31.10.2019

Nowy Napis Co Tydzień #021 / Krótka historia mojej kolekcji

Kolekcja plakatów. Wystawy: małe, duże i wielkie; wydawnictwa: foldery, katalogi, książki i albumy. Wszystko to związane z polskim plakatem, zarówno w Polsce, jak i w innych częściach świata. Od 1985 roku Galeria Plakatu w Krakowie. Jak do tego doszło? Z pewnością łatwiej byłoby na to często zadawane mi pytanie odpowiedzieć psychologowi lub socjologowi. Zastanawiając się nad tym myślę, że to ciekawość świata i warunki, jakie stworzyli w domu rodzice. Albumy o sztuce, książki, atlasy, periodyki, czasopisma – ogromne źródło ilustracji. Hobby Taty – filatelistyka, hobby Mamy – podróże. Wszystko to działało na wyobraźnię. Ulice ze swoimi kioskami-okrąglakami oplakatowanymi barwnymi arkuszami papieru przyciągały wzrok małolata. Również parkany okalające nowo budowane osiedla miały swój plakatowy wystrój. Zaglądając przez ramię lub siedząc na kolanach Taty zatopionego w swoich klaserach znaczków pocztowych, już marzyłem o własnych oryginalnych, jeszcze niesprecyzowanych zbiorach. U Dziadka – krawca – była masa przeróżnych pudełek i pudełeczek, również po zapałkach, których historia sięgała lat przedwojennych, kiedy pracował jeszcze w Teatrze Słowackiego w Krakowie. Trzymał w nich różne akcesoria krawieckie. Współczesne pudełka zapałczane też były interesujące ze względu na różnorodne etykietki. Było ich w domu pod dostatkiem i ciągle nowe. Można się domyśleć, z jakiego powodu. Sianów, Czechowice, Bystrzyca Kłodzka… rozpoznawałem na nich nazwy produkujących je zakładów. Przede wszystkim miały jeszcze coś, co stawiało je na równi ze znaczkami – etykietki posiadały często zmieniające się obrazki. To było coś innego niż znaczki i – jak z dumą odkryłem – nadawały się do zbierania. Trwało to dobrą chwilę, bo wkrótce uzbierało się ich na tyle, że mogłem wymieniać je z innymi młodymi i starszymi kolekcjonerami. W Związku Filatelistów Polskich, do którego należał Tato była nawet sekcja filumenistyczna. Niemal równolegle pojawiło się, ale jeszcze nie tak mocne, zainteresowanie plakatami. Pomagała w tym pora wakacji spędzanych przez wiele lat na wsi Osielec, gdzie przyjeżdżało raz lub dwa w tygodniu kino objazdowe. Powiewające na wietrze plakaty filmowe, zapowiadające seans filmowy w remizie strażackiej lub na wolnym powietrzu nęciły wzrok. Tym bardziej, że widziane niekiedy wcześniej, naklejone na okrąglaki w mieście nie nadawały się do oderwania. Te „bezbronne” po remizowym seansie stawały się łupem młodocianego „kolekcjonera”, by trafić początkowo jako rolka papieru do szafy, a po jakimś czasie, gdy zebrało się ich więcej, do obszerniejszego pudła na pościel w tapczanie. Następne odkrycie to trafienie na moment, kiedy na chodnikowy okrąglak naklejane były plakaty. Nieśmiałe zaczepienie plakatującego pana, czy nie zechciałby mi dać jednego (na początek) nowego plakatu skutkowało sukcesem. Później było coraz łatwiej, i łatwiej zapełniał się tapczan. „Zapuśćmy zasłonę nad sposobami, do jakich uciekał się uczeń szkoły podstawowej, dla zdobycia przez siebie plakatów…” napisał o mnie swego czasu znakomity znawca tej sztuki, Szymon Bojko, autor najważniejszej dla mnie w tamtych czasach książki Polska sztuka plakatu – początki i rozwój do 1939 roku (wydanie z 1971 roku).

