27.08.2020

Nowy Napis Co Tydzień #064 / Solidarność to wspólnota etyczna

Roman Graczyk: 19 października ks. Józef Tischner wygłosił na Wawelu kazanie dla delegacji tymczasowych władz „Solidarności”, podczas ich tryumfalnego objazdu Polski, półtora miesiąca po podpisaniu porozumień sierpniowych. To była wielka mowa, chociaż zwarta i krótka. Później, gdy wydano Etykę solidarności, to kazanie umieszczono jako otwierające cały zbiór. Dlaczego akurat Tischner został wyznaczony do wygłoszenia tego kazania? Wówczas nie wydawało się to takie oczywiste.

Zbigniew Stawrowski: Znam różne wersje tej historii. Jedna jest taka, że biskupi się pochowali i wtedy pojawiło się nazwisko Tischnera. A on nie odmówił.

Głośną książką Tischnera, która poprzedzała to kazanie, był Polski kształt dialogu. Jakie jest iunctim między jednym a drugim?

Musimy się cofnąć do 1977 roku w Krakowie, do zabójstwa Stanisława Pyjasa i powstania Studenckiego Komitetu Solidarności. Wtedy studenci Tischnera zaskoczyli go tym, że się nie boją albo potrafią przełamać strach. A on, choć wiadomo, co myślał o komunizmie, nie głosił tego publicznie, bo miał doświadczenia lat 50. i zupełnie inaczej patrzył na potencjalną możliwość represji ze strony władz. Ale gdy zobaczył, że ci młodzi ludzie odważnie robią swoje, dało mu to do myślenia. I wtedy zaczyna się czas otwartego zaangażowania Tischnera w sprawy publiczne – dotąd zaangażowanego jedynie w filozofię. Na jego wykłady ściągają tłumy ludzi, nie tylko zresztą studentów.

Pamiętam ten czas. Wtedy Tischner stał się ważnym punktem odniesienia. On, Władysław Stróżewski, o. Jan Andrzej Kłoczowski OP, Karol Tarnowski – to były w Krakowie postaci nie do ominięcia dla ambitniejszej studiującej młodzieży.

Polski kształt dialogu został wydany przez wydawnictwo SpotkaniaNiezależne Pismo Młodych Katolików „Spotkania”.[1], a więc w drugim obiegu, w 1979 roku. To jest jego rozprawa intelektualna z marksizmem, a przede wszystkim z marksistowskimi „filozofami”, którzy na początku PRL-u wykazywali się głównie umiejętnością denuncjacji w stosunku do przedstawicieli – jak to nazywano – „idealizmu”, takich jak Ajdukiewicz, Kotarbiński czy Tatarkiewicz. Ta książka była też spłaceniem długu wobec Romana Ingardena, jego mistrza, którego również niszczono w latach 50., a wyróżnił się w tym Tadeusz Kroński, specjalista od nauczania Polaków racjonalnego myślenia przy pomocy sowieckich kolb. Ale pierwszym znakiem przełomu w podejściu Tischnera był tekst wcześniejszy, z końca 1977 roku: Czym jest filozofia, którą uprawiam – jego filozoficzne credo. On w tym tekście deklaruje, że jako filozofa interesuje go przede wszystkim to, co tu i teraz w Polsce najbardziej nas boli:

to, o czym myśleć trzeba, nie pochodzi u nas z kart książki, lecz z twarzy zaniepokojonego swym losem człowieka. […] O jakości filozofii decyduje jakość bólu ludzkiego, który chce filozofia wyrażać i któremu chce zaradzić. Kto tego nie widzi, jest bliski zdrady.

