22.07.2021

Nowy Napis Co Tydzień #110 / Zbyt wiele wagonów. O podwójnym almanachu „Pociąg pośpieszny Karpaty Pogórze”

Projekt literacki prowadzony przez motorniczego Piotra Wiesława Rudzkiego to w założeniach książka niezwykle ambitna, pomysłowa i oryginalna. Jednak lektura owego zbioru poezji i w mniejszej części esejów oraz krótkich dzieł prozatorskich skłania ku przemyśleniom, że pociąg ten nie tyle może się wykoleił, co zbyt często kierował na rozmaite zwrotnice.

***

Pociąg. Podróż. Kolej. Ruch układający się mimochodem w tyleż oczywistą, co pojemną i wyrazistą metaforę życia. Zapewne wielu z nas przemykały przez głowę podobne przemyślenia podczas rozmaitych podróży pociągiem. Wszak czy nie ma czegoś mistycznego w rytmicznym stukocie i pejzażu harmonijnie zmieniającym się za oknem? We wspólnocie pasażerów – innych, a jednak tych samych, zmierzających ku najróżniejszym destynacjom? Pociąg niesie ze sobą pewne symboliczne znaczenie nierozerwalnie powiązane z toposem drogi. Gdyby tak nie było, kolejowe dworce nie inspirowałyby Nikifora w jego obrazach, Jerzego Kawalerowicza w Pociągu – jednym z najznakomitszych dzieł polskiej szkoły filmowej, czy Kazimierza Wierzyńskiego piszącego w Mieście i ludziach: „W pociągu odzywa się we mnie nerw kolejowy: jadę, więc jestem”.

Ta kartezjańska parafraza to jedno z mott otwierających podwójny almanach Pociąg pośpieszny Karpaty Pogórze do Krynicy Zdroju i Przemyśla Głównego. Tytuł tyleż nietypowy, co chaotyczny? Niestety pewnego rodzaju chaos ujawnia się również poza tytułem.

Wpierw wyjaśnijmy jednak, czym w zasadzie ów almanach jest i dlaczego jest podwójny. Książka ta stanowi pokłosie pomorskiego projektu poetyckiego PANTOGRAF, którego ideą jest inspirowanie publikacji artystycznych związanych przede wszystkim z pomorskimi literatami. W ten właśnie sposób Piotr Wiesław Rudzki zainicjował dwie dość nietypowe podróże kolejowe, których owocami okazały się oddzielne zbiory utworów – ostatecznie połączone w jeden podwójny almanach. Celem było zebranie grup poetów, eseistów i osób parających się literaturą na dwóch kolejowych trasach oznaczonych w tytule książki. Nie wszyscy twórcy pokonywali całe trasy. Niektórzy zaledwie ich część, wsiadając tylko na chwilę. Jednak każdy z nich dołożył coś od siebie – czy to wiersze, czy krótkie teksty – i tak powstała ta nietypowa kompilacja.

Autorom almanachu nie sposób odmówić zarówno pomysłowości, jak i zaangażowania. Choć partnerem publikacji została spółka PKP Energetyka, przesadą byłoby twierdzić, że jest to zbiór powstały jedynie z potrzeby działań patronackich. W żadnym wypadku. W Pociągu pośpiesznym Karpaty Pogórze widać autentyczne zafascynowanie kolejnictwem i można odczuć klimat wspólnotowej więzi, jaka powstawała przy okazji wędrówek szlakami torowisk. Paradoksalnie jednak pasja towarzysząca powstawaniu zbioru okazała się tyleż duchem dobrym, co złym. Bo przemierzając kolejne „stacje” almanachu, trudno oprzeć się wrażeniu, że owej „pociągowości” jest tu momentami aż za wiele.

Jeżeli ktoś, czytając powyższe akapity owej recenzji, miał wrażenie, że kolejowe metafory są zbyt częste lub wysilone, tym bardziej będzie mieć analogiczne odczucia przy lekturze almanachu. I nie chodzi tu tylko o to, że pociągi przemykają przez obecne w zbiorze wiersze. To akurat oczywiste. W książce tej każde słowo, wstęp, nota, podziękowania skrzą się od kolejowej leksyki i ozdobników. Do tego stopnia, że niejednokrotnie może to zmęczyć oczy odbiorcy. Z jednej strony jest to działanie w pełni uprawnione, bo przecież nierozerwalnie związane z semantyką i poetyką książki. Z drugiej występuje tu po prostu przesyt tego typu elementów.

