02.07.2020

Nowy Napis Co Tydzień #056 / Drobna proza drobnego życia

W trakcie czytania opiłków i okruszków, a zwłaszcza początkowych partii powieści poświęconych dzieciństwu, stale miałem w pamięci jeden z sonetów nieśmiertelnego mistrza dobrego życia, Leopolda Staffa. Warto przytoczyć go w całości, aby następnie uchwycić sedno (czy też raczej „serce”) najnowszej powieści Tomasza Jastruna:

Poezja starych studni, zepsutych zegarów,
Strychu i niemych skrzypiec pękniętych bez grajka,
Zżółkła księga, gdzie uschła niezapominajka
Drzemie – były dzieciństwu memu lasem czarów...

Zbierałem zardzewiałe, stare klucze... Bajka
Szeptała mi, że klucz jest dziwnym darem darów,
Ze otworzy mi zamki skryte w tajny parów,
Gdzie wejdę – blady książę z obrazu Van Dycka.

Motyle-m potem zbierał, magicznej latarki
Cuda wywoływałem na ściennej tapecie
I gromadziłem długi czas pocztowe marki…

Bo było to jak podróż szalona po świecie,
Pełne przygód odjazdy w wszystkie świata częście…
Sen słodki, niedorzeczny, jak szczęście… jak szczęście…L. Staff, Dzieciństwo z tomu Ptakom niebieskim [w:] tegoż, Wiersze zebrane, t. I, oprac. M. Szypowska, Warszawa 1955, s. 253.[1]

Z kolei powieść Jastruna – niewielkich rozmiarów książeczka złożona z krótkich rozdziałów – zaczyna się od następującego obrazu:

W drewnianej podłodze są szpary, mieszka w nich nie wiadomo co, plamka światła biegnie po podłodze, chce ją złapać, ale mu ucieka, mama bierze go na ręce i całuje w policzek, mama pachnie mamą, tata chodzi po kuchni i wymachuje rękami, jest zdenerwowany, często jest zdenerwowany, głaszcze go jednak po głowie, klocek stawia na klocku coraz wyżej i wyżej, wieża się przewraca […], gotuje się zupa, leci z niej para i brzydko pachnie, nie lubi tej zupy, babcia znowu będzie go zmuszać do jedzenia, nudzi mu się, ta nuda pachnie starymi kapciamiT. Jastrun, opiłki i okruszki, Warszawa 2020, s. 5.[2].

Wydaje się, że pomiędzy wczesnym Staffem i Jastrunem zachodzi tajemne porozumienie. Obaj twórcy chętnie ulegają czarowi codzienności, widząc w świecie najzwyklejszych zjawisk poetycką przestrzeń. Mowa o literaturze silnie ukierunkowanej na bezpośredni i zmysłowy kontakt z rzeczywistością, a przy tym bazującej na dziecięcym zafascynowaniu światem, który jawi się jako najbliższy i najbardziej namacalny. Już sam rozmiar opiłków i okruszków, przypominający raczej tomik wierszy, aniżeli powieść, świadczy o medytacyjnym charakterze tego utworu.

A więc to, co nieustannie zdumiewa mnie w prozie Tomasza Jastruna, bez wątpienia jednego z najlepszych żyjących autorów, to inspirująca i pozazdroszczenia godna umiejętność koncentracji na żywej tkance codzienności. Dlatego też szczególnego znaczenia nabiera tytuł jego najnowszej książki. Zarówno „opiłki”, jak i „okruszki” to drobnostki, które pozostają po pracy w warsztacie, albo po posiłku. To coś powszedniego, niezauważanego, a przecież nierozerwalnie sprzęgniętego z powszednim żywotem szarego człowieka. To coś, co buduje codzienność, mimo iż jest jedynie pozostałością, produktem ubocznym zwykłych czynności życiowych. Opiłki i okruszki to materia zbędna, nikomu niepotrzebna, taka, którą należy posprzątać. Z jednej strony świadczy ona o życiu, które pojawiło się na pewien czas, a z drugiej – przypomina o nietrwałości wszystkiego, co związane z istnieniem. Taki jest też styl narracji, na jaki zdecydował się Jastrun. Nie jest to płynnie opowiedziana ani nawet kompletna historia. Do czynienia mamy raczej ze skrawkami wspomnień i wyznań skoncentrowanych – co ciekawe – na tych pozornie najbardziej błahych, a najmniej istotnych elementach rzeczywistości. Każdy rok (bo powieść podzielona została nie na rozdziały, lecz na lata) to zaledwie kilka zdań, czasem jeden akapit, rzadziej dwie strony, które nie informują wcale o ważnych wydarzeniach. Dla autora znaczenia nabierają banalne gesty, fragmenty rozmów czy pojawiające się na chwilę myśli.

