09.02.2023

Nowy Napis Co Tydzień #189 / Na początku było opium

Na początku było opium, które Brytyjczycy chcieli przemycać do Chin. W efekcie działań przemytników liczba uzależnionych od narkotyków wynosiła kilka milionów Chińczyków, władze postanowiły z tym walczyć i ograniczyły handel z zachodem. Zablokowano angielskie faktorie i zniszczono narkotyki, co stało się pretekstem do wszczęcia wojny. Od 1839 do 1842 roku Wielka Brytania walczyła z Chinami, czego bilansem były daleko idące ustępstwa gospodarcze ze strony Cesarstwa. W ten sposób, dzięki importowi i eksportowi, Hongkong z rybackiej wysepki stał się potężnym ośrodkiem handlowym ze skomplikowaną społecznością, złożoną z posiadającej władzę białej mniejszości oraz Chińczyków, którzy przybywali tam, by walczyć o lepsze jutro. 

Od razu warto zasygnalizować, że styl reportażu jest bardzo przejrzysty, autor niesie nas po wątkach, stawia na klasyczny styl dziennikarsko-publicystyczny, dzięki czemu powstaje dobra, pochłaniająca narracja. Bernardyn podaje fakty, czasem, choć niezbyt często, decyduje się na ich ocenę, dzięki czemu czytelnik otrzymuje od niego pewną wolność. W Hongkongu zostaje również ukazany potencjał intelektualny Bernardyna, który od lat zajmuje się sprawami Dalekiego Wschodu. Dzięki temu backgroundowi da się dostrzec jego głębokie obycie z tematem oraz znawstwo na temat regionu.

Autor zaczyna reportaż Hongkong. Powiedz, że kochasz Chiny od opisu prozaicznego zjawiska – zabójstwa bliskiej osoby. Chan Tong-kai zamordował podczas wakacji na Tajwanie swoją ciężarną dziewczynę, Poon Hiu-wing, poszło o zranione uczucia i zazdrość. W obliczu okrutnej zbrodni problemem stał się brak ustawy ekstradycyjnej pomiędzy Hongkongiem a Tajwanem. Morderstwo w afekcie stanie się podłożem największych niepokojów społecznych od czasu przejęcia wyspy przez Chińczyków w 1997 rokuW 1997 po okresie dzierżawy, na mocy umowy pomiędzy ChRL a Wielką Brytanią z 1984 roku, Hongkong wrócił do Chin, zachował jednak przy tym sporą autonomię.[1]. Wprowadzenie tej ustawy przez Carrie Lam (szefową administracji regionu) zdaniem wielu mieszkańców było próbą ograniczenia autonomii Hongkongu ze strony Chińskiej Republiki Ludowej oraz wiązało się z ryzykiem nadużywania jej przez podległe komunistom chińskie sądy. Wobec takiego rozwoju sytuacji mieszkańcy wyszli na ulice.

Jeśli przechodnie pozostawali obojętni zeszłego wieczora, to także dlatego, że dokładnie wiedzieli, co się dzieje. Ludzie w czarnych koszulach dopuszczali się wandalizmu, ale wedle ustalonych reguł. Nie kradli; rozbijali sygnalizację świetlną, bo miały być tam montowane kamery służące do inwigilacji mieszkańców; metro uznawano za sprzymierzeńca władz podczas demonstracji, niszczone sklepy zaś należały zapewne do chińskiego kapitału lub ich właściciele publicznie opowiadali się po stronie rządzących konflikcie z protestującymiP. Bernardyn, Hongkong. Powiedz, że kochasz Chiny, Wołowiec 2022, s. 10.[2].

Przyczynę protestów stanowiły słuszne obawy Hongkończyków. Jak powszechnie wiadomo, Carrie Lam zmierza ku ścisłej integracji autonomii z Chińską Republiką Ludową, między innymi poprzez nachalną chińską edukację patriotyczną. Bernardyn udowadnia, że demonstracje w Hongkongu są podporządkowane ścisłym regułom. Protestujący mają na celu walkę z chińską administracją, która próbuje pozbawić autochtonów niezależności. Choć i te zasady są łamane, na przykład demonstranci atakują tych, którzy się z nimi nie zgadzają czy upubliczniają dane rodzin policjantów. Wskazuje również: „że od pewnego momentu dla «czarnych koszul» bijatyka w trakcie demonstracji stała się celem samym w sobie”Tamże, s. 17. [3].

