19.03.2020

Nowy Napis Co Tydzień #041 / Czas świętoszków, czas niedowiarków

Słownik Akademii Francuskiej z 1762 roku definiuje materializm jako: „Opinia tych, którzy nie uznają innej substancji niż materia”. Postawa iście neutralna, pozbawiona jakiegokolwiek oceniania. I być może najważniejsze: nie pada w niej to jedno słowo – ateizm. Autorom udała się trudna sztuka w wyjątkowym momencie napięcia intelektualnego, gdzie z jednej strony króluje oświecenie, ale z drugiej wyłania się już zza jego pleców rewolucja francuska. Cały kunszt przywołanej definicji docenić można jeszcze bardziej podczas lektury obszernego dzieła Georges’a Minoisa Historii ateizmu. Niewierzący w świecie zachodnim od jego początków do naszych czasów. Nie ma opisu, zaznacza autor na wstępie, ateizmu obiektywnego. Zawsze otrzymujemy wypowiedzi albo jego przeciwników (Kościół), albo jego głosicieli (komuniści), zatem każdy opis będzie tendencyjny. Czy ateizm może przemówić sam za siebie, jakoby we własnym imieniu? Pewnie może, pytanie tylko czy się na to porwał? Odpowiedź, którą dostarcza Minois jest tylko z pozoru wykrętna. Autor Historii ateizmu pisze z przekonaniem, że postawa życia bez odwoływania się do Boga była zawsze obecna w dziejach człowieka. Prawdziwe pytanie zatem brzmi: czy potrafimy, niejako na marginesie wielkich narracji epok, dostrzec ten, wcale nie taki pojedynczy i nie tak znowu cichy, głos naszych wątpiących, przodków?

Czytelnik przeszłości

Georges Minois, widziany oczami mojej wyobraźni jest Wielkim Czytelnikiem Dziejów Ludzkości. Ten francuski historyk wybiera tematy na wskroś ludzkie i każdorazowo poświęca im niezwykle obszerne książki. Na rynku polskim ukazały się już jego Historia starości, dwutomowe dzieło Kościół i nauka, czy chociażby Historia samotności. Dzieło poświęcone niewierzącym podtrzymuje wyznaczony styl Minoisa – to blisko 800 stron relacji z lektury minionych wieków. Świadomie nawiązuję do sformułowań związanych z czytaniem, zdaje się bowiem, że Minois dosłownie, jakkolwiek dziwnie by to brzmiało, przeczytał przeszłość. Czytelnik staje zdumiony ilością tytułów dawnych utworów, bogactwem zaprezentowanych postaci wraz z różnorodnością źródeł. Tu na równych prawach są zarazem dzieła naukowe, poematy, przyśpiewki ludowe, kazania, orzeczenia sądowe, kroniki proboszczów, księgi parafialne, gazety, prywatna korespondencja. Minois pozostaje wierny tradycjom szkoły historycznej Annales, gdzie równie ważnymi bohaterami przeszłości są zarówno królowie, jak i ludzie stojący w ich cieniu. Karczmarze, marynarze, żołnierze, chłopi przemawiają tak samo dobitnie, jak królewskie edykty. I jak się okazuje, to właśnie ludzie stojący w cieniu króla, więcej mówią o swojej niewierze. Dotyczy to także samego autora. Historia ateizmu jest na tle dotychczasowych książek Georges’a Minoisa dziełem, które przełamuje narzucaną przez historyka obiektywność. Coraz częściej, niejako na marginesach wielkich sporów wiary z niewiarą, autor sam odsłania własne wątpliwości, niezgodę czy poszukiwania. Pesymizm łagodnie ściera się z optymizmem. Minois nie przytłacza swoją osobą; wie, że nie on jest tu najważniejszy. Dysponując najnowszymi badaniami historycznymi (zwłaszcza w temacie średniowiecza i rewolucji francuskiej), autor zachowuje świeże i wolne od schematów spojrzenie na odczytywanie przeszłości. Widać to świetnie w jego interpretacji biblijnej opowieści o wieży Babel (Rdz 11, 1–9). Ludzie, którzy chcą zbudować sięgającą chmur wieżę, mają poczucie jedności, którego spoiwem nie jest Bóg. „Ludzie bez Boga – pisze Minois – są zjednoczeni, solidarni i postanawiają zbudować silną ludzkość, niezależną, panującą nad światem i nadającą mu sens: «Nadajmy sobie imię!»”. Tam, gdzie większość komentarzy biblijnych widzi opowieść o pysze, francuski historyk dostrzega Boga zazdrosnego o ludzi, którzy chcą (i potrafią) żyć bez Niego. Takich ciekawych wniosków będzie więcej, ale zaznaczyć trzeba, że Minois zna umiar: zdecydowanie chętniej komentuje dzieła i postawy myślicieli, niż interpretuje Biblię.

