02.04.2020

Nowy Napis Co Tydzień #043 / Strachy na Lachy? Czego uczy nas kielecka wystawa o strachu

Czemuż akurat to Lachy mają się bać lub też nie bać? Podobno powiedzenie to pojawiło się w języku polskim już w XVII stuleciu. Samuel Bogumił Linde tłumaczył je faktem, że nasi przodkowie byli tak odważni, że straszenie ich było próżnym wysiłkiem. Być może jak starożytni Gallowie bali się tylko tego, że niebo spadnie na ich głowy? Z kolei Zygmunt Gloger w swojej Encyklopedii Staropolskiej słowa „lachy” nie pojmował etnicznie. Miałyby to być gęste lasy, a strach miał iść do nich na wygnanie. Innymi słowy – powiedzenie to miałoby na celu raczej przegnanie złego niż ukazywanie bezowocności straszenia.

zdjęcie z wystawy

Jak było, tak było, ale u wejścia na wystawę Strach w Kielcach w dawnym pałacu biskupów krakowskich stoją dwa takie strachy – hybrydy ludzkie z głowami kruków czy też innych wronowatych. Leszek Mądzik, wytrawny mistrz zarządzania wizjami i autor aranżacji wystawy, doskonale wiedział, co robi, flankując odrzwia bramy do krainy strachu takimi hybrydami. To właśnie mieszanek boimy się najbardziej. Starożytna chimera, groźna bestia terroryzująca Grecję, była zmieszaniem różnych zwierząt. Oznaczało to, że walczący z nią nie znali jej natury i nie wiedzieli jak ją pokonać. Bellerofont pokonał ją dzięki „ufności bogom”, a nie własnym zdolnościom.

Boimy się zmieszania natur, boimy się nieznanego, boimy się wreszcie tego, co jest najgłębiej skrywane w naszych wnętrzach. Dlatego też strach od zawsze kojarzy się nam z mrokiem i ciemnością – z nich bowiem wyłania się to, czego na początku nie widzimy, ale czego istnienia się domyślamy. Twórcy wystawy zatem nie przez przypadek zdecydowali się na aranżację mrocznych przestrzeni, z których wyłaniają się (jak w jarmarcznych labiryntach strachu) obrazy, które przerażają nas jeszcze bardziej. Nie ma nic złego w owym odwołującym się do emocji a nie intelektu sposobie eksponowania prac. Strach to przecież nie konstrukcja myślowa – to jest właśnie emocja.

Dlaczego walczymy ze strachem

Jedną z najdziwniejszych cech obecnych czasów jest fakt, że niemal powszechnie uznano pewien naturalny stan człowieka za zjawisko patologiczne, stan chorobowy. Człowiek, od chwili, kiedy zaczął świadomie opisywać świat, a nie jedynie ulegać popędom, zaczął odczuwać strach. O ile wcześniej na zagrożenia reagował automatycznie, to potem, już jako stworzenie świadome, zaczął je przewidywać. Niektórzy badacze naszej psychiki są zdania, że właśnie negatywne bodźce, czyli głód i strach, są źródłami ludzkiej imaginacji i innowacyjności.

Wszystko zatem wskazuje na to, że lęki (podobnie jak ból) pełnią bardzo pozytywną i potrzebną rolę w naszym życiu. Stanowią one ostrzeżenie przed niebezpieczeństwami, pozwalają przewidywać przyszłość i planować zabezpieczenia. Zatem pytanie, dlaczego w jakimś momencie dziejów przestaliśmy uznawać strach za niezmienny element naszego życia i sojusznika, a zaczęliśmy widzieć w nim stan patologiczny, coś, co należy wyeliminować z naszego życia indywidualnego i społecznego, jest podstawowym problemem, wyjaśniającym dzieje europejskiej kultury.

program wystawy - fotografia

Znajdujemy dwa źródła (mocno ze sobą związane) owej tendencji do przezwyciężania lęków. Tendencja ta jest zresztą równie istotnym marzeniem w naszym świecie jak marzenie o gwiazdach czy lataniu.

