23.07.2020

Nowy Napis Co Tydzień #059 / To, co jest pomiędzy nami, kochanie

Jeden telefon sprawił, że cały dotychczasowy świat Macieja Tomczyka zawalił się. Jego żona Janina zginęła w wypadku samochodowym. Przed Maciejem teraz trudne chwile: przekazać swoim córkom, że właśnie straciły matkę, rozpoznać zwłoki, rozpocząć formalności związane z pogrzebem. Nie potrafi jednak zrozumieć, dlaczego Janina miała wypadek pod Mrągowem, skoro pojechała do Krakowa. W dodatku na pogrzebie zjawia się nikomu nieznany mężczyzna…

To ja zabiłem własną żonę

Harlan Coben? Gillian Flynn? Nie, to Wojciech Chmielarz i jego najnowsza książka pod tytułem Wyrwa. Chmielarz na dłuższy czas pożegnał się ze swoim komisarzem Jakubem Mortką, który rozwiązywał kryminalne zagadki w sześciu powieściach. Sukces przyszedł wraz ze Żmijowiskiem, które przyniosło zmianę gatunkową z rasowego kryminału na thriller psychologiczny z mroczną tajemnicą. Wyrwa podążą tą samą ścieżką. Cykl z Mortką pozwolił Chmielarzowi wypracować dbałość o szczegóły, a przede wszystkim stworzyć wyraziste postacie. Maciej Tomczyk to Jakub Mortka w cywilu: obydwaj niezbyt dobrze radzą sobie w damsko-męskich relacjach. Bohater Wyrwy to spokojny mężczyzna, może nawet nazbyt spokojny. Kilkanaście lat małżeństwa, nudna praca jako analityka od tabelek w Excelu, ciągłe gonienie za każdym dodatkowym zleceniem, byleby spłacić kredyt, uczyniło z niego domatora w ciepłych kapciach. Chmielarz sukcesywnie buduje portret mężczyzny, który jest niespotykanie spokojnym człowiekiem. Pojawiają się kolejne sytuacje – przedszkole, do którego chodzi jego najmłodsza córka, rozmowy z teściami – w których pokornie zgina kark. Gdy wreszcie uderzy pięścią w stół, a robi to dopiero na 121 stronie, czytelnik mruczy pod nosem: no wreszcie. Maciej Tomczyk to taki everyman, człowiek z twarzy podobny zupełnie do nikogo, każdy z nas. Zasiedziały za biurkiem, kochający mąż i ojciec, żyjący wiecznie pracą, bo zawsze jest coś do zrobienia. Gdy relacjonuje swoje małżeństwo, bohater Wyrwy kreśli portret dzisiejszych 30- i 40-latków, którzy trochę się zagubili w granicach między pracą a życiem: „Tak bardzo chcieliśmy być dorośli i odpowiedzialni, że zapomnieliśmy o tym, czego kiedyś pragnęliśmy. A kiedyś pragnęliśmy przede wszystkim być szczęśliwi”.

Trudno jednak nie lubić Macieja Tomczyka. Żyje życiem każdego z nas i spotyka go to, co każdego z nas najbardziej przeraża. Nie tylko dlatego Wyrwę czyta się z zapartym tchem. Chmielarz umiejętnie konstruuje każdy rozdział tak, aby kończył się jakimś intrygującym stwierdzeniem lub nagłym zwrotem akcji, które wymuszają przewrócenie kolejnych kartek książki. No i jeszcze bohater Wyrwy, który powtarza niczym mantrę: to ja zabiłem własną żonę.

To ty zabiłeś moją żonę

Bohater snuje opowieść o typowym współczesnym małżeństwie, w którego obrazie każdy może się odnaleźć. Poznanie się na studiach, najpierw ślub, potem dzieci. Kredyt we frankach. Dwie córeczki. I marzenia, które rozbiły się o codzienność. Janina, żona Macieja, miała być pisarką, a została dziennikarką od celebrytów i plotek. Miała tworzyć własne światy, a odtwarzała cudze. Napisała jedną powieść, która spotkała się ze średnim zainteresowaniem. Drugą już nikt nie był zainteresowany. Maciej zaś pracował jako analityk w firmie i – jak wszyscy mu powtarzają – nie wykorzystał swojej szansy. Teraz bierze niemal każde dodatkowe zlecenie, aby wykazać się coraz młodszym od siebie szefom. Rutyna dni – przedszkole, szkoła, praca – przetykana gorzkim połykaniem własnych marzeń. Ale mieli siebie, wspierali się, jedno niosło drugie. Wypadek samochodowy sprawia, że w portrecie pojawia się rysa. Im bardziej Maciej przygląda się zadrapaniom na małżeńskim obrazie, tym więcej zadrapań dostrzega.

Poczułem, że po raz kolejny ją zawiodłem. Byłem mężem, który zapomniał o marzeniach swojej żony. A ona zawsze mnie wspierała, kiedy ponosiłem porażkę, i zawsze powtarzała mi, że następnym razem już na pewno się uda. Że jestem wybitnym analitykiem. I byłem nim. A to dlatego, że nie zadowalałem się byle czym, potrafiłem drążyć głębiej. Gdy dostawałem odpowiedzi, wykorzystywałem je, żeby zadać kolejne pytania. Tak długo, aż zniknęły wszystkie moje wątpliwości. 