Bóg - Wiara - Państwo

Dla człowieka pierwotnego sacrumprofanum, wiara i niewiara, zapewne nie były odróżniane w sposób rygorystyczny. Żył w otoczeniu obydwu, które stanowiły nierozdzielne jedno. Pierwszym, który tak stanowczo stwierdza rozdarcie rzeczywistości na dwie części, duchową i materialną, jest Platon. I właśnie on zabierze jednoznaczny głos w sprawie ateistów. Przyznaje, że „wśród tych, którzy nie wierzą zupełnie w istnienie bogów, znajdują się ludzie uczciwi i zacni z natury”, jest jednak zdania, że bezbożnictwo prowadzi koniec końców do bezprawia. Wiara jest dla greckiego filozofa źródłem moralności, a to jest fundamentem funkcjonowania bezpiecznego państwa. Dotrzymywanie umów, płacenie podatków, przestrzeganie prawa – to wszystko jest zagwarantowane poprzez oddawanie hołdu bogom, którzy są nosicielami wartości niezmiennych. Platon uważa ateistów za ludzi groźnych dla funkcjonowania państwa i przewiduje dla nich uwięzienie w całkowitej izolacji na okres pięciu lat, odwiedzani w tym czasie jedynie przez urzędników, którzy będą ich pouczać o prawdziwości religii. Jeśli ta swoista walka o duszę, przypominającą XX-wieczne obozy reedukacyjne, nie przyniesie skutku, zostanie im wymierzona kara śmierci. Ciekawe, że do tych samych argumentów odwoła się na początku XVIII wieku angielski filozof, John Locke. W Listach o tolerancji będzie pisał:

[…] ludzi, którzy przeczą istnieniu bóstwa, w żaden sposób tolerować nie można. Dla ateusza bowiem nie mogą być święte żadne poręczenia, żadne układy, żadne przysięgi, które więzami są społeczeństwa: do tego stopnia, że w następstwie negacji Boga, już bodaj w samej myśli, to wszystko traci swą wartość.

Myśl o tym, że wiara w Boga jest nieodłączna dla właściwego funkcjonowania państwa, była mocno akcentowana w późniejszych epokach. Dotyczy to zwłaszcza średniowiecza, o którym powszechnie powtarza się, że nie było tam ateistów. Najnowsze badania wskazują, że niewiara silnie zaznacza swą obecność w czasach katedr. Wiara w średniowieczu to bardziej akt społeczny niż indywidualna postawa. Biblia papuperum, wyznaczające rytm dnia kościelne dzwony, szkolnictwo przyparafialne – wydaje się, że w tej jednolicie kulturowej i religijnej epoce nie ma miejsca na niewiarę. Jeśli jednak wczytamy się uważnie w hagiograficzne opisy, jeśli przyjrzymy się rycinom i wsłuchamy w ludowe legendy, zobaczymy ich głównego bohatera: niedowiarka. Średniowiecze będzie częściej posługiwało się terminem „bezbożnik”, powtarzając mimowolnie argumenty Platona. Ten, kto żyje bez Boga, żyje także bez moralności. Niedowiarek w sztuce średniowiecza mdleje na widok hostii lub zostaje nawrócony poprzez cudowne wydarzenia. Zostaje także ukarany, gdy porywa się na świętość, jak wtedy, gdy wykrada i profanuje hostię (przestępstwo to chętnie przypisywane w średniowieczu Żydom było świetnym powodem do prześladowań). Średniowieczne cuda są zaskakujące, nieraz absurdalne (ciało Franciszka z Asyżu wciąż stoi, jakby nawet po śmierci nie chciało spocząć i zejść z posterunku modlitwy chórowej, zaś kobieta nie godząc się na zamążpójście zdołała wyjednać w ciągu jednej nocy, aby wyrosła jej broda), ale warto dostrzec ich drugie dno. Ilość cudów, ich niemal przytłaczająca liczba, istna fantastyczność procesów kanonizacyjnych jest w rzeczywistości odpowiedzią na postawy niepokoju i niedowierzania. Potrzeba dowodów – świadczy o wątpieniu, pisze Minois. Historyk zwraca uwagę, że właśnie w taki sposób można odczytać pojawiające się w tej epoce dowody na istnienie Boga prezentowane przez Anzelma z Canterbury czy Tomasza z Akwinu. Kogo wszak mogli przekonywać w tej nawróconej już epoce?

