08.07.2021

Nowy Napis Co Tydzień #108 / Tam jest Polska

Z powodu rozwoju Internetu pisanie bez wątpienia stoi przed największym wyzwaniem od czasów Gutenberga. Ostatnie piętnaście lat zmusiło pisarzy do postrzegania języka w sposób jeszcze do niedawna niewyobrażalny. Przytłoczony niespotykaną wcześniej ilością tekstu (co popularnie określa się nieprzychylnym mianem przesytu informacyjnego) pisarz musi zdecydować, jaka będzie najlepsza reakcja na ów nadmiar. Ale strategie, które można wykorzystać w reakcji, są już naturalną częścią procesu pisania, którego forma podpowiada odpowiedź, czy sobie to uświadamiamy, czy nieK. Goldsmith, Dlaczego pisanie konceptualne? Dlaczego teraz?, przeł. Z. Stelmańska, „Ha!art” 2015, nr 2.[1].

– pisał Kenneth Goldsmith w Dlaczego pisanie konceptualne? Dlaczego teraz?

Jeden z najbardziej wpływowych propagatorów i teoretyków pisania konceptualnego zwraca uwagę na nowe wyzwania, które postawiła przed literaturą kultura internetowa. I choć jego tekst dotyczy wyłącznie słowa pisanego – z celowym lub nie pominięciem natłoku obrazów – używane przez niego kategorie przesytu czy nadmiaru zdają się przystawać do refleksji o „pisaniu niekreatywnym” także dzisiaj, w Polsce roku 2021.

Płynna, błyskawicznie zmieniająca się oraz przesycona informacjami i obrazami rzeczywistość stawia coraz to nowe wyzwania. Osoby zajmujące się literaturą muszą wymyślać nowe sposoby reagowania, rewidować swoje sposoby myślenia, szukać metod, które przystawałyby do wymykającego się im świata. I tutaj z pomocą przychodzi literatura konceptualna, dla której pomysł czy gest stają się sposobem pozwalającym nie tyle na sprawdzanie czy rozpulchnianie granic medium, ile na nowe sposoby opisu rzeczywistości.

Jednym z przykładów nowej literackiej reakcji na natłok obrazów i informacji jest książka To nie jest Polska autorstwa Piotra Mareckiego, Reginy Mynarskiej i Kamili Albin. Zamknięta w kręgu kultury wizualnej, tworzona warstwami przez trójkę niezależnych autorów i wydana z okazji kończącej się drugiej dekady XXI wieku praca proponuje nam alternatywną metodę opisu polskiej rzeczywistości.

Na początku warto krok po kroku przedstawić proces powstawania To nie jest Polska. Pomysł wyszedł od Piotra Mareckiego – prozaika, wydawcy i nauczyciela akademickiego; człowieka, który w ramach oficyny Ha!art konsekwentnie propaguje w Polsce literaturę konceptualną. Jak dowiadujemy się w nocie wydawcy, idea narodziła się dokładnie 11 listopada 2018 roku, w dniu kolejnego już Marszu Niepodległości – wydarzenia, które przez całą ubiegłą dekadę rokrocznie angażowało wszystkie polskie media. Przez następne dwa lata Marecki przetrząsał YouTube’a, archiwa telewizji, klipy, migawki oraz filmy fabularne w poszukiwaniu najbardziej charakterystycznych dla powoli dobiegającej końca dekady 2010–2020 obrazów. Po zakończeniu selekcji zwrócił się do Reginy Mynarskiej, profesjonalnej audiodeskryptorki, czyli specjalistki zajmującej się przekładem treści wizualnych na słowne z myślą o osobach z niepełnosprawnością wzroku. Ta przygotowała opisy zgodnie z zasadami tworzenia tekstów uniwersalnych, czyli takich, które w zamierzeniu powinny być zrozumiałe i czytelne dla odbiorców na całym świecie – niezależnie od ich kapitału kulturowego, wykształcenia czy znajomości polskiego kontekstu. Nad trzecią warstwą książki pracowała Kamila Albin, która weryfikowała powstałe materiały audiodeskrypcyjne od strony użytkownika z niepełnosprawnością wzroku. W ten sposób powstała książka będąca próbą werbalnego opisu ostatniej dekady, sytuująca się – jak deklaruje wydawca – na styku prozy i projektu społecznego.

Książkę kończą wyimki z mailowej korespondencji Reginy Mynarskiej i Kamili Albin. Pokazują one mozolny proces negocjowania treści, wypracowywania jasności przekazu odpowiadającego założonej koncepcji. Autorki odsłaniają też kulisy powstawania książki, trud wyboru kolejnych obrazków charakterystycznych dla minionej polskiej dekady. Książka Albin, Mynarskiej i Mareckiego sprawdza się więc także jako bardzo dobra, poruszająca proza o wydarzeniach, których byliśmy świadkami i które weszły do naszego – Polek i Polaków – repertuaru doświadczeń.

