06.08.2020

Nowy Napis Co Tydzień #061 / Etos NSZZ „Solidarność”. O książce Alaina Touraine'a

Nie jest łatwo opisać dzieje „Solidarności” lat 1980–1981 tak, by oddać ówczesne nastroje i dominujące wówczas społeczne nadzieje na budowę nowej, lepszej Polski. Jak ocalić dla potomnych atmosferę tamtych czasów, patriotycznych uniesień i dumy, że bierze się udział w czymś ważnym? Jak uchronić od zapomnienia to, czym żyli uczestnicy tamtych wydarzeń? Jak opisać zmianę nastroju na ulicach, w sklepach, w miejscach pracy? Jak oddać dominujące wówczas poczucie odpowiedzialności za przyszłość tego kraju oraz świadomość, że także od nas, szeregowych członków „Solidarności”, ta przyszłość zależy? Jak opisać radość z panującej na uczelniach, w szkołach swobody wyrażania opinii o tym, co dzieje się współcześnie, z mówienia prawdy o naszej przeszłości, wyrażania przywiązania do marginalizowanych w PRL tradycji?Jak dziś pamiętam obchody święta 11 listopada w Warszawie w 1981 roku. Po uroczystej mszy świętej o godzinie 19 w katedrze św. Jana, ze Starego Miasta ruszył pochód w kierunku Grobu Nieznanego Żołnierza, by tam złożyć wieńce. Szedłem na jego końcu w grupie spontanicznych uczestników, dla których to wydarzenie było uosobieniem wymarzonej wolności, jaką w dobie „Solidarności” przeżywaliśmy. Wreszcie w swoim kraju, tak jak w czasie pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II, byliśmy u siebie. Wkraczaliśmy na plac Zamkowy, gdy czoło pochodu dochodziło już do celu (na końcu szło kilku organizatorów, którzy przez krótkofalówki informowali o przebiegu marszu). Wieczór, choć jesienny, był ciepły i pogodny. Przez nikogo nieinspirowani śpiewaliśmy piosenki legionowe, o Pierwszej Brygadzie, o szarej piechocie, o ułanach, którzy przybyli pod okienko. Wszyscy odczuwali radosne zadowolenie z uczestnictwa we wspaniałym, obchodzonym z potrzeby serca święcie, wcześniej przez władze zakazanym.[1]

Trzeba zdać sobie sprawę, że zrekonstruowanie, szczególnie po latach (w tym wypadku już czterdziestu), minionej rzeczywistości nie jest możliwe. Tamte czasy minęły bezpowrotnie i o ile historycy na podstawie zachowanych źródeł są w stanie przytoczyć wiele faktów, wydarzeń i okoliczności, które towarzyszyły narodzinom i funkcjonowaniu NSZZ „Solidarności”, o tyle zawsze problemem będzie opisanie tamtej niepowtarzalnej atmosfery, jaka towarzyszyła Polakom od sierpnia 1980 do grudnia 1981 roku. Z kolei zachowane opisy przeżytych ówczesnych wydarzeń, nawet sporządzane na bieżąco, to obrazy ukazujące „Solidarność” i jej czasy z osobistej perspektywy, pełne indywidualnych interpretacji, zawierające wiele niedokładności oraz luk, często pełne autokreacji i samochwalstwa.

Wspomnień i opracowań dotyczących „Solidarności” z lat 1980–1981 powstało wiele. Warto wśród nich zauważyć książkę Alaina Touraine’aA. Touraine, F. Dubet, M. Wieviorka, J. Strzelecki, „Solidarité. Analyse d’un mouvement social Pologne 1980–1981”, Fayard, Paris 1982; A. Touraine, J. Strzelecki, F. Dubet, M. Wieviorka, „Solidarność. Analiza ruchu społecznego 1980–1981”, Europejskie Centrum Solidarności, Gdańsk 2010.[2], marksizującego socjologa, przede wszystkim ze względu na okoliczności oraz metodę badawczą, jakie związane były z powstaniem tego opracowania. Francuski uczony, specjalizujący się w analizach ruchów społecznych, był jak cała ówczesna zachodnia Europa w 1980 roku zafascynowany niespodziewanym pojawieniem się „Solidarności”. Zaskoczenie i ciekawość spowodowały, że grupa francuskich socjologów podjęła w roku 1981 w Polsce badanie fenomenu, jakim był niezależny związek zawodowy w autorytarnym kraju bloku wschodniego.

