06.02.2020

Nowy Napis Co Tydzień #035 / Deskrypcje (2): Hoffman–Vermeer–Szymborska

Wisława Szymborska
Vermeer

Dopóki ta kobieta z Rijksmuseum
w namalowanej ciszy i skupieniu
mleko z dzbanka do miski
dzień po dniu przelewa
nie zasługuje Świat
na koniec świata.


(z tomu Tutaj, 2009)

 

Krzysztof Kuczkowski


MLEKO VERMEERA. Dowód na
istnienie Boga? Z najmniej oczekiwanej
strony – od Szymborskiej, od kobiety
z Rijksmuseum? Dopóki mleko w dzbanie,
świat będzie trwał.

Ten gest geniuszu – przechylenie dzbana,
ruch ręki, niemożliwy bez
Stworzyciela.


(fragment poematu Hoffman. Siedem prób tematu: poeta, wiersz z tomu Wiersze [masowe] i inne, 2010)

3 marca 2009 roku zmarł Kazimierz Hoffman, poeta, filozof, wieloletni dziennikarz Polskiej Agencji Prasowej. Poetą był wybornym, jednym z najpierwszych pośród wybitnych. Miałem przyjemność znać go osobiście. Byłem wydawcą i redaktorem jego trzech późnych książek: Dziesięć prób tematu: poeta, wiersz (2001), Drogą (2004) i A-dur (2007). Hoffman czytał swoje wiersze w Sopocie, przychodził na moje spotkania autorskie, kiedy czytałem wiersze w „jego” Bydgoszczy. Od czasu do czasu rozmawialiśmy przez telefon. Dzwonił on i on głównie mówił, ja słuchałem. Na święta Bożego Narodzenia przysyłał karteczki z dołączonym ułomkiem opłatka. I nie był to tylko miły gest tradycjonalisty. Jak trafnie zauważa poeta i eseista Piotr Matywiecki: „Pod wszystkimi intuicjami, odczuciami i przemyśleniami Hoffmana ukryta jest najgłębsza, najdyskretniejsza tęsknota za Absolutem, za Bogiem. Bóg w tej poezji występuje jako wielkie, niepoznawalne TO – i zarazem jest nam najbliższy, bo wymaga od nas człowieczeństwa”.

obraz Johannesa Vermeera

Uprawianą przez siebie „etykę myśli” Hoffman traktował niezwykle poważnie. Nie było w niej miejsca na żarty i literackie figle. Odnosiłem wrażenie, że przez lata i poprzez kolejne książki cyzeluje jeden wielki poemat, którego rozmaite wątki zdążają do wspólnego finału. Była nim afirmacja uniwersalnego porządku czy może raczej – „TAK” wypowiedziane przedustawnej harmonii bytu. Dlatego też tropił tych wszystkich, którzy zdawali się niepoważnie traktować świat i jego duchową osnowę. Prowadził poetycki, krytyczny dialog z Tadeuszem Różewiczem, ale największym utrapieniem Hoffmana była Wisława Szymborska, mistrzyni cienkiej ironii. To już była prawdziwa wojna… na wiersze. Na ogłoszenie przez Szymborską tekstu Trochę o duszy (z tomu Chwila, 2002) – a przypomnijmy, że wiersz zaczyna się frazą: „Duszę się miewa. Nikt nie ma jej bez przerwy i na zawsze” – Hoffman odpowiedział dopiero po pięciu latach, ale precyzyjnie i zjadliwie: „«miewa» tak, słowo wygodne mylne, więc groźne powiedziałby Epiktet”. W tym samym wierszu – Nad Ósmą Elegią z tomu A-dur – naurągał Noblistce i wszystkim tym, którzy zdają się niepoważnie mówić o rzeczach poważnych, zarzucając im strojenie min, kpiny, żarty i błazenadę.

Jakież zatem było moje zdziwienie, kiedy w lutym 2009 roku, odwiedzając umierającego poetę w hospicjum Sue Ryder w Fordonie pod Bydgoszczą, ujrzałem na stoliku przy jego łóżku świeżo wydany tom Szymborskiej, Tutaj. Powiedział: „W jej Vermeerze jest dowód na istnienie Boga. Jednak!”. Przyznam, że wtedy nie dość głęboko przejąłem się tym dowodem. Pomyślałem – „dobra nasza!” – skoro czyta wiersze, trzyma się życia. Wróciłem do domu do Sopotu i napisałem poemat Hoffman. Siedem prób tematu: poeta, wiersz. W zamierzeniu był on próbą portretu autora Kamienia Moore’a. Niestety, intuicja mnie zawiodła. Hoffman zmarł 3 marca o godzinie 16:39.

