10.10.2019

Nowy Napis Co Tydzień #018 / Współczesny powrót Odysa. „Bimetal” Waldemara Bawołka

Najnowsza powieść Waldemara Bawołka Bimetal tylko na pozór opowiada zwykłą historię współczesnego Odysa, który po „tułaczce” wraca do żony i (inaczej niż w greckim eposie) dorastającej córki. Bimetal to książka zgłębiająca temat kryzysu męskiej tożsamości, ale też (anty)saga, opowiadająca o niełatwych relacjach rodzinnych. Poprzez poszerzanie horyzontu pisarstwa, Bawołek odnajduje w prostych losach swoich bohaterów ukrytą energię, która pozwala mu zupełnie inaczej mówić o rzeczach znanych i codziennych. Trzeba przyznać – wychodzi mu to znakomicie.

Bez wątpienia autor zbioru opowiadań Delectatio morosa stał się ważną osobistością rodzimej literatury. Proza Bawołka wywołuje recenzenckie poruszenie, ilekroć kolejne jego książki trafiają do księgarń, a przychylne opinie cenionych krytyków literackich (wystarczy wspomnieć o Dariuszu Nowackim, Jerzym Jarniewiczu czy Krzysztofie Uniłowskim) tylko potwierdzają jego zjawiskowość. Niezależnie jednak od tego, czy książki Bawołka (szczególnie powieść Echo słońca z 2017 roku oraz wydany rok później zbiór opowiadań La petite mort) to literackie perełki, za sprawą wsobnej stylistyki, okraszonej oniryczną narracją postrzegane są jako trudne. Nie pomaga tu oryginalność, która zarówno od strony formy, jak i poruszanych u Bawołka treści, składa się na środowiskową (krytycznoliteracką) modę, bowiem konstytuujący poetykę pisarza mit odrębności nie przynosi mu szerokiego grona czytelników. Wręcz przeciwnie, spycha prozę pisarza na margines literackiego mainstreamu i komercyjnego sukcesu. Czy należy to traktować jako powód do obaw? Bynajmniej. Autor Bimetalu zdaje się nie ulegać chwilowym modom, jednak posądzanie go o snobizm byłoby w tym kontekście nie na miejscu. Próby zaetykietowania twórczości Bawołka byłyby chodzeniem na skróty, a utożsamianie lektury stawiającej opór, niełatwej w odbiorze ze snobistyczną potrzebą autorskiego wywyższania się, to zabieg naiwny i nic nie wnoszący, a co najważniejsze nieprawdziwy.

Wróćmy do Bimetalu. W przypadku siódmej już książki Bawołka mamy do czynienia z jednej strony z pozycją suigeneris transgresyjną, wieloaspektową (od strony formy), a z drugiej strony – z wnikliwą egzegezą życiowych paradoksów, gorzkich prawd o relacjach międzyludzkich. Punktem wyjścia jest tu historia Adriana Knaka. Bawołek klei jego losy z życiowych porażek, choć te, które nie odnoszą się bezpośrednio do relacji z rodziną, pozostają na uboczu, z rzadka tylko pojawiając się w centrum uwagi. Bo w gruncie rzeczy Bimetal nie stawia pytań o przeszłość swojego bohatera (o niej dowiadujemy się stosunkowo niewiele) – prędzej o jej konsekwencje dla teraźniejszości. Przy czym ważne jest to, że Bawołek nie unika trudnych kwestii, ale ujmuje je w toku „bimetalowej” (dwutorowej) narracji, w napięciu świadomości, w której rozgrywa się większość konfliktów, pytań i prób wzajemnego zrozumienia bohaterów. Żeby poczuć, na czym polega dramat postaci, trzeba zbliżyć się do ich sposobu przeżywania. Jest zatem Bimetal rodzajem hołdu złożonego codzienności, którą pisarz „programowo” dowartościowuje, ale jest to też książka o kompletnej niemocy porozumienia się za pomocą słów. Bohaterowie zamiast dialogu wybierają wewnętrzny monolog, a niedopowiedzenia, rozmijanie się w codziennych oczekiwaniach sprawia, że ich relacje są dodatkowo obciążone trudnymi emocjami: niewypowiedzianym żalem, złością i smutkiem. Można wręcz powiedzieć, że małżeństwo Adriana i Eugenii dzieje się w dwóch „przestrzeniach”: wyobrażeniowej fantazji na temat związku oraz realności, na którą składa się uczucie niespełnienia.

Adriana Knaka poznajemy w momencie powrotu do domu, do żony Eugenii i dorastającej córki Klary. Dotychczasowa nieobecność zrodziła wiele obaw i niekończący się ciąg pytań, o to chociażby, jak zachowa się żona. Czy go przyjmie? Jaki stosunek będzie miała do niego córka? Adrian, targany sprzecznymi emocjami, zdaje sobie sprawę, że jego powrót, rozumiany jako ponowne wejście w społeczne role: męża, ojca i syna, nie będzie prostym zadaniem. Mało tego, okazuje się, że bohater Bimetalu nie jest stereotypowym samcem alfa. Powiedziałabym, że jest wprost przeciwnie. Można postawić więc pytanie, czy opuszczając rodzinę, Adrian tak naprawdę nie uciekał przed dorosłością? Niech odpowiedzią stanie się krótki cytat:

Adrian musi zapomnieć o snach, winie, kobietach, Bogu, śmierci. Przed nim stos piętrzących się w zlewie brudnych naczyń.