Pierwszym ze źródeł jest – co oczywiste – postęp, nie tylko naukowy i technologiczny, ale także rozwój świadomości społecznej. Drugą przyczyną jest – co zbyt często ulega zapomnieniu – religia oparta na objawieniu, w której człowiek styka się bezpośrednio z osobowym Bogiem. Pismo Święte przekazało ludziom wiadomość, która niosła nadzieję – historią i światem rządzi Ktoś. Jeżeli Pan świata nie jest jego częścią, nie jest siłą natury, to jest Kimś, z kim można nawiązać dialog. Człowiek może wpływać na losy świata. Doskonale opisuje to Stary Testament, gdzie Abraham targuje się o los Sodomy i Gomory, jak wiemy bezskutecznie. Z kolei interwencja Jonasza spowodowała nawrócenie i ocalenie mieszkańców Niniwy. Kolejnym, najwspanialszym objawem miłosierdzia było Wcielenie oraz Pasja Mesjasza, opisane w Nowym Testamencie. Przyjście na świat Syna Bożego i Odkupienie, dokonane poprzez Jego śmierć i zmartwychwstanie, mogłyby uwolnić świat od lęku, gdyby nie fakt, że wciąż oczekujemy na Jego powtórne przyjście. Uwolnienie od zła (a zatem i strachu) nastąpi dopiero w Królestwie Boga, na końcu czasów.

Nowoczesność, mająca swoje korzenie w naukach, jakie przyniosło Pismo Święte, także głosi wyzwolenie od lęku, jednakże nie upatruje go w przyszłości. Jest ono możliwe, już teraz, dzięki rozumnemu wysiłkowi ludzkiemu.

I oto w świecie, zajętym nieustanna ucieczką do lęku, zgrozy i trwogi, pojawia się wystawa, która ma na celu ich ukazanie widzom, a jednocześnie ma ambicję by nie stać się muzealną odmianą horroru, czy wspomnianego już labiryntu strachu.

Oczy i maski

Jak bardzo przeraża nas maska, która stała się znakiem całej wystawy? Z jednej strony jej kolor i kształt nawiązują do maski teatralnej lub karnawałowej, co uspakaja, ale z drugiej pękający gips (a może glina?) wprowadza niepokój. Zupełnie nieświadomie wdziera się w nasze myśli fakt, że owa zasłona (każda maska jest zasłoną) kruszy się i możemy oczekiwać, że coś zza niej się wyłoni. Problem zaś w tym, że nie wiemy co. Oczodoły są puste głębią czerni.

zdjęcie z wystawy

Mówimy, że oczy są bramą duszy… Co zatem zapowiada owa wręcz namacalna pustka? Na wystawie znajdujemy odpowiednik maski będącej znakiem całej wystawy. Gustaw Grodecki (wciąż za mało znany polski malarz tworzący w pierwszej połowie XX wieku) prezentuje nam autoportret, w którym chłopięca twarz – z założenia budząca sympatię (wszak młodość zawsze jest sympatyczniejsza od starości) – wywołuje u widza uczucie lęku. Efekt ten jest uzyskany bardzo prostym zabiegiem. Oczodoły, dzięki grze światła i cienia w całym malowidle, wydają się całkiem czarne i puste. Nie wiem, czy któremuś ze zwiedzających chciało wpatrywać się w obraz na tyle długo, aby odkryć, ze oczy są jednak widoczne. Co więcej, wpatrują się w nas z niezwykłą intensywnością. Mimo to twarz chłopca stała się obrazem pośmiertnej maski. Śmierć dziecka? Co może napawać większym lękiem?

Oczy stanowią jeden z najskuteczniejszych zabiegów wizualnych kreujących emocje u widza. Pustka, ślepota, intensywność pojrzenia, gniew lub inne uczucia – na wystawie możemy ujrzeć pełną gamę. Warto zwrócić uwagę na rolę, jaką oczy pełnią w wizerunkach szatana.

Prezentowany w Kielcach Mefisto Feliksa Jabłczyńskiego jest swoistym wykoślawieniem wizji człowieka, podobnie jak Lucyfer z grafiki Franza von Stucka. W pełnej namysłu twarzy demona najbardziej charakterystycznym punktem są oczy. Uważnie wpatrują się w oglądającego, co w połączeniu z nieruchomą, bladą twarzą czyni z postaci stojącej przed obrazem, nie tyle widza, co ofiarę.