Gdyby pokusić się o porównanie opiłków i okruszków do jakiegokolwiek innego dzieła współczesnej literatury, to najbliższe temu zestawieniu okazałyby się zapewne słynne Żywoty maluczkich Pierre’a Michona. Obu autorów łączy swoista czujność na impulsy sensu, które docierają do człowieka przez to, co nazywamy powszedniością. Spojrzenie Jastruna jest jednak czulsze, mniej intelektualne, nie tak chłodne i zdystansowane, lecz znacznie bliższe przeżyciu swoich bohaterów. To proza o mniejszym ładunku filozoficznym aniżeli Żywoty maluczkich, ale mocniej ukierunkowana na prawdę doświadczenia. Co równie istotne, podobnie jak u Michona, mamy w powieści Jastruna do czynienia z formułą, którą można by określić jako odwrócenie „powieści pokoleniowej”. Ramą historyczną dla opiłków i okruszków są bowiem przemiany ustrojowe, które nastąpiły w Polsce pomiędzy latami 50. a latami 40. XX wieku (narracja, co ciekawe, sięga nieco w przyszłość, zatrzymując się na roku 2014). W pewnym sensie bohaterem powieści Jastruna jest rodzina. Nie dostajemy jednak takiego opisu więzi międzyludzkich na szerokim planie stosunków społecznych, jaki cechował chociażby prozę realistyczną. A więc kameralność opiłków i okruszków odwraca logikę typowej „powieści pokoleniowej”. Sprawy historycznie ważne schodzą na dalszy plan. Istotne okazuje się natomiast to, co kameralne i prywatne.

Należy zatem zauważyć, że głęboki sens opiłków i okruszków – rozpatrywanych zarówno pod względem fabuły, jak i mimo wszystko eksperymentującej formy – ustanowiony został na swoistym paradoksie. Pod względem struktury literackiej jest to wszakże mała proza opowiadająca o rzeczywistości zbudowanej z drobnych rzeczy, słów i gestów. Ale właśnie za ich pomocą Jastrun roztacza przed czytelnikiem świat spraw wielkich, chociaż ukrytych i intymnych; ważnych za przyczyną wpisanej w nie ludzkiej głębi oraz autentyczności, które decydują o tym, co okazuje się w obliczu przemijającego czasu najbardziej fundamentalne. Opiłki i okruszki poruszają przy okazji temat pamięci, ukazując, że po dziejowej zawierusze pozostają nie tyle wspomnienia wydarzeń głośnych, ale właśnie okruchy przeżywanej wtedy rzeczywistości. Pod pewnymi względami można więc skojarzyć powieść Jastruna z wielkimi powieściami ukonstytuowanymi z jednej strony na portrecie rodzinnym, a z drugiej na dychotomii trwania i przemijania, jak Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej czy Noce i dnie Marii Dąbrowskiej. Jednocześnie autor dokonuje na gruncie polskiej tradycji literackiej szeregu istotnych przewartościowań. Jego powieść mogłaby zostać napisana jako jedna z wielkich sag albo nowoczesny przykład rozrachunku z dziedzictwem poprzedniej epoki (typu prozy wyraźnie zaznaczającej swoją obecność w historii polskiej literatury), gdyby nie fakt, że świadomie wybrana została forma fragmentaryczna. Historia wraz z jej burzami i znakami czasu dociera do życia bohaterów jak gdyby z oddali, słyszalna jedynie jako echo. Poznajemy ją przez pryzmat przeżycia bohaterów, ich luźnych skojarzeń, wyznań i przebłysków pamięci. Dzięki temu Jastrun staje się autorem europejskim, uniwersalnym, choć głęboko osadzonym w problemach transformacji ustrojowej w Polsce.

Opiłki i okruszki potwierdzają coś, co było już wiadome od dawna. A mianowicie: Jastrun jest niekwestionowanym mistrzem krótkich form prozatorskich. Jego warsztat odznacza się zarówno precyzją i klarownością Guy de Maupassanta, fantazją i zafascynowaniem światem, którymi charakteryzował się młody Leopold Staff, jak i „kontemplatywnością” Karla Ove Knausgårda. Zarazem jednak Jastrun jest autorem osobnym, w pełni autonomicznym i oryginalnym. Unikalną wartością większości jego książek jest chociażby nieznana innym autorom (nawet Wiesławowi Myśliwskiemu) koncentracja na najdrobniejszych elementach rzeczywistości. Koncentracja – należałoby dodać – pozbawiona wychwytywanych elementów filozoficznego uwznioślenia, a jednak ukochana, paradoksalnie wywyższona w małości i zwyczajności codziennego życia. Przestrzeń dzieł Jastruna zostaje przy tym ograniczona do jednego, dwóch lub trzech bohaterów, tak aby uwagę czytelnika przykuwał nie tyle świat wokół, choćby zmieniający się głośno i dramatycznie, ile raczej mimika twarzy, wzrok czy tembr głosu. Wszystkim tym cechują się opiłki i okruszki. Zarazem jednak należy zauważyć, że nie wszystkie partie najnowszej książki Jastruna reprezentują ten sam poziom obrazowania, prowadzenia narracji czy też maestrii w opanowaniu materii języka. Jako całość jest to tomik nierówny. Pod tym względem bardziej spójną i równiejszą artystycznie okazała się poprzednia książka Jastruna, opublikowany dwa lata wcześniej doskonały zbiór medytacyjnych opowiadań, splot słoneczny (w moim głębokim przekonaniu jedno z najwybitniejszych, o ile nie najwybitniejsze dzieło tego autora, a z pewnością jeden z najlepszych reprezentantów współczesnej polskiej prozy). Opiłki i okruszki nie wprowadzają też żadnej zasadniczej nowości w literacką spuściznę Jastruna, być może prócz jednej – fragmentaryczności, która dokonuje odwrócenia „historyczności” polskiej powieści rodzinnej i pokoleniowej, a przy tym daje się czytać nie tylko jako spójną narrację, ale także jako zbiór małych poetyckich skrawków prozatorskich.

Tomasz Jastrun, opiłki i okruszki, Warszawa 2020.

Okładka książki "opiłki i okruszki"

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Michał Gołębiowski, Drobna proza drobnego życia, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 56

Przypisy

    Powiązane artykuły