Rosnące zbiory

Tak, różne były „sposoby”, znane zapewne wcześniej, a stosowane również i teraz. Jedno jest pewne, czułem się wówczas oryginalnym, „jedynym na świecie” kolekcjonerem plakatów. Wcale też nie odczuwałem potrzeby szukania kontaktu z podobnymi pasjonatami, o których istnieniu nie miałem, bo i skąd, bladego pojęcia. Poznałem natomiast znakomicie wszystkich bileterów krakowskich kin, z czasem ich kierowników, podobnie w teatrach. Przede wszystkim rozlepiaczy plakatów, którzy w różny sposób pomagali mi, jak choćby nieżyjący już od dawna Kazimierz Rutka, a później Mieczysław Majcherczyk, obecnie właściciel firmy plakatującej Kraków „Filmotechnika”. Podróże po Polsce z Mamą i Bratem „rozszerzały plakatowe horyzonty”. W innych miastach poza znanymi mi już plakatami filmowymi, które wszędzie były takie same „odkryłem” plakat teatralny, specyficzny dla danego miejsca. Szczególnym miejscem okazała się Warszawa. Tutaj przeżyłem prawdziwy szok. Ściana pięknych, gęsto klejonych plakatów robiła wrażenie, jak w następnych latach się okazało, nie tylko na mnie. W liceum pewnym kluczem w umocnieniu postanowienia o dalszym zbieraniu plakatów były miesięczniki „Polska” i „Radar”, pierwszy stał się moim pierwszym źródłem o polskim plakacie, drugi – dostępem do „szerokiego świata”. Gdy w „Radarze” ukazał się mój adres i anons, że chciałbym korespondować (w domyśle podróżować) dostałem listy z całego świata. Korespondowałem z wieloma zakątkami świata. Od Stanów Zjednoczonych, Meksyku, Brazylii, Kuby po Indonezję, Japonię, Australię, nie wspominając o niemal wszystkich krajach Europy. Czułem, że moje plakaty mogą być kluczem w realizacji moich podróżniczych marzeń. Mapy i atlasy „od zawsze” były moją słabą stroną, ale od 1960 roku kolekcja plakatów przyrastała dynamicznie, nastręczając coraz większych kłopotów z przechowywaniem w domu. Ten problem nie jest rozwiązany do dzisiaj, bo wymaga – jak każdy zbiór czy kolekcja – odpowiednich pomieszczeń, nieskromnie mówiąc – muzealnego zaplecza. Wypada mi w tym miejscu wspomnieć również o innych, którzy od początku bezinteresownie pomagali mi w uzupełnieniu kolekcji. W Krakowie: Jan Rypalski, Janusz Nowak, Kazimierz Gędłek. W Warszawie Grzegorz Olczak. Gdy na początku lat sześćdziesiątych odkryłem warszawski plakat teatralny i operowy, co jakiś czas musiał się znaleźć pretekst, by do Warszawy pojechać. Bilet nie był przeszkodą, bo jako syn pracownika kolei, a później nauczyciel Technikum Kolejowego miałem osiemdziesiąt procent zniżki. Jednak wypad na jeden dzień, nawet kilka razy w roku, nie gwarantował sukcesu. Trudno było śledzić, co pojawia się na słupach. Czasem udało się kupić jakieś plakaty na tyłach Teatru Wielkiego przy Galerii Współczesnej, ale to nie zadowalało „zachłannego” kolekcjonera. Pomoc przyszła od warszawskich rozlepiaczy plakatów. Najpierw od Franciszka Przybysza, który jest upamiętniony na zdjęciu w gronie „kolegów po fachu” w albumie WAG-u o plakacie polskim z 1968 roku, później pomagał mi Stefan Banach. Zbierali dla mnie ciekawe plakaty, a ja, co jakiś czas przyjeżdżałem je odebrać. Za każdym razem była to wielka uczta. We Wrocławiu, który też był ważnym zagłębiem plakatowym, kupowałem plakaty w jednej z wyspecjalizowanych w tej materii księgarni. Kupowanie plakatów związane było naturalnie z pewnymi problemami finansowymi, ale ceny były nieporównywalne do dzisiejszych. Nastąpił też „dzień prawdy”, kiedy dowiedziałem się, że jednak są ludzie, którzy tak jak ja polubili plakat, ale również, że nam podobni byli od samego początku plakatu artystycznego, czyli już pod koniec XIX wieku. A co najważniejsze, że są instytucje i muzea, które od lat mają kolekcje plakatów, często w spadku po zmarłych kolekcjonerach, natomiast w bibliotekach można znaleźć sporo informacji o historii plakatu. Przeszedłem przyśpieszoną samoedukację w zakresie historii plakatu, a śledzenie na co dzień wydarzeń plakatowych było już obowiązkiem. W 1965 roku w Katowicach odbyło się I Biennale Plakatu Polskiego, rok później w Warszawie