23.07.2020

Nowy Napis Co Tydzień #059 / Śledztwo w bibliotece

Miejscem akcji książki Imię róży, której ważną częścią są wątki śledcze, jest średniowieczna książnica. Niniejszy tekst nie będzie jednak dotyczyć kryminałów, których miejscem akcji były biblioteki. Nie będzie też w nim ani słowa o przestępstwach popełnionych w czytelniach, z kradzieżą ulubionej, niedostępnej książki włącznie. Zaglądamy do nieocenionych miejsc użyteczności publicznej, którymi są biblioteki, aby zbadać, jaką poczytnością cieszy się kryminał.

Zagadka klasyfikacji

Nie miejsce tu, aby zastanawiać się nad granicami konwencji tego gatunku. Na potrzeby „śledztwa” przyjmijmy, że jest to dział literatury, którego fabuła organizuje się wokół zbrodni, chociaż z punktu widzenia mojej misji lepiej byłoby przyjąć, że jest nim to, co na półce z kryminałami zostało umieszczone.

W czasie swojego śledztwa odwiedziłem trzy lokalne biblioteki – dwie miejskie i jedną wiejską. Były to takie biblioteki, w których czytelnicy mają bezpośredni dostęp do półek. Zlokalizowanie w nich regałów z kryminałami w żadnym z przypadków nie wymagało umiejętności dedukcji Sherlocka Holmesa, a nawet lotności porucznika Borewicza. We wszystkich bibliotekach regały te były jednymi z najłatwiej osiągalnych, obok literatury podróżniczej i science-fiction, przy czym te dwa niekryminalne gatunki zajmowały na bibliotecznych półkach znacząco mniej miejsca niż powieści kryminalne. Dalsza analiza porównawcza w kwestii objętości księgozbioru przyniosła jeszcze większe zaskoczenie – w każdym przypadku kryminały zajmowały podobną liczbę regałów, co cały dział literatury polskiej!

Klasyfikowanie książek jest dla prostego śledczego czymś nie do końca oczywistym, więc zapytałem bibliotekarkę o to, według jakiego klucza porządkuje się zbiory.

– Jeśli książka jest literaturą polską i kryminałem, to w którym dziale zostaje umieszczona? – zapytałem.

– W dziale z kryminałami – zeznała bez wahania.

Według informacji mojej rozmówczyni, nawet jeśli autor, oprócz wielu innych dzieł, ma na koncie tylko jedną powieść kryminalną, nie dołączy ona do pozostałych jego książek umieszczonych w dziale „literatura polska”. Trafi na półkę z kryminałami. W praktyce jednak różnie z tym bywa – i tak książki Jakuba Małeckiego Dygot i Roberta Małeckiego Najgorsze dopiero nadejdzie nie zostały zidentyfikowane jako kryminały, natomiast Imię róży Umberta Eco, jeden z najsłynniejszych kryminałów wszech czasów, również okazało się bardziej „Literaturą obcą” – i na taką półkę trafiło.

W odwiedzonej przeze mnie wiejskiej bibliotece dział z kryminałami był widocznie mniejszy niż w miejskich, ale powód tej dysproporcji został wyjaśniony po krótkim przesłuchaniu opiekunki zbiorów. Okazało się, że w dziale „kryminał” znalazły się wyłącznie powieści autorów zagranicznych! Wśród tamtejszych czytelników panuje przekonanie o wyższości kryminału zagranicznego nad rodzimym. Pomimo starań bibliotekarek, tylko okazjonalnie dają się namówić na lekturę, której wydanie nie wymagało przekładu. To, dlaczego traktują polską literaturę kryminalną jak coś gorszego, warte byłoby osobnego dochodzenia dla całego zespołu śledczych.

