25.03.2021

Nowy Napis Co Tydzień #093 / Poczta poetycka (4)

Natalia K.

Liryka ze swojej natury przekształca i zniekształca rzeczywistość, ale jeśli upaja się swoim własnym kształtem, jeśli napawa się możliwościami jego zmieniania i przekształcania, wcześniej czy później może prowadzić do zapatrzenia się w siebie. Do narcyzmu. Do maniery. Do nudy. Niekiedy zaś liryka, najszczersza nawet i najuczciwsza, zapada się w sobie, ale to wyłącznie w sobie, tak głęboko, że wytwarza formy karykaturalne względem siebie samej. Wypaczone względem autora, jego planów, zamierzeń, obietnic, zapowiedzi i tak dalej. Na przykład żal, skądinąd pożywna w liryce potrawa, tu pojawia się w wierszu pod tytułem „Żałuję” – w samym tytule. Czytam: „Żałuję, / tak chce do tego wrócić. / Złapałeś, / Mnie całą” i „Żałuję, / że nie czułam jak serce, / rękę, / mi dałeś”, ale nie widzę żalu. Nie czuję żalu. Jest użalanie się nad sobą albo po prostu – lamentowanie. Niewątpliwie jest także czułość, pewnie ogromna i ważna, wyrażona jednak zbyt prosto, przy pomocy tego, co wielu ludziom z żalem przeważnie kojarzyć się może: z koniecznością wyboru, a więc i utraty, rezygnacji, z sercem, zapewne pękniętym, z gestem wyciągniętej ręki, zapewne odrzuconej albo nigdy niewyciągniętej (także: wyciągniętej zbyt późno, po czasie). Nieco inaczej: z żalu powstaje obraz tego żalu, ale być może nikt nie dostrzega w nim ważnej rzeczy: swojego własnego żalu. Ani żalu Natalii K. Może warto poczytać lirykę pisaną przez innych poetów? Rozejrzeć się – w świecie, w literaturze. Czytelnik także może żałować – na przykład lektur, których nie przeczytał, bo był zajęty czytaniem wierszy Natalii K. Czy tak być musi? 

W innych wierszach autorki („Miłość na jawie”, „Kochać” i „Do kogoś”) ważna rzecz: muzyka. To warto docenić. Na początek to wiele. Na poważnie – nie w tej formie. Może nie teraz. Ale – muzyka, więc może warto śpiewać dalej?

Piotr K.

Przede wszystkim wiele tupetu. Wobec piszących i czytających poezję teraz – ten brak zaufania: jakby nie znali innych wierszy niż te z nadesłanego zestawu. Tak całkiem – jakby nie znali. Tymczasem znają. Właśnie tak się składa. Wiele obojętności wobec poezji teraz nieczytających, czyli poetów i czytelników umarłych. Jakby nie pisali i nie czytali. Jakby nigdy nie żyli. Tupet wraz z obojętnością, nie mnie orzekać, wynikającą z zadufania czy osobliwie nabytego doświadczenia, rodzi lekceważenie, które sprawia, że powstają wiersze w tym rodzaju: „Zaczniemy spokojnie – spoglądając z góry. / Rozbujamy nogą księżycowe chóry. / Do ostatnich granic napełnimy szklanki / i będziemy śpiewać słodkie kołysanki”. Albo w tym rodzaju: „Miał królewicz ją ratować, / dobyć miecza, serce zdobyć. / Ale wolał ze stajenną / w świeżym sianie się położyć”. Przez wiersze liryczne Piotra K. przemawia zasada, która wydaje się odporna na wszelkie argumenty i wszelką wiedzę: tą zasadą jest wzgarda. I głos, słabe wołanie: czytać więcej, żyć intensywniej, mniej pisać.  

Gabriel K.