I Międzynarodowe Biennale Plakatu. Szczególnie interesujące były wydawnictwa im towarzyszące. Po raz pierwszy miałem okazję trzymać w ręce pigułkę z historią polskiego plakatu. Od Młodej Polski do naszych dni, wystawa towarzysząca I MBP, miała katalog, który był bodaj pierwszym, jaki pojawił się w mojej bibliotece. Na początkującym kolekcjonerze, prawdopodobnie na każdym, kto miał okazję w nich uczestniczyć, takie imprezy wywoływały ogromne wrażenie. Nie byłem na nie zaproszony, więc nie uczestniczyłem w otwarciu, ale w każdej następnej edycji – tak. To pozwalało mi poznać osobiście artystów, którzy projektowali plakaty. Również po raz pierwszy poznałem innych kolekcjonerów, na początek warszawskich – Janusza Głodowskiego i małżeństwo Janusza i Barbarę Pławskich, których pomoc okazała się nieoceniona. Natomiast pierwszą próbę nawiązania kontaktu z Muzeum Narodowym w Warszawie poświadcza zachowany przeze mnie list z lipca 1963 roku podpisany przez ówczesnego kuratora Józefa Kojdeckiego. Muzeum miało blisko sześć tysięcy plakatów, z czego połowę stanowiły plakaty filmowe. Sekcją plakatu zajmowała się wówczas Janina Fijałkowska, późniejsza dyrektor Muzeum Plakatu w Wilanowie (od 1968 do 1990 roku). Moja kolekcja w tym czasie liczyła około tysiąca plakatów, z przewagą plakatów filmowych. Liczba ta stale rosła, sprawiając coraz większe kłopoty z braku miejsca na przechowywanie. Gdy z tego powodu oddałem w 1966 roku jej część na przechowanie znajomej osobie, okazało się po pewnym czasie, że ta część „gdzieś zaginęła”, podobnie jak sama osoba. Poniesioną wówczas stratę trudno już było w następnych latach odrobić. Odczułem wówczas potrzebę nawiązywania ściślejszych kontaktów z kolekcjonerami z innych miast – była to już konieczność dla systematycznego powiększania zbiorów. Zrodził się też pomysł na powiększanie kolekcji i kontaktów poprzez organizowanie wystaw. W 1969 roku podjąłem pierwszą taką próbę. Dzięki uprzejmości Stanisława Mroczka z Wydawnictwa Handlu Zagranicznego we wrześniu tego roku zorganizowałem w Studium Nauczycielskim w Tarnowie wystawę Plakat informacyjny i reklamowy. Plakaty trafiły później do mojej kolekcji. Lata siedemdziesiąte to kolejny przełom, z notatki prasowej dowiaduję się o Giełdzie Plakatu w Poznaniu. Zorganizowana została przez znawców tej sztuki, a równocześnie kolekcjonerów Zdzisława Schuberta i Wojtka Makowieckiego w BWA „Arsenał”. Przy Muzeum Narodowym w Poznaniu, z inicjatywy jego kustosza Zdzisława Schuberta, powstaje w 1972 roku Klub Kolekcjonerów Plakatu, którego członkiem i uczestnikiem natychmiast zostaję. Wszystko to dzieje się w Poznaniu nieprzypadkowo. Okazuje się, że od lat poważnie traktują tu plakat tacy kolekcjonerzy jak Jacek Jaroszyk, Stanisław Mrowiński czy Florian Zieliński. W 1972 roku w krakowskim BWA wielka wystawa starych plakatów ze zbiorów Biblioteki Głównej ASP zachęca mnie do częstszych wizyt i zagłębiania się w albumach oraz publikacjach o plakacie, jakimi dysponowała wspomniana biblioteka. Na jednej z kolejnych Giełd w 1974 roku poznaję nowych – Andrzeja Prusiewicza z Gdańska, a z Radomia – Andrzeja Kowalskiego. W tym czasie cenną teoretyczną pomocą poza wspomnianym Zdzisławem Schubertem służą mi: Alicja Żendara z nieistniejącego już Muzeum Historii Polskiego Ruchu Rewolucyjnego w Warszawie, Anna Węglarska z Biblioteki Głównej ASP w Krakowie oraz Ewa Kruszewska z Muzeum Plakatu w Wilanowie. Poznaję też „tajemniczego” Zdzisława Ulatowskiego, który dostarcza mi wspaniałe nowości oraz w idealnym stanie trochę starsze plakaty, jak się wiele lat później okazuje wprost z lubelskiej drukarni. Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych do Klubu Kolekcjonerów dołączają nowi kolekcjonerzy warszawscy: Edmund Lewandowski, Janusz Gunia oraz najmłodsi Włodek Orzeł i Piotr Dąbrowski. Ci ostatni do dzisiaj wierni są plakatowi, prowadząc działalność galeryjną i wystawienniczą. Trudno wymieniać innych, którzy pojawiali się i znikali jak meteory, sprzedając po jakimś czasie uzbierane chaotycznie plakaty.

