanowiony rodzaj przenośnej „świątyni spotkań”, w której wszystko może stać się pogłębione, uświęcone, uzupełnione przez głosy nam bliskie.

Być może, brzmi to bardzo enigmatycznie, ale czy o  pisaniu poezji (w szczególności) możemy rozmawiać w sposób schematyczny, dydaktyczno-pedagogiczny albo polityczno-ekonomiczny? To poezję zubaża, a poetów dzieli na tych, którzy przynależą do danej grupy, i tych, którzy są z niej wykluczeni. Uważam, że te stereotypy mówienia o  poezji nie są „otwierające”, a jedynie „zamykające” – i tylko w aspekcie zamykania można mówić o  tych sposobach jako o  jakichkolwiek kluczach. Zatem należy całą tę starą i męczącą maszynerię interpretacyjną nieustannie odrzucać.

Istnieją możliwe „otwierające” rozmowy o  poezji, ale muszą w nich zostać spełnione bezinteresowne warunki otwartości i szacunku, musi też zostać zaproponowana nowa, charakterystyczna dla interpretującego (w tym przypadku już-również autora) koncepcja filozoficzno-teologiczna sprowadzająca z utartych dróg – wygodnych, popularnych i bezpiecznych „autostrad”. Ten warunek oryginalności i odwagi interpretacyjnej bywa czasem progiem nie do przekroczenia. Dlaczego? Dlaczego to jest takie trudne?

Łatwiej i wygodniej jest powtarzać schematy i stereotypy. Dotyczy to mówienia o  poezji i pisania samej poezji. Jaki jest koszt wyjścia poza schemat pisania poezji, jak i pisania o  poezji? Moja odpowiedź jest bezlitosna: najwyższy.

Tak, właśnie „najwyższy”. Tak,  bo jest to wymaganie od siebie i przede wszystkim od siebie ciągłej wspinaczki intelektualnej i duchowej, to wyrastanie z pozycji obkurczonej, która daje nam poczucie komfortu i samozadowolenia. To ciągle uaktualnianie i czuwanie nad swoją wrażliwością, to ciągła praca nie nad krytyką zewnętrzną, ale nad dużo trudniejszą krytyką wewnętrzną. Konstruktywna krytyka pełni nie tylko rolę korygującą, ale też pozwala ruszyć z „posad” każdego, kto chce „podróżować” i doświadczać znacznie więcej.

 

Koszty takiej postawy są bardzo konkretne. To narażenie się na śmieszność i niezrozumienie ze strony tych, którzy nie chcą wychodzić poza schemat. To również zepchnięcie na społeczny margines. Twórczość, która nie mieści się w wygodnych przestrzeniach interpretacyjnych, jest odrzucana jako peryferyjna, zbyt dziwna, by poświęcać jej czas i uwagę, by się nad nią zastanowić i ze zwiększoną czujnością taką „dziką” twórczość obserwować i współprzeżywać. Przecież to niezmiernie komfortowe: opierać się na systemach zależności.

Tu musi paść kolejne pytanie, które zadaje sobie zapewne każdy twórca. Czy w takim razie trzeba dostosować się do ogólnych oczekiwań interpretacyjnych, do łatwych i prostych przepisów, czytelnych odniesień, czy nie należy dostroić się do tego, co „jest potrzebne, popularne”, i do tego, „jak to powinno wyglądać”?

Moja odpowiedź od początku jest taka sama. Nie należy dostrajać swojej twórczości do wygodnych schematów estetycznych lub, co gorsza, towarzyskich. Jest to podejście, które nie wynika z żarliwego, młodzieńczego niedoświadczenia, ale z żarliwego i dojrzałego doświadczenia różnych mechanizmów rządzących rynkiem, polityką, środowiskiem i „systemami promocji” (cokolwiek to jeszcze oznacza). I pozostaję przy tym „wyjściu”, pewna dalszych i dużo bardziej inspirujących perspektyw.

„Dlaczego tak piszę?”

Moja poetyka jest ukształtowana przez ciągłe podważanie wygodnych dla mnie samej „ustawień głosu”, ale i opiera się na dość tajemniczych i nieodgadnionych możliwościach języka, których jestem coraz bardziej świadoma. Mój głos pozostawiam jako „uchylony” i gotowy na „wędrówkę” tam, gdzie czasem sam się niesie albo gdzie będzie niesiony. Chcę, by był gotowy na „doświadczenia” poza ograniczoną skalą czasu, przestrzeni, w której żyję i w której jeszcze mogę zakreślać swoim „zrozumieniem” osobiste reguły i wyobrażenia.

 

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Bianka Rolando, Dlaczego piszę i dlaczego tak, a nie inaczej?, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2019, nr 1

Przypisy

    Powiązane artykuły