06.08.2020

Nowy Napis Co Tydzień #061 / „Solidarność”. Wiem, co przeżyłem (II)

Pierwszą część wspomnień można przeczytać tutaj.

Taran i piechota 

Potężna robotnicza „Solidarność” parła jak czołg do przodu, a za nią zbierała się piechota: małe i duże inicjatywy społeczne, zawodowe, regionalne, katolickie, twórcze… Każde. Od września 1980 roku do lata 1981 trwa obywatelski ferment, ale zwycięstwa przychodziły bardzo późno, po wielu miesiącach. Pod koniec września ’80 zbiera się Komitet Założycielski NSZZ Rolników – jego walka o rejestrację będzie najdłuższa, a partyjny opór wobec organizującego się chłopstwa – najzacieklejszy. Chłopi od końca lat 70. organizują się z trudem z powodu rozproszenia, ale ruch ludowy – niegdyś potężny, lecz zlikwidowany przez komunistów – odżywa w sprzyjających okolicznościachWiesław Kęcik miał bogatą przeszłość opozycyjną, zanim stał się ważnym łącznikiem między różnymi grupami rolników, z których tworzył się pod koniec lat 70. niezależny ruch ludowy. Odsiedział wyrok 3,5 roku za współudział w przygotowaniach organizacji „Ruch” do podpalenia pomnika Lenina w Poroninie (1970). W 1976 roku jeździł jako obserwator do Radomia na procesy robotników. Od 1978 roku zaangażował się w niezależny ruch ludowy. Z Januszem Rożkiem ze wsi Kolonia Górna k. Milejowa organizował strajk i brał udział w wiecu w lesie k. Milejowa, gdy rolnicy powołali tam 30 lipca 1978 roku jawny Komitet Samoobrony Chłopskiej Ziemi Lubelskiej. Wraz z żoną Marzeną Górszczyk-Kęcik wspierał powstanie kolejnych komitetów: Komitetu Samoobrony Chłopskiej Ziemi Grójeckiej założonego w Zbroszy Dużej przez ks. Czesława Sadłowskiego i Komitetu Samoobrony Chłopskiej Ziemi Rzeszowskiej. W latach 1979–1980 był faktycznym redaktorem naczelnym pisma „Placówka”. W sierpniu 1980 roku został aresztowany, zwolniono go w wyniku porozumień gdańskich. We wrześniu 1980 roku był jednym z organizatorów Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Rolników (od października 1980 pod nazwą NSZZ Rolników „Solidarność Wiejska”), a następnie doradcą komitetu założycielskiego związku. Od grudnia 1980 razem z żoną wydawał pismo „Solidarność Wiejska”.[1]. Zacięta walka o uznanie prawa do zrzeszania się będzie ważnym elementem sporu przez najbliższe pół roku aż do rejestracji w czerwcu 1981. Różne inicjatywy noszą odmienne nazwy – na przykład w grudniu odbył się zjazd Solidarności Wiejskiej – ale w końcu przyjęły wspólny statutW grudniu 1980 w Warszawie przedstawiciele komitetów założycielskich związków rolników: Stanisław Janisz (Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Rolników „Solidarność Chłopska”), Zdzisław Ostatek (Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Rolników „Solidarność Wiejska”) i Gabriel Janowski (Samorządny Związek Producentów Rolnych) podpisują zobowiązanie opracowania wspólnego statutu dla Związku Zawodowego Rolników Indywidualnych. Pracami zespołu kierowali prof. Andrzej Stelmachowski z Zakładu Prawa Rolnego UW i dr Bolesław Banaszkiewicz.[2]. W związku ze stanowczą odmową rejestracji, a nawet rozmów, od początku 1981 roku roku najpierw w Ustrzykach Dolnych, a potem w Rzeszowie trwał strajk „Solidarności Wiejskiej” (do 18 lutego) popierany przez Kościół, który wielokrotnie wypowiadał się na ten temat („Zwlekanie z przyznawaniem ludności rolniczej prawa do zrzeszania się […] jest nierozumne, więcej – jest przeciwne prawu przyrodzonemu i prawu własnemu tego wielkiego żywiciela naszego narodu” – homilia prymasa kardynała Stefana Wyszyńskiego w Gnieźnie, 2 lutego 1981). Zjazdy i strajki w Bydgoszczy (luty), Poznaniu (marzec) i na koniec w Rzeszowie zakończyły się zwycięstwem: 6 maja Sejm uchwalił ustawę o związkach zawodowych rolników indywidualnych, a 12 maja nastąpiła rejestracja Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Rolników Indywidualnych „Solidarność”. Miesiąc później zarejestrowano również NSZZ Indywidualnych Rzemieślników „Solidarność”. 

