08.10.2020

Nowy Napis Co Tydzień #070 / Przepracowanie Polski

Jeśli twórca stawia sobie za cel opisanie rzeczywistych źródeł i komplikacji otaczającego nas świata, kreuje chory umysł. Wszak mówimy, że „coś” w głowie się nie mieści, bo nie potrafimy w to „coś” uwierzyć. A przy tym nie jest ono zgodne z dotychczasowymi regułami pojmowania nastrojów, własnych i cudzych decyzji czy postaw, szerzących się mód czy działań. Wariactwo, szaleństwo, schizofrenia zdają się wiarygodnymi figurami, pozwalającymi spojrzeć i wejrzeć w głąb procesów politycznych, społecznych, kulturowych, które rozgrywają się zupełnie inaczej, niż to sobie wyobrażamy – niż daliśmy to sobie wmówić. Wystarczy przypomnieć trylogię Jerzego Krzysztonia Obłęd 1979 roku, w której urojenie prześladowcze głównej postaci jest czymś więcej niż literacką analizą jednostki chorobowej. Romantycy uwidaczniali stygmatyzowanie obłąkaniem tych, którzy posiedli lub otrzymali umiejętność wglądu w świat nadprzyrodzony bądź zdolność do rozumienia wyższych porządków rzeczywistości. Czyż jednak nie po to czytamy literaturę, by zrzucić z siebie zaćmę fałszywej świadomości, przekonań i wyobrażeń zakotwiczonych w kłamstwach lub półprawdach?

Janusz Węgiełek (laureat: Nagrody Kościelskich – 1980, Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza – 2011; autor między innymi „eseju o cynizmie” pod tytułem Pochwała szpiega z 1993 roku) przez filtr „szaleństwa” postanowił przedstawić atmosferę i głębinowe zjawiska lat 1983–1992 w Polsce kończącego się „socjalizmu” i rozpoczynającej się transformacji ustrojowej. W powieści Krukowate wykorzystał literacko stany psychodeliczne swojego bohatera, Michała Falka (historyka, varsavianisty, badacza wywiadu i kontrwywiadu w okresie międzywojennym), aby uwidocznić nieznaną, skrywaną, nieobecną stronę zdarzeń, które doprowadziły do odwołania rządu Jana Olszewskiego 4 czerwca 1992 roku. Losy i perypetie głównego bohatera łączą się z przywołaniami faktów i person historycznych. Niektóre z nich występują pod imionami nadanymi przez autora. Czytelnik – mam nadzieję – nie napotka trudności, rozszyfrowując „Jowialnego Stoczniowca”.

Co prawda najwięcej miejsca w tej powieści (częściowo z kluczem) zajmują kłopoty Falka z domniemaną lub faktyczną permanentną inwigilacją. Do końca nie znajdziemy potwierdzenia, czy odbywa się ona jedynie w umyśle naukowca, czy jest procederem tajnych służb. Falk w tej kwestii także sobie nie dowierza. Żyje w rozdarciu, zżera go od środka nieufność wobec tego, co oficjalne i publiczne. Wyniszcza go lęk przed popadnięciem w zależność od zła, od ludzi cynicznych i z rozmysłem oddających się realizacji niecnych zamiarów, wymierzonych w sprawiedliwość, godność, wspólne dobro, sprawne funkcjonowanie państwa. Czuje nieustający dyskomfort – jedyną ostoją jest najbliższa rodzina, bo już krąg znajomych nie daje stabilnego oparcia. Na domiar złego Falka gubi alkohol.

Rozstrojona osobowość historyka przekornie i karykaturalnie ilustruje pewien utrwalony przez zachodnie elity intelektualne stereotyp ludzi o poglądach konserwatywnych usposobionych antykomunistycznie. Mieliby oni być prymitywni, miałcy umysłowo, zacofani, opętani manią prześladowczą. Węgiełek pozornie wręcza argumenty krytykantom postaw konserwatywnych. Rozbudowany wątek szpiegowania, przedstawianego tu niekiedy monstrualnie i onirycznie, pokazuje, że wytworzenie w ludziach trwałego przekonania, że są podglądani, podsłuchiwani, śledzeni, systemowo obserwowani, degraduje ich człowieczeństwo.