W tym kontekście nie sposób nie wspomnieć o warstwie edytorskiej. O ile tomy poetyckie niejednokrotnie są minimalistyczne w formie czy wręcz ascetyczne, o tyle podwójny almanach Pociąg pośpieszny Karpaty Pogórze to niekończąca się kawalkada unikatowych graficznych rozwiązań. Spis treści wygląda tu jak rozkład jazdy, podobnie noty o autorach. Przy każdym utworze otrzymujemy charakterystyczną ramkę przypominającą pociągowy bilet. Co prawda nie jest do końca jasne, jakie ma być jej znaczenie – czy zapisane tam godziny oznaczają moment, w którym dany autor towarzyszył innym w wędrówce pociągiem? Nie jest to w pełni klarowne. W książce odnajdziemy oryginalne logotypy PKP i grafiki zdobiące poszczególne strony. Font użyty w książce przypomina zaś „courier new” – w założeniu ma imitować wygląd biletów kolejowych. Zamysł tyleż ciekawy, co ostatecznie niewygodny w lekturze, font jest bowiem dość niewyraźny i przy dłuższym obcowaniu z publikacją zaczyna męczyć oczy. W książce znajdziemy także odnotowane wyróżnienia dla zasłużonych poetów, którzy zgodzili się na publikację w tomie, współuczestniczyli w projekcie czy też po prostu są zasłużonymi pomorskimi twórcami. Są to Ewa Lipska, Krzysztof Kuczkowski, Józef Baran i Waldemar Żyszkiewicz. Uhonorowani zostali poprzez umieszczenie w specjalnych „wagonach”, co zaznaczono graficznie…

Te i inne pomysły edytorskie wydają się bardzo ciekawe w założeniu, podobnie jak opatrzenie wydania zestawem fotografii z pociągowych podróży. Jednak przy zetknięciu z almanachem męczą przesytem, nadmiarem aluzji. Obudowa graficzna i kompozycyjna jest ważna, ale nie powinna przesłaniać istoty rzeczy – czyli samej poezji. W tym przypadku tak się natomiast dzieje; wydaje się, że nieco wbrew jakże szczerymi słusznym intencjom autorów, którzy chcieli, by ich publikacja zaznaczyła swój tematyczny charakter również w warstwie edytorskiej. Niestety zabrakło w tej materii umiaru.

Ale pochylmy się nad kluczową kwestią – co z poezją? Czy utwory obecne w podwójnym almanachu są godne tego, by sięgnąć po tę książkę? Tak i nie. Kto spodziewa się po Pociągu pośpiesznym… bogatej palety wierszy wysokiej próby twórczo przetwarzających kolejowy topos lub eseistyki i prozy odsłaniającej rozmaite znaczenia kolei – na przykład ich obecność w przestrzeni kultury – ten zostanie usatysfakcjonowany jedynie w części. Zalety tego zbioru to niewątpliwie oryginalność i ambicja. Jednak trawią go dwa problemy – nierówność zawartych w nim tekstów oraz swoista hermetyczność.

Znajdziemy tu wiersze twórców uznanych, o niezaprzeczalnej w polskiej poezji XX wieku pozycji. Pojawi się Ewa Lipska ze swoim wierszem Czyjeś rozmyślania z pociągu, ujrzymy kilka utworów Józefa Barana osnutych wokół topograficznej przestrzeni kolei, a także wiersze Waldemara Żyszkiewicza czy jeden utwór Wojciecha Kudyby. Spośród autorów mniej znanych (bo w almanachu znalazło się miejsce dla twórców z różnych generacji i o różnym stopniu rozpoznawalności) znajdą się pojedyncze perełki. Wśród nich na wyróżnienie zasługuje choćby utwór Justyny Jaszke odznaczający się dużą wrażliwością i zmyślnie spajający topos kolei z tematyką samotności i wyobcowania. Zacytujmy go:

najmilsze ze wszystkich pożegnań
gdy nie ma kogoś
na peronie
za kim zatęskni się
aż do wzruszenia
jest dobrze
bez pożegnań
lepiej w pojedynkę jeździć po mapie
życia
alpiniści umierają samotnie
z lodem w ustach
z rakiem na nodze

Zdarzają się jednak również utwory, które sprawiają wrażenie, jakby z założonym tematem były zespolone jedynie z konieczności. Wyrazistym przykładem jest tu Zapamiętanie Wiesława Piwowarskiego.

Człowiek godzi się
ze światem,
jak z rozłożystością zieleni.
Musi tylko zrozumieć,
że jest częścią współistnienia
w tym wszystkim.

Jak jednotysięczna
kropla wody,
skazana
na kałużę
dnia po deszczu.

Jak miłość,
wlewana w ciało kobiety,
zapamiętywana bez słów,
skazana jest na pamięć.

Bilet PKP
z podróży do Ustki,
pozostawiony
w kieszeni płaszcza.