Pierwsi skrzyknęli się studenci, a za nimi profesura. Tam, gdzie od 1977 roku istniały Studenckie Komitety Solidarności, już od września organizowano Niezależne Zrzeszenie Studentów, chociaż rok akademicki jeszcze się nie zaczął. W październiku komitety założycielskie były już gotowe i w połowie miesiąca na Politechnice Warszawskiej delegaci wybrali Ogólnopolski Komitet Założycielski NZSMirosław Augustyn, Piotr Bikont, Wojciech Bogaczyk, Stefan Cieśla, Jacek Czaputowicz, Teodor Klincewicz, Barbara Kozłowska, Maciej Kuroń, Krzysztof Osiński, Leszek Przysiężny, Marek Sadowski.[3]. Walka trwała kilka miesięcy. Ponieważ w listopadzie 1980 roku sąd odrzucił wniosek o rejestrację, w styczniu 1981 rozpoczął się strajk studentów w Łodzi, który zakończył się ugodą z ministrem szkolnictwa wyższego dopiero 17 lutego. Potem uroczyście obchodzono rocznicę Marca ’68, a na Uniwersytecie Warszawskim urządzono nawet sesję historyczną z udziałem dawnych uczestników rewolty. Proces powstawania NZS zakończył się wyborem władz centralnychI Ogólnokrajowy Zjazd NZS w Krakowie wybrał władze, a przewodniczącym został Jarosław Guzy (w latach 1975–1981 studiował socjologię oraz od 1980 do 1981 roku historię na Uniwersytecie Jagiellońskim). Współpracował ze Studenckim Komitetem Solidarności (SKS), w stanie wojennym przez rok internowany (Białołęka, Darłówek). Po wyjściu na wolność był wraz z żoną Agnieszką Romaszewską pod stałą obserwacją SB. W latach 1988–1991 przebywał w Stanach Zjednoczonych, studiował na Uniwersytecie Yale (zob. „Jarosław Guzy. U źródeł złego i dobrego. Rozmowy z pierwszym przewodniczącym Krajowej Komisji Koordynacyjnej NZS”, przeprowadził, opracował i uzupełnił przypisami Robert Spałek, IPN, Warszawa 2009). Stan wojenny zlikwidował NZS, a Okrągły Stół nie zagwarantował studentom prawa do strajku. O rejestracji NZS miał zadecydować powołany przez Biuro Polityczne KC PZPR specjalny zespół w składzie: Marian Orzechowski, Leszek Miller, Aleksander Kwaśniewski oraz przewodniczący socjalistycznych związków młodzieży i przedstawiciele MEN. Dlatego NZS odrodziło się dopiero po majowych strajkach na uczelniach (większość uczelni zorganizowała strajki okupacyjne, przywódcami byli między innymi Mariusz Kamiński, Przemysław Gosiewski, Sławomir Skrzypek, Grzegorz Schetyna, Igor Wójcik). Rejestracja Zrzeszenia nastąpiła we wrześniu 1989 roku. Zob. A. Anusz, „Niezależne Zrzeszenie Studentów w latach 1980–1989”, Akces, Warszawa 1991. [4]. Jednocześnie budzi się studencki ruch samorządowy na uczelniach (głównie dotyczy to Uniwersytetu Warszawskiego), a uczeni przypominają sobie o tradycji niezależności uniwersytetów. Wiosną 1981 roku w całym kraju trwają pierwsze od 1939 roku wybory rektorów wyższych uczelni. W większości wypadków zrewoltowane senaty wybierają bezpartyjnych kandydatów albo przynajmniej niewyznaczanych – jak to było dotychczas – przez PZPR. Partia wygrywa tylko tam, gdzie uczelniana „Solidarność” nie dochodzi do porozumienia lub (jak na przykład w Słupsku) naciski powodują wycofanie się niezależnych kandydatów. Nowe władze (senaty i rektorzy) obejmują władzę po wakacjach. We wrześniu 1981 roku powstaje Konferencja Rektorów Wyższych Uczelni, która będzie walczyć z próbą wycofania się rządu z przedyskutowanego wiosną projektu nowej ustawy. Zachowanie władz miało cechy prowokacji – jak podczas rejestracji „Solidarności” – o czym pisze Andrzej Łapicki: 

Jeszcze jest sierpień. W końcu miesiąca wróciłem z Bułgarii. W szkole zastałem na biurku rządowy projekt ustawy o szkolnictwie wyższym. Pierwszy sygnał jesiennej bitwy o wyższe uczelnie. Projekt prowokacyjnie spreparowany. Prace nad ustawą trwały od grudnia 80 – byłem w komisji kodyfikacyjnej. W kwietniu po wielu konsultacjach ustawa była gotowa. 11 czerwca otrzymał ją po wielu konsultacjach ówczesny minister Górski. W końcu sierpnia rząd zaproponował swoją wersję autonomii. Bez wyborów rektora, a przynajmniej niewygodnego rektora. Bez strajków, za to z socjalizmem. Bez wielości światopoglądów, za to ze zwiększonymi prerogatywami ministra. „Rąbnąłem tym o biurko” – jak powiedziałem potem sekretarzowi BP Kubiakowi. To było nie do wiary, że władza mogła tak zlekceważyć opinię całego środowiska. Był to niedobry znak, zaczęły napływać protesty. Kraków się wzburzył pierwszy, zagroził strajkiem, inne ośrodki na wakacjach, trudno było wszcząć zorganizowaną kontrakcję, i o to pewno chodziło. „Solidarność” złożyła protest. Napięcie rosłoA. Łapicki, „Ze wspomnień rektora” (za: http://www.teatr-pismo.pl/czytelnia/299/notatki_rektora/ [dostęp: 17.02.2020]).[5].  