Seryjni pisarze

Bez analiz eksperckich można łatwo zauważyć to, że na regałach z kryminałami najbardziej rzucają się w oczy autorskie serie. Nie do pobicia okazał się Remigiusz Mróz z osiemnastoma pozycjami w katalogu, przy czym w chwili mojej wizyty na półce spoczywało dwanaście książek. Wśród notorycznych „recydywistów” znaleźli się Jo Nesbø z trzynastoma pozycjami w katalogu i jedenastoma na półce, Hakan Nesser (odpowiednio 19 i 11), Camilla Läckberg (16 – 12). Poza rekordowym Mrozem, rodzimi autorzy byli seryjne reprezentowani przez Marka Krajewskiego (15 – 11), Katarzynę Bondę (13 – 10) oraz Katarzynę Puzyńską (12 – 8).

Wybór książek pozyskiwanych przez lokalne biblioteki oczywiście nie do końca odzwierciedla to, co dzieje się na rynku. Na półce wśród wspomnianych potentatów trudno wytropić pojedyncze dzieła takich autorów jak Max Czornyj, Olga Rudnicka czy Jakub Żulczyk. Każdy z tej trójki autorów ma na koncie znacznie więcej książek, ale biblioteki kupują je raczej ostrożnie. Wybory czytelników, a zatem i dostosowujących się do nich bibliotek, padają na „pewniaki”. Czytelnik o bardziej wyrafinowanym guście będzie więc skazany na kupno książki.

Odwiedzone przeze mnie biblioteki nie są jednak wyjątkami. Dzięki publikowanym przez niektóre książnice rankingom najczęściej wypożyczanych tytułów, możemy przyjrzeć się temu, jak wygląda sytuacja w różnych zakątkach Polski. I tak na liście 25 najczęściej wypożyczanych książek w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Olsztynie znalazło się aż siedem książek Remigiusza Mroza. Z kolei w Wojewódzkiej Miejskiej Bibliotece Publicznej w Gdańsku najczęściej pożyczaną książką w 2018 roku był Pochłaniacz Katarzyny Bondy. Nie będzie nic odkrywczego w stwierdzeniu, iż rankingi bibliotek publicznych wygrywa literatura skonwencjonalizowana, produkowana masowo, której celem jest rozrywka.

Jak się dowiedziałem, wyznawcy książkowych seriali kryminalnych są dobrze poinformowani o tym, co ma się ukazać. Wyczekują na kolejną część serii niczym uzależniony widz serialu na kolejny odcinek. Zdarza się, że przychodzą i domagają się książek, które istnieją… jedynie w zapowiedziach.

Polityka podążania za zainteresowaniem klientów się sprawdza. Z moich wyliczeń wynika, że średnio około trzydzieści procent kryminałów przebywa tam, gdzie ich miejsce – czyli u czytelników. Dział z kryminałami w każdym przypadku był jednym z najbardziej spustoszonych przez czytelników miejsc w całej bibliotece.

Piękna i bestia

Duża liczba książek o treści kryminalnej stojących obok siebie w jednym miejscu skłoniła mnie do podjęcia analizy tego, jak wyglądają. Z dzieciństwa pamiętam, że kryminały wydawane w czasach PRL były drukowane na papierze bardzo kiepskiej jakości – ale i czytelnik był wtedy mniej wymagający. Niestety, pozostałości tego podejścia łatwo zauważyć do dziś i potwierdzają to bibliotekarki – książki tego gatunku nadal wydawane są z mniejszą dbałością o ich trwałość niż na przykład książki o tematyce górskiej.

Rodzimi miłośnicy piękna zostali przez wydawców skazani na estetyczne katusze. Poziom niewyrafinowania grafiki na okładkach kryminałów ukazujących się w Polsce to może jeszcze nie przestępstwo kryminalne, ale z pewnością co najmniej wykroczenie estetyczne. Twarde oprawki na półce z kryminałami to prawdziwa rzadkość. Czyżby sami wydawcy nie wierzyli w ponadczasowość swoich produktów i przewidywali ich krótszy żywot czytelniczy? A może w ten subtelny sposób odwołują się do tradycji tanich i wydawanych na gorszej jakości papierze serii Penny Dreadfull” i „Pulpe magazine”?