To są już mocne deklaracje. Tischner mówi tu wprost o imperatywie za - angażowania. Następnym przełomowym momentem będzie Sierpień 1980 roku. Tischner przebywał wówczas w Castel Gandolfo. Wspominał potem – co opisał Wojciech BonowiczW. Bonowicz, Tischner, Znak, Kraków 2002, s. 323–324.[2] – jak razem z Papieżem oglądali w telewizji włoskiej relację z Gdańska. Kamera pokazuje słynną bramę Stoczni udekorowaną między innymi portretem Jana Pawła II. A Tischner widzi poruszonego Ojca św. oglądającego swój obraz na bramie. Tischner musiał wyjechać wtedy od Papieża z głęboką świadomością, że to, co rodziło się wtedy w Stoczni, jest również jego zadaniem. W tym kontekście jego zgoda na wygłoszenie kazania na Wawelu była oczywista i naturalna. Podobnie jak całe późniejsze myślenie i działanie Tischnera, którego nie bez racji uznawano za kapelana „Solidarności”. To on dostarczył całemu ruchowi intelektualnych narzędzi i pojęć, dzięki którym udało się odsłonić najgłębszy etyczny sens tego, co się wówczas w Polsce wydarzyło. A kluczem okazały się dwa obrazy przywołane w czasie wawelskiego kazania: ewangeliczna przypowieść o Miłosiernym Samarytaninie oraz słowa św. Pawła z listu do Galatów: „Jeden drugiego ciężary noście, a tak wypełnicie prawo Boże”. Stąd wziął się opis solidarności jako spontanicznie powstałej wspólnoty ludzi dobrej woli, więzi, której nie da się narzucić człowiekowi z zewnątrz z użyciem przemocy, lecz która rodzi się sama, z serca. Jak mówił Tischner w tym kazaniu:

Solidarność rodzi się z dobrej woli i budzi w ludziach dobrą wolę. Ona jest jak ciepły promień słońca: gdziekolwiek się zatrzyma, pozostawia ciepło, które promieniuje dalej, bez przemocy. Jej chodzi tylko o jedno: aby jej nie stawiano przeszkód – głupich bezsensownych przeszkódJ. Tischner, Etyka solidarności, Znak, Kraków 1981, s. 7.[3].

W Etyce solidarności odnajdujemy opis ówczesnej rzeczywistości i jakby receptę na godną reakcję na tę rzeczywistość, która tak bardzo tłamsi człowieka. Solidarność – pisze Tischner – to jest relacja z ludźmi, którzy mają sumienie. Z tymi, którzy je zawsze mieli, ale także z tymi, którzy odzyskali sumienie. To było niezwykle trafne spostrzeżenie, bo właśnie Sierpień i następne miesiące to był moment prostowania karków. Skąd on miał ten słuch, tę intuicję?

Wiele razy czytałem Etykę solidarności, także krytycznie. Ona jest nierówna. Niektóre fragmenty są rewelacyjne, inne też dobre, ale nie tak oryginalne. Z mojej perspektywy najważniejsze są dwa pierwsze teksty: wspomniane już kazanie wawelskie i drugi, zatytułowany Wspólnota. Odnajdziemy tam najlepszą, najgłębszą analizę fenomenu solidarności jako szczególnej relacji międzyludzkiej: Fundamentem solidarności jest sumienie, a bodźcem do jej powstania wołanie o pomoc człowieka, którego zranił drugi człowiek. Solidarność stanowi szczególne więzi międzyludzkie:

człowiek wiąże się z drugim człowiekiem dla opieki nad tym, kto potrzebuje opieki. Ja jestem z tobą, ty jesteś ze mną, jesteśmy razem – dla niego. My – dla niego. My, ale nie po to, by patrzeć na siebie, lecz – dla niego. […] Wspólnota solidarności różni się od wielu innych wspólnot, że w niej pierwsze jest „dla niego”, a „my” przychodzi potem. Najpierw jest ranny i jego krzyk. Potem odzywa się sumienie, które potrafi słyszeć i rozumieć ten krzyk. Dopiero stąd rośnie wspólnotaTamże, s. 13–14.[4].

Tischner rzuca jedynie krótkie zdania, lapidarnie wyrażone myśli, które aż się proszą, by je dalej rozwinąć. Choćby to, że solidarność to nie jest po prostu miłość czy miłosierdzie, które okazujemy człowiekowi w potrzebie, lecz więź łącząca ze sobą tych, którzy takiej pomocy gotowi są udzielić i faktycznie to czynią. Warto przypomnieć, że strajk w stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku zaczął się właśnie od protestu w obronie wyrzuconej z pracy Anny Walentynowicz. Te intuicje Tischnera mają jednak również znaczenie uniwersalne – możemy je znakomicie odnieść do sytuacji szerzącej się dziś pandemii.

