22.04.2021

Nowy Napis Co Tydzień #097 / Poczta poetycka (5)

Katarzyna K.

 

Czasem uwaga czytelnika skupia się tak głęboko na tytule wiersza, że tytuł ten zatrzymuje ją przy sobie tak mocno – przez jego inne znaczenia, niekiedy w mniejszym lub większym stopniu powszechne, potoczne, a często – wyłącznie autorce wiadome – że sam wiersz staje się komentarzem do tytułu. Tak jest w przypadku Hipnozy regresyjnej – widzę zaproszenie do pewnego świata (może to świat autorki); jest niemal sloganowe (nazwa techniki terapeutycznej), wyraźnie wybrzmiewa, ale równocześnie jest dość zdawkowe, formalne. Skąpe i zachowawcze. Bez ryzyka, ostrożne. Przypomina poznawanie człowieka poprzez jego wizytówkę. Da się tak, ale to dość rachityczna forma znajomości. Przymało. Pojawiają się „rzęsy / i zarys ust”, ale jak one wyglądają, co właściwie się z nimi dzieje, czy w ogóle coś się dzieje, do kogo należą – tego nie wiem, nie widzę – dodam, że i te „rzęsy”, i ten „zarys ust” występują „we wspomnieniach”, a to dość oczywiste – hipnoza regresyjna wiąże się z przypominaniem zdarzeń w czasie minionym. Czytelnik otrzymuje więc zaproszenie do świata, w którym ma używać swojej własnej wyobraźni, swojej własnej wiedzy i swojego własnego doświadczenia, a do ich użycia dostał tak wielkie możliwości (mianowicie własne możliwości), że może ich w ogóle nie użyć, albo użyć – w innych wierszach, w innych okolicznościach. Bo są także inne okoliczności i są także inne wiersze. Sam bym się zastanowił przed wzięciem udziału w tak przygotowanym seansie hipnozy. Zaproszenie jest dość głośne, krzykliwe, owszem, ale może zamiast czytać wiersz o hipnozie regresyjnej, wolałbym po prostu poddać się tej hipnozie, być może wtedy bym coś zobaczył.

Pisanie o rzeczach nieoczywistych może za to przykuć uwagę w wierszu pod tytułem niebijącym w oczy – Wiatr. Tytułowy wiatr robi to, co wiatr zazwyczaj robi, czyli „pozamiatał kurz z twarzy” i

teraz
biega między oknem a drzwiami
wołając mnie do ciebie
nie gniewaj się
nie przyjdę
boję się
że może przewrócić mnie
w twoje objęcia.

Czyli robi także coś wbrew czytelniczemu spodziewaniu – „przewraca w objęcia” – dla tego zapisu wracałem do wiersza Wiatr.

Niekiedy to, co zwykłe, czego wiele w życiu, zderza się z tym, co rzadkie, czego w życiu mało. I niekiedy to zderzenie przynosi efekty karykaturalne, jak to czasem bywa, kiedy małe nagle zestawia się z wielkim, gdy się od razu od małego przechodzi do wielkiego. W sposób dość oczywisty, przewidywalny. Bez miejsca dla siebie. Bez optymizmu, może nawet więcej – bez jakiejś autorskiej pychy. Bez jakiejś własnej ironii. Jak w wierszach Kłótnia i Dywan – w pierwszym „głos” „idzie po mojej twarzy”, „spływa po policzku”, następnie zmienia się w „mokrą linię”, która to linia robi to, co czasem linia robi, czyli „wyznacza” – tu: „koniec naszej miłości”. Czyli łzy, symbolizowane przez linię, oznaczają od razu – o tak, pyk! – koniec miłości. Dlaczego nie początek? Dlaczego tak prosto? Tak szybko?

