27.08.2020

Nowy Napis Co Tydzień #064 / Pamiętnik gdański

Polonez Wałęsy

Pod koniec listopada 1978 roku z ramienia Naukowo-Badawczej Ekspedycji Geofizycznej w Gelendżyku razem z rodziną zostałem oddelegowany do wspólnej polsko-niemiecko-radzieckiej organizacji Petrobałtyk z siedzibą w GdańskuW. Wyczerow, Pamiętnik gdański, opublikowano po raz pierwszy w czasopiśmie „Неприкосновенный запас” 2009, nr 6.[1].

Zadaniem organizacji była ocena perspektyw wydobycia ropy na szelfie Morza Bałtyckiego, należącego do naszych krajów. Zostałem mianowany starszym specjalistą ds. polskiego szelfu Morza Bałtyckiego, otrzymałem czteropokojowe mieszkanie w Suchanino, nowej dzielnicy Gdańska.

Polacy dobrze nas traktowali, zwłaszcza gdy zauważali, że próbujemy mówić po polsku. Szybko opanowałem język, chociaż w Petrobałtyku językiem roboczym był rosyjski. Uczyłem się polskiego, intensywnie czytałem polskie gazety i oglądałem najnowsze wiadomości w telewizji. Przez sześć lat mojego pobytu w Polsce nigdy nie słyszałem żadnego chamstwa skierowanego do mnie, jednak Polacy często mówili w rozmowie: „Wy, Rosjanie, jesteście dobrzy, to wasz rząd jest zły”.

W polskich sklepach spożywczych było wszystko, co niezbędne do sytego życia: kiełbasy, kilka rodzajów mięsa, wędliny, świeże ryby, w tym dorsz, uwielbiany przez Polaków, śledź, olbrzymie leszcze, kilka rodzajów serów i różne produkty mleczne. Pod względem ilości towarów polskie sklepy znacznie różniły się od radzieckich, było to dla nas bardzo zauważalne. Ale Polacy byli nadal niezadowoleni: mieli do czego porównywać. Na przykład w NRD było lepiej, nie wspominając już o Austrii i Szwecji, dokąd wielu wyjeżdżało w czasie wakacji do pracy. Polacy byli szczególnie źli na to, że w sklepach okresowo dochodziło do niezapowiedzianego, pełzają­cego wzrostu cen.

Do roku 1980 zaopatrzenie pogorszyło się, ceny wzrosły. Ciche niezadowolenie rozprzestrzeniło się na załogi przedsiębiorstw, a przodowała w tym szesnastotysięczna Stocznia Gdańska imienia Lenina. Zaczęły powstawać kółka niezadowolonych, żądających podwyżki płac. O nich zaczęły mówić zachodnie stacje radiowe: Wolna Europa, Głos Ameryki, BBC.

W połowie sierpnia 1980 roku pojawiły się doniesienia o komitetach strajkowych. Słowo „strajk” (od angielskiego „strike”) przez długi czas nie było obecne w gazetach: władze ograniczały się do określenia „przerwy w pracy”. Od 15 sierpnia zacząłem prowadzić dziennik z wycinkami z trzech gazet wydawanych w Gdańsku („Głos Wybrzeża”, „Dziennik Bałtycki” i „Wieczór Wybrzeża”), czasem z głównej gazety partyjnej „Trybuny Ludu” oraz z naszej „Prawdy”.

W radzieckiej części Petrobałtyku mieliśmy organizację partyjną, w której pełniłem funkcję zastępcy sekretarza ds. pracy ideologicznej. Oczywiście byłem zwolennikiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR), martwiłem się o polskich komunistów. Ale kiedy wyszła na jaw zła strona polityki PZPR – przekupstwo, niewiarygodne przywileje czołowych urzędników oraz nadużycia organów rządowych, funkcjonariuszy milicji – mimowolnie mówiłem sobie, że tak samo jest u nas w Związku Radzieckim. I sympatyzowałem z wymaganiami pracowników.