Tak o edytorskich wyborach mówi autor okładek, Przemek Dębowski z wydawnictwa Karakter:

Wydawcy komercyjni w swoich okładkowych decyzjach unikają opakowania, które mogłoby stanowić wyzwanie, które mogłoby być niezrozumiane, które mogłoby kogoś wystraszyć, zdezorientować […] Dlatego wybierają rozwiązania według nich najbezpieczniejsze, nieofensywne. Sprzedała Czarna Owca miliony „Millennium” w paskudnej czarnej okładce z obrzydliwą typografią, przybrudzoną, zniekształconą, przetartą? No to przeróbmy nasze kryminały na tę modłę. Co ciekawe, amerykańska wersja książki jest niezwykle śmiała i oryginalnaJustyna Sobolewska, Co nam mówią o książkach ich okładki, https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/1643870,1,co-nam-mowia-o-ksiazkach-ich-okladki.read [dostęp: 21.04.2020][1].

A jak jest za granicą? Dębowski:

Peter Mendelsund, autor amerykańskiej okładki Millennium, przygotował aż kilkadziesiąt jej wersji! To pokazuje nakład pracy, jaki jest konieczny, żeby wybrać wersję optymalną tak z artystycznego, jak i marketingowego punktu widzenia. A u nas wystarczy byle co i takie byle co ustanawia jakieś wzorce w branży. Co by oznaczało, znowu smutna konstatacja, że jednak ciut niżej jesteśmy na drabinie jakiegoś kulturowego rozwojuTamże.[2].

Wydawcy robią wszystko, by nie utrudnić identyfikacji gatunku nawet najmniej rozgarniętemu czytelnikowi i nie stracić choćby jednego zagubionego potencjalnego nabywcy. Powielają więc bezpieczne schematy wypracowane lata temu. Okładki są takie, jakie są, bo na te książki czekają ich wyznawcy, którzy nabędą je bez względu na ich wygląd. Inwestycja w wygląd się nie opłaca. Bibliotekarki wyjaśniają, że kiedy kryminał jest nowością, i tak ustawia się po niego kolejka czytelników. Potem na dłużej zostaje na półce.

Profil czytelnika

Zaprzyjaźniona bibliotekarka była już po paru szkoleniach dotyczących RODO i za nic nie chciała zdradzać profilu współczesnego czytelnika. A może jest on na tyle nieoczywisty, że trudno o uogólnienia? Zapytana, czy może mi cokolwiek zdradzić powiedziała, że kryminały czyta więcej kobiet niż mężczyzn. Tylko że… czytelniczek jest ogólnie więcej.

Mimo tych skąpych informacji, po kilku innych przesłuchaniach i obserwacjach, udało mi się ustalić kilka dalszych faktów. Czytelnicy kryminałów dzielą się na kilka różnych rodzajów. Część z nich pochłania wyłącznie kryminały – przychodzą do biblioteki po kolejny, taki, którego jeszcze nie czytali. Kierują się nazwiskiem autora i poleceniem. Raczej nie sięgną po inne książki.

Dla drugiej grupy pozycje tego gatunku są tylko okazjonalnym dopełnieniem innych lektur. Tacy już w drugim zdaniu rozmowy tłumaczą się z tego, że w ogóle czytają kryminały. Usprawiedliwiając się, wspominają, że lubią raczej powieści obyczajowe z przestępstwem w tle, a czytają w podróży, gdy chorują lub są na urlopie. Dlaczego potrzebowali się usprawiedliwiać? Najmniej bystry śledczy zorientuje się, że wszystkie przesłanki wskazują na to, że mamy do czynienia z kompleksem. Sam jestem miłośnikiem literatury science-fiction i wiele razy zdarzało mi się stawać w jej obronie, tłumaczyć znajomym, że w zalewie chłamu jest ukrytych wiele literackich perełek. Pamiętam też ich spojrzenia, które wskazywały, że nie zaprzeczają jedyne z grzeczności.nieukrywaną wyższością wypowiadają się o autorach „gorszych literacko” kryminałów. Jako argument podają gorszącą liczbę „produkowanych” przez autorów książek tego rodzaju – nawet sześć rocznie! Jeden z przesłuchiwanych otwarcie zadeklarował, że czyta tylko to, co napisze Nesbø, a kryminałów nie poważa, bo to „poślednia literatura”.