Wyrwa nie jest łzawą opowieścią, choć Chmielarz potrafi wywołać wzruszenie u czytelnika. Autor sprawnie obraca codziennymi zwrotami małżonków, aby postawić je w zupełnie nowym świetle po wypadku samochodowym. Niedbale rzucone słowa nieustannie wracają, niepokojąco odbijając się od natrętnej pamięci. Chmielarz nie byłby sobą, gdyby nie zaproponował czytelnikowi mrocznej zagadki. Bohater Wyrwy powtarza ją nieustannie: dlaczego Janina zginęła pod Mrągowem, skoro pojechała do Krakowa? Maciej jest analitykiem, przetwarza dane, układa je w racjonalnych tabelkach, ale one się nie sumują. Pojawienie się nieznanego mężczyzny na pogrzebie żony doprowadza bohatera do pytań, których normalnie nigdy by nie postawił. W poszukiwaniu odpowiedzi na nie zaczyna się pośmiertny dramat małżeństwa: grzebanie w osobistych rzeczach, przeglądanie zawartości komputera, uporczywe powracanie do wydawałoby się nieistotnych rzeczy z przeszłości, nachodzenie znajomych, wizyty w miejscu pracy… Wszystko to jest bolesne, ale nader czytelne. Czy Maciej naprawdę znał swoją żonę? Każdy nosi w sobie wiele życiorysów, jakby po każdym na daną część życia. Kimś innym jestem w pracy, inaczej się odzywam w domu, moje hobby wyciąga ze mnie kogoś innego. Małżeńskie śledztwo pokazuje Maciejowi, że nie wszystko wiedział o żonie. Zanim zaczniemy domniemywać własną odpowiedź, Chmielarz postawi swojego bohatera przed wyborem drogi: Maciej odsunął się od Janiny zapatrzony w kredyt i aspirując do uciekającego awansu, czy raczej Janina wybrała podwójne życie? Nieunikniony wybuch agresji, którą czytelnik odnotowuje po setnej stronie, jest zapowiedzią przemiany bohatera. Zagadkowy nieznajomy z pogrzebu zdaje się być w posiadaniu jakiejś części odpowiedzi. Spokojny analityk komputerowy, mężczyzna w kapciach, musi zmienić się w łowcę, choć na dobrą sprawę nie wie, o co zapytać. Czy poza wykrzyczanym bólem ma rzeczywiście jakieś podstawy do oskarżeń?

Wszyscy mężczyźni, którzy kochali Janinę T.

Chmielarz umiejętnie myli tropy, rozkosznie wodzi czytelnika za nos. Recenzujący ma problem, aby napisać cokolwiek więcej i nie psuć czytelnikowi przedniej zabawy. Tu codzienne małżeńskie słowa nabierają innych znaczeń, pozornie sielankowe sytuacje powracają w zupełnie nowej odsłonie. Jednocześnie akcja Wyrwy nabiera tempa od niemal pierwszych stron. W zasadzie czytelnik świadomy tego, że czyta Chmielarza wie, czego się spodziewać: będzie tajemniczo i coraz bardziej brutalnie aż do zaskakującego finału. Warto zatrzymać się nad sposobem, w jaki autor wprowadza do świata powieści sceny agresywne. Nie ma tu epatowania krwawymi opisami, wielostronicowych opisów kolejnych uszkodzeń ciała. Chmielarz jest dyskretny; przemoc jest opisana krótko, dokładnie tyle, ile potrzeba. To nie opisy destrukcji ciała robią wrażenie, ale atmosfera, jaką kreuje. Podobnie jest ze scenami erotycznymi. Jednym czy dwoma zdaniami potrafi stworzyć przekonujący obraz. Warto dostrzec tę unikalność Chmielarza, który potrafi zaczarować czytelnika, a nie pozbawić go wyobraźni.

Wydawać by się mogło, że kilkuletnia zażyłość z Jakubem Mortką wepchnie Wojciecha Chmielarza w opisywanie detali, skrupulatność poszlak, poszukiwanie detali. Nic z tego. Autor wprowadza swoją powieść dokładnie tam, gdzie jest miejsce rasowego kryminału. W świat emocji, bo to właśnie one mają w sobie siłę sprawczą. Świetnie to widać w wypowiedzi teścia Macieja:

Matki zawsze bardziej kochają swoje dzieci od ojców […]. Ale to my, ojcowie, nienawidzimy mężczyzn, którzy zabierają nam nasze córki. Ty jeszcze tego nie znasz, nie rozumiesz, wkrótce jednak dziewczynki dorosną i sam się przekonasz. Będziesz gardzić każdym chłopakiem, którego przyprowadzą do domu. Każdego będziesz podejrzewać o to, co najgorsze. I każdemu z nich będziesz życzyć, żeby sobie połamał nogi i przestał przyłazić do twojego domu. Taka jest natura rzeczy. Kobietom przypadła miłość, nam nienawiść. 

Wyrwa mówi o sile miłości, ale również o jej ciemnym obliczu: zemście, podporządkowaniu i straconych marzeniach. To również opowieść o wielkiej miłości, która powszednieje pod pręgierzem kredytu, codziennych obowiązków, rutynie bliźniaczo podobnych obowiązków, które przynosi rodzicielsko-małżeńskie życie. To wreszcie książka, którą nie tyle się czyta, ile łakomie pochłania, a jednocześnie jej lektura stawia dotkliwe pytania o własne życie i wystawia sumieniu rachunek do zapłaty.

 

W. Chmielarz, Wyrwa, Marginesy, Warszawa 2020.

 

Zachęcamy do odwiedzenia bloga Marcina Cieleckiego:  https://marcincielecki.wordpress.com/

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Marcin Cielecki, To, co jest pomiędzy nami, kochanie, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 59

Przypisy

    Powiązane artykuły