Oczywiście można twierdzić, że to przesadne uszczypliwości i niesłuszny zarzut, jakoby ostatnia strofa w tym wierszu była niekoherentna. Nie chodzi tu jednak o casus pojedynczego utworu, to jedynie przykład. W całym almanachu natrafimy bowiem na wiele tekstów co najwyżej przyzwoitych, którym daleko do barwnego obrazowania Józefa Barana prawdziwie oddającego kierat życia w Śpiącej konduktorce czy do pojemności znaczeniowej Wojciecha Kudyby w 13, stawiającego mosty między Bogiem, światem natury a cywilizacją techniczną reprezentowaną przez lotniska i dworce. Wiele wierszy z almanachu do tego poziomu nie przystaje. To samo w sobie nie stanowiłoby jeszcze problemu, nie każdy w końcu jest Baranem czy Lipską. Staje się to problemem dopiero w połączeniu z powstającym przy lekturze zbioru wrażeniem hermetyczności wynikającym zapewne z braku dystansu wobec projektu.

O co chodzi? Często w zbiorze zauważymy aluzje do trasy pokonywanej tytułowym pociągiem podczas dwóch podróży przez literatów, którzy zaangażowali się w projekt Rudzkiego. Byli tu i poeci, i osoby zajmujące się tematyką kolei w inny sposób. Jak Roman Stanisław Mikołajczyk, który zamieścił w almanachu miniesej dotyczący twórczości Nikifora. Nieraz przeczytamy wspomnienia z podróży, aluzje, czy wręcz… odczytamy maile, jakie twórca almanachu wymieniał z uczestnikami projektu. Szczególnie w tym ostatnim przypadku trudno nie zadać sobie pytania: Po co? Co to miało wnieść do książki? Przykładowo mail od Józefa Barana piszącego lakoniczne „pozdrawiam” nijak nie ubogaca semantycznie tego kalejdoskopu tekstów. Czemu więc miała służyć obecność w książce tego i podobnych elementów? Podkreśleniu wagi uczestnictwa Barana? Natykając się na takie fragmenty, łatwo wpaść w konfuzję i zastanawiać się, czy aby głównymi odbiorcami tego skromnego, bo obliczonego na trzysta egzemplarzy wydawnictwa nie mieli być aby przede wszystkim uczestnicy owych przejazdów.

I wbrew pozorom powyższe uwagi wcale nie mają na celu atakowania projektu almanachu. Wręcz przeciwnie, ich autor samą ideę obdarzył dużą sympatią. Tym bardziej szkoda, bo jej realizacja niewątpliwie mogła być bardziej uporządkowana. Hermetyczność swoją drogą, ale widać tu także chaos. Maile powtykane między poezję to jedno. W książce natkniemy się na wspomniany esej o malarstwie czy szkic Ignacego Fiuta o wierszu Elżbiety Leśniak. Teksty same w sobie ciekawe, jednak pojawiające się niejako znikąd, pośród gąszczu poezji i wśród wspomnianego nadmiaru kolejowych graficznych ozdobników. Chwilami czytelnik zada sobie pytanie – czy nie byłoby lepiej, gdyby wszystko było tu bardziej logicznie uszeregowane? Gdyby proporcja między poezją i prozą nie była tak zachwiana albo tej ostatniej nie było wcale? By apoetyckie wstawki nie zaburzały rytmu całości almanachu? Czy wręcz – czy nie byłoby lepiej, gdyby spisy treści umieszczono na początku, nie zaś na końcu dwóch części wydania?

Niewątpliwie Pociąg pośpieszny Karpaty Pogórze to publikacja niewolna od rozmaitych bolączek. Myli się jednak ten, kto sądzi, że w ostatecznym rozrachunku zasługuje ona na notę jednoznacznie negatywną. Nie. Odczuwalny tu przerost ambicji nie dyskredytuje całego projektu, w którym przecież znalazły się ciekawe utwory. Chaos i zbytnia hermetyczność nie zmieniają faktu, że samo założenie zbioru było nader interesujące. Cóż można rzec na koniec? Niezależnie od pewnych problemów komunikacyjnych pozostaje szczerze życzyć, by kolejne odsłony pomorskiego projektu poetyckiego PANTOGRAF odznaczały się równie ciekawymi pomysłami i jeszcze lepszym wykonaniem.

Pociąg pośpieszny Karpaty Pogórze do Krynicy Zdroju i Przemyśla Głównego, red. Piotr Wiesław Rudzki, Pelplin: Wydawnictwo „Bernardinum”, 2020

okładka

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Maciej D. Woźniak, Zbyt wiele wagonów. O podwójnym almanachu „Pociąg pośpieszny Karpaty Pogórze”, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 110

Przypisy

    Powiązane artykuły