Bohater wraca do punktu wyjścia, do przytłaczającego przeświadczenia o własnym nieudacznictwie, do poczucia zagubienia. Utrata sprawczości szczególnie dotkliwie stygmatyzuje mężczyzn jako bezwartościowych – i tak właśnie czuje się Adrian. Spotkanie małżonków od razu potwierdza to spostrzeżenie, bowiem pierwsze słowa żony brzmią:

Co ty tutaj robisz? Pewnie znowu narozrabiałeś i masz kłopoty. Ja ciebie niańczyć nie będę! Jak trwoga, to do Boga. Zawsze to samo.

aby przejść w kolejne złośliwości:

Dlaczego ty nie masz paska do spodni? Nie masz paska! Jaki z ciebie mężczyzna. Musisz mieć pasek do spodni.

Strofowanie Adriana przez Eugenię ma w sobie coś z matczynej dominacji, która w książce utrzyma się do samego końca.

Bawołek kontynuuje w Bimetalu znany z wcześniejszych książek tego autora motyw dominacji kobiet nad mężczyznami. Trzeba przy tym zauważyć, że pisarz nie potrafi do końca opuścić własną strefę komfortu, aby stworzyć bohatera-mężczyznę świadomego własnych ograniczeń i słabości. Adrian wie, że trzeba sprostać wymogom dorosłości, ale nie bardzo wie jak.

Adrianowi pozostają dwie dziedziny, w których ma nadzieję, że zwyczajnie „po męsku” mu się uda. Jest to praca i seks. Ma wobec nich konkretne plany. W odniesieniu do pracy:

Wyjadę w góry. Do zwyczajnej pracy. Stałej pracy. Z comiesięczną pensją. Muszę wreszcie dla córki być ojcem. Jak się patrzy. Kieszonkowe jej dawać.

Udaje mu się to tylko na chwilę. Adrian podejmuje się dorywczych prac, które rozwiewają marzenia o spełnieniu się w roli żywiciela, głowy rodziny. Projekt sprostania tradycyjnym wzorcom męskości wali się jak domek z kart. W życiu erotycznym nie jest niestety lepiej. To Eugenia przejmuje rolę dominanty, traktując męża przedmiotowo, jako obiekt potrzebny do zaspokojenia potrzeb. W erotycznych fascynacjach Adriana (Bimetal jest chyba najbardziej rozerotyzowaną książką Bawołka) można dostrzec kompleksy, ale też usilną próbę zamaskowania niepowodzeń erotyczną sprawnością. Wszędzie tam, gdzie Adrian ma być mężem, ojcem, synem, dochodzi do głosu erotyczne pobudzenie, traktowane jako ostatni bastion męskości. Erotyzm jest odpowiedzią na nieumiejętność poradzenia sobie z lękiem. Ostatecznie, w finałowej scenie, która jest kwintesencją Bawołkowskiej narracji, Adrianowi pozostaje ugotować obiad dla żony. Tej prozaicznej czynności towarzyszą rozważania. Pomiędzy gotowaniem makaronu a doprawianiem sosu Adrian snuje refleksje o życiu, o rozwianych marzeniach, o codzienności. Chce się zmienić. Chce skończyć z kochankami, niejasnymi interesami, kolegami i alkoholem. Postanawia być mężem dla swojej żony i ojcem dla córki. Ale jakim? I czy to mu się uda? Czy poprzestanie na postanowieniach? Czy przerodzi słowa w czyny?

To, co zostaje w pamięci po lekturze Bimetalu wykracza poza główny nurt „męskiej prozy”. Książka Bawołka wnosi do literatury powiew świeżości: niebanalną narrację oraz zaskakujący nowatorstwem język – jednocześnie oniryczny, poetycki i potoczny. Pisarz miesza style oraz wątki, co sprawia, że niczego tak naprawdę nie możemy być pewni. Poza tym stosuje ciekawe rozwiązania formalne. Jednym z najciekawszych przykładów jest epilog. Znajdziemy w nim miniatury w gawędziarskim, pijackim stylu, które są swoistym dopełnieniem Bimetalu. To właśnie tam autor wyjaśnia powody nieobecności bohatera w domu. Mało tego, w tekście znajdziemy tytuły tych krótkich epifanii, odnośniki do ich właściwej wersji, znajdującej się na końcu. To sprawia, że fabuła do samego finału jest nieoczywista, a lektura wciągająca.

Bimetal nie jest literaturą rozrywkową, którą czyta się dla przyjemności. Czy wobec tego warto sięgać po najnowszą książkę pisarza z Ciężkowic? Wybór wydaje się dość prosty, żeby nie powiedzieć – oczywisty. Postawione pytanie pociąga za sobą odpowiedzi o niezbywalnych zaletach pisarstwa Bawołka, bo niewątpliwie jest to autor intrygujący, a jego proza ma dużą, językową moc. Nawet jeśli w Bimetalu fragmenty genialne sąsiadują z mniej potrzebnymi, nawet jeśli zarzucilibyśmy pisarzowi niepotrzebne kombinatorstwo, niespójność czy brnięcie w oniryczną przesadę, to i tak całość zbudowaną z historii rodziny Knaków można uznać za książkę pod wieloma względami wyjątkową. Myślę, że w tym wypadku pewne mankamenty czy niedociągnięcia można uznać za rewersy zalet – zapewne stworzenie dobrej prozy, zwłaszcza o tak oryginalnym i niebanalnym stylu, ma też swoje koszty. Mimo wszystko Bawołkowskie, odważne spojrzenie na codzienność i bardzo świadome traktowanie stosunków międzyludzkich powinno przekonać do lektury Bimetalu czytelników dotychczas nieprzekonanych, a miłośników twórczości Waldemara Bawołka pobudzić do kolejnej lektury.

Waldemar Bawołek, Bimetal, Warszawa: PIW, 2019

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Paulina Dąbkowska, Współczesny powrót Odysa. „Bimetal” Waldemara Bawołka, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2019, nr 18

Przypisy

    Powiązane artykuły