Jak się wydaje, ogrom psychicznego ciężaru prawie bez reszty przytłacza głównego bohatera. Mimo to (z coraz mniejszym entuzjazmem) wykłada historię na Uniwersytecie Warszawskim. Niestety nie rozwija swojej kariery naukowej, a dwóch książek – o agenturze Polski przedwojennej oraz Warszawie – nie może doprowadzić do finału. Jednakowoż Falk po 1989 roku przyjmuje ofertę pracy w rządowej instytucji, odpowiadającej za likwidację i przekształcenie największego koncernu prasowego w Europie Środkowo-Wschodniej – Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Prasa-Książka-Ruch”. Ten mający polityczno-medialne konsekwencje problem pozwolił wprowadzić obraz fundamentalnych rozgrywek instytucjonalno-personalnych w stolicy, które doprowadziły do powstania i umacniania się założycielskiego dla III RP sojuszu liberałów z postkomunistami.

Powieść Węgiełka jest tyleż warszawska, co polityczna, tyleż obyczajowa, co psychologiczna, tyleż moralistyczna, co społeczna. W pewnym sensie pasuje do niej używane niegdyś przez powojenną krytykę literacką, powtarzane za Kazimierzem Wyką, określenie „literatura obrachunków inteligenckich”. Bo przecież Michał Falk jako intelektualista uwrażliwiony na wartości moralne i społeczne pragnie rozumieć i komentować dokonujące się wokół niego zmiany, wyznaczające ramy i mechanizmy funkcjonowania kraju, państwa, społeczeństwa, gospodarki, kultury.

Widząc pewne pożytki z idei liberalnych (aktywizacja gospodarcza), z dezaprobatą wypowiada się przeciw liberalnym dogmatom, gdy stwierdza:

Fascynacja wolnym rynkiem bez jakiejkolwiek ingerencji państwa budzi moim zdaniem poważne zastrzeżenia. Wyniesienie wolności do rangi najwyższego kryterium jakości porządku politycznego może legitymizować postawy, które przekreślają powinność respektowania obiektywnych uprawnień innych (s. 89).

Jego dramat polega na uświadamianiu sobie trudnych do przekroczenia – nabytych w Polsce Ludowej – mentalnych barier, przesądów, przyzwyczajeń, rozmaitych miazmatów, które uniemożliwiają podjęcie egzystencji podmiotowej i wolnej. Toteż w odróżnieniu od „literatury inteligenckich obrachunków”, opartej na paraboli „straconych złudzeń” polskiej inteligencji zaraz po wojnie, powieść Krukowate sposób czasem pokrętny, zawikłany, niejednoznaczny jest narracją o odzyskiwaniu rudymentów świadomości sprawczej.

Działające od dekad mechanizmy życia społecznego, błędne i chore relacje międzyludzkie przyczyniają się do tego, że w Polsce jednostka nawet o dużym potencjale intelektualnym, obdarzona poczuciem moralnym oraz ideowością i praktycyzmem, o predyspozycjach przywódczych i kompetencjach organizacyjnych nie może stać się mężem stanu, a choćby inicjatorem znaczących wydarzeń lub twórcą wartościowych dzieł. Osobowości są u nas i przez nas samych neutralizowane, psychicznie i duchowo rozbrajane. Gremialnie i z osobna codziennie ściągamy się w dół.

Na powyższe odczytania prozy Węgiełka wskazuje ornitologiczny tytuł. Jednakże nie chodzi tutaj o „rodzinę z rzędu wróblowatych, podrzędu śpiewających, obejmujących około stu gatunków”, lecz o wykreowaną przez pisarza złożoną, odsłaniającą się w niedługich rozdziałach, semantykę słowa „krukowate” i wynikające z niej zagadnienia zasadnicze. Jest ona zakorzeniona między innymi w słynnych frazach z drugiej części Dziadów Adama Mickiewicza czy w tytule znanego opowiadania Stefana Żeromskiego, a wreszcie w Liście do Quinctiusa Hirpinusa Horacego. Mowa w nim o tym, że jedynie życie godne, wolne od wyrządzania krzywdy i żądzy zysku, zapewnia prawdziwy spokój – taki metaforyczny sens ma przytoczony w Prologu cytat: „non pasces in cruce corvos”, co w przekładzie Jana Czubka znaczy: „Na krzyżu nie zjedzą cię kruki!”. W tym samym liście Horacego czytamy również, że „kto zaś w obawie wciąż żyje, wolnym nie nazwę go nigdy” (jak przetłumaczył słynny poznaniak, pierwszy redaktor „Gazety Polskiej” – Marceli Motty).