Wkrótce dochodzi do dalszych prowokacji – w RadomiuZmieniona wiosną 1981 roku ordynacja wyborcza faworyzowała prof. Hebdę na stanowisko rektora Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Radomiu. Efektem sporu o ordynację było usunięcie z Senatu uczelni przedstawicieli NSZZ „Solidarność” i Niezależnego Zrzeszenia Studentów. W efekcie 24 października wybuchł strajk okupacyjny, który stał się najdłuższym strajkiem w Polsce (49 dni) i został spacyfikowany dopiero 13 grudnia.[6] i w Warszawie. 25 listopada 1981 roku studenci Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarniczej rozpoczęli strajk okupacyjny, sprzeciwiając się podporządkowaniu uczelni przepisom ustawy o szkolnictwie wojskowym. Rozmowy z Komisją Międzyresortową zostały zawieszone. 2 grudnia na dach gmachu uczelni zrzucono z helikoptera antyterrorystów, a na teren uczelni wdarło się ZOMO. Strajkujących strażaków obezwładniono i wyprowadzono, a następnie część z nich zmuszono do wyjazdu do domów. Były to poniekąd ćwiczenia z wprowadzenia stanu wojennego (wyłączono wtedy telefony i faksy zarówno w szkole, jak i w zarządzie Regionu Mazowsze, aby uniemożliwić jakąkolwiek reakcję na pacyfikację)W miejsce rozwiązanej uczelni 18 stycznia 1982 roku utworzono Szkołę Główną Służby Pożarniczej. [7]. Społeczeństwo się samoorganizowało nie tylko zawodowo. Charakterystyczny jest pod tym względem gwałtowny rozwój Klubów Inteligencji Katolickiej. Na fali październikowej odwilży w 1956 roku KIK zakładali ludzie znani z dokonań literackich, publicystycznych, naukowych czy – później – politycznych, jak Bohdan Cywiński, Stefan Kisielewski, Jerzy Kłoczowski, Zygmunt Kubiak, Tadeusz Mazowiecki, Stefan Swieżawski, Andrzej Stelmachowski, Stanisław Stomma, Jerzy Turowicz, Aniela Urbanowicz, Andrzej Wielowieyski, Stefan Wilkanowicz, Jacek Woźniakowski oraz pierwszy i wieloletni prezes KIK – Jerzy Zawieyski. W całym kraju próbowano zorganizować więcej tego rodzaju instytucji, ale Gomułka zgodził się tylko na pięć klubów (poza stolicą: w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu i Toruniu). Krakowskie środowisko uzyskało prawo do założenia Społecznego Instytutu Wydawniczego Znak i wydawania „Tygodnika Powszechnego” (niegdyś pisma kurii krakowskiej, w latach 1953–56 zawłaszczonego przez Stowarzyszenie PAX, a po 1956 roku jako pismo katolików świeckich z redaktorem naczelnym Jerzym Turowiczem) oraz miesięcznika „Znak”. W Warszawie wydawano miesięcznik „Więź” (redaktor naczelny Tadeusz Mazowiecki). Polityczną reprezentację środowiska stanowiło koło poselskie „Znak”, które udzieliło poparcia Władysławowi Gomułce, a Jerzy Zawieyski został członkiem Rady Państwa. Główni ideolodzy ruchu – Stanisław Stomma i Stefan Kisielewski – głosili program tak zwanego neopozytywizmu, który zakładał pragmatyczne podejście do istniejącej sytuacji ustrojowej i geopolitycznej. Koło poselskie liczyło pięciu posłów (ale w 1956 roku dołączyło do nich kilku innych i na chwilę rozrosło się do 11 osób), a Jerzy Turowicz i Jerzy Zawieyski weszli w skład Frontu Jedności Narodu. W 1963 roku doszło do konfliktu środowiska z prymasem Wyszyńskim, po tym jak Stanisław Stomma zawiózł do Rzymu memoriał (tak zwaną „Opinię”) dotyczący możliwości nawiązania przez PRL stosunków dyplomatycznych z Watykanem (sprawę niezwykle kłopotliwą dla polityki prymasa). W marcu 1968 roku nastąpiło poważne rozejście się środowiska z władzami PRL po interpelacji koła w sprawie pobicia studentów i aresztowań. Po chamskim zruganiu na forum sejmu 11 kwietnia 1968 roku Zawieyski ustąpił ze stanowiska członka Rady Państwa. Koło nadal istniało (za namową prymasa), ale wewnętrznie skłócone (wyłoniła się grupa Janusza Zabłockiego i Konstantego Łubieńskiego oraz stowarzyszenie ODISS – Ośrodek Dokumentacji i Studiów Społecznych). W 1976 roku wstrzymanie się przez Stanisława Stommę od głosu nad poprawkami do konstytucji było symbolicznym zakończeniem działalności tego środowiska w Sejmie PRL (kontynuowali ją działacze ODISS). Mimo manipulacji władz, które rozgrywały środowisko, i wbrew nikłym osiągnięciom politycznym ideologii „neopozytywizmu” istnienie koła miało pewne znaczenie symboliczne (zwłaszcza w 1968 i 1976 roku), a wypowiedzi posłów przypominały, że istnieje niezideologizowany język politycznyZob. A. Friszke, „Oaza na Kopernika. KIK 1956–1989”, Biblioteka „Więzi”, Warszawa 1997; tegoż, „Koło posłów »Znak« w Sejmie PRL. 1957–1976”, Wydawnictwo Sejmowe, Warszawa 2002; M. Łętowski, „Ruch i koło poselskie Znak. 1957–1976”, Wydawnictwo Unia, Katowice 1998; J. Eisler, „Polski rok 1968”, IPN, Warszawa 2006.[8]. Jak się okazało, największe wyzwanie i największe oddziaływanie miało dopiero nadejść wraz z wrzeniem społecznym drugiej połowy lat 70. i po strajkach 1980 roku. Po Sierpniu ’80 żywiołowo powstawały nowe kluby; odbyło się kilka ogólnopolskich zjazdów. Problemem nowego ruchu był znaczący intelektualny „upust krwi”, ponieważ niemal wszyscy najważniejsi przywódcy, zwłaszcza warszawscy, odpłynęli na różne stanowiska w „Solidarności”, a młodsi po prostu budowali związek i zasilili jego struktury. Rozsiane po całej Polsce prowincjonalne kluby ani nie miały funduszy, ani doświadczenia i wymagały znacznej pomocy. Zresztą nie budowano jakiejś zwartej struktury, lecz luźną federację, której spoiwem był przede wszystkim „Tygodnik Powszechny” jako pismo oraz jego redaktorzy jako osoby mniej obciążone działaniem w samym związku. Zasadniczo kluby powstały niemal w każdym ówczesnym mieście wojewódzkim – a więc było ich niemal pięćdziesiąt – i bardzo się od siebie różniły. Przed ogłoszeniem stanu wojennego doszło do konsolidacji około czterdziestu klubów, które sformułowały kilka zasad i wspólne cele działania. Ustalono, że nie ma być to jakaś reprezentacja polityczna typu zachodnia chadecja, ale ruch kulturalno-edukacyjno-etyczno-wychowawczy. Stąd dążenie do tworzenia wydawnictw, budowania bibliotek, a także opieka nad szkołami. W warunkach komunistycznego monopolu na edukację i wychowanie były to zamierzenia bardzo daleko idące i konfrontacyjne, bo przeciwdziałające ateistycznej indoktrynacji (to było zadanie tak zwanej Sekcji Rodzin). Czynił to wprawdzie Kościół hierarchiczny i jego struktury parafialne, ale szeroki ruch laikatu był tolerowany tylko do stanu wojennego. Po 13 grudnia władze zlikwidowały dwanaście klubów, ale około czterdziestu nowych wznowiło działalność„Stare” kluby zostały zawieszone (groziła im likwidacja, podobnie jak innym stowarzyszeniom twórczym – spotkało to SDP i ZLP – i zezwolono na reaktywację ich działalności dopiero przed drugą pielgrzymką Jana Pawła II do Polski w 1983 roku). Tylko z warszawskiego KIK-u internowano szesnaście osób.[9], a w wielu miejscach kluby funkcjonowały jako nieformalne grupy przyparafialne, co było ułatwione wielkim napływem twórców do niezależnych działań kulturalnych pod parasolem Kościoła. Podobnie jak w przypadku innych środowisk twórczych i zawodowych, nie dało się zlikwidować osiągniętej przez półtora roku podmiotowości społecznej. 