Kolekcja w ciągłym ruchu

Istotnym dla powiększania się mojej kolekcji było nawiązywanie kontaktów z teatrami w całej niemal Polsce. W 1975 roku poznałem Władysława Serwatowskiego. Mimo że sam nie kolekcjonował, był szczerze oddany plakatowi. Swoją pracę w kolejnych teatrach Lublina, Wrocławia i Warszawy zaznaczył znakomitymi wydawnictwami dzięki współpracy między innymi z takimi artystami jak: Roman Cieślewicz, Jerzy Czerniawski, Jan Lenica, Franciszek Starowieyski, Waldemar Świerzy, Maciej Urbaniec. Dzisiaj taką postacią jest z pewnością Cezary Niedziółka, absolwent warszawskiej Akademii Teatralnej, od kilkudziesięciu lat kierownik literacki teatrów: Współczesnego w Warszawie i Wybrzeże w Gdańsku. Znajomość z Serwatowskim okazała się tym cenniejsza, gdyż podzielił się swoimi umiejętnościami organizacji wystaw. Sam wcześniej podejmowałem próby pokazania swojej kolekcji w Krakowie. Wpierw w Klubie Studenckim „Pod Jaszczurami” w 1976 roku pokazałem plakaty Franciszka Starowieyskiego, którego prace zauroczyły mnie już na samym początku przygody z plakatem. Następnie kilkakrotnie – dzięki koleżance z liceum, Wandzie Legutko i przychylności dyrektora Janusza Terakowskiego – w Dworku Białoprądnickim, między innymi Jana Sawki, którego poznałem wcześniej na FAMIE w Świnoujściu. W 1980 roku Serwatowski zaproponował mi pokazanie plakatów Waldemara Świerzego w Galerii Teatru im. Kochanowskiego w Opolu. Była to pierwsza profesjonalnie przygotowana wystawa z mojej kolekcji, z katalogiem i plakatem specjalnie do tej wystawy zaprojektowanym. Poza dużą satysfakcją z organizacji takiej wystawy był fakt osobistego poznania artysty, który przyjechał z Warszawy na wernisaż. To pamięta się przez lata. Do dnia dzisiejszego takich i podobnych wystaw w Polsce i kilkudziesięciu innych krajach było kilkaset. Przygotowywałem je zazwyczaj z własnej kolekcji, ale w wyjątkowych przypadkach wspomagali mnie inni kolekcjonerzy lub muzea. Trudno wymieniać nazwiska wszystkich artystów, jakich dzięki indywidualnym wystawom poznałem i dzięki którym wzbogacała się kolekcja. To plejada gwiazd polskiego plakatu poczynając od wspomnianych najbliższych wówczas sercu – Starowieyskiemu i Świerzemu, poprzez między innymi tworzących w okresie „Polskiej szkoły plakatu” Henryka Tomaszewskiego, Jana Lenicę, Romana Cieślewicza, Wiktora Górkę, Rosława Szaybo, Leszka Hołdanowicza, Macieja Urbańca, Tadeusza Grabowskiego, Jana Kurkiewicza, Adama Hoffmanna. Jednak najszybciej nawiązywałem kontakt z cokolwiek młodszym pokoleniem, pokoleniem moich rówieśników, na początek z Krakowa: Mieczysławem Górowskim, Władysławem Plutą, Piotrem Kunce, a później z całej Polski: Lechem Majewskim, Wiesławem Wałkuskim, Wiktorem Sadowskim, Marianem Nowińskim, Andrzejem Klimowskim, Jerzym Czerniawskim, Janem Sawką, Janem Jaromirem Aleksiunem, Eugeniuszem Get-Stankiewiczem, Leszkiem Żebrowskim, Leszkiem Wiśniewskim, Romanem Kalarusem, Michałem Klisiem, Andrzejem Pągowskim, Marcinem Mroszczakiem, Tomaszem Szuleckim. Rok 1984 odmienił całkowicie moje życie. Ówczesny dyrektor krakowskiego oddziału Przedsiębiorstwa Państwowego „Desa”, Dzieła Sztuki i Antyki – Konstanty Węgrzyn zaproponował mi stworzenie i poprowadzenie Galerii Plakatu w Krakowie. Pożegnałem się z turystyką i Biurem Juventur, w którym z przyjemnością pracowałem przez kilkanaście lat, by już na co dzień obcować z plakatem. Uruchomiona w „Kramach Dominikańskich” przy ulicy Stolarskiej, w samym sercu Krakowa Galeria Plakatu, działa do dzisiaj w niezmienionym składzie, ale od czasu zmian ustrojowych jako galeria prywatna. Powstanie Galerii Plakatu i istnienie