W Dywanie widzę zaś „stosy marzeń” schowane „pod dywanem” oraz autorkę, która pisze, że „obchodzi je dookoła” „jak relikwie” – oddaję jej głos: „choć / nie wiem”, „czy jest to kawałek drewna / czy drewno krzyża”. Ja także nie wiem. Tak czasem bywa z pożyczonymi rzeczami, jak „kawałek drewna” czy „drewno krzyża”. Może warto by schować pod dywanem jakiś własne przedmioty? Albo jeden przedmiot, ale określony – zamiast „stosów marzeń” może młotek, kubek albo lokomotywa? Dlaczego nie zaszaleć? Trochę ironii i trochę odwagi. Ryzyka. Warto spróbować. Warto także zaglądać do pism literackich, na przykład do magazynu „Obszary przepisane” i zobaczyć, jaki użytek z przedmiotów robią Łukasz Jarosz http://obszaryprzepisane.com/lukasz-jarosz-op9/ i Dominik Żyburtowicz: http://obszaryprzepisane.com/dominik-zyburtowicz-op9/.

 

 

Tola S.

 

Czasem w wierszu można zobaczyć świat prosty, przewidywalny. Są w nim „niespokojne jesiony”, „kudłate modrzewie”, bez innych właściwości, po prostu są takie, jakie mogą nasunąć się na myśl najbliższym skojarzeniu, jakie się najprościej kojarzy – jest „kocie futerko”, które nie ma zapachu, wagi ani koloru (czarny ten kot? czy biały? a może aguti? a może kotka, a nie kot? mały? duży? może kociątko?), nie ma właściciela. Świat, w którym są „werandy / w pomponach pelargonii”, a „w macicy góry / można być embrionem” i „mieć wspólny krwiobieg z ziemią”. Świat siermiężny i bezpański. Świat bez pojedynczości. Bez właściciela. Bez siebie. Jest to nudny świat. Czasami nieświadomie groteskowy, choćby przez „pompony pelargonii” „,macice góry”, a przede wszystkim przez łatwość pisania – wspomnianych wcześniej metafor tego rodzaju mogłaby Tola S. natrzaskać jeszcze wiele i nic by to nie zmieniło. Albo zmieniłoby niewiele. Czy warto zapraszać czytelnika do takiego świata?

Widzę zamiar mierzenia się z rzeczami wielkimi, z witkiewiczowską teorią czystej formy na przykład, co zostało zapowiedziane w tytule jednego z wierszy: Wbrew czystej formie. Wiersz nieprzegadany, i świetnie, ale jak wiele rzeczy wielkich w zaledwie trzynastu wersach: czysta forma, Rzymianie, domyślam się, że nie są to mieszkańcy współczesnego Rzymu, „starzejący się organizm”, leki, domyślam się, że chodzi o lekarstwa, a nie indiańskie woreczki z przedmiotami uznawanymi za magiczne, „tanki Fortynbrasa”, co mnie odsuwa w stronę jakiejś współczesnej zmilitaryzowanej wersji Szekspira, a równocześnie wiersza Zbigniewa Herberta Tren Fortynbrasa, kończącego się słowami „Ani nam witać się ani żegnać żyjemy na archipelagach /a ta woda te słowa cóż mogą cóż mogą książę”. A tu: wiele spraw wielkich i ważnych w tak małej formie, samej autorki nie widać ani zza wiersza, ani w wierszu: pomysł interesujący, ale również niezbyt widoczny, ledwie rzuca cień zza cudzych słów – za wiele cudzego światła, może tak. W nim te „pracowicie uprawiane grządki / małych spraw”, jak zapisała Tola S. w innym wierszu, blakną. A one również mają swoje znaczenie, swój czas. Może warto zajrzeć na portal wywrota.pl (https://literatura.wywrota.pl/ajgi-gennadij/) i przeczytać, jak o rzeczach wielkich i małych pisał Gennadij Ajgi?

Najlepszy wiersz z nadesłanego zestawu to Droga krzyżowa, który tutaj przytaczam w całości:

wydany kornikom
sprzedany
wywrócony do nieba
obdzierany z kory do żywicy
ćwiartowany
złożony w kubiki
las wywieziony
z lasu.

Tytuł monumentalny, ale właśnie to atut tego utworu, że cała jego reszta została napisana wbrew pierwszym skojarzeniom, które nasuwa tak pompatyczny, „wysoko zawieszony” tytuł. Że kończy go własna, autorska pointa, która wynika z własnego pomysłu, nie z rekwizytów pobranych z wypożyczalni. Oby tak dalej.

 

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Roman Honet, Poczta poetycka (5), „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 97

Przypisy

    Powiązane artykuły