17.12.2020

Nowy Napis Co Tydzień #080 / Kot, jaki jest, każdy widzi

Konstanty Jeleński chyba nie jest postacią powszechnie znaną w polskiej kulturze, choć dla jej promocji bardzo się przysłużył. Być może nawet to, że ostatni tom głośnej Mojej walki Karla Ovego Knausgårda w dużej mierze opiera się na Dzienniku Gombrowicza, jest zasługą właśnie Kota (nazywanego tak przez przyjaciół), dbającego o rozsławienie świetnych polskich literatów na rynkach zagranicznych. Sam życiorys Jeleńskiego wydaje się obiecującym źródłem informacji dotyczących świata literackiego i reguł wpływających na popularność dzieła: Kot, jako manager kulturalny, zachwycony jakimś autorem, nie wahał się oddać całkowicie bezinteresownej pracy na rzecz literata, by z pominięciem swoich ambicji pisać wnioski i apele do wydawców i fundacji przyznających finansowanie. Choć sam nigdy nie napisał książki, mimo że nosił się z takim zamiarem, to zbiory jego tekstów zawierają w dużej mierze omówienia, wstępy do dzieł Gombrowicza czy Herlinga. Miał wielką wrażliwość na piękno, docenianą w środowisku polskich literatów – więc nieprzypadkowo to Kotowi Herbert zadedykował swój słynny esej o Sienie. W dodatku losy Jeleńskiego są ciekawe i z innych perspektyw, choćby tożsamości narodowej (Jeleński często dystansował się od Polski, a jednocześnie pełnił rolę impresario polskiej literatury i paryskiej „Kultury” na Europę Zachodnią) czy tożsamości seksualnej (Kot ukrywał liczne i przelotne związki z mężczyznami, a jednocześnie publicznie był partnerem życiowym malarki Leonor Fini).

Trudno jednoznacznie zakwalifikować Jeleńskiego, wymyka się on prostym kategoryzacjom zawodowym czy tożsamościowym. Wywodzący się z rodziny o korzeniach ziemiańskich, będący pod wielkim wpływem charyzmatycznej i liberalnej matki, od najmłodszych lat stykał się z zachodnią kulturą europejską. Przez pracę swojego ojca (jak się potem okazało, przybranego), przedwojennego dyplomaty przebywającego na ciągle innych placówkach, Jeleński jako nastolatek miał okazję poznać Madryt, Wiedeń czy Bukareszt; jego rodzina miała liczne kontakty wśród arystokracji polskiej i europejskiej. Do Polski wrócił w czasach gimnazjum, zdał też polską maturę w 1939 roku, by po wybuchu wojny na zawsze opuścić kraj. Wstąpił do wojska we Francji, po klęsce został ewakuowany do Anglii, tam też studiował ekonomię i nauki polityczne na Saint Andrews, a potem historię na Oxfordzie (choć z dość marnymi wynikami). Brał udział w lądowaniu w Normandii jako czołgista – przeszedł szlak frontu zachodniego wraz z generałem Stanisławem Maczkiem. Jeszcze w wojsku opublikował swój pierwszy tekst – recenzję tomu Miłosza Ocalenie – który okazał się wstępem do późniejszej wrażliwej eseistyki poświęconej literaturze i malarstwu. Wkrótce też związał się ze środowiskiem „Kultury” Jerzego Giedroycia (redaktor nazywał go, obok Czapskiego, swoim ministrem spraw zagranicznych), choć raczej był on satelitą Maisons-Laffitte niż jego kluczową postacią.

Te wszystkie elementy, owszem, pojawiają się w książce Anny Arno, ale w trudno przystępnej formie i nie do końca przemyślanej konstrukcji. Choć w pracy widać wielki trud autorki, która dotarła do częściowo niepublikowanej korespondencji Jeleńskiego z Amerykanami z Kongresu Wolności Kultury i przeprowadziła liczne rozmowy z jego przyjaciółmi, to biografia ta ma poważną wadę strukturalną. Otóż autorka, nie ujawniając tego wprost, zdecydowała się pokazać Kota przez pryzmat cudzych spojrzeń, polifonię głosów rozpisaną na znane nazwiska polskiej i zachodniej kultury europejskiej, co w konsekwencji prowadzi do tego, że gubi jej się główny bohater. Kot nie jest tutaj postacią mierzącą się z problemami, dojrzewającą i rozwijającą się — jest raczej wieloaspektowym, ale niezmieniającym się w czasie pomnikiem (czemu przysłużył się również często niepotrzebny patetyczny sposób pisania). Nie widziałam tutaj człowieka stawiającego sobie pytania, tylko czytałam uporządkowany zbiór cytatów o Jeleńskim w oczach znajomych.