Bernardyn opisuje także reakcję policji na protesty, która radykalizuje się wraz z demonstrantami. Reportażysta mówi o swoistym korumpowaniu policjantów specjalnymi dodatkami za aktywność podczas tłumienia protestów. Po obu stronach konfliktu zapanował język agresji, którego skutki są (a właściwie – dopiero będą) destrukcyjne dla całej społeczności. Po powrocie do zwykłych sąsiedzkich stosunków, których nie zaogniają konflikty wokół walki o autonomię, mieszkańcy będą musieli przepracować te wydarzenia i próbować dalej żyć ze sobą lub chociaż obok siebie. A jednocześnie w przyszłości Hongkongu ujawnia się coraz więcej niewiadomych: czy Chiny będą dążyły do wcielenia autonomii do państwa, czy może postawią na wyłuskiwanie elit?

Ale reportaż Bernardyna to nie tylko studium polityczne, to także opowieść o historii tego niezwykłego regionu, który dziwnym splotem okoliczności stał się miejscem niezwykłym, między innymi dlatego, że był brytyjską kolonią. Reportażysta sięga po teksty kultury i na ich podstawie analizuje obawy z 1997 roku, kiedy to region został przekazany Chińskiej Republice Ludowej. Przywołanie tła, dzięki któremu obecnie Hongkong wygląda tak, jak wygląda, sprawia, że analizowane wydarzenia nabierają pogłębionego charakteru. Udaje się próba rekonstrukcji zawiłości związanych z życiem w tym wielomilionowym mieście, zawieszonym niejako między komunistycznymi Chinami a szeroko pojętym liberalnym Zachodem. Toteż Bernardyn zadaje niezwykle ważne pytanie o tożsamość Hongkończyków. Kim są ci ludzie? Trudno to jednoznacznie określić, ponieważ oni sami nie znają odpowiedzi na to pytanie. W reportażu znajdujemy następujący passus, który mówi o szczególnym miejscu, w jakim znajdują się obecnie miliony mieszkańców autonomii: 

Potrzeba stabilności i zakorzenienia w takim miejscu jak Hongkong wydaje się naturalnym ludzkim odruchem. Kto i na jakich warunkach miałby je jednak zagwarantować staje się kluczowym pytaniem o tożsamość miasta. Jedną z opcji, dziś może najbardziej prawdopodobną, jest unifikacja z komunistycznymi Chinami. Większość Hongkończyków taką możliwość jednak odrzuca, co nie znaczy, że są jednomyślni, w jakim Hongkongu chcieliby żyć. Ważną linię podziału wśród nich zarysował stosunek do masakry na placu TiananmenTamże, s. 17. Masakra na placu Tiananmen to kulminacja wydarzeń związanych z protestami w 1989 roku, podczas pacyfikacji chińska armia użyła czołgów i broni maszynowej do rozpędzenia demonstrantów. Liczba ofiar nie jest znana, ale z pewnością wynosi ponad 2 000.[4]. 

Trudna tożsamość Hongkończyków to zaledwie wierzchołek góry lodowej, pod którym znajdują się niezwykle ważne pytania. Czy integracja z Chinami daje szanse na wprowadzenie demokracji do Państwa Środka, czy wręcz przeciwnie doprowadzi do obniżenia standardów demokracji w Hongkongu? Czy kilkumilionowe miasto ma szanse dawać odpór miliardowej potędze? Czy wybór chińskiej tożsamości narodowej przy jednoczesnym pozostaniu Hongkończykiem jest możliwy? To wiele pytań, do których stawiania zachęca nas Bernardyn. 