W przedmowie do pierwszego polskiego wydania swej książkiPo raz pierwszy praca Alaina Touraine’a ukazała się w Polsce w Wydawnictwie Europa w 1989 roku.[3] Touraine tak przedstawił swój punkt widzenia i cele planowanych wówczas badań: „Jeżeli zbiorowe działanie potrafi narzucać własne przekonania i zwalczać przemoc, której podlega, trzeba się starać zrozumieć w jak najbardziej bezpośredni sposób samo działanie”. I dalej francuski socjolog wyraził zaskoczenie, gdyż obserwowane działania NSZZ „Solidarność” zachwiały jego dotychczasową wiedzą i wyobrażeniami o mechanizmach funkcjonowania ruchu robotniczego. Nie był w tej materii nowicjuszem, bo poświęcił temu wiele lat badań i wiele publikacji. Zdawał sobie wprawdzie sprawę, że w ZSRR i w państwach bloku socjalistycznego w imieniu robotników (tak jak to wymyślił Lenin) autorytarnie rządziła partia. Touraine, jako zachodnioeuropejski marksista, radzieckiego modelu ustroju nie akceptował. Z niepokojem komentował wydarzenia na Węgrzech w 1956, w Czechosłowacji w 1968 czy w Polsce w 1970 i 1976 roku. Jednak dopiero badania nad mechanizmami powstania i działania „Solidarności” w 1980 roku zachwiały wiarą francuskiego uczonego w determinizm dziejowy. Na kartach tej książki możemy przeczytać takie oto jego refleksje: „To nie historia tworzy ludzi, ale ludzie tworzą własną historię i ich działanie jest przeciwieństwem praktyki w rozumieniu marksistowskim, to znaczy aktywności służącej historycznym prawom, dziejowej konieczności”A. Touraine, J. Strzelecki, F. Dubet, M. Wieviorka, „Solidarność…”, dz. cyt., s. 19 (korzystam z wydania z 2010 roku).[4]. Warto w tym miejscu przypomnieć, że Marks i Engels byli zwolennikami twierdzenia o nieuchronności procesu dziejowego zmierzającego w kierunku zwycięstwa komunizmu na całym świecie. Działalność jednostki, według ich teorii, miała być zdeterminowana przez tak zwaną formację ekonomiczno-społeczną. Zakres działań i decyzji człowieka nie mógł wykraczać poza uwarunkowania czasu, w jakim przyszło mu żyć. Tymczasem pojawienie się w Polsce „Solidarności”, wskazywało według Touraine’a, że „poprzez konflikty, poprzez swój stosunek do kultury i siłę wyobraźni – ludzie tworzą historię zawsze otwartą na nowe możliwości, mimo że to, co ludzie tworzą, nieraz ulega przemocy”Tamże, s. 43.[5]. W tym miejscu trzeba podkreślić, że nie można przytoczonych wypowiedzi traktować jako całkowitego zerwania Touraine’a z marksizmem. Deklaracje te wskazują raczej na zbliżanie się francuskiego socjologa ku neomarksizmowi (w Polsce bardziej znanego pod nazwą rewizjonizmu). Jego zwolennicy, opierając się na odkrytych dopiero w 1932 roku pismach młodego Marksa, podkreślali niepowtarzalną rolę człowieka, bronili praw jednostki przed nadużyciami partii i odrzucali teorię materializmu dialektycznego. Trzeba także pamiętać, że neomarksiści wprawdzie mówili o tolerancji, jednak stanowczo odrzucali poglądy odmienne od własnych, a zwłaszcza religijneJ. M. Bocheński, „Lewica – religia – sowietologia”, Morex, Warszawa 1996, s. 58–61.[6].

Przyjęta przez autora metoda badania aktualnie rozgrywających się wydarzeń miała w założeniu maksymalnie zbliżyć analizy uczonych do aktualnej świadomości członków „Solidarności”. Alaina Touraine’a interesowali szeregowi działacze, chciał zrozumieć ich sposób myślenia, a nie opisywać działania przywódców. Aby jak najwierniej odtworzyć autentyczne motywacje członków „Solidarności”, zorganizowano sześć zespołów badawczych w Gdańsku, Szczecinie, Warszawie, Łodzi, Katowicach, Wrocławiu. W ich utworzeniu oraz w zbieraniu materiałów francuskim socjologom pomagali młodzi uczeni z Polski pod kierunkiem Jana Strzeleckiego. Projekt zyskał aprobatę przywódców „Solidarności” z Lechem Wałęsą na czele oraz wsparcie Polskiej Akademii Nauk i Uniwersytetu Warszawskiego.

