26.03.2020

Nowy Napis Co Tydzień #042 / Spór o istnienie miłości. „Filozofia miłości Józefa Tischnera” Macieja Wojciecha Frycza

Kto przywykł do twierdzenia, że filozofia o miłości milczy i od wieków oddaje laur pierwszeństwa poezji, ten z pewnością ma do nadrobienia kilka lektur obowiązkowych – by wspomnieć tylko o Uczcie Platona czy Wartości miłości i przyjaźni Nédoncella. Jednak i nasza rodzima myśl ma się czym pochwalić. Potwierdza to najnowsza publikacja Instytutu Myśli Józefa Tischnera Filozofia miłości Józefa Tischnera pióra Macieja Wojciecha Frycza. Jest to pozycja dość niezwykła z jednego ważnego powodu. Jak bowiem pisać o miejscu miłości w refleksji filozofa, który nie pozostawił na ten temat żadnej monografii?

Józef Tischner, już jako kapłan, mówił: „Nigdy nie lubiłem i nie lubię mówić na ambonie o miłości”O potrzebie i pułapkach altruizmu. Z ks. prof. Józefem Tischnerem rozmawia Wiktor Osiatyński, „Tygodnik Powszechny” 2000, nr 29.[1]. Bał się jej banalizacji, piętnował zużycie słowa „miłość” w miechach współczesnego przemysłu kultury, krążył wokół niego przez hermeneutykę pojęć pokrewnych: wierności, wzajemności, wspaniałomyślności… Mrówcza praca, jaką wykonał Frycz – kompletując i katalogując najkrótsze choćby napomknięcia o miłości w dorobku Tischnera – zaowocowała dziełem udanym i rzucającym nowe światło na krakowskiego filozofa. Jest to bowiem pierwsza monografia przedstawiająca kompletny obraz tego, co Tischner napisał o miłości.

Frycz, który za zadanie postawił sobie rekonstrukcję poglądów krakowskiego filozofa oraz ukazanie oryginalnych wątków w tych poglądach, zdecydował się na metodę obszernych cytacji tekstów źródłowych i ich skrupulatną egzegezę w duchu pojęć ukutych przez samego Tischnera. Częstotliwość i rozmiar przytoczeń może momentami wydać się formą wyręczania się dorobkiem filozofa. Jednak już u progu swego przedsięwzięcia autor wskazuje, że uczynił to świadomie, ze względu na „siłę jego [Tischnera] słowa i literacki styl. Każda forma streszczenia Jego wypowiedzi byłaby bowiem tylko ich uproszczeniem i spłaszczeniem”M.W. Frycz, Filozofia miłości Józefa Tischnera, Kraków 2019, s. 24.[2]. Autor – uczeń Tadeusza Gadacza i Władysława Stróżewskiego, a więc spadkobierca ingardenowsko-tischnerowskiej linii filozofowania – nie kryje tym samym swojego uznania dla autora Filozofii dramatu.

Pierwszym aktem jego dzieła jest przegląd źródeł, na których wzrastała tischnerowska refleksja. Książka prowadzi czytelnika przez sieć tematów, metafor i miejsc, nawiedzanych przez myślenie autora Sporu o istnienie człowieka. Frycz odkrywa dialog Tischnera z platońską koncepcją miłości, alegorią jaskini i uznaniem pierwszeństwa dobra nad przygodnym istnieniem. Ten ostatni wątek, szczególnie ważny dla krakowskiego filozofa, odbija się echem również w jego pozostałych inspiracjach, płynących z umiłowania Platona: od św. Tomasza wyżej cenił św. Augustyna, mistrza Eckharta czy Emmanuela Lévinasa. U każdego z tych myślicieli refleksja nad absolutnym dobrem była bowiem ważniejsza od obserwacji zewnętrznego świata.

Przytoczenie ciągu źródeł filozoficzno-teologicznych, na które powoływał się Tischner, wieńczy jego krytyczna dyskusja z ideami Karola Wojtyły. Bo choć zarówno Tischner, jak i Wojtyła w pewnym momencie swojej intelektualnej drogi wsparli się na dorobku etycznym Maxa Schelera, który pisał o wartościach jako o bytach idealnych, to – jak zaznacza Autor – potem rozeszli się w zupełnie różne strony. Konsekwencje tego są powszechnie znane: Tischner stający po stronie współczesnych dialogików – Marcela, Rosenzweiga, Lévinasa – badających ludzką zdolność do budowania więzi i Wojtyła wracający do św. Tomasza oraz jego refleksji nad istnieniem. Krakowski filozof uznał, że klasyczne pojęcia filozofii, z kategorią bytu na czele, nie dotrzymują kroku napięciom i dramaturgii ludzkiej obecności: w świecie, pośród ludzi, wobec Boga. Co z tego jednak wyniknęło dla rozumienia miłości?