mojej kolekcji odnotowane w grudniu 1985 roku przez „Novum Gebrauchsgraphik” przyczyniło się do rozszerzenia działalności wystawienniczej poza Polskę i do poznania kolekcjonerów i przyjaciół polskiego plakatu na całym świecie. Bez nich nie byłoby wielu plakatów, publikacji i wystaw. Trudno wszystkich tu wymieniać, by kogoś nie pominąć. Zainteresowanych odsyłam więc do wcześniejszych moich publikacji. Jest to jednocześnie odpowiedni moment, by jeszcze raz im szczerze podziękować i pogratulować za oddanie się polskiej sztuce plakatu. W szczególności mojej Rodzinie za cierpliwość i pobłażanie mojemu hobby. Organizowanie wystaw, obok samego kolekcjonowania, byłoby niczym wobec faktu, że niesie ze sobą bliskie, często przyjacielskie poznanie samych artystów – autorów plakatów. Jak wspomniałem, trudno wszystkich wymieniać, bo nie było roku, bym nie poznał przynajmniej kilku. Każdą z organizowanych wystaw traktuję jako hołd i podziękowanie za to, co zrobili. Tomek Bogusławski, Mirosław Adamczyk, Sebastian Kubica, Monika Starowicz, Kaja Renkas, Ryszard Kaja, Sławomir Kosmynka, Stasys Eidrigevicius, Rafał Olbiński, Wiesław Rosocha, lista bez końca. Oni wszyscy, Ci wcześniej wymienieni oraz bardzo wielu, których nie ma w tym wykazie, składają się na Dydo Poster Collection, kolekcję, której kontynuacji podjęła się jedna z moich córek – Natalia zakładając w 2018 roku nową galerię Dydo Galeria Plakatu. Galerię z programem na przyszłość. Wiele osób pyta ile mam plakatów i które były pierwsze. To trudne pytania. Z pewnością to kilkanaście tysięcy, chyba nawet więcej. Nie ma kto ich liczyć, ciągle gdzieś kursują. To nie jest kolekcja stabilna, zamknięta w szufladach, jak w większości muzeów, ale ciągle pokazywana w różnych konstelacjach i miejscach, dynamiczna i stale rosnąca. Te pierwsze plakaty prawdopodobnie zaginęły w „katastrofie” w 1966 roku. Czy to teraz ważne? W podzięce za wszystkie plakaty, które mam w kolekcji, starałem się i dalej staram dokumentować oraz pokazywać je również w przygotowywanych przez siebie artykułach, katalogach i albumach, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Jest ich wiele. Pierwszym był katalog przygotowanej przeze mnie wystawy w krakowskim BWA (obecny Bunkier Sztuki) w 1993 roku – 100 lat polskiej sztuki plakatu. Ponad sześćset plakatów na wystawie i katalog z reprodukcjami wszystkich w kolorze. To było ogromne wyzwanie inspirowane zarówno wystawą, jak i barwnym katalogiem w Berlinie Zachodnim w roku 1980. Das polnische Plakat von 1892 bis heute w Hochschule der Kǜnste Berlin ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie, a właściwie jego oddziału Muzeum Plakatu w Wilanowie, kierowanego wówczas przez Annę Rutkiewicz. Specjalnie pojechałem tam, by poznać organizatora i wydawcę profesora Heinza-Jürgena Kristahna. W Polsce nigdy wcześniej nie było takiego katalogu wystawy plakatów, postawiłem więc sobie za punkt honoru zrobić coś podobnego, powiodło się. Ponieważ moja kolekcja zaczyna się od plakatów powojennych, wcześniejsze obiekty udało mi się pozyskać na wystawę ze zbiorów muzealnych MN w Krakowie, Muzeum Plakatu w Wilanowie, Muzeum Teatralnego w Warszawie, Biblioteki Głównej ASP w Krakowie oraz kolekcji Piotra Dąbrowskiego z Warszawy. Trudno porównywać, jakie są możliwości poligraficzne teraz a ćwierć wieku temu. Przygotowanie do druku, druk, a nawet papier i nakład to były sprawy bardzo trudne, na szczęście już bez cenzury, która jeszcze cztery lata wcześniej działała. Z następnymi wydawnictwami było coraz lżej. Można się zapoznać z nimi na stronach internetowych. Wiele z nich sprawiło mi ogromną satysfakcję. Publikacja Mistrzowie polskiej sztuki plakatu, którą przygotowałem w 1995 roku dla Wydawnictwa Buffi, otrzymała wyróżnienie „Najpiękniejsza książka roku”.  