Z tyłu okładki widnieje blurb Katarzyny Bazarnik i Zenona Fajfera: „Czyta się to jak didaskalia jakiegoś spektaklu”. To doskonała intuicja, która otwiera alternatywny dla literatury konceptualnej tryb lektury. Spójrzmy zatem na widowisko polskiej dekady i zobaczmy, ile w nim jest z kraju, który znamy i który nas kształtuje.

Sugerowany tryb lektury – polegający na odbiorze najpierw projektu społecznego, a dopiero w drugiej kolejności na odczytaniu książki jako utworu prozatorskiego – sprawdza się przy okazji To nie jest Polska wręcz idealnie. Koncept polegający na użyciu audiodeskrypcji stawia przed odbiorcą szereg pytań o to, dla kogo literatura jest tworzona i kto może mieć do niej dostęp. Tytuł sugeruje także selektywność faktów oraz skrajną subiektywność przedsięwzięcia, które – opisując dziesięć lat polskiej rzeczywistości – mogłoby zgłaszać pretensje uniwersalizujące. Formuła przekładu treści wizualnych na potrzeby osób z niepełnosprawnością wzroku usuwa z pola widzenia komentarze, publicystyczne ozdobniki i oceny, od których nie jest w stanie uciec narrator klasycznego tekstu prozatorskiego.

Scenę inicjującą dramaturgię To nie jest Polska stanowi audiodeskrypcja obrazów katastrofy smoleńskiej i trudno znaleźć bardziej wymowne otwarcie dekady.

[w tle odgłosy kroków i przyspieszony oddech] Mglisty dzień. Młody las. Drzewa są bezlistne, niewysokie, mają cienkie pnie. Wśród nich leżą rozrzucone szczątki samolotu. Nad nimi snuje się dym. Gdzieniegdzie płonie ogień. Przechodzi mężczyzna w granatowym płaszczu i brązowej czapce. Powalone drzewo leży na szaroburej, wyschniętej trawie. Obok poszarpany fragment kabiny samolotu.

W tych pierwszych zdaniach książki powolny opis przyrody poprzedza widok szczątków rozbitego samolotu prezydenckiego. Dopiero potem pojawia się pierwszy człowiek, „mężczyzna w granatowym płaszczu”. Takie złowrogie didaskalia ukształtowały niestety lwią część polskiego życia społecznego ostatnich lat. Smoleńsk będzie w tej opowieści wracał jak bumerang – najpierw jako aktualna tragedia, potem jako obraz przepracowywanej na różne sposoby traumy (na przykład walki o krzyż przed Pałacem Prezydenckim). Wewnątrz smoleńskiej ramy narracyjnej przewijały się będą kadry z programów publicystycznych, filmów o II wojnie światowej, transmisji triumfalnych dla narodu polskiego konkursów w skokach narciarskich, rekonstrukcji historycznych, newsów na temat kryzysu uchodźczego. Sceną są ulice, reprezentacyjne place, kościoły, skocznie, kanały, chodniki, kościoły. Bohaterowie tej opowieści to zazwyczaj demonstrujące tłumy, z których audiodeskrypcyjna logika wyławia dwudziestoletnich mężczyzn w brunatnych kurtkach, płaczące kobiety, zadające pytania dzieci. Widzimy policjantów z tarczami ochronnymi, wozy transmisyjne, armatki wodne, pomniki; ludzi, którzy podskakują na ulicy albo klękają przed świętymi wizerunkami. Wszędzie roi się od biało-czerwonych flag, dostajemy strzępy haseł z manifestacji. Mamy też w książce opis wnętrza pokoju prawicowego publicysty i scenę z romansu w wojennej pożodze, rozgrywającego się przy akompaniamencie wybuchających bomb i serii z karabinu maszynowego. Najwięcej jest jednak ludzi „filmujących scenę smartfonami” – co stanowi doskonały punkt wyjścia dla interpretacji o milionach zapośredniczeń i wtłoczeniu naszej rzeczywistości w niekończącą się medialną grę. Marecki, Albin i Mynarska dostarczyli nam kawałek potoczystej, błyskotliwie zmontowanej prozy. Na koniec mogę powiedzieć tylko, że rzeczywiście – To nie jest Polska. To tylko polski kalejdoskop, widok z pewnego oddalenia na medialną karuzelę, którą wożono nas przez ostatnich dziesięć lat.

Piotr Marecki, Kamila Albin, Regina Mynarska, To nie jest Polska, Kraków: Korporacja Ha!art, 2021.

okładka

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Mateusz Górniak, Tam jest Polska, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 108

Przypisy

    Powiązane artykuły

    Loading...