Preludium strajku

15 sierpnia 1980 roku, piątek

Jadę do Warszawy odebrać żonę i dzieci. Autobusy nie jeżdżą, tramwaje też. Dobrze, że jeszcze wieczorem zamówiłem samochód z Petrobałtyku. Okazuje się, że dziś jest strajk! (Pierwszy od półtora roku w Polsce). Strajkuje Stocznia im. Lenina. Wszystko z powodu podwyżki cen na mięso […].

Dojechaliśmy z Warszawy normalnie, w Gdańsku odebrał nas Samochin, nasz kolega. Rozkaz: siedźcie w domu. Wieczorem w telewizji przemawiał premier Edward Babiuch, a w dzień w Gdańsku były olbrzymie kolejki po chleb. […]Dotyczy 17 sierpnia.[2]

18 sierpnia 1980 roku, poniedziałek

Rano jechaliśmy do pracy swoim autobusem. Strajk się rozwija. Nie jeżdżą pociągi podmiejskie. Ciche napięcie nerwowe w pracy. Ulicą Wałową przejechać się nie da: rzucają kamienie. Rano samochody kolegów niemieckich zostały pomalowane farbą.

Przyszła wiadomość, że komitetem strajkowym kieruje Lech Wałęsa, trzydziestosiedmioletni elektryk.

19 sierpnia 1980 roku, wtorek

Strajk trwa, w mieście młodzież otwarcie rozdaje ulotki. Po pracy jechaliśmy swoim autobusem, wszystko jest spokojnie, ale samochodów jest bardzo mało: benzynę dostają tylko karetki i milicja.

„Wieczoru Wybrzeża” nie ma, mają przywieźć o 16.00, kolejka stoi, a gazet nie ma. Wyszedłem, postałem. Nagle nad naszym osiedlem przelatuje samolot i zrzuca ulotki. Są od władz, apel burmistrzów trzech miast (Gdyni, Sopotu i Gdańska), żeby jutro wszyscy stawili się do pracy, wystarczy!

A „Wieczoru” nie ma, myślę, że zastrajkowali kolporterzy gazet. Napięcie narasta. Janek (sąsiad) mówi, że Gdańsk jest otoczony przez wojsko, że Polacy nie są już w stanie wytrzymać napięcia nerwowego, mają już tego dość, można wszystko stracić… Po pracy połknąłem trzy tabletki waleriany.

[…]Dotyczy 22–23 sierpnia.[3]

26 sierpnia 1980 roku, wtorek

W telewizji informują, że w statucie oficjalnych związków zawodowych będzie prawo do strajku! Zakończyło się plenum oficjalnych związków zawodowych, przewodniczący został usunięty, przyznają, że związki oderwały się od mas i się skompromitowały.

Po wiadomościach wieczornych na festiwalu religijnym w Częstochowie przemawia prymas Kościoła Stefan Wyszyński. Wzywa do pracy, do moralności. Mówi, że nie ma ludzi bez grzechu i ponownie wzywa do sumienia i odpowiedzialności za swoją pracę, za rodzinę, za Polskę. Można się domagać, ale domagać się tego, co można… Ogólnie rzecz biorąc, wzywają Kościół do pomocy, aby przyciszyć strajkujących i powychowywać społeczeństwo.

[…]Dotyczy 28, 30 sierpnia.[4]

„Polak z Polakiem”. Narodziny „Solidarności”

31 sierpnia 1980 roku, niedziela

W telewizji lokalnej podali, że plenum KC PZPR zatwierdziło wyniki negocjacji. Wynik: strajkujący uzyskali prawo do tworzenia niezależnych od kontroli rządowej związków, w których statucie będzie zapisane prawo do ogłoszenia strajków. Jednak zostanie tam również zapisane, że PZPR jest wiodącą siłą społeczeństwa.