Ale są tam również i takie teksty, które Tischner wyciągnął z szuflady i jakoś je przysposobił – chodzi o te, które mówią o filozofii pracy. Wcześniej przez wiele lat Tischner przyjaźnił się Janem Szewczykiem, razem byli jeszcze na seminarium u Ingardena. Szewczyk był marksistą, ale próbował łączyć marksizm z fenomenologią. Tischner od niego pewne rzeczy z zakresu filozofii pracy zapożyczył. I nagle okazało się, że z tego marksizmu, będącego w Polsce po prostu ideologią władzy, można wydobyć pewne elementy, które wydają się sensowne, i użyć ich w obronie robotników. Tischner do - strzegł, że kiedy pojęciom, którymi posługują się marksiści, przywróci się właściwy sens, to komuniści okażą się intelektualnie bezbronni. Kiedy na przykład uzna się zasadę, że trzeba walczyć z wyzyskiem, ale ponadto po - każe, że największy wyzysk pojawia się w państwie, w którym rzekomo uspołeczniono własność, a faktycznie niczym kapitalistyczny właściciel rządzi komunistyczna nomenklatura.

To się zdarzyło nie pierwszy raz, że ktoś w Polsce wykorzystuje marksizm przeciwko komunistom. Najsłynniejszy był przypadek Kuronia i Modzelewskiego i ich Listu do Partii z 1965 roku. A w czasie, o którym mówimy, duży rezonans miały prace prof. Leszka Nowaka z Poznania i jego teoria „trójpanów”.

Nie wiem, czy Tischner znał elaborat Kuronia i Modzelewskiego albo prace Nowaka. Z tego, że różni ludzie dostrzegali ewidentne skądinąd rozbieżności między realną praktyką komunizmu a wzniosłością jego haseł, nie wynikało jeszcze, że podobnie postrzegają całą rzeczywistość.

Dlaczego te dwa pierwsze rozdziały Etyki solidarności są dla Pana takie ważne?

To nie od Tischnera dowiedziałem się, czym jest solidarność. Zanim jeszcze zacząłem go czytać, sam miałem żywe doświadczenie solidarności. W 1980 roku współzakładałem i organizowałem Niezależne Zrzeszenie Studentów w SGPiS-ie w Warszawie. Podobnie jak Tischner, gdy wrócił z Castel Gandolfo i wiedział, że ma tu coś do zrobienia, tak i mnie od momentu pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski w 1979 roku towarzyszyło podobne poczucie. Kiedy więc zobaczyłem w telewizji Wałęsę podpisującego porozumienia sierpniowe w Gdańsku, wiedziałem jedno: kończą się wakacje, wracam do Warszawy i na uczelnię, i biorę się do roboty. Tischner mawiał o takich sytuacjach: „Tak trza!”. I to opis twórczego, oczywistego i spontanicznego zaangażowania w budowę wolnej Polski pod sztandarem „Solidarności”, której częścią – jako ruchu społecznego – było również NZS, odnalazłem wkrótce w Etyce solidarności. Nikt wtedy o tym, co się wówczas działo, nie pisał tak jak Tischner. Pamiętam, że po raz pierwszy czytałem Etykę w postaci niewyraźnej kserokopii podczas wakacji 1981 roku, będąc już po lekturze Polskiego kształtu dialogu. Samego Tischnera zobaczyłem na własne oczy pierwszy raz pięć dni przed stanem wojennym. Trwały wtedy w całej Polsce wielkie strajki studenckie, a nam udało się zaprosić Tischnera na SGPiS do wygłoszenia wykładu o filozofii pracy. Po wykładzie wziął udział w debacie z profesorami – marksistami. Oni posługiwali się swoim marksistowskim żargonem, a on odpowiadał im prosto, precyzyjnie, rzeczowo. Trudno było nie dostrzec intelektualnej przepaści pomiędzy Tischnerem a nimi. On opisywał rzeczywistość, a oni bujali w ideologicznych obłokach. Na mnie zrobiło to ogromne wrażenie.