To wszystko ma swoje odzwierciedlenie także w budowie biografii: każdy rozdział poświęcony jest innej osobie, z którą Jeleński utrzymywał bliskie kontakty, lub też jest opisem wydarzenia, w którym Kot brał udział z innymi ludźmi. Słowem: Kot jest taki, jakim stworzyli go inni – choć nie jestem pewna, czy taki wniosek był zamiarem autorki. Miałam również wrażenie, że wybór osób, których oczami oglądamy Jeleńskiego, zależał od dostępności korespondencji: Kot wymieniał listy ze swoją matką, Czapskim, Gombrowiczem, Giedroyciem, Iwaszkiewiczem, przedstawicielami Kongresu Wolności Kultury. Cytaty z ich korespondencji pojawiają się aż w przesadnej ilości w tekście książki, ale już Herbert czy Mary McCarthy, dość bliskie osoby dla Kota, są jedynie wzmiankowane. Autorka nie ujawniła przy tym powodów skupienia się tylko na wspomnianych kilku osobach. Arbitralnie dokonała selekcji perspektyw, na których tle dość nieprzekonująco naszkicowała postawę Jeleńskiego. Innym, chyba nieuświadomionym, zabiegiem autorki było mierzenie wartości jakiegoś przedsięwzięcia liczbą sławnych nazwisk, które wzięły w nim udział. Stąd nic nie można dowiedzieć się o stosunku Kota choćby do pozostałych, mniej znanych, a równie zasłużonych mieszkańców Lafitu: Zofii i Zygmunta Hertzów. Także Leonor Fini jest opisana przez Arno jako ta malarka, która nie miała miejsca przy stoliku surrealistów André Bretona. To niezwykle irytująca maniera pisania, bardzo elitarystyczna i nieuzasadniona właściwie życiem Jeleńskiego, który spotykał się przecież nie tylko z arystokratami i nie uzależniał wartości człowieka i relacji z nim od jego pozycji społecznej. W takiej narracji autorka zgubiła wartości autoteliczne i podporządkowała opowieść autorytetowi roztaczanemu przez sławę.

Wydaje się, że podjęta przez Annę Arno próba – ostatecznie nieudana – opowiedzenia biografii poprzez wypowiedzi innych osób pokazuje także pewien bardziej uniwersalny problem. Człowiek jest taki, jakim widzą go inni, czy też taki, jakiego sam siebie stwarza? Jaka jest obiektywna miara, którą można przyjąć, by ocenić lub chociaż poznać człowieka? Nie jest to problem nowy: już w międzywojniu artykułowała go między innymi Zofia Nałkowska w Granicy, gdy opisywała Zenona Ziembiewicza. Zacytujmy tę trochę zapomnianą autorkę:

Dziwił się, że on jeden jest sobą pośród świata — i w tym odkryciu była groza, była jakaś nie do zniesienia samotność. Próbował się odnaleźć między ludźmi na innej drodze, ustalić się obiektywnie, wyprowadzić się ze świata, określić siebie jak każdego innego człowieka […]. Próbował tędy się odnaleźć i właśnie najbardziej się gubił. Wewnętrzne czucie siebie odpadało z przerażeniem od tego widzenia.

Istnieję więc jako podmiot wobec innych, czy istnieję jako autonomiczny podmiot niezależny od reszty społeczeństwa? Arno zdecydowała się opowiedzieć o człowieku definiowanym przez sumę spotkań z innymi ludźmi. Taka perspektywa, przynajmniej w przypadku biografii Arno, sprawia, że Jeleński staje się osobą niezmienną w czasie, nigdy nie widzianą bezpośrednio, dostępną jedynie przez odbicia w różnych lustrach. Te odbicia są jednak zawsze przecież jakoś zdeformowane, wykrzywione, nie do końca wierne. Bezkrytyczne poleganie na opisach Kota z korespondencji czy wypowiedzi innych, bez głębszej analizy jego tekstów oddających jego postawę ewoluującą w czasie, robi z Jeleńskiego bardzo eteryczną postać, nieuchwytną i pozbawioną stałego wnętrza — a w konsekwencji pozbawioną prostych, ludzkich cech. Taki portret nie wydaje się godny zaufania, przypomina bardziej księgę pamiątkową niż biografię człowieka mierzącego się z uzależnieniami, pokusami, walczącego o uznanie dla swoich protegowanych literatów. Niekiedy zresztą narracja niebezpiecznie zbliża się do jakiejś formy sądu nad Jeleńskim, od razu rozstrzyganego na jego korzyść: choćby wówczas, gdy Arno przedstawia oskarżenia względem Jeleńskiego o wejście w rolę agenta CIA pozyskującego amerykańskich pieniądze dla „Kultury” lub wzmiankuje o jego inwigilacji przez SB. Ale nawet i w tych przypadkach jest to opis Kota widzianego oczami innych: Arno przytacza cudze oskarżenia i cudze potwierdzenia. Źli oskarżali Kota o sprawy absurdalne, dobrzy chwalili za cechy piękne.