O 17.30 Telewizja Gdańsk przerwała film i transmituje ceremonię podpisania dokumentów o ukończeniu strajku. Wałęsa złożył oświadczenie:

Czy osiągnęliśmy wszystko, co chcieliśmy? Nie, nie wszystko. Tylko to, co było w tym momencie możliwe. Co najważniejsze, zapewniliśmy sobie prawo do tworzenia niezależnych, samorządnych związków z prawem do strajku. Negocjacje zakończyły się tak, jak powinny były się skończyć: bez użycia siły, dogadaliśmy się jak Polak z Polakiem. A teraz ogłaszam zakończenie strajku. Dziękuję wszystkim w całej Polsce za solidarność z nami. Wzywam wszystkich do pracy.

Następnie Jagielski powiedział:

Tu nie ma przegranych ani wygranych, zwyciężył rozsądek. Zgadzam się, że negocjacje były takie, jakie powinny były być – Polaka z Polakiem. Tylko uczciwa praca daje to, co jest zapisane w porozumieniu: dzielić można to, co powstaje poprzez pracę. Niech wasza praca będzie dla dobra naszej socjalistycznej Polski.

1 września 1980 roku, poniedziałek

Więc strajk się skończył: jeżdżą tramwaje, autobusy, wszyscy są zadowoleni. Według relacji telewizyjnych strajkowano w Krakowie, Łodzi, Wrocławiu i wszędzie, ale teraz wszyscy znów pracują. Egzamin obywatelski zdano!

3 września 1980 roku, środa

W „Prawdzie” po raz pierwszy pojawiło się słowo „strajk”: powołując się na prasę polską, piszą o tym, że „siły antysocjalistyczne w kraju nie przerywają swojej działalności wywrotowej, ściśle współpracują z siłami antysocjalistycznymi działającymi poza granicami Polski…”. Problem w tym, że każdy Polak, lub prawie każdy, w duszy (a w większości przypadków i na zewnątrz!) jest antysocjalistą i, jak mi się wydaje, nigdy nie był zwolennikiem socjalizmu. Przykłady poziomu życia Austrii, Szwecji, RFN, dokąd często podróżują Polacy, uparcie wskazują na to, że tam zarówno kapitaliści, jak i robotnicy żyją lepiej.

[…]Dotyczy 8, 11 sierpnia.[5]

17 września 1980 roku, środa

Gazeta „Wieczór Wybrzeża” stała się bardzo szczera: wpływa na to wolność słowa i możliwość przekazywania prawdziwych informacji. Artykuł o pomniku poległych pracowników Stoczni w grudniu 1970 roku. Oficjalnie byli to łamacze prawa, chuligani, którzy rozpoczęli potyczkę z milicją, a ta otworzyła ogień. Siedem osób zostało zabitych, a kilkadziesiąt rannych. Kilku milicjantów zginęło (zostali rozszarpani przez tłum). Teraz pomnik robotników (jest to jeden z wymogów strajku). A co z milicjantami?

[…]Dotyczy 22 sierpnia.[6]

26 września 1980 roku, piątek

W telewizji dużo mówią o sprawach karnych przeciwko wyższym (byłym) władzom. Pokazują domek w lesie nad jeziorem, który nazywa się domem odpoczynku dla pracowników leśnictwa. Piękny, cudowny! Pokazują pracowników, pytają ich o ten domek. Tamci zwlekają z odpowiedzią. Okazuje się, że nigdy tam nie byli. Wyższe władze tam odpoczywały. Przyjeżdżali ze swoimi kucharkami, pokojówkami. Pracownicy są oburzeni: jak można oszukiwać ludzi w taki sposób, podzielić ludzi na plebejuszów i patrycjuszów! A gdyby tak pogrzebać w naszych „leśnych domkach”.

[…]Dotyczy 5 października.[7]

12 października 1980 roku, niedziela

Przeczytałem co nieco z przemówienia Stanisława Kani na VI plenum. Jedną z najbardziej irytujących myśli jest to, że kryzys nie odzwierciedla protestu ludu pracującego przeciwko socjalizmowi, ale przeciwko wypaczeniom w socjalizmie. Chciałbym w to uwierzyć! Moim zdaniem w duszach większości Polaków jest protest właśnie przeciwko socjalizmowi, ponieważ nie mają dobrego przykładu życia za czasów socjalizmu. Ale wszyscy rozumieją, że w tej chwili Związek Radziecki nie pozwoli na opuszczenie obozu socjalistycznego, nie pozwoli w imieniu 700 tysięcy żołnierzy radzieckich, którzy zginęli w Polsce.