Również taka nagroda przypadła w 2008 roku dla wydanego przez Galerię Plakatu albumu PL 21 – Polski Plakat 21 wieku, przygotowanego wspólnie z córką Agnieszką. To hołd i podziękowanie dla polskich artystów. Dużo zawdzięczam projektantom moich wydawnictw: Władysławowi Plucie, Markowi Pawłowskiemu i Michałowi Jandurze. Za granicą Siergiej Sierow i Michaił Anikst we współpracy ze mną przyczynili się do powstania przepięknego albumu Polska Szkoła Plakatu wydanego w języku rosyjskim w 2008 roku w Moskwie przez wydawnictwo Alma-Mater.

Na kolekcję składają się głównie plakaty kulturalne: filmowe, teatralne, operowe, festiwalowe, wystawowe, muzyczne, ale nie brakuje też społecznych, politycznych, reklamowych. Wśród tych, które najbardziej lubię – teatralne. Im poświęciłem dużo czasu, organizując bodaj największą ilość wystaw. Od lat współpracuję z teatrami zarówno w Polsce, jak i za granicą, przygotowując wystawy na różne tematy. Tematyką teatralną w plakacie interesują się również inne instytucję, między innymi biblioteki. Dopiero co zakończyła się wystawa w Muzeum Narodowym w Krakowie plakatów do sztuk Stanisława Wyspiańskiego Nie tylko Wesele. W foyer Auli Zagłębiowskiej Mediateki w Sosnowcu 28 maja otwarta zostanie wystawa plakatów do sztuk Gombrowicza, w toruńskim Klubie „Od nowa” w ramach festiwalu KLAMRA kończy się wystawa archiwalnego plakatu teatralnego z lat 1968-1999. To przykłady wyłącznie wystaw plakatu teatralnego z ostatniego okresu, poza tym są jeszcze inne. Nie tak dawno amerykańskie wydawnictwo Princeton Architectural Press zacytowało polskie plakaty szekspirowskie z mojej kolekcji w książce Mirko Ilića i Stevena Hellera Presenting Shakespeare. Stanowią one najliczniejszą grupę plakatów (blisko dwieście) po plakatach angielskich i amerykańskich.

Od Wyspiańskiego po przyszłość

Artystyczny plakat teatralny istnieje w Polsce od ponad stu lat, trzeba jednak pamiętać, że poprzedzały go typograficzne afisze, towarzyszące przedstawieniom co najmniej od końca XVIII wieku. Mimo że już wcześniej powstało kilka malarskich plakatów teatralnych, za prekursora tego gatunku powszechnie uważa się wielkiego artystę, malarza, dramaturga i poetę – Stanisława Wyspiańskiego – patrona wielu współczesnych polskich teatrów. Przesądził o tym jego nowatorski plakat z 1899 roku zapowiadający przedstawienie Maurycego Maeterlincka Wnętrze w Teatrze Miejskim w Krakowie; wkrótce nowym impulsem rozwoju tej dziedziny sztuki stały się prace wybitnego scenografa Karola Frycza. W teatrze przez stulecia rządził i nadal rządzi afisz. Można z niego wyczytać nazwiska aktorów i wszystkich tych, których praca złożyła się na ostateczny kształt przedstawienia, któremu towarzyszy. Plakat artystyczny, narodzony we Francji w końcu XIX wieku, zaczął stopniowo pełnić podobną do afisza funkcję reklamową i informacyjną. W Polsce do wybuchu drugiej wojny światowej można naliczyć zaledwie kilkadziesiąt takich plakatów, w tym tylko kilka na wysokim poziomie artystycznym. Lata międzywojenne oraz okres bezpośrednio po drugiej wojnie światowej to czas, w którym następuje stopniowy rozwój artystycznego plakatu teatralnego. Projektowali go w tym czasie najznakomitsi malarze i graficy, między innymi: Andrzej Pronaszko, Stefan Norblin, Tadeusz Gronowski, Stefan Osiecki, Jerzy Karolak, Adam Hoffmann, Tadeusz Trepkowski, Olga Siemaszko, Jerzy Srokowski i Henryk Tomaszewski. W dalszym ciągu przeważały jednak afisze teatralne.