W trakcie badań zastosowano metodę tak zwanej interwencji socjologicznej. Polegała ona na inicjowaniu w zorganizowanych zespołach kilkunastu spotkań dyskusyjnych tak pomyślanych, aby w ich trakcie sprowokować uczestników do zaprezentowania autentycznych stanowisk. Część zebrań miała charakter otwarty. Członkowie zespołów dyskutowali z zaproszonymi rozmówcami dobranymi jako sojusznicy, przeciwnicy lub aktorzy badanego zjawiska. Zapraszani byli przykładowo prominentni członkowie partii, eksperci „Solidarności”, członkowie Komitetu Obrony Robotników, przedstawiciele zespołów z innych miast. Ich komentarze do aktualnej sytuacji w NSZZ lub sytuacji krajowej spotykały się z różnymi (często burzliwymi) reakcjami zespołów, skrupulatnie rejestrowanymi przez socjologów. Kolejnym etapem w procesie badawczym były dyskusje członków grupy na zebraniach zamkniętych. Prowadzący je mediatorzy starali się, aby stanowiska zajmowane na spotkaniach otwartych zostały precyzyjnie określone. Elementem podsumowującym były odrębne „seanse analizy”, podczas których socjologowie prezentowali członkom zespołów hipotezy wyprowadzone na podstawie dotychczasowej pracy grupowej. Debatujące zespoły działaczy „Solidarności” ustosunkowywały się do propozycji opisu rzeczywistości dokonanej przez uczonych, aprobowały je lub kwestionowały, uzasadniając swoje indywidualne stanowiska.

Jeden cykl składał się z kilkudziesięciu zebrań dyskusyjnych w danym zespole. Jak wspomniano, zespołów było sześć. W każdym z nich starano się uchwycić specyfikę regionalną, powiązać ją z lokalnymi doświadczeniami działaczy „Solidarności”, zauważyć różnice w ocenach. Wszystkie zanotowane stanowiska były konfrontowane, niejako autoryzowane przez każdego członka zespołu. Aby obraz motywów działania nie był statyczny, zorganizowano dwa cykle zebrań dyskusyjnych: jeden wiosną, drugi jesienią 1981 roku. W ten sposób zgromadzono olbrzymi materiał, będący podstawą wydania omawianej książki, która po raz pierwszy ukazała się we Francji w 1982 roku. W Polsce została wydana w 1989 i wznowiona w 2010 roku. Porównując swe wcześniejsze badania z badaniami w Polsce, Touraine napisał: „Nigdy dystans pomiędzy świadomością uczestników ruchu a proponowanymi przez naukowców analizami nie okazał się tak niewielki”A. Touraine, „Solidarność…”, dz. cyt., s. 19.[7].

Jak w analizach, opartych na tak rzetelnie zebranym materiale, została opisana „Solidarność” lat 1980–1981 w opracowaniu francuskich socjologów? Jeżeli ktoś będzie szukał w tej książce dat i wydarzeń, szczegółowej prezentacji działań bardziej i mniej znanych uczestników wydarzeń tamtego okresu, spotka go srogi zawódTemu, kto szuka tego typu informacji o „Solidarności”, polecam przykładowo dwie książki. Chronologicznie pierwsze opracowanie: Jerzy Holzer, „Solidarność 1980–1981. Geneza i historia”, Krąg, Warszawa 1983; oraz obszerną, pełną faktów i wydarzeń monografię, opartą na nieznanych Holzerowi materiałach Służby Bezpieczeństwa, przechowywanych w Instytucie Pamięci Narodowej: Andrzej Friszke, „Rewolucja Solidarności 1980–1981”, Znak, Kraków 2014.[8]. Alain Touraine i jego zespół przedstawiają okres powstania, rozwoju i upadku „Solidarności” „od dołu”. To dla autorów opracowania nie tyle dyrygowany i zarządzany przez stojące na jego czele jednostki, ile motywowany chęcią godnego życia masowy ruch społeczny. Ruch, który nie tylko walczy o poprawę swego statusu gospodarczego, ale także upomina się o prawa demokratyczne. Książka ma wyraźną strukturę, gdzie w kolejnych częściach zaprezentowane są analizy oparte na kolejnych fazach prowadzonych badań. W pierwszej części są to hipotezy, jakie sformułowali francuscy uczeni, dotyczące motywów, które kierowały działaniami szerokich rzesz członków NSZZ „Solidarność”. W kolejnej – zestawienie komentarzy uczestników dyskusji wraz ze wskazaniem, jak motywacje zmieniały się pod wpływem wydarzeń w ciągu szesnastu miesięcy funkcjonowania NSZZ. W trzeciej, ostatniej części, zostały opisane postawy członków „Solidarności” wobec zbliżającej się konfrontacji z komunistyczną władzą. Książka pisana na podstawie zebranych materiałów, rejestrujących myśli i oceny związkowców na bieżąco, zyskuje wyjątkowy status wiarygodnego dokumentu ujmujący cele i motywy działań „Solidarności” lat 1980–1981.