[…]Dotyczy 15 października.[8]

19 października 1980 roku, niedziela

[…] W reportażu często pokazywano Lecha Wałęsę: jest bardzo twardą osobą, cieszy się ogromnym autorytetem wśród strajkujących i sympatyków, jest ojcem sześciorga dzieci. Takiego stać na wszystko. Tak wstrząsnął całą Polską, że najwyżsi przedstawiciele władz, zarówno centralnych, jak i wojewódzkich pozlatywali ze swoich posad. Zasłona z oczu ludzi spadła: wszyscy mówią – w tym również na V plenum Komitetu Centralnego PZPR, w gazetach, w telewizji, na ulicach – o trudnej sytuacji ekonomicznej, o propagandzie sukcesu i tak dalej.

Teraz leci program centralnej telewizji „Dziennik”, który informuje o przyczynach, dla których nadal nie jest zarejestrowany statut „Solidarności”. Powiedzieli, że nie ma jasności co do orientacji ideologicznej, to znaczy należy wskazać socjalistyczny charakter działalności związku zawodowego. Innym powodem jest brak zgody władz na postanowienie, że działacz partyjny nie może zajmować stanowiska kierowniczego. Po trzecie – kwestia ogłoszenia strajku: domagają się wyjaśnienia, kiedy może nastąpić, a kiedy nie. Moim zdaniem wszystko to zakończy się kolejnym strajkiem generalnym.

[…]Dotyczy 25 października, 1, 8, 10 listopada.[9]

13 listopada 1980 roku, czwartek

Gdańsk cieszy się wolnością. Na wszystkich domach w centrum znajdują się plakaty, ulotki, hasła: „Prawda, wolność i godne warunki dla polskiej szkoły!”, „Twoje dziecko ma prawo do prawdy w szkole!”, „Studenci medycyny kontynuują strajk dla twojego zdrowia!”. Lekarze żądają wyższych wynagrodzeń, większej liczby leków, dobrych klinik i szpitali. Nauczyciele również żądają podwyżki wynagrodzenia, swobody nauczania dzieci, zmiany programów. Mówią, że uczniowie również strajkują.

[…]Dotyczy 17–18 listopada, 27 listopada.[10]

1 grudnia 1980 roku, poniedziałek

Wałęsa, jak strażak, jeździ, aby ugasić pożary strajków. Teraz wszystko wydaje się spokojne.

7 grudnia 1980 roku, niedziela

W piątek opublikowano komunikat o przemówieniu Wałęsy podczas święta górników, w którym wezwał do pracy w interesie ideałów socjalizmu, po­nieważ jesteśmy przede wszystkim Polakami. To dziwne! Wszyscy mówią o tym, że jest potrzebny spokój, harmonia, a w Moskwie odbywa się szczyt krajów Układu Warszawskiego. Na wszelki wypadek.

W Gdańsku, w stoczni Lenina, postawiono już pomnik robotnikom, którzy zginęli w 1970 roku, odsłonięcie odbędzie się 16 grudnia. Oczekuje się pół miliona ludzi. Wśród zaproszonych Stefan Wyszyński (prymas Kościoła), Kania (według pogłosek).

Centralna Rada Związków Zawodowych (starych) przestała istnieć – nie ma kim rządzić, wszyscy uciekli, stali się samorządni i niezależni. Zastanawiam się, co zrobią z całą kadrą kierowniczą? Przecież to jest prawie nasza WCRZZ. Ileż to tysięcy ludzi? Teraz nazywają ich biurokratami.