W połowie września 1980 zawiązał się Komitet Porozumiewawczy Stowarzyszeń Twórczych i Naukowych, co nie dziwiło, zważywszy na postulat ucywilizowania cenzury. Został on zrealizowany ustawą Sejmu dopiero 31 lipca 1981 roku. Po raz pierwszy cenzura stała się legalna! Wcześniej nie istniały żadne akty prawne, a tylko praktyka totalitarnego państwa. Uzgodniona z „Solidarnością” i środowiskami twórczymi ustawa przewidywała skatalogowanie powodów umożliwiających ingerencję w tekst oraz prawo zaskarżenia decyzji cenzora do sądu, a także zaznaczenia decyzji w publikowanym tekście. Przepisy te znalazły zastosowanie w stanie wojennym i aż do roku 1989 na przykład pisma katolickie zaznaczały ingerencje (inne raczej rzadko albo wcale). Pod koniec października 1980 roku Nadzwyczajny Zjazd SDP wybiera na prezesa Stefana Bratkowskiego, jednego z uczestników Konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość”Konwersatorium powstało w 1978 roku z inicjatywy partyjnych dziennikarzy Stefana Bratkowskiego i Bogdana Gotowskiego, którym w przygotowaniach pomagał Andrzej Wielowieyski (KIK). Celem DiP było stworzenie ośrodka dyskusyjnego łączącego kręgi niezależnej inteligencji z reformistycznie nastawionymi środowiskami w PZPR. Tak zwany zespół usługowy rozpisywał ankiety wśród dziennikarzy i naukowców (respondentów było około stu, w tym członkowie PZPR i ZSL) i opracowywał raporty (Stefan Bratkowski, Kazimierz Dziewanowski, Jan Malanowski, Klemens Szaniawski, Andrzej Wielowieyski, Andrzej Zakrzewski, Witold Zalewski; później również Wojciech Adamiecki, Jan Strzelecki i Jerzy Zieleński). „Raport o stanie Rzeczypospolitej i drogach wiodących do jej naprawy” (1979) postulował demokratyzację PZPR, upodmiotowienie społeczeństwa, zgodę na niezależne związki zawodowe, wolność wyznania, a wszystko z podkreśleniem, że postulaty mieszczą się w granicach modelu socjalistycznego państwa. Opublikowano również diagnozę „Społeczeństwo wobec kryzysu” (luty 1981). Zob. A. Wielowieyski, „Losowi na przekór”, Agora, Warszawa 2015, s. 288–299.[10]. Pomimo ustaleń z sierpnia ’80 nie nastąpił dostęp „Solidarności” do programów radia i telewizji (tak zwanych okienek w PR i TVP). Rok później władze SDP wydały oświadczenie w sprawie nieustającej kampanii dezinformacyjnej, prowadzonej przez podlegające kontroli PZPR mass media:

Telewizja, radio i część prasy zmuszone są do działań sprzecznych z ich rolą środków porozumienia społecznego. Dramatyzują okoliczności ostatnich wydarzeń i jątrzą, zamiast przedstawiać racje merytoryczne. Potępiają stanowisko partnera niedopuszczonego do głosu. 

W rocznicę wybuchu gdańskiego strajku „Solidarność” proklamowała „dzień bez prasy” – drukarze wstrzymali druk, a pracownicy dystrybucji (monopolistą był Ruch) kolportaż gazet codziennych. Ponieważ dokument filmowy ze Stoczni Robotnicy 80 nie uzyskał zgody na dystrybucję w kinach, w całym kraju pokazywany był bez zezwolenia (na ogół w zakładowych kinach i domach kultury)„Robotnicy 80” – reżyseria: Andrzej Chodakowski i Andrzej Zajączkowski; zdjęcia: Michał Bukojemski i Jacek Petrycki; kierownictwo produkcji: Waldemar Tymoszuk (WFD w Warszawie, 1980; czarno-biały, czas: 94 minuty). Dokument relacjonuje przebieg akcji strajkowej i sierpniowych negocjacji MKS z Komisją Rządową. [11]. Oglądalność była imponująca, a grupowe przeżywanie projekcji było ważnym przeżyciem wspólnoty. Wyjątkowość tych projekcji polegała i na tym, że film oglądano w nieprzypadkowym gronie, a publiczność oglądała… siebie. Na festiwalu filmowym w Cannes Andrzej Wajda otrzymuje Grand Prix – „Złotą Palmę” za film Człowiek z żelaza. Film jest szybką produkcją, a głównym bohaterem jest zakompleksiały dziennikarzyna współpracujący z SB, ale mowa jest o Stoczni i wielkim strajku, a epizodyczne role grają Wałęsa i Anna Walentynowicz – stąd sukces również w kinachNa Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych (Gdynia) film otrzymał Nagrodę „Solidarności”. [12]. Artyści teatru fascynują się klasą robotniczą i biorą udział w ważnych uroczystościach rocznicowych, jak wspomnienie Czerwca ’76 w Radomiu czy poznańskiego Czerwca ’56. Przewodniczącym Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Czerwca 1956 roku został wybitny poznański poeta Roman Brandstaetter, a na odsłonięcie pomnika ofiar w Poznaniu stawia się cała ówczesna śmietanka artystyczno-literacka Polski ze Zbigniewem Herbertem – takie okazje stają się manifestacją braku klasowych podziałów i świętem narodowej jedności. 