Wielu inteligentów-humanistów właśnie wtedy po raz pierwszy weszło w kontakt z tym, dotąd nieznanym sobie światem. Znane są przypadki, kiedy ludzie obdarzeni pewnym zaufaniem społecznym, często na przykład z kręgu Klubów Inteligencji Katolickiej, zostawali doradcami komisji zakładowych w wielkich zakładach pracy. I dopiero wtedy poznawali świat robotników. Czy Tischner miał osobiste doświadczenie kontaktów z robotnikami w tym czasie?

Myślę że tak, ale szczegółów nie znam. Ja trafiłem do Krakowa dopiero jesienią 1982 roku.

Skoro tak Pan ceni rozdział Solidarność sumień i rozdział Wspólnota, to jakie w Pana oczach są słabości pozostałych rozdziałów Etyki solidarności?

To, że inne są słabsze, znaczy tylko, że nie są aż tak znakomite. Poza tym ówczesne znaczenie wszystkich tych tekstów wychodziło daleko poza to, co dziś moglibyśmy z nich wydobyć, opierając się na ich filozoficznej analizie. One dostarczały ludziom języka, którym można było mówić o sprawach wówczas najważniejszych. W zakłamanym, zafałszowanym ideologicznie świecie przywracały słowom ich właściwe znaczenie. Tym samym dawały nam narzędzia, które umożliwiały porozumienie, nawiązanie normalnej wzajemnej relacji. W tym sensie odbudowywały wspólnotę. A co do innych tekstów z Etyki solidarności wyróżniłbym jeszcze rozdziały Wychowanie oraz Przeciwnik. W tym pierwszym Tischner zwraca uwagę, że wychowanie jest przede wszystkim pracą nad nadzieją człowieka i dlatego przypomina rolę ojca.

Ojcostwo to nie tylko przekazanie życia, ojcostwo to również przekazanie nadziei. Ojciec jest powiernikiem dziecięcej nadziei, jej oparciem, jej mocą. Jesteśmy dziećmi tych, w których ręce złożyliśmy nasze nadzieje. […] Nadzieja jest źródłem naszego życia. Dlatego ten, kto przynosi człowiekowi nadzieję, jest duchowym ojcem człowieka. […] Wychowanie jest pracą około ducha – pracą według nadziei. Dopiero za nadzieją przychodzi miłość, buduje się wiara, kształtuje odpowiedni zmysł rzeczywistości. Dlatego kluczową zasadą wychowania jest zasada wierności. Tutaj nie wolno zdradzać – nie wolno pod żadnym pozorem. Więzów powiernictwa nadziei zrywać nie wolno. To grozi rozpacząTamże, s. 74.[5].

Natomiast pisząc o przeciwniku – a kto się krył pod tą nazwą, wszyscy wówczas wiedzieli – Tischner ostrzega przed odwoływaniem się do prze - mocy i przywołuje obrazowe porównanie:

Solidarność to ogromny las zasadzony przez przebudzone sumienia. […] Wiemy, że i lasy mają swoich przeciwników. W jaki sposób las zwalcza przeciwnika? Las zwalcza przeciwnika w ten sposób, że rośnie, a więc tym bardziej staje się lasem. Solidarność sumień zwalcza przeciwnika, stając się tym bardziej sumieniem i tym bardziej solidarnością. Wszystko inne jest drugorzędneTamże, s. 88. [6].

Tischner znakomicie uchwycił istotę rzeczy. Przecież to tak właśnie było, że „Solidarność” robiła swoje. Ludzie „Solidarności” nie podjęli działań tam, gdzie tego oczekiwał ich przeciwnik, a więc w obszarze walki politycznej, lecz skupili się na zagospodarowaniu i odbudowie wszystkich innych obszarów życia społecznego.