[…]Dotyczy 10 grudnia.[11]

Triumf „Solidarności”

16 grudnia 1980 roku, wtorek

Uroczyste odsłonięcie pomnika, w telewizji leci reportaż. Zaraz zawyją syreny i uderzą dzwony wszystkich kościołów… Daniel Olbrychski czyta jedenasty psalm z Biblii, wymienia imiona tych, którzy zginęli. Naliczyłem 28 osób. Ich krewni odsłaniają pomnik. Wałęsa zapala wieczny ogień, następnie zaczyna przemawiać, przeprasza za to, że będzie czytał, ponieważ nie mógłby mówić spokojnie. Czyta, zaczynając od słów papieża. Potem słowa biskupa. Ani słowa o socjalizmie.

Przemawia Fiszbach. Mówi o socjalistycznej ścieżce rozwoju Polski, że Polska została wyzwolona przez wojska polskie i radzieckie. Rozległ się gwizd...

Składają wieńce. Potem powinna być msza święta, ale transmisja się kończy! Zastanawiam się, ile tam jest teraz dzwonków telefonicznych? Z pewnością domagają się kontynuacji reportażu właśnie dlatego, że teraz odbywa się nabożeństwo modlitewne.

Wiedziałem! W telewizji mówią, że ze względu na duże zainteresowanie transmitują drugą część uroczystości. Odbywa się nabożeństwo modlitewne, odczytywany jest list specjalny od papieża, a następnie od zwierzchnika Kościoła Wyszyńskiego. Znów wspólna modlitwa. Pokazują Fiszbacha stojącego w tłumie, a trybuna przed pomnikiem jest zajęta przez kapłanów, wykonują swoją pracę, ogólnie rzecz biorąc, jak w jakimś prastarym stuleciu, tylko że są mikrofony i telewizja! Kain zabił swojego brata, a dlaczego? Bo nienawidził go. To wszystko z trybuny! Powtarza się wielokrotnie chórem. Bóg daje siłę swojemu ludowi! Kolosalna indoktrynacja. A Fiszbach stoi obok bez kapelusza, słucha, jest taki bezbronny! A wszystko to na tle „Stoczni imienia W.I. Lenina”.

[…]Dotyczy 17, 19 grudnia, 27 stycznia.[12]

29 stycznia 1981 roku, czwartek

Po południu pojechałem do Wrzeszcza. Tam obok kwatery głównej „Solidarności” i na wszystkich ulicach jest dużo plakatów i ulotek, starych i nowych. Żądają uwolnienia więźniów politycznych. Hasło: „Poniedziałek–piątek dla kraju, sobota–niedziela dla ciebie i twojego dziecka” (dotyczy wolnych sobót).

Podczas wieczornej transmisji telewizyjnej nadano oświadczenie rządu, że nie można dłużej tolerować sytuacji anarchii, że rząd jest zmuszony podjąć środki na rzecz spokojnej pracy. Co to jest? Wydaje się, że nadchodzą zdecydowane działania.

[…]Dotyczy 30 stycznia, 4, 11 lutego.[13]

20 marca 1981 roku, piątek

Dzisiaj jest pierwszy dzień poważnych napięć po mianowaniu Jaruzelskiego. Wcześniej w ostatnich tygodniach w niektórych miejscach (w Łodzi, Radomiu i gdzie indziej) wybuchały „dzikie” strajki, a Wałęsa udał się tam jak strażak, aby zgasić płomień. Na razie to mu się udawało. Strajki powstawały głównie w związku z żądaniami usunięcia tego czy innego wojewody, pierwszego sekretarza województwa lub naczelnika milicji, którzy albo nakradli, albo nielegalnie pobudowali sobie domy, albo zostali oskarżeni o okrucieństwo podczas „pacyfikacyjnych” działań poprzednich lat. Na ogół pozbawiano tych ludzi stanowisk i wszystko się uspokajało.

A wczoraj w Bydgoszczy chłopi zajęli jakiś lokal, domagając się stworzenia wiejskiej „Solidarności”. Zostali stamtąd usunięci z pomocą milicji i chyba ktoś został pobity. Wałęsa pilnie wyjechał do Bydgoszczy, a dziś przed końcem pracy stało się wiadome, że w Warszawie pracownicy transportu rozpoczęli strajk poparcia dla tych chłopów.