Religijne paradoksy

Podnoszenie kwestii istnienia i nieistnienia Boga było dopuszczalne w sposób zawoalowany na drodze naukowej. Fideizm jest dla mas, racjonalizm – dla intelektualnych elit. Filozofowie z uniwersytetów mają swoje katedry, pozostali mogą wyrażać wątpliwości w czasie święta głupców. To specyficzny czas, najczęściej pomiędzy Bożym Narodzeniem a świętem Epifanii (14 stycznia), podczas którego dozwolone były wszelkie błazeństwa. Święto głupców zaczęło się wśród studentów i kleryków, z czasem jednak wchłaniało w siebie społeczność miejską. Centralnym miejscem uroczystości jest kościół, a główną personą jest osioł. Nie szlachetny rumak, ale ryczący kłapouchy. Od tej pory to bluźnierstwo będzie językiem liturgicznym. Młodsi duchowni czernią sobie twarze węglem, inni zakładają maski. Na głowach wieńce laurowe lub czerwone czapki. Opanowana dzwonnica głosi wszem i wobec: nadszedł czas osła. Zwierzę wprowadza się przed ołtarz ciągnąc je za ogon, wszak to Czas Odwrócenia. Tam, gdzie klękał biskup lub król, teraz ryczy osioł. Młodzież tańczy bez skrępowania na prezbiterium, a w nawach i na chórze, pałaszuje się mięso, pochłania bukłaki z winem. Historyk Emanuel Le Roy Ladurie świetnie opisał Montaillou, które w ocenie dokumentów inkwizytorów w pełni zasłużyło na miano „wioski heretyków”. Minois wtóruje: Montaillou, osada niewierzących, nie była jedynym takim miejscem. Najczęściej ateizm jednak był wyrażany w domowym zaciszu, zawierał się bardziej w pytaniach niż w demonstracyjnym krzyku. Widać to dobrze w sztukach Szekspira, który nie porusza problemu wiary i niewiary, asekuracyjnie woli za to postawić bardzo pojemne pytanie: być albo nie być?

Paradoksalnie ateizm podnosi głowę i mówi o sobie dumnie, z odsłoniętym obliczem, nie chowając się już za filozoficznymi pytaniami i nie wikłając się w spór o tłumaczenia pism natchnionych, właśnie po Soborze Trydenckim. W czasie, gdy Kościół tryumfalnie obwieści zwycięstwo nad reformacją, a w kulturze dominować będzie kontrreformacja, pojawią się coraz bardziej jednoznaczne głosy, które będą głosić inny sposób życia. Ateizm wykorzysta sprawę Galileusza, zaś grupa wierzących intelektualistów będzie optować za pojednaniem między nauką i religią, wiarą i rozumem. Taka postawa nie zwycięży w Kościele. Spinoza zostanie oskarżony o panteizm, Kartezjusz zaś o dualizm i pochowany będzie na cmentarzu wraz z nieochrzczonymi. Wśród intelektualistów zacznie dominować nostalgiczny deizm. Wobec tej postawy zrodzą się arcyciekawe pytania: czy deista to człowiek, który jeszcze nie zdążył zostać ateistą, czy raczej jest to kompromis między wiarą a niewiarą? Jakakolwiek padłaby odpowiedź, szybko trzeba dodać, że deizm był w pewnym sensie bezpieczny: zawsze dawał możliwość skorzystania z pojemnej biblijnej figury „poszukującego Boga”, jednocześnie nietracąc patronatu państwa i Kościoła w swojej działalności intelektualnej. Zresztą oświeceniowi deiści będą zachęcać (tak dla świętego spokoju) do wyznawania religii, która panuje w państwie. Rodzi to dosyć niebezpieczną postawę „nieszczerego obywatela”, który publicznie głosi to, czego się od niego wymaga, ale w domu oddaje się swoim praktykom. W podobną pułapkę wpadnie Francja z czasów rewolucji. I choć formalnie katedra Notre Dame zostanie przemieniona na świątynię Najwyższej Istoty, a państwo będzie niechętne wobec Kościoła, to z drugiej strony pozostaną hasła Deklaracji praw człowieka i obywatela. Minois ciekawie pokazuje rozterki Robespierre’a: jak powstrzymać nazbyt gorliwe w ateizmie społeczeństwo. Jacques-Rene Hebert, dziennikarz i zwolennik dechrystianizacji Francji, pisze nawet: „[…] zalecam mieszkańcom wsi czytanie Ewangelii. Ta umoralniająca książka wydaje mi się doskonała i trzeba podążać za wszystkimi jej maksymami, by być doskonałym jakobinem”. Jezus jako sankiulota, zaciekły jakobin?