W rozdziale Ojczyzna jest taka myśl, że gdy patrzymy na nasze dzieje, to oczywiście widzimy wielkich wodzów, ale nie umniejszając ich zasług, najważniejsi w tych dziejach byli ludzie wielkiego ducha: Paweł Włodkowic, Mikołaj Kopernik, Andrzej Frycz Modrzewski… A z kolei pierwszy numer po wznowieniu „Tygodnika Powszechnego” w stanie wojennym otwierał tekst Tischnera Myśląc „Ojczyzna”, z ducha Norwidowski: ojczyzna to zbiorowy obowiązek, to wspólnota etyczna. Jakie zatem znaczenie dla niego miał stan wojenny? Jakie znaczenie miała lojalka, którą podpisał w pierwszych dniach stanu wojennego?

Kiedy przyjechałem do Krakowa we wrześniu 1982 roku, podejmując studia na Wydziale Filozofii Papieskiej Akademii Teologicznej, to Tischner nie wyglądał na człowieka załamanego stanem wojennym. Przeciwnie, widziałem w nim wtedy człowieka wolnego, odważnego – mimo że przy ulicy św. Marka, gdzie mieszkał, przez całe lata 80. można było przeczytać napis na murze: „Ksiądz Tischner uczy ludzi tchórzostwa”. Napis ten chciano zamalować, ale Tischner się na to nie zgodził, mówiąc podobno: „Zostawcie, może coś w tym jest”. Tak więc miałem poczucie obcowania z człowiekiem, który się nie boi i panuje nad sytuacją. Z człowiekiem wolnym, który rozumie , co się wokół dzieje, i daje nam intelektualne narzędzia rozumienia sytuacji. Mówił swoim słuchaczom: przede wszystkim macie myśleć albo – cytując Hegla – nie ma rewolucji bez reformacji, czyli najpierw starajcie się zrozumieć, a potem zmieniajcie świat. I tak był też wtedy odbierany przez innych studentów, moich kolegów i koleżanki, a było to towarzystwo nieprzypadkowe: większość była już absolwentami innych kierunków studiów, kilka osób pojawiło się wprost z ośrodków internowania. Był dla nas wszystkich wiarygodnym przewodnikiem – jako człowiek, filozof i kapłan. A jeśli chodzi o rzekomą lojalkę, to bądźmy precyzyjni. Wiemy to wyłącz - nie od samego Tischnera (w aktach IPN-u nie ma po tym żadnego śladu): zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego wezwano go i zażądano – tak jak czyniono wówczas wobec wielu – by podpisał lojalkę i wyrzekł się „Solidarności”. Tischner odmówił, ale zgodził się sam napisać i podpisać, że jego działalność jest i będzie miała wyłącznie charakter duszpasterski. Warto też przypomnieć, że osobą, która z ramienia SB takie rozmowy z Tischnerem wtedy prowadziła, był pułkownik Pietruszka, jeden z oskarżonych w procesie morderców ks. Popiełuszki. W każdym razie Tischner ten swój podpis głęboko przeżył. Mówił później, że poczuł się jak Piotr po zaparciu się Chrystusa. Ale jako chrześcijanin wiedział, że – podobnie jak Piotr – z każdego upadku można się podnieść. Drogą jest stanięcie w prawdzie i wyznanie winy. I Tischner, opowiadając o tym wydarzeniu, tak właśnie zrobił, w przeciwieństwie do wielu innych, którzy ukrywając podobne, a nawet gorsze rzeczy, zakłamywali samych siebie.

Solidarność w Etyce solidarności to jest przede wszystkim braterstwo. Jak głęboko to w niego weszło? W przedmowie do wydania z 1992 roku Tischner napisał: „Ludzie pytają mnie, czy etyka solidarności jest ciągle aktualna. […] Chwila, w której zapomnielibyśmy o tym, byłaby chwilą naszego samobójstwa”. Tak napisał, ale wtedy miał już za sobą zwrot liberalny, który mógłby świadczyć o tym, że po 1989 roku idea solidarności jako braterstwa nie była już dla niego najważniejsza. A najważniejsza była wspólnota, która się odradza i zrzuca z siebie komunistyczne zniewolenie. Czy dobrze to odczytuję?