W mieście pojawiły się flagi, trwają przygotowania do strajku… Wracając z pracy, wędrowałem po głównych ulicach Gdańska, szukałem chleba, wszędzie są ogromne kolejki: jutro jest wolna sobota. W sklepach jest pusto. W redakcji magazynu „Czas” widzę tłum ludzi, czytają ulotkę z opisem ostatnich wydarzeń. To nie jest nawet ulotka, ale teleks dla wszystkich członków „Solidarności”. Krótko mówiąc, zaczyna się od nowa i może to być poważniejsze niż wszystko, co było wcześniej.

W tej chwili leci program telewizji lokalnej – podali pełny tekst tego teleksu! Milicja ze Służbą Bezpieczeństwa, w sumie około 200 osób, wpadła do sali, w której szło posiedzenie Rady Ludowej wraz z Komitetem „Solidarności”, wszystkich wyrzuciła i pobiła około 25 osób, w tym przewodniczącego „Solidarności” w Bydgoszczy Jana Rulewskiego. To wszystko jest transmitowane w telewizji! Mówią, że jest to prowokacja przeciwko rządowi Jaruzelskiego przez Służbę Bezpieczeństwa i milicję. Przyjechała komisja z Warszawy, odwiedziła szpital, w którym leżą pobici. W telewizji zostało wyemitowane wezwanie „Solidarności”, aby przygotować się do strajku generalnego w poniedziałek, 23 marca.

23 marca 1981 roku, poniedziałek

W tramwajach, autobusach, witrynach sklepowych ulotki, plakaty, zdjęcia pobitych. Tam również mówi się o prowokacjach przeciwko „Solidarności” i rządowi Jaruzelskiego. W dzisiejszej prasie są obszerne artykuły o wydarzeniach w Bydgoszczy, w „Wieczorze Wybrzeża” w miejscu materiału korespondenta własnego są dwa puste fragmenty – nie przeszły cenzury. Różne gazety piszą inaczej, ale zgadzają się co do jednego: nikt na sali nie został pobity. A gdzie pobili i kto – nie wiadomo.

Biuro Polityczne stwierdziło, że milicja działała zgodnie z Konstytucją. Działa komisja. Negocjacje Wałęsy z rządem są zawieszone do środy. Rozpoczęła pracę za zamkniętymi drzwiami regionalna komisja porozumiewawcza „Solidarności”. Muszą podjąć decyzję, czy ogłosić strajk generalny? Rozgłośnie zachodnie powtarzają, że wszystko to zostało zrobione w celu sprowokowania wprowadzenia wojsk z ZSRR.

[…]Dotyczy 24, 26 marca.[14]

27 marca 1981 roku, piątek

Dzisiaj jest strajk! O 8.00 zawyły syreny – przez dokładnie cztery godziny prawie wszystko stało, z wyjątkiem tego, co określiła „Solidarność”: elektryczność, gaz, szpitale, koleje. Tramwaje, autobusy stały.

W witrynach sklepowych, na murach instrukcja „Solidarności” na wypadek strajku generalnego albo wprowadzenia stanu wyjątkowego lub wojska z zewnątrz. W tym ostatnim przypadku zaleca się zmianę znaków drogowych, nazw ulic i numerów domów, aby nie dawać jedzenia, komplikować wszelkimi środkami działania najeźdźców. Dokładnie jak w Czechosłowacji.

28 marca 1981 roku, sobota

Wieczorem ukazał się program z długo oczekiwanym raportem z wydarzeń w Bydgoszczy. Wysłuchałem całego tekstu: nikogo nie zadowoli! Mówią, że jest trzech pobitych i był to ktoś w cywilnym ubraniu. I tyle! Ale kto? Nie znaleziono.

„Solidarność” nie zgodziła się z raportem i sformułowała własny tekst komentarzy, jednocześnie wyrażając ubolewanie, że nawet w tej formie raport trzeba było opublikować wcześniej, co pozwoliłoby złagodzić sytuację.