Poleganie autorki na cytatach ma jeszcze jedną niedobrą konsekwencję: w takiej narracji gubi się zupełnie rzeczy najciekawsze, bo wszystkie informacje właściwie stają się równie nieistotnymi didaskaliami albo bibelotami w biedermeierowskim kredensie. Arno zgromadziła mnóstwo wypowiedzi, ale zgubiła człowieka — autorka nie opisuje wydarzeń, argumentów, nie problematyzuje żadnych kwestii, takich jak choćby stosunek Jeleńskiego do przedwojennej Polski czy potem komunizmu, a jedynie chaotycznie przedstawia osoby współpracujące z Kotem w różnych inicjatywach. Z takiej kakofonii trudno wydobyć myśl przewodnią. Widać to zwłaszcza w opisie Kongresu Wolności Kultury (KWK), inicjatywie zachodnich intelektualistów zawiązanej w obliczu ekspansji Związku Sowieckiego – wątki już omówione wracają tam ponownie pod koniec rozdziału, pojawiają się nowe cytaty ze wspomnień, listów, nadające nowe konteksty opisanym wydarzeniom. Z kolei we fragmencie, w którym Arno pisze o stosunku Kota do kierunku obranego przez zarząd KWK, cytuje jego list wytykający organizatorom brak dyskutowania przyszłości Europy Wschodniej. Następnie ze zdania o klimacie intelektualnym Kongresu przechodzi wprost do anegdoty o wydekoltowanej sukni Leonor Fini (autorka nie mogła nie dodać, że była to suknia od Diora). Jeleński w ten sposób niesłusznie wychodzi na osobę niepoważną, zostaje niechcący „upupiony” przez autorkę. Takie zestawianie intelektualnych kwestii dotyczących polityki i kultury z plotkarskimi anegdotami o znanych tego świata jest dość częste w tej biografii i kompletnie zaburza proporcje. Prowadzi raczej do ukazania Jeleńskiego jako groteskowego niż zdystansowanego do siebie.

Biografia Arno pozostawia wielki niedosyt. Autorka zdecydowała się jedynie zarysować pewne sytuacje, ale nie pogłębiła ich, nie szukała motywacji dla postawy Jeleńskiego ani nie problematyzowała poruszanych wątków. Sama kwestia stosunku Kota do polskości — przyznam, że dla mnie najciekawsza — mogłaby bardzo dobrze ustawić dociekania biograficzne. Oczywiście, jak przyznawał sam Giedroyc,

[sprawy polskie] nie zajmowały pierwszego miejsca u Jeleńskiego. Może dlatego, że czuł się on równie dobrze we Włoszech czy we Francji. Nie był emigrantem, a myśmy byli emigrantami. Polska nie doskwierała mu tak jak nam.

Mimo to jego pochodzenie, relacje z przedwojenną polską elitą intelektualną i wielka potrzeba działania na rzecz wypromowania polskich pisarzy za granicą są dobrym przyczynkiem do rozpoczęcia dociekań dotyczących narodowości w duchu Antoniny Kłoskowskiej. Badaczka analizowała tożsamość jednostki w perspektywie stopnia przyswojenia przez nią wartości kultury narodowej i jej stosunku do kultur zagranicznych. Dokładne studia przypadków przeprowadziła na przykładach Witolda Gombrowicza, Jana Lechonia i Józefa Czapskiego; wydaje się więc, że ambiwalentna postawa Jeleńskiego, zawieszonego między Polską a Europą, byłaby tu bardzo ciekawym materiałem badawczym.

A. Arno, Kot. Opowieść o Konstantym A. Jeleńskim, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2020.

okładka

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Katarzyna Krzyżanowska, Kot, jaki jest, każdy widzi, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 80

Przypisy