Największy rozwój artystycznego plakatu nastąpił w Polsce dopiero po 1956 roku, kiedy sztuka uwolniona została od doktryny socrealizmu. Teatr zyskał swobodę artystycznych wyborów, również plakat teatralny mógł przemówić własnym, silnym głosem, wyrażając skomplikowane treści i problemy. Sprzyjające warunki społeczno-polityczne, którym towarzyszył wybuch talentu młodych polskich grafików sprawiły, że sztuka plakatu w Polsce osiągnęła najwyższy światowy poziom. Dzięki twórczości między innymi: Henryka Tomaszewskiego, Józefa Mroszczaka, Jana Lenicy, Romana Cieślewicza, Franciszka Starowieyskiego, Waldemara Świerzego, Jana Młodożeńca polski plakat rozwinął się w fascynujące swoją oryginalnością, rozpoznawalne zjawisko artystyczne. Wcześniej informował tylko o spektaklach, teraz również je interpretował i opatrywał komentarzem. Do pierwszego powojennego pokolenia artystów należeli: Wiktor Górka, Tadeusz Jodłowski, Andrzej Krajewski, Bronisław Zelek, Rosław Szaybo i inni graficy, kończący studia na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych. Kolejni twórcy stopniowo wzbogacali język i poetykę plakatu teatralnego, wnosząc nowe tendencje interpretacyjne i formalne, wynikające zarówno z ich indywidualnych predyspozycji intelektualnych i warsztatowych, jak i aktualnych poszukiwań i nurtów współczesnej plastyki. Jerzy Czerniawski, Jan Jaromir Aleksiun, Eugeniusz Get-Stankiewicz, Mieczysław Górowski, Roman Kalarus, Michał Kliś, Piotr Kunce, Lech Majewski, Grzegorz Marszałek, Rafał Olbiński, Stasys Eidrigevicius, Andrzej Pągowski, Władysław Pluta, Wiktor Sadowski, Wiesław Wałkuski, Leszek Wiśniewski, Leszek Żebrowski to artyści urodzeni po 1945 roku, których nazwiska znane są już na wszystkich kontynentach. Warto w tym miejscu dodać, że plakat teatralny dobrze służy nie tylko reklamie poszczególnych teatrów na własnym gruncie, ale jest również wizytówką ich aktywności i osiągnięć na szerszym forum. Nazwiska młodszych tworzących dla teatru artystów, między wieloma innymi, takich jak Mirosław Adamczyk, Tomasz Bogusławski, Wiesław Grzegorczyk, Joanna Górska, Jerzy Skakun, Bogdan Polnar, Ryszard Kaja, Sławomir Kosmynka dopełniają obraz współczesnego plakatu. Kierunki poszukiwań polskich grafików projektantów sprowadzają się do dwóch głównych nurtów – emocjonalnego, w którym dominuje nastrojowość i malarskość, mająca swe źródła w polskiej sztuce ludowej, oraz do nurtu intelektualnego, gdzie synteza i metafora zmuszają odbiorcę do samodzielnego wyciągania wniosków, słowem – do myślenia. Nie ma potrzeby dodawać, że dzieła obu tych nurtów niewątpliwie posiadać powinny wartość artystyczną i równocześnie spełniać funkcję użytkową, z którą plakat nie tylko jest związany, ale dla której w ogóle istnieje. Połączenie tych, zdawałoby się dwóch sprzecznych funkcji plakatu – ściśle użytkowej i artystycznej – stanowi nieustające źródło zainteresowania tym rodzajem sztuki na całym świecie. Teatry wciąż dzielą swą sympatię między dawno już wypracowaną formę afisza o kunsztownej typografii a artystycznie dopieszczony obraz w postaci plakatu teatralnego. W czasach wielkiej bitwy mediów (billboardów, reklamy telewizyjnej, radiowej i prasowej), jaką na co dzień obserwujemy, autentyczna twórczość artystyczna w dziedzinie plakatu, nawet w tym małym, wydawałoby się dzisiaj, formacie nie przechodzi na ogół niezauważona. Wielu reżyserów i dyrektorów teatrów nadal uważa, że plakat jest potrzebny. W 1982 oraz 1986 roku byłem zaproszony przez Erdmuta C. Augusta, dyrektora Teatru Miejskiego w Osnabrūck na międzynarodowe wystawy plakatów teatralnych. Zaproszono mnie do dyskusji panelowej, ponieważ okazało się bowiem , że polski plakat był świetnie przyjęty zarówno przez organizatorów, jak i publiczność, oraz wielokrotnie nagradzany. Wielu polskich artystów projektowało plakaty dla teatrów niemieckich. Efektem mojego wystąpienia było zaproszenie przez inne teatry do przygotowania kilkunastu wystaw z mojej kolekcji. Jednym z najczęściej odwiedzanych był Teatr Miejski w Heilbronn. Kierował nim Jürgen Frahm, wyjątkowo zafascynowany kulturą polską wielokrotnie zapraszał na występy polskich artystów, zespoły, teatry i opery z Polski. Po jednym z występów w Teatrze zespół Mazowsze spontanicznie zaśpiewał w ogrodzie przy jego domu, wzbudzając entuzjazm sąsiadów.