Opis nowatorskiej metody badawczej zastosowanej przez autora nie zajmuje w książce zbyt wiele miejsca. To ważna uwaga wobec panującej ostatnio mody, by szczególnie w pracach humanistycznych pisanych w Polsce pod wpływem między innymi postmodernizmu (dziś już na Zachodzie przebrzmiałego) czy wizji kontrkultury z dumą podkreślać nowoczesność swych prac. Na plan drugi schodzi podejmowany temat badawczy, a autorzy koncentrują się na promocji przyjętej metody. Trzeba podkreślić, że książka Alaina Touraine’a nie jest pracą tego typu. Zastosowana przez niego oryginalna metoda interwencji socjologicznej przede wszystkim służy analizie powstania i rozwoju „Solidarności” jako ruchu społecznego w latach 1980–1981.

Najpierw zagraniczny czytelnik został zaznajomiony z podstawowymi wydarzeniami z dziejów PRL, które pośrednio stały się inspiracją dla strajku w stoczni gdańskiej w sierpniu 1980 roku. Mowa jest o względnej autonomii społeczeństwa polskiego od 1956 roku oraz wspomniana została rola Kościoła oraz wiary katolickiej. Touraine wskazuje na brak poparcia dla władzy komunistycznej w naszym kraju od czasów zakończenia II wojny światowej. Pisze o tym tak: „Polacy czują się związani z bliskimi, z rodziną i przyjaciółmi, są też bardzo przywiązani do Polski; natomiast instytucje społeczne i polityczne uważają za obce swoim wartościom i potrzebom”Tamże, s. 71.[9]. Z tego powodu strajki i akty niezadowolenia, jakie zdarzały się w PRL raz po raz, nie dotyczyły tylko sfery ekonomicznej, ale także upominały się o wolności obywatelskie.

Alain Touraine dowodzi, że działalność NSZZ „Solidarność” można opisać w trzech wymiarach. Po pierwsze jako ruch społeczny zabiegający o interesy pracowników (lepszą organizację i poprawę warunków pracy, zrozumiały sposób wyliczania płacy, obronę przed nadużyciami władzy, obronę wspólnych interesów). Po drugie jako uświadomienie narzuconej zależności państwa od ZSRR, co wyzwalało w postawach członków „Solidarności” poczucie odpowiedzialności za naród. Wyrażało się to w misji propagowania nieocenzurowanej historii i literatury oraz w przywiązaniu do pielęgnującego tradycje Kościoła katolickiego. Trzeci element aktywności NSZZ to walka o wprowadzenie na każdym poziomie organizacji związkowej, a także zasad demokratycznych w każdej instytucji oraz w administracji państwowej. Opierając się na wypowiedziach, jakie padały w czasie prac w zespołach badawczych, Touraine podkreślił, że najczęściej pojęcie demokracji uczestnicy dyskusji kojarzyli z wiernością zasadom moralnym, a nie z prawidłowo funkcjonującymi instytucjami. To trafna obserwacja francuskiego socjologia, bo protest społeczny w Polsce utożsamia z przeciwstawianiem uczciwości – korupcji, jawności związkowych obrad – sekretnym decyzjom partii, szczerości działaczy – krętactwu biurokratów z aparatu. Ludzie „Solidarności” mieli poczucie, że siła tego ruchu nie wynika jedynie z liczby członków, ale z przekonań każdego z nichTamże, s. 81–98.[10].

W książce pojawia się pytanie, czy ze względu na terytorialną strukturę nowego związku zawodowego problemy lokalne nie przeważą nad sprawami ogólnymi. Pamiętam jako członek nauczycielskiej „Solidarności”, że nie mieliśmy takich obaw. Było dla nas oczywiste, że taka formuła organizacyjna lepiej zabezpiecza interesy zawodów, które nie mają możliwości aktywnej obrony swych interesów. Nauczyciele, służba zdrowia nie mogły strajkować, za to o ich sprawy mogły solidarnie zabiegać inne zawody. My w czasie strajku tylko nosiliśmy biało czerwone opaski lub kokardki, z których byliśmy bardzo dumni, bo w ten sposób zaznaczaliśmy swój udział w ogólnokrajowym lub lokalnym proteście. Pamiętam także, że w zdecydowanej większości popierała nas młodzież szkolna.

