25.06.2020

Nowy Napis Co Tydzień #055 / Sutra trzech niejasności

Umyka jak szczur z krawędzi chodnika,

a światło latarki niczego nie chroni,

róż na policzkach gada za obecnych:

mów pogrzebowych nie mówi się głośno,

a szepty szpecą podniosłe ceremonie,

gdy sąd najwyższy ogranicza się belką.

 

O szu’, O szu’ szumie szubienic w lasach

liściastych, o brzozo w błystkach i haczykach,

w porwanych skrzelach też jest prawda,

w złamanych karkach jest teza i kalka.

 

W rybiej łusce jest ład i mamidło,

to ciało, kościół, kości i litania,

jest prezent z zaświatów: prawo naturalne

i białko śliniące się na ślęczących nad nim

biednych biskupów, tak suchych jak wióry,

że płoną, gdy nie skapnie kropla, by ich lęk ugasić:

bo co powie brzezina?

 

Co jeszcze w brzuchu miasta?

 

Guru zawodzą:

wyborcza brednia, woda jest matką ożywczych spękań,

lecz kiedyś mur opadnie

jak osuwisko, a nie jak kurtyna.

 

Dostaniemy po ryju: ja dziecko i ty dziecko

światłem nowego prawa i interpretacji.

 

Na startych tekstach nowe zakiełkują.

 

Widziałem deszcz absurdalny, bo był oceanem,

twarze tępe i miękkie jak płaty skóry wyciągane hakami

z basenu formaliny.

 

Widziałem się po polsku:

 

żyjącego trupa w gnieździe z wikliny.

 

2011–2019

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Edward Pasewicz, Sutra trzech niejasności, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 55

Przypisy

    Powiązane artykuły