Co więcej, również dzisiaj, tak jak w czasach traktatu nankińskiegoTraktat nankiński zakończył pierwszą wojnę opiumową, doprowadził do otwarcia pięciu portów dla europejskich statków, przekazywał Hongkong we władanie Brytyjczyków i stanowił daleko idące ustępstwo wobec Wielkiej Brytanii, której przyznano eksterytorialne prawa.[5], Hongkong – ze względu na swoją szczególną pozycję w świecie – jest elementem ryzykownej gry politycznej między krajami Zachodu a Chinami, co reportażysta następująco opisuje:

Sekretarz stanu Mike Pompeo jeszcze w maju mówił, że Hongkong utracił autonomię. Waszyngton poinformował jednocześnie o wycofaniu specjalnego statusu handlowego dla miasta. Wytypowano dwadzieścia pięć lokalnych produktów, które odtąd muszą być znakowane „made in China” i podlegają innym przepisom celnym przy wejściu na amerykański rynek. Odebranie tych przywilejów Hongkongowi, jeśli będzie konsekwentnie wprowadzone, uderzy na pewno w jego gospodarkę, a więc i obecny tam „czerwony kapitał”. Rykoszetem oberwać też jednak mogą zwykli mieszkańcy. Miasto stało się elementem rozgrywki w globalnym konflikcie mocarstw. Podnosi to jego rangę i powoduje, że głos lokalnej opozycji staje się donioślejszy. Z drugiej strony realny jest lęk o bycie wykorzystanym lub porzuconym, gdy wielcy dogadają się między sobą. Obawy budzi też przeciwskuteczność polityki Zachodu, która pchnąć może Chiny do jeszcze szybszego niszczenia swobód w mieście.

Wielka Brytania ze swojej strony zaoferowała prawo pobytu dla blisko trzech milionów Hongkończyków urodzonych przed 1997 rokiem. Gotowe przyjąć azylantów z Hongkongu są też Tajwan, Kanada i kilka innych krajówP. Bernardyn, Hongkong…, s. 218.[6].

Na wojnie zawsze giną niewinni – każde naprężenie stosunków dyplomatycznych między Chinami a USA może doprowadzić do ryzyka utraty przez Hongkong swoich szczególnych uprawnień. Jednocześnie kraje Zachodu kuszą Hongkończyków wizją emigracji, która może zapewnić im wygodne życie za cenę utraty tożsamości. Autonomia staje się kartą przetargową w grze wielkich mocarstw, w której interesy prostych mieszkańców naprawdę mało kogo obchodzą. Nadrzędne są cele polityczne, które realizują mocarstwa. Z pewnością, jeśli stawka będzie odpowiednio wysoka, żadne z nich nie zawaha się poświęcić regionu. I w tym tkwi okrutny tragizm historii Hongkongu, który, niczym w czasie wojen opiumowych, wraca do punktu wyjścia, czyli do bycia kartą przetargową – historia ponownie zatoczyła koło. Bernardyn jednocześnie przekonuje, że to Hongkong jest prawdziwym testem chińskiej doktryny „jeden kraj, dwa systemy”. Czy Chiny mogą tolerować chociażby niezawisłość sędziów w mieście? 

Reasumując, uważam Hongkong. Powiedz, że kochasz Chiny za dzieło wartościowe, które poleciłbym nie tylko osobom zainteresowanym Chinami, lecz także tym wszystkim, których interesuje polityka. W Hongkongu widzimy mechanizmy władzy, która próbuje narzucić obywatelom określoną wizję świata. Historia rozruchów ulicznych to także ostrzeżenie przed przemocą, która niszczy. Choć reportażysta sympatyzuje raczej z lokalnymi ugrupowaniami, które charakteryzuje, to trudno nie przyznać mu racji. Ostatecznie przeciwnikiem są struktury totalitarnego państwa. 

 

Piotr Bernardyn, Hongkong. Powiedz, że kochasz Chiny, Czarne, Wołowiec 2022.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Dariusz Żółtowski, Na początku było opium, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2023, nr 189

Przypisy

    Powiązane artykuły

    Loading...