Jeszcze inną grupą są czytający książki tego gatunku w oryginale. Wybierają kryminały, ponieważ są wciągające, a oni chcą uczyć się języka. Wielu pisarzy zrobiło w ten sposób wielkie kariery. Kulturoznawca i krytyk literacki, Małgorzata Szpakowska, pisze: „Światowa kariera Agathy Christie wzięła się zapewne stąd, że na jej książkach uczono się angielskiego; podobnie było z francuskim i z Georges’em Simenonem”W kryminale, ankieta, „Znak” 2014, nr 709, https://www.miesiecznik.znak.com.pl/7092014ankieta-znakuw-kryminale/ [dostęp: 21.04.2020].[3].

Grupą zawodową, która najchętniej odreagowuje stres codziennego życia, czytając o tropieniu przestępców i ich karaniu są nauczyciele. Czy to jest zaskakujące? Przecież to oni są skazani na przebywanie ze świadomą swej bezkarności młodzieżą. Czy dużym uproszczeniem będzie napisać, iż odreagowują traumę czytając o tym, jak sprawiedliwość zwycięża? Czy też, co gorsza, że kanalizują mordercze instynkty w krwawych opowieściach? A może po prostu odreagowują codzienne, żmudne przerabianie klasyków? Jest to temat na poważniejsze dochodzenie. Pragnąca zachować anonimowość polonistka już na pierwszym przesłuchaniu wyznała jednak, że „«maglując» na lekcjach Mickiewicza i Kochanowskiego, ma się chęć odreagować lekturą czegoś prostszego”. To wyraźny motyw!

Trochę statystyk

A jak wyglądają ogólnopolskie trendy? Biblioteka Narodowa od kilku lat przeprowadza sondaże dotyczące czytelnictwaStan czytelnictwa w Polsce w 2017 roku – raport Biblioteki Narodowej, https://www.bn.org.pl/aktualnosci/3497-stan-czytelnictwa-w-polsce---pelny-raport-do-pobrania.html [dostęp: 21.04.2020].[4]. Z trzech ostatnich raportów BN (z których ostatni rozrósł się do 187 stron), wybrałem co ciekawsze „kąski” związane z omawianym tematem.

Wbrew powszechnie panującej opinii, ciągle postępujący spadek poziomu czytelnictwa skończył się w 2012 roku. Od tej pory można mówić o stabilizacji, a w 2019 roku odnotowano nawet niewielki wzrost deklaracji czytelniczychhttps://www.bn.org.pl/raporty-bn/stan-czytelnictwa-w-polsce/stan-czytelnictwa-w-polsce-w-2019-r. [dostęp 20.07.2020][5]Do 2018 roku liczba użytkowników bibliotek publicznych malała, ale i ten trend w 2019 roku się odwróciłPatrz https://instytutksiazki.pl/aktualnosci,2,wzrost-liczby-czytelnikow-i-wypozyczen-w-bibliotekach-publicznych,5369.html?fbclid=IwAR1a5spTBXN3sliT161J7fv3Xpj_977umF4A7FHXVgz4NdwKfOkc8vFLBCU [dostęp 24.07.2020].[6]. Wzrasta przeciętna liczba odwiedzin w bibliotece przypadających w ciągu roku na jednego użytkownika – ci, którzy z nich w dalszym ciągu korzystali, statystycznie przychodzili nieco częściej. Powodem odwiedzin są nie tylko książki. Jak czytamy w raporcie BN:

Biblioteki to nie tylko książnice – magazyny książek, których nie muszą kupować, lecz także przyjazne i bezpieczne miejsca, gdzie można schronić się przed niepogodą, skorzystać z internetu, czasem nawet pograć na konsoli, uczyć się i pracować w skupieniu, zobaczyć z innymi ludźmi czy wziąć udział w spotkaniu, warsztatach lub dyskusji. Jest to też jedno z nielicznych miejsc w równym stopniu otwartych dla każdego: młodych i starych, pięknych i brzydkich, zamożnych i ubogich, wykształconych i tych, którzy wcześnie zakończyli swoją edukację.