Na rocznicę strajków sierpniowych w Hali Olivii zorganizowano pierwszy Przegląd Piosenki Prawdziwej, który trwał trzy dniWystąpili między innymi Przemysław Gintrowski, Jacek Kleyff, Antonina Krzysztoń oraz artyści kabaretowi i satyrycy, między innymi Andrzej Rosiewicz, Maciej Zembaty, Jan Tadeusz Stanisławski, Marcin Wolski i Jan Pietrzak.[13]. Wprawdzie już wcześniej – zwłaszcza w enklawach tak zwanej kultury studenckiej i kabaretowych klubach – cenzura bywała łagodniejsza i swoboda większa, ale „rozpasanie” w Hali Olivii przekraczało wszelkie socjalistyczne normy. Był to pierwszy wolny festiwal kabaretowy w tej części Europy od wybuchu II wojny światowej. Na scenografię składały się portrety obalonych pierwszych sekretarzy PRL, a pusta rama czekała na… aktualnego. Przebojem imprezy stała się piosenka Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał Andrzeja Garczarka, co było jawną aluzją do „sojuszy”. Wprawdzie sytuacja społeczna była napięta, ale świąteczny nastrój wynagradzał wszystko. W październiku 1980 roku Czesław Miłosz otrzymał literacką Nagrodę Nobla – i chociaż nie jest to bezpośredni fakt polityczny, miał jednak ogromne znaczenie symboliczne, społeczne i polityczne. Wymazany z podręczników (nawet uniwersyteckich!) poeta, przemilczany przez 30 lat i wydawany jedynie na emigracji i w podziemiu, nagle stał się ogólnonarodowym dobrem. Jego tryumfalny objazd kraju w czerwcu 1981 roku był manifestacją niezależności polskiej literatury, a zarazem argumentem przeciwko cenzurze i kontroli kultury przez partię komunistyczną. Środowiska twórcze, zwłaszcza literackie, od połowy lat 70. nie są już wizytówką partii, a światowe wyróżnienie podnosi ducha przygnębionego szarością komunizmu. Zakompleksiałe społeczeństwo znalazło powód do dumy z sukcesu rodaka, a czerwcowa wizyta noblisty wypadła znakomicie, choć morderczy program wykańczał siedemdziesięcioletniego poetę, którego każdy chciał dotknąć, a przynajmniej zobaczyć. W czerwcu 1981 roku w Warszawie Miłosz spotkał się ze studentami w klubie Stodoła (około 1000–1500 osób plus monitory na zewnątrz), z kilkudziesięcioma pracownikami i drukarzami NOW-ej (Mirosław Chojecki wręczył mu egzemplarz drukarski pierwszego podziemnego wydania Zniewolonego umysłu) oraz literatami w Pen Clubie. W Krakowie zaszczycił sesję naukową na UJ poświęconą jego twórczości i odwiedził „Tygodnik Powszechny”, ale już nie miał siły na kilka innych zaplanowanych spotkań (w KIK-u i w Piwnicy pod Baranami). W Lublinie odwiedził grób Józefa Czechowicza, odebrał doktorat honoris causa przyznany mu przez Katolicki Uniwersytet Lubelski, a na jego dziedzińcu przyjął delegacje „Solidarności” oraz studentów (około dwóch tysięcy osób). W Łomży zwiedził wystawę w Muzeum Okręgowym poświęconą jego życiu i twórczości oraz wygłosił odczyt o losie pisarza na emigracji. Pobyt miał charakter prywatny, ale w Trójmieście dominowały spotkania bardziej oficjalnie: złożył kwiaty pod tablicą upamiętniającą zabitych w 1970 roku, został przyjęty przez I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku Tadeusza Fiszbacha i złożył wizytę biskupowi gdańskiemu Lechowi Kaczmarkowi, a także stoczniowcom w sali BHP, którym podziękował za „Solidarność”. Wierszy jednak nie czytał, bo był już zbyt zmęczony. Prywatnie odwiedził tylko grób matki w Sopocie. Tuż przed sylwestrem 1980 roku Zjazd Związku Literatów Polskich wybrał nowe władze, a prezesem został Jan Józef Szczepański – były partyzant AK, pisarz katolicki związany z „Tygodnikiem Powszechnym” (niepublikujący w czasach stalinowskich), współtwórca Polskiego Porozumienia Niepodległościowego i Towarzystwa Kursów NaukowychJan Józef Szczepański na fali odwilży październikowej wydał powieść „Polska jesień” (o kampanii wrześniowej) oraz zbiór opowiadań „Buty” (o partyzantce). Jego zbiór esejów „Przed nieznanym trybunałem” (Warszawa 1975), poświęconych między innymi tak zwanej postawie conradowskiej, stał się ważną książką młodego pokolenia opozycjonistów lat 70. W podziemiu wyszła „Kadencja” (Kraków 1986) – dziennik pisarza, w którym opisuje swoją prezesurę ZLP do czasu zawieszenia związku w stanie wojennym i konieczności powołania niezależnego Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Zob. A. Werner, „Wysoko. Nie na palcach”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2003.[14]. Rok później, 11 grudnia, w Teatrze Dramatycznym w Warszawie rozpoczął się trzydniowy Kongres Kultury PolskiejPrzewodniczący: Jan Białostocki; kompozytorzy: Krzysztof Penderecki i Witold Lutosławski; reżyserzy: Andrzej Wajda i Kazimierz Dejmek; artyści: Gustaw Holoubek, Tadeusz Kantor, Władysław Hasior; pisarze: Jan Józef Szczepański, Artur Międzyrzecki; uczeni: Aleksander Gieysztor, Stefan Nowak, Konrad Górski, Jan Strzelecki, Jacek Woźniakowski, Andrzej Zakrzewski. Zob. M. Poprzęcka, „Przerwane obrady. Profesor Jan Białostocki jako przewodniczący Kongresu Kultury Polskiej w 1981 roku”, [w:]: „Ars longa. Prace dedykowane pamięci profesora Jana Białostockiego. Materiały Sesji Stowarzyszenia Historyków Sztuki, Warszawa, listopad 1998”, Arx Regia, Warszawa 1999.[15] zwołany przez Komitet Porozumiewawczy Stowarzyszeń Twórczych i Naukowych. Rozpoczęło go przemówienie Jana Białostockiego: „Przełom, jaki się w sierpniu 1980 roku w Polsce dokonał, był dziełem robotników […], a przebieg dni i tygodni przełomu stał się dla twórczości i kultury owocny bezpośrednio. Stał się zjawiskiem wręcz bezprecedensowym”. Pojawiały się głosy samokrytyki twórców, mówił o tym między innymi Andrzej Wajda. Obrady przerwało wprowadzenie stanu wojennego. Kongres, podobnie jak wszystkie związki oraz stowarzyszenia twórcze i naukowe, został tego dnia formalnie „zawieszony”, a niektórzy jego uczestnicy zostali internowaniMiędzy innymi Klemens Szaniawski, Jan Strzelecki, Andrzej Kijowski, Andrzej Szczypiorski, Wiktor Woroszylski. [16]. 