W tym miejscu trzeba dodać, że stosunkowo niewiele znajdziemy w tej książce refleksji autora (trudno powiedzieć, czy wynikało to z braku podjęcia tematu przez badanych członków zespołów) dotyczących misji edukacyjnej „Solidarności”. Zdecydowanie mało jest informacji o zakładanych przy władzach każdego regionu bibliotekach NSZZ, gdzie można było pożyczyć przedruki książek emigracyjnych lub autorów zachodnich zakazanych przez cenzurę. Literatura, historia, ale także bieżąca światowa polityka to tematy wypożyczanych książek. Popularnością cieszyły się organizowane przez „Solidarność” otwarte wykłady, konferencje popularnonaukowe, spotkania z pisarzami, inscenizacje lub spektakle teatralne, w których występowali najwybitniejsi polscy aktorzy. Nie można także pominąć uroczystości dotyczących rocznic: Konstytucji 3 maja, powstań narodowych XIX wieku (na przykład 150. rocznicy powstania listopadowego), cudu nad Wisłą 1920 roku, powstania warszawskiego 1944 roku, poznańskiego czerwca 1956 roku, grudnia 1970. Wszystkie te okazje gromadziły rzesze ludzi pragnących zamanifestować swe przywiązanie do polskich tradycji, zakazanych, kłamliwie przedstawianych lub marginalizowanych w dobie PRL. Był to bardzo ważny dla świadomości całego społeczeństwa proces „uwalniania kultury”, o którym autor wspomina niestety tylko na marginesie swej pracyTamże, s. 294.[11]. Zdecydowanie więcej przeczytamy w tym opracowaniu o planach, zamiarach gospodarczo-politycznego uwolnienia społeczeństwa.

Alain Touraine szczegółowo i wiernie opisuje, jak w tamtych czasach ludzie „Solidarności” odnosili się do konstytucyjnej w PRL zasady mówiącej o kierowniczej roli PZPR. Zespoły, w których podjęto na ten temat dyskusję, bez wahania wypowiadały się z przekąsem o partii, która nie umie zarządzać ani gospodarką, ani administracją krajową, a kurczowo utrzymuje się przy władzy i hamuje wszelkie propozycje demokratyzacji systemu. Wobec obserwowanej nieudolności władz każdego szczebla niejako logiczną konsekwencją misji odpowiedzialności za sprawy narodowe, jaka panowała wśród działaczy „Solidarności”, stała się konieczność podjęcia przez Związek problemów funkcjonowania państwa. I tu pojawił się dylemat, który podzielali członkowie badanych przez socjologów zespołów. Jak pogodzić konieczność ratowania sytuacji w kraju, wobec pogłębiającego się kryzysu gospodarczego i widocznej indolencji władz, z układem geopolitycznym, nadzorem ZSRR, który – jak przewidywali wszyscy – będzie starał się wszelkimi możliwymi środkami przeciwdziałać procesowi przejmowania władzy w Polsce przez NSZZ „Solidarność”. Na kanwie tych obaw pojawiło się zjawisko trafnie określone przez Jacka Kuronia jako „samoograniczanie się ruchu”Tego samego terminu użyła w tytule swojej książki Jadwiga Staniszkis, która tę interesującą, bardzo dobrze ocenianą na Zachodzie książkę o początkach „Solidarności” opublikowała najpierw we Francji w 1982, potem w USA w 1984 roku. Ciekawe, że pierwsze polskie wydanie jej pracy ukazało się dopiero w 2010 roku. Zob. J. Staniszkis, „Samoograniczająca się rewolucja”, Europejskie Centrum Solidarności, Gdańsk 2010.[12].

Alain Touraine podkreśla, opierając się na przeprowadzanych rozmowach, że „każdy działacz przeżywa sprzeczność między ciśnieniem ruchu i rozpoznaniem jego granic. „[…] Niektórzy przypominają nawet, że „Solidarność” wprowadziła cenzurę własnej prasy, gdyż nie można przekraczać pewnych granic i pisać »co się żywnie podoba«”. Tymi granicami są nienaruszalność ustroju socjalistycznego pilnowanego przez ZSRR oraz związana z nim kierownicza rola partii. Dlatego pojawia się w książce jednoznaczne stwierdzenie: „Działacze nie żywiąc złudzeń, czują się »skazani na porozumienie«”A. Touraine, „Solidarność…”, dz. cyt., s. 118, 122.[13]. Ciekawy i adekwatny do sytuacji nie tylko z końca 1981 roku jest komentarz, jakim Francuzi opatrzyli zjawisko samoograniczania się ruchu.  