Biblioteki są na trzecim/czwartym miejscu jako źródło pozyskiwania książek, po zakupach, prezentach i korzystaniu z własnych księgozbiorów. Dysponując informacją o liczbie osób korzystających z danego źródła oraz liczbie książek wyliczono jednak, że liczba książek otrzymanych w ciągu roku (do tego będących prezentem trafionym i faktycznie później czytanym) nadal jest niższa niż książek wypożyczonych.

Zwraca uwagę wysoki autorytet bibliotekarzy, którym przy rekomendacji książki – po znajomych i rodzinie – ufa najwięcej osób.

Na liście najpoczytniejszych autorów, którzy byli czytani przez co najmniej 1% uczestników ankiety, w minimum trzech edycjach badania, na trzecim miejscu znalazł się Dan Brown, a w pierwszej dziesiątce bardzo długo była tylko jedna autorka kryminałów – Joanna Chmielewska.2017 roku do listy najpoczytniejszych autorów dołączyli Remigiusz Mróz, Katarzyna Bonda i – uwaga – Agatha Christie!

Badania potwierdzają to, co usłyszałem od bibliotekarek – powstanie filmu powoduje nawrót do zainteresowania książką, na której podstawie powstał obraz, ale też przy okazji zwiększa zainteresowanie innymi książkami danego autora.

W badaniu z 2017 roku obszerną jego część poświęcono polonistkomNiewielki udział mężczyzn w badanej próbie (7%) spowodował, że trafniej będzie pisać właśnie o „polonistkach”, a nie „polonistach”. Oddaje to fakt feminizacji tego zawodu.[7]. Na liście propozycji lektur, które chciałyby omawiać z uczniami nie ma ani jednego kryminału, ale w zestawie najważniejszych autorów młodości na dwudziestym miejscu znalazła się Agata Christie. Te same polonistki zapytane o to, co czytały w ciągu ostatniego roku, na drugim miejscu wymieniają książki Zygmunta Miłoszewskiego, a na trzecim – Jo Nesbø.

Wnioski

Stwierdzenie, że kryminał jest popularnym gatunkiem, nie jest odkrywcze, ale skala tego zjawiska – po wizji lokalnej w publicznych bibliotekach – okazała się zaskakująca. Hegemonię autorów literatury kryminalno-sensacyjnej na półkach potwierdzają rankingi. Chcemy czy nie, na listach najpoczytniejszych autorów Mickiewicz i Sienkiewicz skazani zostali na towarzystwo Remigiusza Mroza i Katarzyny Bondy.

Czytelnicy z miasta różnią się nieco preferencjami od czytelników ze wsi. Ci ostatni wolą kryminały zza granicy. Z kolei pozycje dostępne na półkach i w katalogach bibliotek publicznych nie do końca odzwierciedlają to, co jest dostępne na rynku. Czytelnicy domagają się „literatury przemysłowej”, a dostęp do bardziej „wyrafinowanych” literacko książek tego gatunku jest utrudniony. Wszystkich godzi Jo Nesbø.

Najlepszym podsumowaniem dialektycznej sytuacji literatury kryminalnej w Polsce jest to, jak wygląda flirt nauczycielek języka polskiego z tym gatunkiem. Wyznają wprawdzie, że książki Agathy Christie znalazły się wśród ważnych lektur ich młodości i nie kryją, że bardzo chętnie czytają kryminały po pracy, ale na długiej liście książek spoza szkolnego kanonu, które chciałyby omawiać z uczniami, nie znalazł się żaden kryminał. Czyż nie jest to wymowna konkluzja? A przecież wśród kryminałów trafiają się literackie arcydzieła. Może więc czas na zmianę nastawienia do tego gatunku?

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Andrzej Mirek, Śledztwo w bibliotece, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 59

Przypisy

    Powiązane artykuły