Wiele przesadzonych rzeczy w tym świecie, nadmiernych – jeśli „Bóg”, to „ze złotych promieni”, jeśli „chochoł” to „zrodzony z nicości”. Czasem i to przemawia, przytoczę więcej: „Wszystkiemu króluje Bóg ze złotych promieni, /Złoty chochoł zrodzony z nicości, / Nigdy się nie nasyci, / Bo pusty jest w środku. / Nosi wiele imion, / I wcale nie jest tym czym się nam wydaje, // Chce wszystkiego bo nie ma niczego”. Plus konwencja psalmu, świadoma, przemawiająca z tytułu samego utworu „Psalm Złotego Chochoła” – tak aby było patetycznie, aby i brzmiało jak psalm, i jak psalm znaczyło. Albo gdzie indziej, w cyklu „Zabójca” – „Pierwszy z szeregu, / Młody i piękny bóg./ W nic nie wierzy, / Żyje dla przyjemności, / Żyje dla wolności, / Jest chwilowy i rzadki, / Jak spadająca gwiazda” – tu interesująco spotyka się wyrazistość obrazu z jego przerysowaniem, czas wzniosły z czasem kiczu, monstrualność i jej karykatura. Tak mi się wydaje, tak sądzę. Moja asekuracja jest prosta: nie mieszkam w autorze. Wiele obrazów z pisania Gabriela K. widzę wyraźnie, jak choćby ten z cyklu „Zabójca”: „Przegnał świat / W końcu wszyscy stanęliśmy przeciw sobie, / Na wypalonych pustkowiach gdzie kiedyś były miasta”. Także w pamięci one powracają. Inne zaś widzę mniej wyraźnie, bo jest ich na przykład zbyt dużo. Osaczają i przez to niweczą się same: góry, otchłanie („otchłanie krzyków”), krew, Mitra, piękne kobiety, „hebanowe skóry”, „śmierć i życie”, „ogień i krzyk”, „dom bez granic” – zbyt długi to orszak. Zbyt wystrojony tłum, hałaśliwy. Kiedy myślę, jaki autor wychodzi ze swoich wierszy, to widzę wokalistę Black Sabbath, Ozzy’ego Osbourne’a, ale wtedy, kiedy już zdziwaczał i dał się namówić na udział w reality show, i jego żona w dzień jego urodzin przystroiła mu pokój wstążkami i balonami, jak to w dzień urodzin, na co Ozzy wszedł do tego pokoju i rzekł coś w tym rodzaju: „cóżeś ty nawyprawiała, kobieto, ja jestem księciem heavy metalu, a ty mnie tu rozwieszasz papier i balony?”. Tak to widzę. Czy tak ma być? Nie wiem, ale widzę właśnie taką postać. 

Czasem, choć rzadko, Gabriel K. połączy te dwa porządki, ten patetyczny i kostiumowy z tym zwykłym, życiowym, i puści do czytelnika oko, jak tu: „Ułamał głowę jednemu Król Beton, / A potem drugiemu, a potem wziął ich na jebanie / Do swoich komnat”. Mnie to przekonuje, mnie to się podoba. Albo tu: „My mieliśmy noże i siekiery, / Krzyczeliśmy „pomścimy Olimpię”. / A król był w rzeźbionej srebrnej zbroi, / I koronie splecionej ze złotych drutów”. 

Czego w tych wierszach nie ma? Przerzutni. Ani jednej. Przydałaby się. Nawet dla sportu. Czym jest przerzutnia? Warto, żeby autor sam przeczytał o niej w książkach albo w sieci. Może mu się przyda. 

Arkadiusz O.