Historia ateizmu wobec upływającego czasu

Nie sposób w recenzji tak monumentalnej książki prześledzić wszystkich zawirowań epok, poszczególnych ludzkich przypadków, wędrówki myśli. Z pewnością pewne rzeczy wydają się powtarzalne i współbrzmią podobnie na przestrzeni czasu. Pogląd Platona o więzieniu niewierzących jako ludzi zagrażających państwu będzie powtarzany długo, nawet w oświeceniu, czego przykładem jest John Locke. Zdaje się, że im bardziej Kościół ogłaszał tryumf nad światem, tym bardziej wzrastały postawy ateistyczne. Zaciekłe dyskusje i potępianie „libertynów i bezbożników”, raczej pokazywały słabość intelektualnych argumentów kościelnej strony. Religijność potrydencka jest tego dobrym przykładem: uczęszcza się na wspólnotową mszę, ale ceni się bardziej modlitwę indywidualną, zupełnie jakby każdy miał „swojego” Jezusa. I chyba głównym błędem, po obydwu stronach tego sporu, jest to, że nie przedstawiano swojego stanowiska w formie radosnej: pogodny ateizm, promieniste chrześcijaństwo.

Historia ateizmu została wydana po raz pierwszy we Francji w 1998 roku. Teraz, gdy ukazuje się w Polsce, czuć ten przemijający upływ czasu. Książka pod koniec traci raptownie swój impet, argumenty się powtarzają, czytelnik ma wrażenie znużenia. Zdaje sobie z tego sprawę sam autor, który stwierdza: „[…] w sporze między wiarą a niewiarą ugrzęźliśmy. Naukowcy ateiści nie chcą już ośmieszyć chrześcijaństwa, nawet są w stanie zaakceptować istnienie Wielkiego Poruszyciela, bo wyjaśnia to kilka podstawowych problemów. Z kolei wierzący zachowują się, jakby nie wierzyli lub wybierają z objawienia jedynie te fragmenty, które ich interesują. Teolodzy coraz częściej łaskawie patrzą na doświadczenie ateizmu, wskazując płaszczyznę podobnego przeżycia u Teresy z Lisieux lub Matki Teresy z Kalkuty. Swoistym podsumowaniem z przymrużeniem oka jest stwierdzenie, że nawet niewierzący w coś wierzą, bowiem zachowują się irracjonalnie: przemawiają do urządzeń elektronicznych, zaklinają je lub proszą o współpracę. Liczyłem na to, że do książki, która została napisana tuż przed jubileuszowym 2000 rokiem uda się wydawcy pozyskać nowy wstęp George’a Minois. Czy śmierć Jana Pawła II, skandale pedofilskie, coraz częstsze demonstracyjne zrzucanie sutann, a z drugiej strony niesłabnące zainteresowanie Taize, zadziwiająca świat radość papieskich spotkań z młodzieżą, czy wreszcie rosnąca popularność Santiago de Compostella dodały coś nowego do tego sporu? Czy szale wagi przechyliły się w którąś ze stron? Czytelnik znad Wisły sam musi na to odpowiedzieć.

 

G.Minois Historii ateizmu. Niewierzący w świecie zachodnim od jego początków do naszych czasów, tłum. W. Klenczon, Warszawa 2019.

okładka

Zachęcamy do odwiedzenia bloga Marcina Cieleckiego:  https://marcincielecki.wordpress.com/

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Marcin Cielecki, Czas świętoszków, czas niedowiarków, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 41

Przypisy

    Powiązane artykuły