Pierwszej próby odpowiedzi na to pytanie podejmuje się Autor w drugim rozdziale, gdzie dokonuje wstępnej typologii miłości w filozofii Tischnera. Frycz nie formułuje syntezy, lecz z wolna kroczy za myślą filozofa. Ta zaś zamiast jednorodności wydobywa odmienne postacie tego, czym bywa ludzka miłość. Tischner rozróżnia więc rodzaje miłości ze względu na odmienny kształt Innego, do którego się kieruje: inaczej według Tischnera kochają się oblubieńcy, inaczej kocha się bliźniego, siebie i Boga. A jednak właśnie przez tak różne formy otwarcia na Innego wykuwamy swoje człowieczeństwo: „Osoba staje się osobą dzięki drugiej osobie. Tracąc i odzyskując siebie, człowiek traci i odzyskuje innych”J. Tischner, Porządek Zbawienia, „Logos i Ethis” 1993, nr 1, s. 35.[3]. Przez odmienność tych typów miłości prowadzą krakowskiego filozofa trzy fundamentalne kategorie dramatu miłości, zaczerpnięte z Gwiazdy Zbawienia Franza Rosenzweiga: Stworzenie, Objawienie i Zbawienie.

Jak ukazuje Frycz, w myśli Tischnera miłość skierowana do każdego z wielkich Innych zawiera moment tworzenia mojego Ja w trzech dialogicznych aktach. Inny stwarza mnie przez darowane mi słowo, w którym ofiarowuje mi Świat i nazywa rzeczy po imieniu. Inny objawia mi się przez niezasłużone wybranie mnie jako partnera dialogu i uznanie mnie w mojej wartości. Wreszcie Inny – zarówno ten skończony, jak i Nieskończony – zbawia mnie przez usprawiedliwienie mojego istnienia, ocala w akcie powierzenia mi piękna, prawdy i dobra. W każdym z tych momentów zawiera się moment uznania Ty – drugiej osoby, przyjęcia jej niepowtarzalności. Miłość – powtarza Tischner za Schelerem – jest warunkiem poznania, źródłowego dotarcia do osoby, nie na odwrót.

Intrygującą klamrą, jaką Autor monografii spina ten obszar refleksji, jest wskazanie na dramatyczny wątek w każdym z tych aktów miłości: nasze odpowiedzi na słowo Innego nigdy nie są w pełni adekwatne: kochamy za późno, w ograniczonym stopniu i skali. Nie możemy przecież kochać wszystkich – a nawet jeśli już kochamy, to jak biblijny Abraham, zawsze pozostajemy rozdarci w naszym poświęceniu dla różnych Innych. Nie możemy wszak na równi kochać ukochanej, dziecka, bliźniego czy Boga wraz z płynącymi od Nich, często sprzecznymi wezwaniami. Miłość nie jest więc syntezą, która rozwiązuje sprzeczności naszego losu: jest niezasłużonym darem obecności Innego, który prowadzi do dalszych napięć w naszym Ja.

Trop dramatycznego wyboru wpisanego w logikę miłości zaprowadził Autora do konkluzji, która ufundowała główną część jego monografii: przewodnikiem po rozumieniu najbardziej źródłowych form miłości w refleksji Tischnera jest bowiem Søren Kierkegaard. Jego słynna triada stadiów ludzkiej egzystencji – estetycznej, etycznej i religijnej – podyktowała typologię miłości, której poświęcone są trzy ostatnie rozdziały Filozofii miłości. Wyeksponowane przez Frycza piętno duńskiego filozofa, które odcisnęło się na myśleniu Tischnera – mnogość przywołań, powtarzanych figur retorycznych, wspólna obu myślicielom dramatyczność myśli – czyni zadość takiemu trójpodziałowi miłości.

Tak jak dla Kierkegaarda skierowanie indywidualnego istnienia na jeden z szerokich planów ludzkiego losu – piękno, dobro i Boga – owocowało zawsze narodzinami „nowego człowieka”, tak dla Tischnera – w interpretacji Macieja Frycza – umiłowanie śladów tych wartości w Innym prowadzi do radykalnie różnych odmian miłości. Ukochanie w bliźnim piękna okazuje się więc dwuznaczne; może rozświetlić nam jego dobroć, nauczyć wobec niego postawy bezinteresowności i wspaniałomyślności: tak, jak miało to miejsce w przypadku Lewina i Kitty w Annie Kareninie Tołstoja. Na równi może jednak zamknąć naszą dialogiczność w toksycznej grze uwodzenia, używania i niewierności, gdy Ty zredukujemy do wiązki zmysłowego doznania. A przecież: „piękno nie należy do istoty miłości bliźniego, Boga czy siebie samego. Bliźniego nie kochamy z powodu piękna”M.W. Frycz, Filozofia miłości…, s. 184.[4]. Za co więc?