W latach 1999-2001 zorganizowałem serię osiemnastu wystaw plakatów teatralnych w Polsce i za granicą, wydając towarzyszący im katalog Polski Plakat Teatralny 1899-1999. Zainteresowanych szczegółami dotyczącymi historii plakatu teatralnego odsyłam do lektury tej publikacji. Zawiera kilkanaście esejów tematycznych oraz ponad osiemset barwnych reprodukcji plakatów. Wystawy i towarzyszący im katalog dokumentują osiągnięcia polskich artystów. Pokazują szeroki wachlarz scenicznych adaptacji dramaturgii światowej i polskiej poprzez wizualną interpretację czołowych polskich artystów. Na szczególną uwagę zasługują plakaty do przedstawień klasyków, są tam: Szekspir, Molier, Brecht, Pirandello, Beckett, Ionesco, Ibsen, Dostojewski, Cervantes, Albee, Czechow, Dostojewski, obok takich polskich mistrzów pióra jak: Mickiewicz, Słowacki, Fredro, Wyspiański, Gombrowicz, Mrożek, Witkacy, Różewicz, trudno wymienić wszystkich – plakaty powstałe do przedstawień ich autorstwa z pewnością są ważnym dokumentem wizualnym. To przecież nie tylko zadrukowane arkusze, ale piękne obrazy. Plakat polski od lat znany i rozpoznawany na całym świecie prezentuje się tu z najlepszej strony. Wydawany nie tylko w dużych centrach kulturalnych jak: Warszawa, Kraków, Poznań, Gdańsk, Łódź czy Wrocław, ale też przez mniejsze, prężne ośrodki, między innymi: Katowice, Szczecin, Rzeszów, Radom, Toruń, Opole, Tarnów, Bielsko-Biała, Wałbrzych osiągnął czołową rangę w dziedzinie plakatu artystycznego. Wypełniając swą reklamową funkcję, plakaty wyprzedzają teatralne przedstawienia zarówno w czasie, jak i w przestrzeni. Dzięki swej oryginalności i atrakcyjności docierają do szerokiego grona odbiorców, nawet do tych, którzy danej produkcji teatralnej nigdy na scenie nie zobaczą. Początkowo zwykłe druki reklamowe, z czasem, dzięki niebywałemu rozwojowi artystycznemu, zostały nobilitowane do rangi dzieł sztuki, chętnie gromadzone w zbiorach kolekcjonerów prywatnych, bibliotek i instytucji publicznych oraz wystawiane przez galerie i muzea. Trzeba w tym miejscu odnotować, że na wielu imprezach plakatowych, konkursach zdobywał i zdobywa najwyższe nagrody. Często reprodukowany jest w polskich i zagranicznych publikacjach. Wystawie Tutto il Teatro in un manifesto w genueńskiej Palazzo Ducale w 2009 roku towarzyszył katalog z blisko dwustu reprodukcjami polskich plakatów teatralnych. Wszystkie z mojej kolekcji. W niedawno wydanym przez Taschen II tomie Graphic Design 1960 – Today Jensa Müllera znajdujemy również wiele polskich plakatów. Polskie plakaty nieustannie zdobywają świat. Teraz wiem, dlaczego je kolekcjonuję.

 
Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Krzysztof Dydo, Krótka historia mojej kolekcji, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2019, nr 21

Przypisy

    Powiązane artykuły