Jeśli działacze akceptują to samoograniczenie, to dlatego, że czują za sobą rację historii; sądzą, że fala liberalizacji rozciągnie się także na ZSRR […], mają świadomość uczestniczenia w walce o tak wielkiej skali i tak słusznej, że kompromis nie jest tu równoznaczny z odwrotem. Władza partii jest zatem równocześnie przeszkodą, którą trzeba przezwyciężyć, i granicą, której nie wolno przekroczyć. To tłumaczy, dlaczego przez z górą rok aż do ostatniej chwili „Solidarność” zawierała kompromisy z coraz to bardziej osłabionym przeciwnikiemTamże, s. 122.[14].  

Ta uwaga wydaje się nie tylko celna, ale wręcz prorocza, bo można ją odnieść także do czasów, gdy przedstawiciele „Solidarności” w czasie tajnych rozmów w Magdalence w kwietniu 1988 roku, nie zdając sobie sprawy ze słabości PZPR, układali się co do kształtu reform państwa polskiego.

Myślenie działaczy „Solidarności” w latach 1980–1981 roku niestety przebiegało na dwóch poziomach: na poziomie pragnień i możliwości. I w tym momencie czytamy bardzo interesujące uwagi o zmieniającym się pojęciu zachowań radykalnych i umiarkowanych wśród działaczy. Okazuje się, że działacze znani dotychczas z postawy nieprzejednanej i wojowniczej wobec władz jeżdżą po Polsce i gaszą buntownicze nastroje w zakładach pracy, by nie dochodziło do strajków.

Wraz z upływem kolejnych miesięcy funkcjonowania związku sytuacja staje się trudna. Pogłębiający się kryzys gospodarczy (rosnące kłopoty z zaopatrzeniem w podstawowe produkty żywnościowe), indolencja władz, ale też pojawiające się z jej strony coraz częściej prowokacje czy ociąganie się z realizacją porozumień podgrzewają napięcia szczególnie widoczne wśród robotników. Rozdrażnienie trudną sytuacją skutkuje napięciami wewnątrz związku. Łatwo je zaobserwować podczas I Zjazdu NSZZ „Solidarność”, który odbył się na przełomie września i października 1981 roku. Pojawiła się krytyka doradców związkowych, grup inteligenckich i kierownictwa, także samego Lecha Wałęsy. I choć został on wybrany na przewodniczącego, to uzyskał tylko 55 procent głosów, co jak na żywą legendę – było niewiele. Zarzucano mu, że zaczął autorytarnie zarządzać związkiem, że układa się z władzą, z nikim nie konsultując wcześniej taktyki rozmów, że sprzeniewierza się zasadom demokratycznego funkcjonowania związku. Jednak, jak zauważają socjologowie, choć wewnątrz związku pojawiają się napięcia, choć narastają różnice zdań, to działacze każdego szczebla rozumieją, że jedność „Solidarności” w trudnej sytuacji jest szczególnie cenna. Alain Touraine daje piękne świadectwo takiej dojrzałej postawy większości działaczy ruchu. W książce możemy przeczytać:

Bardzo rzadko działacze utożsamiają ruch wyłącznie z wyznawanymi przezeń wartościami: nie chcą oddzielać zasad od środków działania. Osoby ucieleśniające najpełniej siłę przekonań czują się nawet niekiedy nieswojo w ruchu, gdy ten wdaje się w kompromisy i negocjacje. Dotyczy to Anny Walentynowicz, a także w pewnej mierze Andrzeja Gwiazdy. Ale nie istnieją albo prawie nigdy nie ujawniają się postawy przeciwne, traktujące ruch w sposób czysto instrumentalny czy taktyczny”Tamże, s. 139.[15].  

Obserwacja ta, choć dotycząca sytuacji w 1981 roku, wiele mówi o przygnębiającym nastroju wśród członków odrodzonej „Solidarności”, gdy doszło w 1990 roku do tak zwanej wojny na górze, czyli ostrego konfliktu między Tadeuszem Mazowieckim a Lechem Wałęsą, Adamem Michnikiem a Jarosławem Kaczyńskim. U progu III Rzeczypospolitej trudno było zrozumieć, dlaczego ludzie o wspólnym „solidarnościowym” rodowodzie porzucili dawne ideały. Niestety, jak wyjaśniają autorzy książki, już w końcu 1981 roku znikło poczucie jedności związku, a stan wojenny zamazał tylko narastające coraz bardziej różnice.