Opowiadam o Hoffmanie nie tylko dlatego, że był dla mnie poetą ważnym. W tym miejscu opowiadam o nim przede wszystkim dlatego, że jest częścią dziwnego życia dziewczyny ustrojonej w barwy białą, żółtą, czerwoną i niebieską, dziewczyny, która od XVII wieku przelewa mleko z dzbana do misy i będzie je przelewać do końca świata. Może też być i tak, że krzepka mleczarka wykonuje swoją czynność od początku świata, i tylko myśmy o tym nic nie wiedzieli, bo Vermeer namalował ją dopiero w Złotym Wieku niderlandzkiego malarstwa. Namalował ją oszczędnymi środkami, otoczoną praktycznymi sprzętami, o których zwykło się mówić, że są „codziennego użytku”, choć oczywiście nie co dzień są używane: stolik nakryty obrusem, naczynia – koloński kufel, fajansowa miska, koszyk (z chlebem), ale też stojący na podłodze żeliwny grzejnik do stóp, na ścianie wiklinowy kosz (być może pojemnik na świece) i miedziany kaganek, w ścianie gwóźdź. Czy gwoźdź jest sprzętem? Chyba nie, jest gwoździem, ale nie sposób go nie wymienić, skoro w ścianę wbił go Vermeer. Przestrzeń obrazu organizują też widoczny niewielki fragment podłogi, odrapana ściana i – przede wszystkim – okno. Wpadające przez nie światło rzuca refleksy na twarz kobiety, obrus, rozjaśnia ścianę. To dzięki światłu wiemy, że mleko jest mlekiem, a w ścianie tkwi gwóźdź.

Częścią dziwnego życia dziewczyny przelewającej mleko jest również Szymborska. Autorka Chwili też, jak Vermeer, posługuje się oszczędnymi środkami. Żeby napisać wiersz o malarzu (?), poetce wystarczyło 25 słów, nie licząc tytułu. Jedno zdanie podrzędnie złożone okolicznikowe czasu albo – w zależności od interpretacji – warunku okazało się traktatem o tej, która przelewając w „ciszy i skupieniu mleko z dzbanka do miski”, podtrzymuje świat w istnieniu. Poetka pisze, że świat, żeby istnieć, potrzebuje ciszy i skupienia. Z pewnością potrzebuje też namysłu, refleksji, skoncentrowania się na tym, co ważne. Ważne okazują się proste czynności. Jest w nich naturalna godność, bezpośredniość, niewymuszony wdzięk. Proste czynności wykonuje się dlatego, że są potrzebne. Możemy powiedzieć nawet, że są niezbędne. Im więcej w naszym działaniu komplikacji – możliwych i niemożliwych wariantów – tym większa tegoż działania zbędność. „Nie zasługuje Świat na koniec świata”, bo są miejsca, w których nie słychać zgiełku wytwarzanego przez zajęcia miłośników doczesności. W izdebce namalowanej przez Vermeera i we wszystkich izdebkach świata, gdzie w ciszy i skupieniu trwa praca nad czystością intencji i czystością gestu, czas się zatrzymał. „I ani jest, ani było. Tylko trwa wieczna chwila” – napisał Czesław Miłosz w wierszu Rzeki (1982).

To właśnie „wieczna chwila” połączyła Vermeera i mleczarkę, Szymborską i Hoffmana. I to połączyła najzupełniej dosłownie. Wyobrażam sobie ich wszystkich w jednej izbie, zanurzonych w łagodnym, cichym świetle, jakim „wielkie, niepoznawalne TO” obejmuje tych, którzy tęsknią za poznaniem Boga, choćby było to pragnienie „najgłębsze, najdyskretniejsze”.

W końcu muszę przyznać się do tego, co i tak pewnie dla wszystkich jest już jasne. To o niej, o wiecznej chwili, starałem się napisać tych kilka zdań, udając, że piszę o obrazie Vermeera i wierszu Szymborskiej.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Krzysztof Kuczkowski, Deskrypcje (2): Hoffman–Vermeer–Szymborska, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 35

Przypisy

    Powiązane artykuły