[…]Dotyczy 31 marca.[15]

8 kwietnia 1981 roku, środa

Złagodzenia. W Pradze Breżniew powiedział, że Polska sama poradzi sobie ze swoimi problemami…

30 kwietnia 1981 roku, czwartek

Telewizja nadaje reportaże z negocjacji w komisjach przedstawicieli „Solidarności” i rządu. Mili ludzie, szczere wywiady zarówno ministrów, jak i przedstawicieli „Solidarności”. Wszyscy chcą dla Polski dobrze, ale przed świętami majowymi w sklepach nie ma już nic do kupienia. Pewnie to jest tymczasowe! Najważniejsze, żeby nie przeszkadzać Polakom, sami to załatwią. Mimo wszystko, jak przyjemnie jest słuchać w telewizji ludzi, którzy mówią, co myślą, szczerze mówią o żalu, błędach i planują wyjście z tej sytuacji.

[…] Trwają areszty byłych wojewodów, naczelników milicji (w dzisiejszym „Głosie Wybrzeża”: były wojewoda i naczelnik milicji województwa bydgoskiego zostali aresztowani za „korzyści materialne”). Wzbogacali się, budowali w lasach domki, w których spędzali wakacje, a wszystko kosztem ludzi pracy. Domki te były pokazywane w telewizji dawno temu, jak się wydaje, w listopadzie. Przyjeżdżali ze swoimi kucharkami, pokojówkami, ale bez żon. Oto powody protestu ludzi.

3 maja 1981 roku, niedziela

Dzisiaj jest Dzień Konstytucji 3 maja – święto narodowe przedwojennej Polski, w Polsce Ludowej nie był oficjalnie obchodzony, mówią, że nawet został zakazany. Jednak po cichu nadal go obchodzono, a w tym roku przypada 190 lat tamtej konstytucji.

W Gdańsku obchodzili go szczególnie uroczyście: nabożeństwo w kościele Mariackim i wiec pod pomnikiem Jana Sobieskiego. Poszedłem pod kościół. Na sąsiednich ulicach jest już pełno ludzi: jeśli sam kościół mieści 25 tysięcy ludzi, to wokół niego dwa razy więcej. Słuchamy mszy przez głośniki. Potem wszyscy uklękli (przecież to na ulicy!), ale ja stałem (w końcu to nie w kościele, gdzie pewnie bym też tak uczynił). A potem wszyscy poszli pod pomnik Sobieskiego. Było mnóstwo ludzi, morze ludzi, stali na dachach domów.

11 maja 1981 roku, poniedziałek

Pojawiły się żarty: „Lepiej poddać się Kani niż rosyjskiemu Wani”.

[…]Dotyczy 26 maja, 12 czerwca, 15–16 czerwca.[16]

18 czerwca 1981 roku, czwartek

Dzisiaj jest święto kościelne: Boże Ciało. Dzień wolny od pracy. Rano poszedłem pooglądać procesję i porobić zdjęcia. Tego jedynego dnia w roku komunię można przyjąć poza murami kościoła. W procesji biorą udział tysiące ludzi. Zaczynają ją dzieci w białych strojach z wiankami. Są to głównie dziewczyny w pięknych sukienkach, które w tym roku przechodzą ceremonię potwierdzenia pierwszej komunii. Polacy w pracy lub w dni wolne od pracy rzadko ubierają się odświętnie, chyba że idą w odwiedziny. A w tym dniu są w najlepszych swoich garniturach, z krawatami, kobiety z reguły zamieniają spodnie na spódnice. Panuje świąteczna atmosfera. Ale mnie przez cały czas nie opuszcza uczucie goryczy, jakiegoś smutku: przecież to średniowiecze! A dzieci od najmłodszych lat są zatrute trucizną wiary w Boga. A sami dorośli? Czy oni wierzą? Najwyraźniej wszystko się pomieszało: i his­toria, i tradycje, i wiara w Boga, a co najważniejsze w tej chwili – jest to okazja do wyrażenia sprzeciwu wobec systemu socjalistycznego.