Przytoczone w książce analizy nastrojów działaczy „Solidarności” z końca 1981 roku obnażają, choć autor o tym nie pisze wprost, propagandowe manipulacje władzy i samego generała Jaruzelskiego próbujących uzasadnić konieczność wprowadzenia stanu wojennego. Warto przytoczyć w tym miejscu słynne zdanie, wypowiedziane w komentarzu telewizyjnym: „Jak długo ręka wyciągnięta do zgody ma się spotykać z zaciśniętą pięścią?”. Prowokacje władzy na każdym szczeblu, egoizm i nieudolność kierownictwa partii, jej rozpad, działania, które w opiniach działaczy „Solidarności” celowo prowadzą do pogarszania sytuacji gospodarczej (symbolem były słynne butelki z octem, jedynym produktem, którego w sklepach spożywczych nie brakowało) to rzeczywistość końca 1981 roku. A z drugiej strony „Solidarność”, której działacze powstrzymywali się przed wybuchem narastającej irytacji. Francuscy socjologowie wyraźnie potwierdzają, że po kryzysie bydgoskim w marcu 1981 roku coraz wyraźniej w świadomości członków „Solidarności” pojawia się tendencja poszukiwania kompromisu z partią, coraz bardziej rośnie opór wobec gróźb i prowokacjiTamże, s. 218–219.[16]. Uważny czytelnik tej książki nie będzie miał wątpliwości, że to partia i generał Jaruzelski nie chcieli porozumienia, bojąc się utraty władzy i stanowisk. Oskarżenia „Solidarności” o przygotowywany zamach stanu, o prokurowanie kłopotów gospodarczychParaliżować gospodarkę miały według ówczesnej oficjalnej propagandy strajki, w wyniku których nie szyto butów, ubrań, nie produkowano maszyn i urządzeń. „Solidarność” informowała swoimi kanałami, że spadek produkcji wynikał nie ze strajków, ale z braku dostaw materiałów, ze złego zarządzania i chaosu.[17] nie miały pokrycia w faktach. Związek rozważał w dramatycznej sytuacji pogłębiającego się kryzysu stworzenie jakiejś formy samorządu gospodarczego, a może nawet drugiej izby parlamentu posiadającej jedynie kompetencje ekonomiczne. Pojawiły się głosy domagające się wolnych wyborów do Rad Narodowych, by lokalnie rozwiązywać problemy gospodarcze. Mówiono o ograniczeniu wpływu partii na decyzje podejmowane w zakładach pracy. Z badań przedstawionych w omawianej książce wynika, że „Solidarność” była gotowa do negocjacji z władzami i w zamian za ograniczone (ze względów geopolitycznych) ustępstwa natury politycznej, brała pod uwagę pogodzenie się z podwyżkami cen, a nawet z bezrobociem. Była gotowa przyjąć odpowiedzialność za bolesne skutki reform, które musiałyby się pojawić w konsekwencji częściowego urynkowienia polskiej gospodarki. Wszystko to spełniło się dopiero dziesięć lat później. Dla rozwoju Polski dekada lat 80. była zatem czasem straconym. Przytoczone w książce Alaina Touraine’a koncepcje udziału „Solidarności” w naprawie pogrążonego w kryzysie państwa są dzisiaj mało znane. Może dlatego tak bardzo nikła jest obecna wiedza polskiego społeczeństwa o przyczynach i powodach wprowadzeniu stanu wojennego. Komuś, kto żył w tamtych czasach, a nie był bezpośrednio związany z władzami PRL, trudno pojąć, dlaczego w badaniach ankietowych z roku 2016 roku aż 41 procent uznało tę decyzję za słuszną, a 24 procent nie miało na ten temat zdaniaTrzydziesta piąta rocznica wprowadzenia stanu wojennego, komunikat z badań CBOS, nr 168/2016, https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2016/K_168_16.PDF [dostęp: 24.06.2020].[18].

Książkę Alaina Touraine’a powinien przeczytać każdy, by zrozumieć, dlaczego wydarzenia lat 1980–1981 potoczyły się tak, a nie inaczej, dlaczego duch solidarności porwał 10 milionów Polaków, dlaczego tamten czas przez wielu nazywany jest „karnawałem historii”. Wreszcie powinni zapoznać się z tym opracowaniem wszyscy ci, którzy aktywnie żyli w tamtych czasach, by na podstawie przytaczanych w książce sądów i opinii odświeżyć chwile pełne nadziei na odzyskanie wymarzonej, idealnej przyszłej Polski.