W tym kontekście zupełnie zrozumiała staje się także obecność na wystawie obrazu Benona Liberskiego Dyspozytor. Kontrast pomiędzy plastyczną, przestrzenną bryłą twarzy, a płaskim układem lampek, wskaźników i przycisków współgra z układem świateł i cieni. Co jest strasznego w sympatycznej twarzy dyspozytora? Decydują właśnie oczy – wpatrują się w nas uważnie, a co więcej, dziwnie nie współgrają z plastyczną, żywą fizjonomią wizerunku. Co myśli ów dyspozytor – ucieleśnienie leków przed technologiczną zagładą? Nie wiemy… i to chyba przeraża nas najbardziej.

Czego się boimy?

Najczęściej pytamy nie o to, dlaczego się boimy, ale czego? Przyczyny lęku są tożsame z jego źródłem. Wystawa jest prawdziwym zbiorem strachów. Alfred Wierusz-Kowalski zobrazował lęk przed wilkami – w zbiorowej wyobraźni chyba już prawie zapomniany, wytępiony niemal do szczętu razem z drapieżnikami. Mimo to ciągle coś strasznego dla nas, stojących przecież na szczycie drabiny żywienia, kryje się w fakcie, że czasem sami staniemy się pokarmem i że bolesne rozrywanie na sztuki może zrównać nas z zającami i sarnami.

Przerażają nas siły, na które nie mamy wpływu – widzimy je na wystawie. Pożary, burze morskie, wojny, zarazy. Zdumiewający jest lęk przed dawno nieistniejącą instytucją, jaką była Święta Inkwizycja. Przeraża nas sama legenda. Boimy się siły Boga – widać to w lęku przed Sądem Ostatecznym, ale także scenami ukazującymi jego gniew, jak w przypadku wygnania z raju czy obrazami piekła.

zdjęcie zwiedzających wystawę

Wystawa w  dawnym muzeum biskupim w Kielcach jest całkiem spora, dlatego też wyliczanie dzieł czy motywów mogłoby ciągnąc się w nieskończoność. Niedobrze byłoby jednak, gdybyśmy potraktowali ją jak zwykłe pobudzenie emocji, jak poszukiwanie dreszczyku. Warto zapoznać się z artystyczną stroną tych obrazów.

Kiedy trwoga panuje

Są to dzieła, trzeba to przyznać, o różnej wartości artystycznej. Żadne, co prawda, z eksponowanych malowideł nie jest dziełem kiepskim, ale nie wszystkie są pracami wybitnymi. Przykładem niech będzie Chrystus w ogrójcu Tomasza Dolabelli. O ile większość obrazów na kieleckiej wystawie ma na celu przerazić widza, ten jest próbą ukazania trwogi, jaka panuje nad człowiekiem.

Jest coś zdumiewającego w tym, jak teksty Ewangelii przedstawiają postać Zbawiciela, który się boi. Szczegółowe opisy ogarniętego przerażeniem Jezusa znajdujemy w trzech ewangeliach synoptycznych – według Mateusza, Marka i Łukasza. Czytamy tam:

Wtedy rzekł do nich: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną!” I odszedłszy nieco dalej, upadł na twarz i modlił się tymi słowami: «Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty» [Mt 26, 38–39].

Wkrótce ogarnęła Go trwoga i poczuł głęboki lęk. – Moją duszę ogarnął śmiertelny smutek – powiedział. – Pozostańcie tu i czuwajcie ze Mną. Odszedł na bok, padł na ziemię i zaczął się modlić, aby, jeżeli to możliwe, ominęła Go ta straszliwa chwila [Mk 14, 34–35].

A sam oddalił się od nich na odległość jakby rzutu kamieniem, upadł na kolana i modlił się tymi słowami: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba i umacniał Go. Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię [Łk. 22, 41–44].