To jest punkt mojego sporu z Tischnerem. Solidarnościowa wspólnota opisana w Etyce solidarności jest wspólnotą otwartą niemal na wszystkich. Zresztą taką ona też faktycznie była: nieważne, czy ktoś należał do partii czy był bezpartyjny, ważne, żeby autentycznie troszczył się o Polskę i pragnął stać się uczestnikiem ruchu „Solidarności”. Tischner tak to ujmował: każdy człowiek sumienia, każdy człowiek dobrej woli jest częścią tej wspólnoty. Nawet jak ktoś straci sumienie, zawsze może je odzyskać, jeśli tylko będzie tego chciał. To najbardziej inkluzywna forma wspólnoty, jaka pojawiała się w naszych dziejach! A cała opowieść Tischnera była wtedy skoncentrowana na tym, że on starał się podnosić i budować człowieka, pokazywać, że każdy z nas może być lepszy, niż jest. Ci, co przeżyli aktyw - nie tamten czas, pamiętają dobrze, że ludziom wtedy naprawdę rosły skrzydła. Po 1989 roku nie tylko zmieniają się realia społeczne, ale i sam Tischner zmienia narrację. Pojawia się u niego afirmacja liberalnej demokracji oraz krytyka jej przeciwników, symbolicznie nazwanych homo sovieticus. Czyli nie budujemy już wspólnoty, apelując do ludzi, żeby rośli, byli lepsi, niż są, żeby chcieli mieć sumienie, ale wskazujemy winnych. Tych, którzy przeszkadzają, bo są obciążeni mentalną przynależnością do starego systemu. A przecież w 1980 roku tych obciążonych przynależnością do systemu było o wiele więcej, a mimo to Tischner nie wątpił, że można z nimi odbudować wspólnotę.

Jeśli krytykuję Tischnera za pewne jego teksty napisane po 1989 roku, to staram się i – co więcej – mogę to robić za pomocą jego własnych pojęć filozoficznych, którymi posługiwał się wcześniej. Wydaje się, że on te kategorie z 1980 roku w pewnym momencie porzucił. Jego rozważania dotyczące – zresztą bardzo niejasnej i nieprecyzyjnej – kategorii homo sovieticus są trudne do pogodzenia z myśleniem w perspektywie solidarności jako wspólnoty etycznej. Zasadniczy problem z konceptem homo sovieticus u Tischnera nie polega jedynie na pytaniu, czy i w jakim stopniu jest to trafny opis stanu naszego społeczeństwa po czterdziestu pięciu latach PRL-u. Można się zgodzić, że po części jest to opis prawdziwy. Ważniejszą sprawą jest jednak to, że u Tischnera krytyka Polaków i ich zsowietyzowanych dusz nie dotyczyła komunistów. Tak jakby ci, którzy byli ofiarami komunistycznego systemu, podpadali pod kategorię człowieka zniewolonego i zsowietyzowanego, a ci, którzy ten system tworzyli i nim kierowali, już nie.

Co się zaś tyczy liberalizmu, to jakkolwiek pojęcie to jest niezwykle pojemne i wieloznaczne, odnajdziemy w różnych jego nurtach pewien wspólny fundament: człowiek jest istotą wolną, ale żeby społeczność mogła funkcjonować, muszą także istnieć zasady, które porządkują tę wolność. Może być ich niewiele, mogą być minimalistyczne (państwo jako nocny stróż), ale muszą jakieś być. Jeśli takich zasad zabraknie, popadamy w stan wojny wszystkich ze wszystkimi. Tischner – pewnie wpłynęły na to również jego góralskie korzenie – miał głębokie poczucie wolności i głęboki wobec niej szacunek. Dlatego krytykował marksistowski totalitaryzm, dlatego też zaangażował się w budowanie intelektualnych i duchowych fundamentów „Solidarności”. Miał oczywiście rację: nie ma solidarności bez wolności. Solidarność jest możliwa tylko między ludźmi wolnymi. Co także oznacza, że właściwe uporządkowanie przestrzeni, w której działają wolne jednostki, stanowi konieczny warunek, by postawy solidarne mogły się ujawnić i w pełni rozwinąć.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Zbigniew Stawrowski, Roman Graczyk, Solidarność to wspólnota etyczna, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 64

Przypisy

    Powiązane artykuły