W tym miejscu pozwolę sobie na dwie uwagi krytyczne. Touraine jakby nie doceniał w swych badaniach oraz analizach znaczenia dla polskich robotników religii i wiary. W tekście książki jest to tylko zasygnalizowane na marginesie. Chciałbym też powołać się na zbieżne z moim zdanie dr. Łukasza Jurczyszyna, który miał okazję współpracować z autorem, miał w ręku zachowane materiały z badań z 1981 roku i w tej sprawie wypowiada się tak:

[Touraine] jako typowy francuski laik, zupełnie zlekceważył czynnik religijny. Może również dlatego, że książkę pisał na gorąco, bardzo szybko. To dziwne, bo Kościół pojawia się niezwykle często w wypowiedziach robotników. Padają bardzo mocne sformułowania, że »wszystko zaczęło się od Kościoła«, »bo to była przestrzeń wolności osobistej«, »gdzie człowiek mógł się od tego całego kłamstwa zdystansować«, mógł »w Kościele spotkać ludzi«, »w Kościele dużo się działo«”M. Darmas, „»Mało socjologicznie o Solidarności« – przeczytaj rozmowę z Łukaszem Jurczyszynem”, https://teologiapolityczna.pl/-malo-socjologicznie-o-solidarnosci-przeczytaj-rozmowe-z-lukaszem-jurczyszynem-tpct-22- [dostęp: 22.06.2020].[19].  

Dziwne, że w badaniach nie pojawił się wpływ na polskie społeczeństwo i polskich robotników wyboru Karola Wojtyły na papieża i pierwszej pielgrzymki do kraju Jana Pawła II. Wyraźnie Touraine nie bardzo rozumiał i nie chciał wnikać w to, dlaczego robotnicy w czasie strajku prosili księży o odprawianie mszy świętych, masowo przystępowali do spowiedzi i komunii świętej, dlaczego związek upomniał się o nadawanie niedzielnej mszy radiowej oraz walczył o zawieszanie w miejscach publicznych zdejmowanych w latach 60. krzyży. Ze zdziwieniem francuski socjolog zauważył w swej książce, że w gronie doradców „Solidarności” znajdował się przedstawiciel episkopatu, a w rozmowach Wałęsy z Jaruzelskim uczestniczył prymas Glemp. Można się tylko domyślać i żałować, że ateizm francuskich autorów przygotowujących książkę zaważył na pominięciu roli wiary i Kościoła w analizach motywów postępowania szerokich rzesz członków „Solidarności”.

Wydaje się także, że zbyt jednostronnie operuje Alain Touraine pojęciem nacjonalizmu przy charakterystyce narodowych motywacji zaangażowania działaczy związkowych. Choć wskazuje na wielowiekowy konflikt polsko-rosyjski, choć wydaje się rozumieć, że Polakom ciąży świadomość politycznego i gospodarczego uzależnienia od ZSRR, jednak wszelkie oznaki nieufności wobec Wielkiego Brata kwalifikuje jako nacjonalizm. Francuski socjolog bardzo rzadko używa w swym opracowaniu pojęcia patriotyzm, a to ono, moim zdaniem, lepiej charakteryzowało i nadal charakteryzuje stosunek Polaków do własnej ojczyzny.

Zamieszczone tu uwagi krytyczne bynajmniej nie deprecjonują wartości tej książki. Może warto przytoczyć refleksję, jaką Alain Touraine podzielił się z zebranymi na uroczystości wręczania mu Medalu Wdzięczności w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku w maju 2011 roku. Mówił wówczas, że to, co zastał w Polsce, całkowicie go zaskoczyło, że nigdy czegoś takiego nie widział i nie przeżył w żadnym kraju. Według francuskiego badacza, zjawisko „Solidarności” nadal pozostaje dla niego tajemnicą, zagadką jeszcze nierozwiązaną, praca nie jest dokończona. A teraz w dobie III RP odpowiedzialność za jej dokończenie spada na polskich badaczy, myślicieli społecznych, politycznych, którzy powinni jeszcze raz podjąć próbę zrozumienia fenomenu „Solidarności”Tamże. Posłuchaj także wykładu prof. A. Touraine’a z 20 maja 2011 roku, wygłoszonego przy okazji wręczenia Medalu Wdzięczności: https://ecs.gda.pl/title,Alain_Touraine,pid,293.html [dostęp: 23.06.2020].[20]. Jestem przekonany, że to przesłanie profesora Alaina Touraine’a jest nadal aktualne.

 

A. Touraine, J. Strzelecki, F. Dubet, M. Wieviorka, Solidarność. Analiza ruchu społecznego 1980–1981, Europejskie Centrum Solidarności, Gdańsk 2010.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Zbigniew Romek, Etos NSZZ „Solidarność”. O książce Alaina Touraine'a, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 61

Przypisy

    Powiązane artykuły