Języki w różny sposób wyrażają stopień lęku, jaki ogrania człowieka. W języku polskim intuicyjnie wyczuwamy, czym różni się lęk od strachu, trwogi czy przerażenia, ale nie umiemy tych różnic dokładnie opisać. Podobnie autorzy ewangelii używali rozmaitych słów, wyczuwając, że żadne z nich nie umie w pełni oddać poziomu przerażenia kogoś, kto wie, że wkrótce osiągnie najwyższy stopień cierpienia – zarówno psychicznego, fizycznego, jak i moralnego.

Jak powszechnie wiadomo każde zdanie, każde słowo zawarte w ewangeliach zostało przeanalizowane przez specjalistów z wszelkich możliwych do wyobrażenia dziedzin. Zatem nie powinno zaskakiwać, że czytali je także psychologowie. I – jak się okazuje – opisy nie są bynajmniej poetycką przesadą. Słabość, która nie pozwala na utrzymanie się na nogach, nerwowe słowa, a nawet krwawy pot mogą być somatycznymi symptomami wskazującymi na ogromny strach. Ewangelie są oparte na ludzkim doświadczeniu – problem polega na tym, że artyści, nawet najsprawniejsi, mają problem, jak zobrazować zapisane słowa. Sprawność techniczna i rozwinięta imaginacja mogą być pomocne, ale istnieje także zagrożenie, że artysta popadnie w banał. To niestety jest przypadek prezentowanego obrazu Dolabelli. Modlitwa w Ogrójcu jest jednym z jego słabszych obrazów. Starając się ukazać ekspresję omdlewającego Zbawiciela, podtrzymywanego przez anioła, malarz nie ustrzegł się błędów anatomicznych, i trzeba ze smutkiem stwierdzić, że skróty perspektywiczne raczej nie przydały jakości dziełu. Jednocześnie nie udało mu się stworzyć dzieła wybijającego się z innych powodów. Obraz z Muzeum Narodowego w Krakowie jest przeciętny i powielający w swej kompozycji schemat przedstawienia ewangelicznej sceny.

Zaraza - obraz

Warto zwrócić uwagę, że duża liczba obrazów, zwłaszcza powstałych w okresie renesansu, pomija chwilę trwogi, jaka ogarnęła Mesjasza. Widzimy albo postacie heroiczne, albo przesłodzone sceny rodzajowe. Nader często odnosimy wrażenie, że artyści, zdając sobie sprawę, że temat ich przekracza, szli jedynie w kierunku odtworzenia historii, zaprezentowania anegdoty. Czy jest możliwe zobrazowanie tak głębokich odczuć psychicznych? Dzieło Dolabelli nie potrafi dać nam odpowiedzi na to pytanie.

Walka ze strachem

Wystawa w Kieleckim Muzeum Narodowym obecnie jest niedostępna dla zwiedzających. Miejmy nadzieję, że wystawę będzie można jeszcze zobaczyć, że nie zniknie razem z odpływająca zarazą. Notabene, warto przyjrzeć się uważnie grafice Maxa Klingera o tytule Zaraza. Artysta starał się na nim ukazać, wręcz dosłownie, lęk, jaki budzi morowe powietrze, zwizualizowane w postaciach czarnych wron, które wleciały do szpitala przez gwałtownie otwarte okna. Furkoczące w przeciągu firanki wzmacniają ważnienie nagłości wtargnięcia ptaków. Ale nie owych złowrogich stworzeń boją się leżący w łóżkach chorzy i pielęgnujące ich zakonnice. Na szpitalne sale wtargnęło „powietrze” – ów najstraszliwszy wróg z czasów pomoru, niezbędne do życia staje się teraz przyczyną śmierci.

W żadnym przypadku nie należy jednak traktować kieleckiej wystawy jako lekarstwa, szczepionki na lęk. Należy się bać, strach może być zdrowy i motywujący. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza w obecnym, morowym czasie.

Wystawa: STRACH, 26 listopada 2019 – 29 marca 2020, Muzeum Narodowe w Kielcach, Kurator, autor scenariusza Joanna Kaczmarczyk, oprawa plastyczna Leszek Mądzik.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Juliusz Gałkowski, Strachy na Lachy? Czego uczy nas kielecka wystawa o strachu, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 43

Przypisy

    Powiązane artykuły