O tym mówią dwa ostatnie rozdziały książki Frycza, poświęcone miłości etycznej i religijnej. To w umiłowaniu dobra – z jego logiką daru, ofiarowania i wspólnie wiążącej JaTy obecności – wkraczamy bowiem w obszar miłości autentycznej, która nie kieruje się już chęcią zaspokojenia, a dialogicznym uznaniem istnienia Innego. Miłość etyczna jest wspaniałomyślnym pragnieniem istnienia Ty, w którym nie mamy żadnego interesu. Ocalenie Go staje się dla nas wartością, a dochowanie mu wierności może oznaczać nawet poświęcenie własnego Ja. W bezinteresownym obcowaniu Ja i Ty obdarowują się tym, co w każdym z osobna nie mogło zaistnieć. Oto paradoks miłości podkreślony przez Frycza. Gdy spotykamy się nawet z pustymi rękoma, w wyniku tajemnego sprzężenia możemy coś sobie ofiarować – wzajemne, wspaniałomyślne pragnienie-słowo, które mówi: „bądź”.

Swój ostatni stopień doświadczenie miłości osiąga w tischnerowskiej idei miłości religijnej. To właśnie jej poświęcony jest ostatni rozdział Filozofii miłości, w którym Autor tropi – na równi z filozoficznymi – teologiczne i mistyczne wątki myśli krakowskiego filozofa. Sednem aktu miłości religijnej jest według niego więź Boga z człowiekiem, która nie znosi ludzkiej autonomii, lecz ją dowartościowuje i wzmacnia. Jak pisze Autor: „Tylko obraz Boga jako miłującego ojca gwarantuje autentyczną wolność, więź i poczucie własnej odrębnej tożsamości”Tamże, s. 228.[5]. Poszukiwaniem Boga kieruje więc ten sam źródłowy akt, który stoi u podstaw miłości: oczekiwanie pojednania ze wspaniałomyślnym Ty, nie zaś chęć zespolenia lub ujednolicenia, która rozmywa podmiotowość uczestników dialogu.

Pragnienie Boga, jak eksponuje to w myśli krakowskiego filozofa Frycz – choć jest wpisane w nasze serce, o czym pisał św. Augustyn – nie ma charakteru jednoznacznie narzucającej się potrzeby: jak głód czy potrzeba snu lub odpoczynku. Jest ono odkrywanym stopniowo, w intymnych głębiach ludzkiego Ja, śladem nieskończoności: zapisanym w nas dialogicznym wołaniem o dopełnienie przez miłosierne Ty. Na tę potrzebę Filozofia miłości rekonstruuje „Intymny dowód na istnienie Boga”, który Tischner zawarł w słynnym artykule Ku transcendencji, która jest Osobą z 1974 roku. Wskazał w nim, że absolutna dobroć – osobowy Bóg – prześwituje pośrednio przez obecne w naszym doświadczeniu poczucie bycia uznanym. Ja przeczuwam, że istnieję jako wartość, co jest śladem absolutnego Ty, które woła do mnie spoza bytu i niebytu.

Monografia Frycza nie jest i nie może być systematycznym wykładem idei miłości; niczego takiego nie znajdziemy bowiem w refleksji krakowskiego filozofa. Bywa fragmentaryczna, przesycona metaforyką i eseistyczna: tak, jak sama filozofia autora Filozofii dramatu. Stosunkowo rzadko Autor odnosi się do opracowań myśli Tischnera, choć zdarza mu się to; pod koniec dzieła włącza na przykład krakowskiego filozofa do pocztu reprezentantów mistyki nadwiślańskiej, co jest nawiązaniem do idei Pawła Taranczewskiego. Czytając Filozofię miłości trudno nie odnieść wrażenia, że teksty filozofa dramatu odczytuje inny filozof dramatu: z ogromnym poszanowaniem – by nie powiedzieć: czułością – dla subtelności myśli, która z perspektywy systematycznej filozofii jawić się może jako ułomność.

 

Maciej Wojciech Frycz, Filozofia miłości Józefa Tischnera, Kraków: Instytut Myśli Józefa Tischnera, 2019.

frycz

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Karol Grabias, Spór o istnienie miłości. „Filozofia miłości Józefa Tischnera” Macieja Wojciecha Frycza, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 42

Przypisy

    Powiązane artykuły