Marsze głodowe i ostateczna konfrontacja 

Jedną z najtrudniejszych spraw roku 1981 była zapaść gospodarcza. Podwyżki z ubiegłego roku, które doprowadziły do strajków, zostały cofnięte, a na dodatek strona rządowa zgodziła się na wolne soboty. Jednostronne wycofanie się rządu z tego punktu porozumienia doprowadziło do konfliktu i dopiero pod koniec stycznia uzgodniono, ile sobót ma być wolnych, skoro sytuacja gospodarcza jest trudna. W lutym premierem został gen. Jaruzelski i poprosił o 90 dni spokoju, a wicepremierem do spraw związków zawodowych został „liberał” i redaktor naczelny „Polityki” Mieczysław F. Rakowski. Spokoju nie mogło być, bo co chwila wybuchał z jakiegoś powodu strajk – na przykład studenci po dwóch tygodniach protestów i okupacji uniwersytetu w Łodzi wymusili rejestrację NZS-u, to znowu nie chciano zarejestrować chłopskich związków. Największym konfliktem był tak zwany kryzys bydgoski, czyli pobicie działaczy „Solidarności”, w tym przewodniczącego regionu Jana Rulewskiego. „Solidarność” była świetnie przygotowana na strajk generalny, a nawet na siłową konfrontację z milicją, ale w ostatniej chwili, 30 marca, udało się uniknąć starcia. Był to kulminacyjny punkt napięcia między władzą i związkiem – „Solidarność” się wycofała, a ocena tego faktu podzieliła działaczy – główne pretensje kierowano do doradców, którzy parli do kompromisu. Jedni uważali, że można było rzucić komunistów na kolana i ustępstwo zdemobilizowało masy związkowe. Inni zwracali uwagę na odbywające się manewry Układu Warszawskiego oraz możliwość wielu ofiar (pacyfikacje grudniowe były łatwiejsze, bo nie trafiły na dobre przygotowanie fabryk, ale to zaskoczenie zmniejszyło liczbę zabitych i rannych). Spór nie mógł podlegać obiektywnej ocenie, ponieważ trudno wyrokować w sprawie historii alternatywnej. Późniejsza weryfikacja faktów potwierdza tylko tyle, że w marcu gotowe były listy internowanych działaczy (bardzo często na decyzjach o internowaniu funkcje działaczy dotyczyły tego okresu). Czy mobilizacja wojska i milicji była pełna? Nie wiadomo. Maj pełen był przygnębiających wiadomości w sferze symbolicznej. Najpierw zamach na Jana Pawła II, a potem śmierć Prymasa Tysiąclecia. Następcą kardynała Wyszyńskiego został nikomu nieznany biskup Józef Glemp, sekretarz osobisty Zmarłego. Partia przeprowadzała wewnętrzne wybory i IX Zjazd – w powszechnej opinii wycinano „delegatów skrajnych”, w tym tak zwane „poziomki”, czyli zwolenników „struktur poziomych” wewnątrz PZPR. Już pod koniec października 1980 roku w Toruniu zawiązał się ruch wewnątrzpartyjny celem powołania Komisji Konsultacyjno-Porozumiewawczej Organizacji Partyjnych i demokratyzacji PZPR. Miesiąc później wydalono z PZPR założyciela tej inicjatywy Zbigniewa Iwanowa. Niemniej w całym kraju bardziej liberalnie nastawieni komuniści dążyli do wewnętrznej demokratyzacji i wpływu na wybór władz, wybieranych odgórnie. Na zjeździe ponieśli klęskę. Jaruzelski spacyfikował własne szeregi, wprowadził kilku wojskowych do władz, a zresztą sypiąca się partia nie była mu pomocą, lecz zagrożeniem – do odzyskania pełni władzy przygotowywał struktury siłowe: wojsko, milicję, policję polityczną (SB), prokuraturę i sądy. Na czele PZPR stanął dopiero w październiku i formalnie objął pełnię partyjno-rządowej władzy. Z milicją też musiał się śpieszyć, bo 1 czerwca powstał Komitet Założycielski Związku Zawodowego Funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej, który funkcjonował w 35 województwach. Jedna z teorii uzasadniających konieczność wprowadzenia stanu wojennego (zamiast interwencji zewnętrznej) powiada, że przygotowania do militarnej rozprawy z „Solidarnością” przyspieszył nie tyle strach