Skojarzenia z „krukowatością” idą w głąb historii i logiki totalitaryzmu. Wspomina się, że „czarnymi krukami (wronami)” nazywano auta czekistów. Czytając tę prozę, przyjąłem, że na którejś z kolejnych stron znajdę pamiętne hasło wycelowane w rządy Wojciecha Jaruzelskiego: „WRON-a Orła nie pokona” (przypominam, że WRON to Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, powołana wraz z ogłoszeniem z 12 na 13 grudnia 1981 roku stanu wojennego). Węgiełek go jednak nie przywołał; nie przywołał także zawołań podziemnej opozycji tamtego czasu: „To nic, że kraczą WRONy”, „WRONa nas nie pokona!”, „WRONa skona” i innych. Nie ma powodu, by traktować ten brak jako niedopatrzenie pisarza. Być może nasuwające się asocjacje uznał za zbyt oczywiste. Nie jest wykluczone, że związanie „krukowatości” z WRON byłoby zabiegiem efektownym, ale spłycającym wymowę świata przedstawionego.

Powieściowy Falk próbuje się wyzwolić z paraliżującego strachu, o którym nie pozwalają zapomnieć mu „krukowate”. Są one jak złe duchy, upiory lub ich budziciele. „Krukowaty” to pewien typ człowieka, który pasożytuje, na czym tylko można pasożytować, współdziała na rzecz rozszerzania się i utrwalania indywidulanych i zbiorowych lęków. W tej negatywnej ptasiej symbolice zawiera się jakieś fatum, które bohater bardziej lub mniej udolnie przezwycięża zarówno wewnątrz siebie, jak i na zewnątrz. Jedna z pierwszych konstatacji narratora brzmi: „Trwał paraliż strachu, choć może raczej bezwład przygnębienia” (s. 11). Poza literackimi konotacjami muszę przyznać, że zdanie to trafnie opisuje stan ducha, jaki pamiętam z pierwszej połowy lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku.

Należący do „krukowatych” są nachalni i bezwzględni, nękają i prześladują, są tak samo odrażający z wyglądu, jak i moralnie, ale nic nie można im zrobić. Falk boleje nad nierozwiązaniem „problemu krukowatych”, marzy o dotarciu do ich gniazd, które nieprzypadkowo znajdują się przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie. Jego obolała psychika odnotowuje: „oto wtargnął tu za nim krukowaty – grabarz i plugawiec” (s. 17). Wie dobrze, że „krukowate” zrywają więzy ludzi z przeszłością (są więc odpowiedzialne za uniemożliwianie rzetelnych badań historycznych), nie pozwalają pomagać więźniom politycznym, odczłowieczają osoby, współpracują z diabelstwem, są „agentami integralnego bezbożnictwa” (s. 57), deprawują własne dzieci, zarażają cynizmem, który jest „materią antycywilizacji” (s. 81). Dzielą się wyraźnie na trzy grupy: „pospoliciaków”, „przebierańców” i „maszkary” (s. 145), żyją w błogostanie czystego sumienia (s. 171), sprzyjają osobnikom bezwzględnie odcinającym sposoby bogacenia się od zasad moralnych, sięgają w intymność ludzi, by odbierać im poczucie własnej wartości, wymyślają spiski lub drwią z rozsądku, aby odwrócić uwagę od realnych problemów. Szydzenie jest im bliższe niż inne sposoby wyrażania swojego stosunku do bliźnich i świata.

Falk zdaje sobie sprawę, że obroną przeciwko „krukowatym” jest wzgarda, ale jego na nią nie stać. Podobnie nie potrafi przyczynić się do ich likwidacji, zapomnieć o nich, wznieść się ponad nich, wybaczyć im. Jednym z możliwych i skutecznych środków w zwalczaniu „krukowatych” jest fachowość i kompetencja, a także piękno moralne. Ale w narracji ta pozytywna odpowiedź na zło „krukowatych” nie zawsze jest konkretnie formułowana.

Powieść Krukowate odsłania istnienie struktur pogardy: „Inwigilacja rodzi pogardę, pogarda rodzi zbrodnię” (s. 197). Tytułowe „krukowate” szafują pogardą i podtrzymują ją. Być może będą zawsze obecne, ale nie powinny dominować. Na świecie żyją tysiące ptasich gatunków.

Węgiełek dobitnie zdiagnozował współczesną Polskę, wchodząc nie tylko w sferę ocen jej najnowszej historii, ale też w konstruktywny spór o to, jaka powinna i jaka mogłaby być. Uświadamia, że Polska wyłącznie liberalna sama dla siebie stwarza wiele zagrożeń. Jesteśmy powołani do przepracowywania jej od wewnątrz, aby nie ulec pokusie nieodwracalnego zwątpienia w obiektywne dobro osobowe i wspólne.

Janusz Węgiełek, Krukowate, Wydawnictwo LTW, Łomianki 2019.

Okładka książki "Krukowate"

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Zbigniew Chojnowski, Przepracowanie Polski, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 70

Przypisy

    Powiązane artykuły