Bywają w poezji podróże w głąb siebie, czasem zbyt uciążliwe dla czytającego, bo mieszkanie przysposobione dla niego okazuje się zbyt ciasne i przez to nie może tej przestrzeni uczynić mieszkalną, nie może rozpakować ani nawet zabrać bagaży tych, co chciałby, czasem zaś może okazać się zbyt rozległe, i wtedy mieszka mu się kłopotliwie. Jak to w zbyt dużym mieszkaniu. Bywają też podróże na zewnątrz, jak w wierszu „niepewność/pewność”, kiedy rzecz polega – między innymi – na stawianiu drogowskazów, na mówieniu o punktach: „przejdziemy się kiedyś po peryferiach” „i patrzyłem na Tarchomin”. Krótko, konkretnie. Stwierdzenia, orzekania. To potrzebne. A pokazywanie? Co widzi czytający? Co ma zobaczyć? Co otrzymuje? Czytający widzi, jak „bałwany ulepione śmiały się / w twarz przechodniom” albo widzi „pod warstwą białej piany / bursztynowa fantazja / i znika powoli szara substancja podłoża”. Albo widzi „placek na niebie”, który „nucił znowu swoją melodię” lub „bałwany ulepione”, które „śmiały się / w twarz przechodniom”. Czy Arkadiusz O. chciałby mieć takiego przewodnika w swojej podróży po mieście, parku albo lesie? Czy chciałby pójść na wycieczkę obok osoby, która go prowadzi, mówiąc właśnie o tym i właśnie tak? – ogólnikami? Mówiąc to, co i tak przecież widzi – sam, bez tej osoby? Nie jestem pewien. To nudne. Nawet piękna, świetnie zaplanowana wycieczka, nawet podróż całego życia i spacer za miasto mogą być utrapieniem, kiedy przewodnik nudzi. Przewodniku, jeśli chcesz nim być, pokaż mi coś, czego nie widzę, czego nie wiem – tego chce czytający: i w lesie, i w muzeum. Towarzysz podróży – tej na zewnątrz, i tej do wewnątrz. 

Czytający może także odrzucić zaproszenie do domu, do podróży. Na przykład wiersz „nikt szczególny” rozpoczyna się od zapisu, powtórzonego potem jeszcze raz, a mianowicie „nie robię niczego niezwykłego”. To skoro z ciebie tak nieciekawy człowiek – może powiedzieć czytający – to ja dziękuję, bo ja jestem upierdliwym chłopakiem, kapryśną dziewczyną, albo odwrotnie, ale tak czy inaczej – dziękuję, ja z tobą chodził nie będę, bo z takim nieciekawym i marudnym gościem nikt by chodzić nie chciał. Może się tak stać i może się okazać, że czytający wcale nie jest ani upierdliwy, ani kapryśny, ale nie interesuje go zaproszenie.

Wiersz „sen przed końcem świata”, najdłuższy w nadesłanym zestawie – urokliwy, przez wzgląd na zdolność do panowania nad obszerniejszą fakturą tekstu, także przez wspomnianą umiejętność pokazywania, jak tu: „a później robotnicy zabrali swoje elektryczne piły / i odjechali dostawczą furgonetką / rozeszliśmy się wszyscy /w swoją stronę”. Albo tu: „mówiłaś głośno / które gałęzie podciąć i których / nie wycinać wcale / bo chcieli wyciąć wszystko / drzewo po drzewie, gałąź po gałęzi”. Właśnie tu czytający może odwrócić się do przewodnika i powiedzieć: „tak trzymaj!”. 

„ciemna płachta nad / miastem / w cieniu klonu stawiam / niedopite piwo” – zapisał Arkadiusz O. w odmiennym wierszu, w jeszcze innym zapisał: „i wracałem powoli do domu, te ptaki / wciąż nie chciały usiąść na wyższej gałęzi”. I dobrze zapisał. Dom czy mieszkanie tak często wraca w nadesłanych wierszach, że może by tak czytającego z tego domu czy mieszkania wyprowadzać częściej? To i owo mu szepnąć, dać mu drogowskaz, a resztę niech sam sobie zobaczy, dośpiewa. Ale aby tak było, trzeba go z tego domu czy mieszkania wypuścić. Nawet jeśli świat zewnętrzy również może okazać się dla niego nudny, to niech nudzi się sam. Niech sam zobaczy. 

 

Na adres pocztapoetycka@instytutliteratury.eu możecie nadsyłać zestawy liczące maksymalnie pięć wierszy (prosimy o pliki w formatach *.doc, *.docx lub *.odt). Wasza twórczość trafi do Romana Honeta – jednego z najważniejszych współczesnych poetów. Honet wraz z zespołem Instytutu Literatury zajmie się oceną wierszy oraz udzielaniem porad warsztatowych, które znajdziecie na łamach „Nowego Napisu Co Tydzień”.

Autorzy najlepszych tekstów zostaną docenieni płatną publikacją na portalu nowynapis.eu.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Roman Honet, Poczta poetycka (4), „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 93

Przypisy

    Powiązane artykuły