[…]Dotyczy 20 czerwca.[17]

21 czerwca 1981 roku, niedziela

Byłem w kinie, oglądałem Pielgrzyma o Janie Pawle II, o jego pobycie w Polsce. Bardzo imponujący film, doskonały dowód na to, że partia nieodwołalnie przegrała bitwę z Kościołem o ludzkie dusze! Kościół zawsze był magnesem, który przyciągał i przyciąga Polaków, w odróżnieniu od partii nie potrzebuje odnowy moralnej, po wyborze Karola Wojtyły na papieża Kościół zyskał jeszcze większy autorytet. A przybycie papieża do Polski odrzuciło PZPR daleko w tył. Ogólnie rzecz biorąc Wyszyński, który był inspiratorem i organizatorem wizyty papieża w Polsce, wiedział, co robi: Kościół tak wzmocnił się wraz z przybyciem papieża, że cała ideologia socjalizmu rozpadła się w pył, a na dodatek po sierpniu 1980 roku ujawniono amoralność kierownictwa partii.

[…]Dotyczy 24 sierpnia.[18]

17 września 1981 roku, czwartek

Wczoraj telewizja wyemitowała oświadczenie PZPR, bardzo surowe w stosunku do „Solidarności”. Powiedziano, że przekroczyła swój statut i zaczęła odgrywać rolę partii politycznej. Przywódców nazwano aferzystami o intencjach kontrrewolucyjnych. Myślę, że wkrótce wprowadzą stan wyjątkowy i jest mało prawdopodobne, aby odbyła się druga część Kongresu „Solidarności”. Dzisiaj dodatkowo jest dzień wprowadzenia wojsk w 1939 roku na zachodnią Białoruś i Polskę, dzień, w którym tradycyjnie odbywa się największa liczba akcji antyradzieckich. Prawdopodobnie coś odbędzie się w Gdańsku pod pomnikiem Jana Sobieskiego.

[…]Dotyczy 18 września, 16 października.[19]

18 października 1981 roku, niedziela

W telewizji mówią, że Kania został odwołany! Zamiast niego jest Jaruzelski. Jak się spodziewałem, Kania się nie utrzymał. Postanowiono ponownie rozpatrzyć umowy i porozumienia z „Solidarnością”.

[…]Dotyczy 1, 4 listopada.[20]

7 listopada 1981 roku, sobota

Wydaje się, że wkrótce nastąpi rozwiązanie. Dłużej nie ma na co czekać. W Radomiu przywódcy „Solidarności” ujawnili karty: Wałęsa powiedział, że konfrontacja jest nieunikniona, że przez cały czas dążyli do zniszczenia systemu. Nagranie z jego występu było transmitowane dzisiaj w radiu, częściowo w telewizji. Cóż, przynajmniej stało się jasne. Kamuflaż jest zakończony. Tylko jak wszystko się zacznie? Strzelaniną? Na pewno! Teoretycznie będzie powtórka z Węgier, tylko bez udziału naszych żołnierzy, choć kto wie? Wszystkich 10 milionów członków „Solidarności” zapędzono w pułapkę.

Posłowie

13 grudnia 1981 roku w Polsce wprowadzono stan wojenny, który odwołano dopiero 22 lipca 1983 roku.

Pod koniec 1983 roku Lech Wałęsa otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla.

W 1988 roku w Polsce doszło do nowej fali strajków, co skłoniło rząd do podjęcia negocjacji z odrodzoną „Solidarnością”. Wybory, które odbyły się w czerwcu 1989 roku, przyniosły zwycięstwo kandydatom „Solidarności”.

W październiku 1990 roku Jaruzelski został zmuszony podać się do dymisji: socjalizm w Polsce de facto i de iure przestał istnieć.

W grudniu 1990 roku Lech Wałęsa wygrał przedterminowe wybory prezydenckie i był prezydentem Polski do listopada 1995 roku.

 

Przetłumaczył Władimir Sztokman

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Władimir Wyczerow, Pamiętnik gdański, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 64

Przypisy

    Powiązane artykuły