przed „Solidarnością”, ile obawa przed rozsypką partii i innych struktur władzy. Najważniejsze jednak w tym okresie były „marsze głodowe”. Zaopatrzenie w żywność załamało się w lipcu, a na ulice wyszły dziesiątki tysięcy zdesperowanych ludzi. W Warszawie pochód z kolumną samochodów na czele został zatrzymany na rondzie łączącym Aleje Jerozolimskie z ulicą Marszałkowską (obecnie Rondo Dmowskiego) i przez trzy dni centrum miasta było nieprzejezdne. Powstał Hyde Park z przemówieniami i występami artystycznymi, ale nie doszło do awantury. Rozmowy były trudne. Nie było wiadomo, czy braki żywności są wynikiem tylko katastrofy i powszechnego bałaganu czy są również elementem partyjnej rozgrywki, polegającej na podgrzewaniu atmosfery, by rozsierdzić ludzi. „Solidarność” też organizowała swój zjazd (w dwóch turach) i we wrześniu wybrała swoje – już nie tymczasowe – władze. Najgłośniejsze były uchwały polityczne, jak Posłanie do narodów Europy WschodniejDelegaci zebrani w Gdańsku na I Zjeździe Delegatów Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” przesyłają robotnikom Albanii, Bułgarii, Czechosłowacji, Niemieckiej Republiki Demokratycznej, Rumunii, Węgier i wszystkich narodów Związku Radzieckiego – pozdrowienia i wyrazy poparcia. Jako pierwszy, niezależny związek zawodowy w naszej powojennej historii głęboko czujemy wspólnotę naszych losów. Zapewniamy, że wbrew kłamstwom szerzonym w waszych krajach, jesteśmy autentyczną 10-milionową organizacją pracowników, powołaną w wyniku robotniczych strajków. Naszym celem jest walka o poprawę bytu wszystkich ludzi pracy. Popieramy tych z was, którzy zdecydowali się wejść na trudną drogę walki o wolny ruch związkowy. Wierzymy, że już niedługo wasi i nasi przedstawiciele będą się mogli spotkać celem wymiany związkowych doświadczeń.[17], ale najpilniejszą sprawą była propozycja pomocy w przeprowadzeniu kosztownych społecznie reform gospodarczych. Doszło do istotnego zwrotu politycznego i ideowego, ponieważ ruch związkowy w tradycyjnej formie, czyli ruch rewindykacyjny, nie mógł poprzestać wyłącznie na roszczeniach. Dotychczasowa postawa wydawała się wprawdzie racjonalna, ponieważ trudno było brać odpowiedzialność za sferę, na którą nie ma się wpływu, ale „Solidarność” nie mogła już dłużej ignorować katastrofalnej sytuacji zaopatrzenia. Marsze głodowe, demonstracje i zmniejszające się dostawy wymusiły reorientację Związku w kierunku wzięcia odpowiedzialności za sytuację gospodarczą. Od kilku miesięcy sprzedawano na kartki mięso, masło, mąkę, ryż, kasze, ale nie było na nie pełnego pokrycia. Społeczeństwo oczekiwało, że „Solidarność” na to coś poradzi. Pod naciskiem „dołów” Komisja Krajowa zaproponowała powołanie Społecznej Rady Gospodarki Narodowej, która byłaby emanacją Związku, Kościoła, Polskiej Akademii Nauk, Kolegium Rektorów wyższych uczelni i stowarzyszeń twórczych. Skład sugerował szerokie porozumienie społeczne, aby uspokoić nastroje społeczne, a nie tylko by wraz z rządem wypracować krótko- i długofalowe programy naprawczeW. Trzeciakowski, „Czym ma być Społeczna Rada Gospodarki Narodowej?”, „Tygodnik Solidarność” 11.12.1981, nr 37. [18]. „Solidarność” gotowa była poprzeć nawet niepopularną podwyżkę cen w zamian za reformy gospodarcze. Żądała tylko dostępu do informacji gospodarczych. Wbrew deklaracjom Komisji Krajowej komuniści zarzucili inicjatywie chęć przejęcia władzy nad gospodarką i stworzenie „alternatywnego rządu”. Zresztą byli już przygotowani do wprowadzenia stanu wojennego.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Józef Maria Ruszar, „Solidarność”. Wiem, co przeżyłem (II), „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 61

Przypisy

    Powiązane artykuły